ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frisbee dog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frisbee dog. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

DOG GAMES Spring 2017


Tym razem DOG GAMES były dla mnie, dla nas wyjątkowe. Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedziałam, czy w ogóle Tajga będzie mogła startować i co z jej zdrowiem. Ostatnie 1.5 miesiąca było bardzo nerwowe i dołujące, nie był to czas, który pozwala przygotować się do startu w zawodach. Mimo tego, postanowiłam, że jeśli Tajga będzie zdrowa to startujemy. Wiedziałam, że oprócz dobrej zabawy nie mam co się nastawiać na wyniki. Ta edycja DOG GAMES i tak była w pewnym stopniu naszą małą osobistą wygraną.

Pakowanie
Łatwo nie było. Ja jedna, dwa plecaki, namiot i koc. Bardzo dużym ułatwieniem było podpięcie Tajgi na pas do biegania - dzięki temu miałam wolne ręce!

Komu w drogę, temu... ZTM. Tak, dobrze widzicie. Jesteśmy prawdziwymi hardcorkami i chyba jako jedne z niewielu osób (jeśli nie jedyne) przyjechałyśmy po raz 4 do Kaput komunikacją miejską a nie samochodem. Cóż do odważnych świat należy!  















Pogoda. Kiedy o 5 rano zadzwonił budzik a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam za oknem mocno bujające się drzewa, których widok potęgował towarzyszący im głośny szum liści i gwizd wiatru miałam ochotę iść spać dalej. Michał zapytał, czy jadę. Wahałam się, ale wiedziałam, że jeśli odpuszczę to będę potem bardzo żałowała.
DOG GAMES to zawody dla prawdziwych twardzieli, nie tylko pogodowych! 
Wiał przenikliwy, mroźny i porywisty wiatr, rano trochę padało. Niebo często pokrywały gęste chmury. Nie było łatwo... Bielizna termiczna, softshell, kurtka narciarska, czapka... Co jakiś czas musiałam rozgrzewać zdrętwiałe z zimna dłonie o cieplutkie ciało mojej Tajgi. Zazdroszczę jej, że nie marznie w takich warunkach. Z radością witałam nawet najmniejsze promienie słońca, bo od razu robiło się nieco cieplej i przyjemniej. Tak minęła nam sobota, do domu dotarłam dopiero po 17... W niedziele było lepiej o tyle, że od rana świeciło słońce, ale wiatr wiał nadal. Na szczęście tym razem byłyśmy w domu już po 13. Żałuję, że nie zostałam dłużej i nie widziałam reszty konkurencji, ale autobusy w weekend kursują co 2 godziny... I tak się dziwie, że przeżyłam ten weekend i nawet kataru się nie nabawiłam. 


Idąc w niedziele na przystanek w Kaputach takie chmury nas goniły. Po chwili sypał przez chwile intensywny śnieg, ale my akurat dotarłyśmy na przystanek i schroniłyśmy się w wiacie przystankowej. Grzejąc się już w domu kilkakrotnie przechodziły krótkie, ale dość intensywne opady deszczu. Miałyśmy szczęście, że podczas zawodów pogoda się utrzymała. 

Problemy z namiotem. Blondynka kupiła namiot - miął sam się rozkładać i szybko oraz łatwo składać... Jak było w praktyce? Podczas rozkładania namiotu w sobotę o mały włos nie porwał mnie wiatr... Nie umiałam go złożyć, liczyłam, że ktoś mi pomoże, bo w końcu na tyle osób ktoś musiał być ogarnięty w temacie. Okazało się, że nawet 2 facetów, których poprosiłam o pomoc i instrukcja, to za mało żeby złożyć namiot, który rzekomo da się poskładać w kilka sekund... No cóż, tym sposobem uciekł nam autobus. Tak poznałam Krzyśka (facet w sile wieku, który ma dwie adoptowane sunie i ma totalnego fioła na ich punkcie! - uwielbiam takich ludzi). Miał podrzucić mi namiot pod dom, potem podwieźć nas pod dom, bo miał po drodze, ale dostał się do finałów Dog Dartbee i tak czekałam. Ostatecznie podrzucił mnie do Warszawy na Górczewską a później podwiózł mi namiot na Wiatrak. W niedziele pojechałam bez namiotu, nie chciałam powtórki z rozrywki! W zeszły roku mój Michał się tym zajmował. Do czerwca muszę wziąć się w garść i ogarnąć samodzielne składanie tego dziadostwa, bo bez namiotu będzie nam ciężko. 



Kto jak nie my?! Tym razem podjęłam decyzje, że albo jadę sama z Tajgą albo wcale. Niestety obecność Michała w zeszłym roku bardzo rozpraszała Tajgę. Zamiast skupić się na starcie i łapać dyski rozglądała się, czy Michał nadal stoi tam gdzie stał, czy nie zginął. Rzucała dysk pod moje nogi i biegła w bok lub do tyłu do Michała, przez co traciłyśmy cenny czas w Time Trialu a podczas Dog Dartbee Tajga biegała na pół gwizdka i rzadko próbowała złapać dysk w locie. Nie było mi łatwo zabrać się ze wszystkim plus pies i jechać komunikacją miejską z warszawskiego Grochowa do Kaput, ale postanowiłam, że nie dam się i pojechałam! Nie chciałam też zmarnować szansy jaką dał nam los - po czerniaku póki co nie ma nawet śladu (oprócz maleńkiej blizny na paliczku). Biłam się z myślami. "Czy po zabiegu, który był nieco ponad miesiąc temu powinnam tak obciążać psa"? "Może powinnam teraz już tylko chuchać i dmuchać na Tajgę i trzymać ją w łóżku pod kołdrą nie narażając na wysiłek i stres"? Zachowanie, samopoczucie, energia i nieopisana chęć robienia czegoś jaką widziałam w ostatnich dwóch tygodniach w moim psie zadecydowały jednak, że jedziemy. Wyniki badań są znakomite, lekarze nie widzieli przeciwwskazań, więc dlaczego mam ograniczać psa? Niech używa życia póki może, oby to trwało jak najdłużej! Bez Michała, czyli mojego pomocnika technicznego, tragarza, operatora kamery i wsparcia było momentami ciężko, ale poradziłyśmy sobie! 





Cudowna atmosfera. Tu słowa są zbędne - tam trzeba być, inaczej nie zrozumiecie. Znajomi pukali się w głowę, kiedy słyszeli, że jedziemy w taką pogodę zamiast siedzieć w domu. Na fotkach widać słoneczne chwile. A i cała formuła DOG GAMES się zmieniła, impreza przeszła transformacje, pojawiły się nowe konkurencje, ale to zaiteresowani już wiedzą, albo sami odszukają. Ten wpis i tak już ma długość Mody na sukces 

Bardzo fajnym rozwiązaniem było ogrodzenie pola startowego banerami z zostawieniem "dziur". Dzięki temu Tajga miała mniejsze opory, że nie wyhamuje i wpadnie na "ścianę", co w zeszłym sezonie było dla niej problemem i biegała na pół gwizdka za frisbee.




Zawody były świetną okazją do dalszego testowania szarpako-smyczy od Siriusa - już na początku maja dowiecie się czy warto ja kupić 



WYNIKI

Dog Dartbee: 23/56 3 z 9 złapane w tarczy rzuty dały nam w sumie 70 pkt (30, 10, 30). Zabrakło mi wyczucia podczas silnych porywów wiatru i znosiło mi dysk tuz obok tarczy. 

Time Trial: 27/35 z czasem 54.81 w II próbie, to była heroiczna, trochę nerwowa i nierówna walka z wiatrem i z czasem. Cudem ukończyłyśmy tą konkurencje, rzutów było przynajmniej 5 może 6, nie pamiętam - za dużo emocji mi towarzyszyło i byłam skupiona na rzutach, komforcie Tajgi i liniach a nie na liczbie rzutów.

Time Warp [regulamin]: Nasz debiut w tej konkurencji. Bałam się, że nie zdobędziemy żadnych punktów, udało się zaliczyć tylko II strefę, co dało nam 5 pkt i ostatnie 14 miejsce (chyba nie wszyscy zapisani startowali). Centymetry dzieliły nas od zaliczenia III strefy, kilka rzutów było złapanych w II strefie i chyba 2 w III, ale poza środkiem. I strefy nie udało się zaliczyć, bo rzadko ćwiczymy tak bliskie rzuty, no i wiatr płatał nam figle i mimo, że Tajga bardzo się starała złapać każdy rzut, to czasem nie była w stanie przewidzieć, gdzie wiatr zniesie dysk. 

Bardzo pomocna była Asia Korbal, która sędziowała Time Warp, jej osoba i rzucane przez nią komentarze motywowały mnie do walki. 



Czy czegoś żałuję? NIE! Jasne, że mogło być lepiej, najbardziej brakuje nam obycia z polem startowym, mam problemy z wyczuciem długości rzutów kiedy trzeba trafić w strefę. Wszystko jednak da się poprawić i wypracować. Jedno czego żałuję, to to, że mogłyśmy startować w jeszcze jednej konkurencji, ale bałam się, że się zbłaźnimy.

Na zdjęciu po prawej Tajga w niedziele bacznie obserwowała jak inni ćwiczą rzuty przed Time Warpem. Ona już wiedziała po co tu przyjechała! Moja dzielna psica doskonale wie, że ta tym polu jest świetna zabawa i to tu biega się za dyskami w najlepsze, łapie je i szybciutko oddaje. Jej oczy zdawały się tylko mówić: "Dlaczego to tak krótko trwa? Możemy jeszcze?" albo "Czy mogę pobiec połapać dyski jak inni rzucają?" Niżej nawet jest fotka z miną Tajgi wyrażającą dezaprobatę i fochem, bo jak to tak kilka rzutów i mam grzecznie czekać? Lepiej bym coś porobiła 



Jak Tajga się w tym wszystkim odnalazła?

Jestem z niej niezwykle dumna! Nie miałyśmy niczego doszlifowanego, ale i bez tego Tajga dała z siebie maksimum i jak zwykle ratowała mi tyłek swoim talentem i miłością do aportowania frisbee. Tym razem Tajga nie biegała w spowolnionym tempie, nie rozglądała się, nie odpuszczała łapania dysków, była bardzo skupiona i zmotywowana. Jak tak patrzyłam na moją sucz, to odniosłam wrażenie, że było jej mało i najchętniej wyszłaby jeszcze kilka razy na pole startowe, albo pobiegła łapać dyski innych zawodników. 

DOG GAMES - kto raz przyjechał i wystartował będzie chciał przyjeżdżać i startować zawsze! Tego nie da się wytłumaczyć. To jest trochę jak narkotyk - wciąga i chcesz więcej, odliczasz dni do kolejnej edycji. Nie liczy się pogoda, żyjesz chwilą. Te chwile są piękne, to dla nich warto żyć! Jednych kręcą gry komputerowe, innych szachy lub leniuchowanie pod kocem - nie rozumiem co w tym fajnego? Tak samo jak mój zawodowo-frisbee bzik nie znajduje zrozumienia wśród przeciętnych ludzi.



Czy już Wam mówiłam, że kocham tego kundliszonka najbardziej na świecie?  To teraz już wiecie 


Wracamy do domu. Kolejne Dog Games już za dwa miesiące! Jeśli Tajdze zdrowie pozwoli, to ja postaram się poprawić moje rzuty i opanować emocje (tym razem na serio! i oby już nic nie staneło nam na przeszkodzie). Mam nadzieje, że uda się zdobyć więcej punktów, ale najważniejsza jest dobra zabawa i emocje, które temu towarzyszą. Chyba jestem nienormalna albo zdrowo popieprzona!




Pamiętajcie żeby obserwować Waszego psa! To ma być dla niego przyjemne, jeśli widzicie, że się w tym nie odnajduje, to darujcie sobie starty. Tu nie chodzi o Waszą ambicje, czy miejsce na podium. Ty i Twój pies musicie być zgranym teamem i czuć to coś. Jeszcze raz podkreślę to ma być super zabawa, po której będziecie chcieć więcej   A wyniki? Fajnie jeśli są dobre, jeszcze fajniej dojść do finałów a o podium każdy skrycie marzy, ale to nie jest najważniejsze. Kto nie próbuje ten nigdy nie wygra. Ja mam ogromną satysfakcję z tego, że mimo tak silnych podmuchów  wiatru byłam w stanie oddawać jako takie rzuty i nie miotałam dyskami w kosmos. 

Byle do 24-25 czerwca, bo wtedy:

"Kaputy welcome to Tajga mama luz
Frisbee dzikie dawno odkryte
Kaputy welcome to! 
Kaputy welcome to sun of Yamaica blue 
Polish Barbados i Galapagos 
Kaputy welcome to!"

Krótki filmik, na którym możecie usłyszeć jak wiało i zobaczyć pole startowe:

Dla ciekawskich posty o zeszłorocznych DOG GAMES

poniedziałek, 26 września 2016

Po DOG GAMES FALL '16 jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia


Jesienne zawody Dog Games to nasze trzecie zawody w tym roku i tym samym trzecie zawody frisbee w ogóle, w których startowałyśmy. Niby nic już nie powinno mnie zaskoczyć, niby miałam czas na przemyślenia, wyćwiczenie techniki i dopracowanie tego, co nie wychodziło, ale życie pełne jest niespodzianek i nie zawsze wszystko idzie zgodnie z naszym planem. Z DOG GAMES FALL 2016 wróciłam bogatsza o kolejne doświadczenia i uświadomiłam sobie z czym mamy największy problem.

Sobota rozpoczeła się dla nas o 5 rano - ciemna noc, chmury, potem dość silny wiatr i deszcz... Na szczęście szwagier Michała nas podrzucił do Kaput i nie musielismy się tłuc komunikacja miejską. Pogoda była potem łaskawa i mimo przejmujacego chłodu (założyłam czapkę!) nie było opadów deszczu.
Fot. Kasia Niedolistek
W niedzielę pobudka przed 6 i podróż komunikacja miejską, pogoda zacna, słoneczko nas rozpieszczało a wiatr nie płatał figli.

W całych zawodach najbardziej zaskoczyło mnie to, że to był nasz najgorszy występ... W sobotę nawaliła Tajga, no i ja ciut za bardzo spięta byłam. W niedzielę nawalił system, a raczej to, że tym razem trzymano się sztywno regulaminu i podczas Time Trial Michał nie mógł stać zbyt blisko startu (ani w kwietniu, ani w czerwcu ani też w sobotę podczas Dog Dartbee nikt nie prosił o pozostanie tylko 1 osoby blisko startu). Efekt? I próba okazała się totalną klapą, Tajga biegnąc do pierwszego rzutu oglądała się gdzie jest Michał i nie dogoniła dysku a wracając pobiegła do niego jakieś 10-13 m za linie startu. Kolejne rzuty wyglądały tak samo, mi puściły trochę nerwy. Nasz Time Trial to była heroiczna walka, inaczej tego nazwać się nie da. Na 10 sekund przed końcem I próby poprosiłam o jej zakończenie. II próba rozpoczęła się idealnie! Mój rzut był szybki, prosty, nie za niski i nie za wysoki, taki w sam raz, Tajga bezbłędnie go złapała i szybciutko wróciła do mnie - nie pobiegła do Michała! Drugi rzut niestety spieprzyłam, bo chciałam zrobić go jak najszybciej. W końcu Time Trial to dyscyplina, w której liczy się szybkość. Niestety drugiego rzutu Tajga nie złapała, bo dysk poleciał za blisko prawego baneru... Dodatkowo pies znów postanowił sprawdzić, czy ze stojącym z tyłu Michałem wszystko ok i nie pomógł nawet mój niemal idealny trzeci rzut, który Tajga pięknie złapała i wróciła z dyskiem do mnie. Niżej filmik z walki o czas.
Time Trial miejsce 30/40 czas 35.62 sec.
To było niestety (decyzją organizatorów) pożegnanie z tą konkurencją, która była naszą ulubioną. Żal i smuteczek. Teraz ma być rozgrywany Time Warp.


http://dogshots.pl/
Fot. Piotr Furtak
Sobotnie Dog Dartbee miejsce 34/54 50 pkt - nie poszło tak jak powinno... Moje rzuty idealne nie były, wiał chwilami mocniejszy, boczny wiatr, ale wszystkie 9 rzutów było w tarczę, to Tajga nie mogła się skupić i banery końcowe były według mnie jak dla niej za blisko (moja sucz nie lubi się rozpędzać, jak w coś może wpaść...). Niżej filmik z tej katastrofy :P
Na plus dla mnie było to, że tym razem można było oddać od razu 9 rzutów do tarczy i nie rozdrabniać się na 2 rundy (4+5 rzutów). Zgodnie z regułą podczas DD wiał chwilami przeszkadzający wiatr, ale ja tym razem byłam silniejsza od wiatru! :) Liczyłam na to, że przy 9 rzutach Tajga oswoi się z banerami, z sędzią, który "przeszkadza" jej stojąc przy tarczy i z ogólna atmosferą zawodów. Niestety, postanowiła, że nie będzie się przemęczała i złapie tylko 1 rzut, no cóż... przynajmniej za 50 pkt a nie za 10 ;)

 Piękne niedzielne niebo nad Kaputami, a my tuż przed 11 żegnamy się z tym miejscem. 
Weganie na wyjeździe jakoś muszą sobie radzić - batony mocy ;) 
Jak widać na zdjęciach towarzyszyły nam personalizowane gadżety od KYNO ART - w swoim czasie będzie recenzja bluz i plecaka, na recenzje koszulek zapraszam TU.

Mój najlepszy pies i Michał, czyli "techniczny" na zawodach ;) 
Mam nadzieje, że wbrew pogłoskom nie były to ostatnie zawody DOG GAMES. Złapałam bakcyla i wielka szkoda jeśli nasz pierwszy rok z zawodami miałby okazać się również ostatnim :( Nie wyobrażam sobie przyszłego roku bez DOG GAMES.

Organizacja i atmosfera super! Trochę tylko niektórzy zawodnicy kazali na siebie czekać lub mieli kłopoty z zabraniem/złapaniem swojego psa ;)

Tym razem nie zeżarł mnie stres i raczej nie przekazywałam psu mojej złej energii. Nie miałam ochoty po nieudanym występie rzucić dyskiem, tupnąć nużką i uciec. W piątkowy wieczór roznosiła mnie pozytywna energia. Tajga potrafiła odpoczywać w namiocie i ogólnie była o wiele bardziej wyluzowana niż w kwietniu, czy w czerwcu. Nadal jestem beznadziejna technicznie, ale jakoś sobie radzę ze swoją własną techniką rzutów i nie miotam dyskami w kosmos. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę z własnej nieprzymuszonej woli wstawała bladym świtem po to, żeby grzać komunikacja miejską na jakieś niemalże odludzie na zawody z namiotem, kocem i prowiantem to zwyczajnie bym go wyśmiała... no ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)

Z pozytywów dodam jeszcze to, że nauczyłam się rzucać dyskami hero :) początkowo po fastbackach i flexach totalnie mi nie szło z hero. A i saga o frisbee się reaktywuje ;)


sobota, 28 maja 2016

Nasze dyski [cz. 1] - recenzja dysków Trixie

W końcu udało mi się pozbierać myśli i tak oto dziś startują na blogu moje, subiektywne (mam nadzieje, że obiektywne również ;) ) recenzje frisbee. Na pierwszy ogień poszły dyski Trixie. Od pomarańczowego "naleśnika" wszystko się zaczęło. Dyski na zdjęciach są używane i brudne - wybaczcie.

Na rynku dostępne są dwa rodzaje dysków firmy Trixie, pierwszy jest gumowy i nieprzezroczysty, drugi plastikowy i przezroczysty. W sklepach internetowych widuje jeszcze trzeci rodzaj (chyba), nie ma napisu dog-o-solar, nie jest też przezroczysty [KLIK]. Nie mamy go, więc nie mogę się na jego temat wypowiedzieć.

Trixie Frisbee Dysk (gumowy)
frisbee ma ponad 2 lata
Posiadamy dysk pomarańczowy o średnicy 22cm oraz dysk czerwony/bordowy? o średnicy 18 cm. Potocznie wśród psiarzy oraz zapaleńców frisbee dyski te nazywane są naleśnikami lub gumiakami.
frisbee ma niecałe 2 lata
Doskonały do rzucania i aportowania przez psa. Wykonany jest w miękkiej gumy, przyjemnej w dotyku dla psa i dla opiekuna :) Gumowy dysk eliminuje możliwość zranienia psa ostrą krawędzią lub odłamkiem, który może powstać podczas rzucania dysku. Wiele autorytetów poleca właśnie gumowe dyski, jako chętnie brane i aportowane przez psy (szczególnie takie, które nie lubią twardych, plastikowych przedmiotów w pysku). [Animalia]

Spotkałam się z opiniami, że nie warto go kupować, że po nim pies nie przestawi się na profesjonalne dyski, że nie lata. Moim zdaniem gumowy dysk Trixie, to najlepszy dysk na początek psiej przygody z frisbee! Jest praktycznie niezniszczalny, Tajga bardzo chętnie brała go w pyszczek, od pierwszych chwil budził jej zainteresowanie, bardzo lubi się nim przeciągać i szarpać - jest do tego o wiele bezpieczniejszy niż plastikowe dyski. Nie zgodzę się z opinią, że pies nie przestawi się na inne dyski. Tajga nie miała problemu z przejściem z gumiaka na fastbacki i flexy. 

Cechy:
  • wykonany z naturalnej gumy, kauczuku
  • nietoksyczny
  • nieprzezroczysty
  • bezpieczny, niskie ryzyko urazu podczas zabawy. 
  • odpowiedni dla delikatnych szczeniąt i młodych psów, a także jako pierwsze frisbee 
  • różne kolory (czerwony, pomarańczowy, fioletowy, żółty)
  • różne rozmiary (średnica 18 cm, 22 cm i 25 cm)
  • może być używany również podczas zabaw w wodzie
Zalety:
  • miękki i przyjemny dla psiego pyszczka, nie rani dziąseł/języka
  • praktycznie niezniszczalny, zostają tylko małe "kropki" po zębach, nie są to nawet wgłębienia
  • dysk występuje w kilku rozmiarach i kolorach, co ułatwia dopasowanie go do potrzeb i wielkości psa oraz do upodobań właściciela
  • łatwo dostępny, nawet w małych osiedlowych sklepach zoologicznych
  • tani - w zależności od rozmiaru i sklepu 15-23 zł
  • dobrze lata mimo silnego wiatru, nie skręca
  • łatwo się czyści
  • idealnie sprawdza się w roli szarpaka
  • dobrze widoczny 
  • dobrze leży w dłoni, nie jest śliski
Wady:
  • nie ma właściwości lotnych, jak dyski profesjonalne
  • nie zawisa w powietrzu, szybko spada na ziemię
  • może sprawiać wrażenie ciężkiego
  • nie nadaje się do rollerów - przynajmniej jak dla mnie
  • rzucany z wiatrem lata bardzo szybko, czasem nawet bardzo szybka Tajga nie była w stanie go dogonić

Dysk Dog Activity Disc firmy Trixie (przezroczysty "plastikowy"?)
frisbee ma około roku, obecnie praktycznie nie używamy go
Posiadamy dysk pomarańczowy o średnicy 19 cm. Frisbee posiada ładny i estetyczny, nieścierający się nadruk w czarne psie łapki. Kupiłam go ze względu na niską cenę oraz na to, że był dostępny w małym rozmiarze. Jakiś czas temu miałam fiksacje pod tytułem: "Tajga jest za mała na frisbee o standardowej wielkości" - teraz się z tego śmieję :P

Dysk Dog Activity Disc firmy Trixie trenuje szybkość, reakcję i wytrzymałość Twojego psa w formie zabawy. Zabawy w rzucanie i łapanie wzmacniają więź między właścicielem i jego psem. Frisbee dzięki swoim niesamowitym właściwościom latającym zapewnia świetną zabawę zarówno Tobie jak i Twojemu psu. Ta wysokiej jakości zabawka Frisbee została opracowana przez mistrzynię świata w rzucaniu dyskiem dla psa - Karin Actun. Zabawka jest również przeznaczona dla młodych psów. Dysk jest wykonany z elastycznego, miękkiego i wytrzymałego plastiku, co sprawia że jest on szczególnie odporny na psie zęby i nie odłamuje się. [Zooplus]

Cechy:
  • wykonany z bezpiecznego, miękkiego plastiku
  • przezroczysty
  • dostępny w dwóch kolorach: niebieskim i pomarańczowym
  • dostępny w dwóch rozmiarach (19 cm i 23 cm)
Zalety:

  • łatwo się czyści
  • łatwo dostępny, chociaż mam wrażenie, że trudniej niż wersja gumowa
  • tani, mniejszy to koszt około 18 zł, większy 21 zł
  • całkiem przyzwoicie lata, nawet przy silnym wietrze
  • mam wrażenie, że jest to tania wersja eurablenda
  • pływa na powierzchni wody
  • bardzo wytrzymały, nie łatwo go zarysować zębami
Wady:
  • śliski, kiepsko trzyma się dłoni
  • nie nadaje się do szarpania tak dobrze, jak dysk gumowy
  • producent zapewnia, że jest bezpieczny dla psa podczas szarpania, ja jednak nie lubię szarpać się z psem innymi dyskami niż gumowe 
  • napisy i łapki mimo rzadkiego używania ścierają się

Każdą zabawką, dyskiem również pies nie powinien bawić się sam i bez naszej kontroli, chyba, że jest to zabawka specjalnie przeznaczona dla psa na czas naszej nieobecności.

Według mnie trudniej rzuca się małymi dyskami niż większymi. Ogólnie mistrzem techniki rzutów nie jestem i raczej nie będę :P

Filmiki są jedynie poglądowe, pokazuje, że tymi dyskami da się jakoś rzucać ;) 

Dyski Trixie są droższe niż popularne fastbacki, czy fleksy, ale zdecydowanie bardziej trwalsze, mimo wykorzystywania ich jako szarpak.

Więcej o naszych początkach z frisbee znajdziecie tu [KLIK].