Ilu z Was zaskoczył tytuł dzisiejszego posta? Nie, nie jest on pomyłką ani failem. W naszej pięknej Warszawie moda na bieganie nadal kwitnie. Modne są psie sporty. Najlepiej więc połączyć jedno z drugim. Jest tylko pewne ale...
Jest to blog opisujący perypetie życiowe Tajgi - adoptowanego psa. Znajdziecie tu sporo recenzji psich gadżetów.
ciasteczka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 marca 2019
sobota, 28 maja 2016
Nasze dyski [cz. 1] - recenzja dysków Trixie
W końcu udało mi się pozbierać myśli i tak oto dziś startują na blogu moje, subiektywne (mam nadzieje, że obiektywne również ;) ) recenzje frisbee. Na pierwszy ogień poszły dyski Trixie. Od pomarańczowego "naleśnika" wszystko się zaczęło. Dyski na zdjęciach są używane i brudne - wybaczcie.
Na rynku dostępne są dwa rodzaje dysków firmy Trixie, pierwszy jest gumowy i nieprzezroczysty, drugi plastikowy i przezroczysty. W sklepach internetowych widuje jeszcze trzeci rodzaj (chyba), nie ma napisu dog-o-solar, nie jest też przezroczysty [KLIK]. Nie mamy go, więc nie mogę się na jego temat wypowiedzieć.
Trixie Frisbee Dysk (gumowy)
Posiadamy dysk pomarańczowy o średnicy 22cm oraz dysk czerwony/bordowy? o średnicy 18 cm. Potocznie wśród psiarzy oraz zapaleńców frisbee dyski te nazywane są naleśnikami lub gumiakami.
Spotkałam się z opiniami, że nie warto go kupować, że po nim pies nie przestawi się na profesjonalne dyski, że nie lata. Moim zdaniem gumowy dysk Trixie, to najlepszy dysk na początek psiej przygody z frisbee! Jest praktycznie niezniszczalny, Tajga bardzo chętnie brała go w pyszczek, od pierwszych chwil budził jej zainteresowanie, bardzo lubi się nim przeciągać i szarpać - jest do tego o wiele bezpieczniejszy niż plastikowe dyski. Nie zgodzę się z opinią, że pies nie przestawi się na inne dyski. Tajga nie miała problemu z przejściem z gumiaka na fastbacki i flexy.
Cechy:
Dysk Dog Activity Disc firmy Trixie (przezroczysty "plastikowy"?)
Na rynku dostępne są dwa rodzaje dysków firmy Trixie, pierwszy jest gumowy i nieprzezroczysty, drugi plastikowy i przezroczysty. W sklepach internetowych widuje jeszcze trzeci rodzaj (chyba), nie ma napisu dog-o-solar, nie jest też przezroczysty [KLIK]. Nie mamy go, więc nie mogę się na jego temat wypowiedzieć.
Trixie Frisbee Dysk (gumowy)
![]() |
| frisbee ma ponad 2 lata |
![]() |
| frisbee ma niecałe 2 lata |
Doskonały do rzucania i aportowania przez psa. Wykonany jest w miękkiej gumy, przyjemnej w dotyku dla psa i dla opiekuna :) Gumowy dysk eliminuje możliwość zranienia psa ostrą krawędzią lub odłamkiem, który może powstać podczas rzucania dysku. Wiele autorytetów poleca właśnie gumowe dyski, jako chętnie brane i aportowane przez psy (szczególnie takie, które nie lubią twardych, plastikowych przedmiotów w pysku). [Animalia]
Spotkałam się z opiniami, że nie warto go kupować, że po nim pies nie przestawi się na profesjonalne dyski, że nie lata. Moim zdaniem gumowy dysk Trixie, to najlepszy dysk na początek psiej przygody z frisbee! Jest praktycznie niezniszczalny, Tajga bardzo chętnie brała go w pyszczek, od pierwszych chwil budził jej zainteresowanie, bardzo lubi się nim przeciągać i szarpać - jest do tego o wiele bezpieczniejszy niż plastikowe dyski. Nie zgodzę się z opinią, że pies nie przestawi się na inne dyski. Tajga nie miała problemu z przejściem z gumiaka na fastbacki i flexy.
Cechy:
- wykonany z naturalnej gumy, kauczuku
- nietoksyczny
- nieprzezroczysty
- bezpieczny, niskie ryzyko urazu podczas zabawy.
- odpowiedni dla delikatnych szczeniąt i młodych psów, a także jako pierwsze frisbee
- różne kolory (czerwony, pomarańczowy, fioletowy, żółty)
- różne rozmiary (średnica 18 cm, 22 cm i 25 cm)
- może być używany również podczas zabaw w wodzie
Zalety:
- miękki i przyjemny dla psiego pyszczka, nie rani dziąseł/języka
- praktycznie niezniszczalny, zostają tylko małe "kropki" po zębach, nie są to nawet wgłębienia
- dysk występuje w kilku rozmiarach i kolorach, co ułatwia dopasowanie go do potrzeb i wielkości psa oraz do upodobań właściciela
- łatwo dostępny, nawet w małych osiedlowych sklepach zoologicznych
- tani - w zależności od rozmiaru i sklepu 15-23 zł
- dobrze lata mimo silnego wiatru, nie skręca
- łatwo się czyści
- idealnie sprawdza się w roli szarpaka
- dobrze widoczny
- dobrze leży w dłoni, nie jest śliski
Wady:
- nie ma właściwości lotnych, jak dyski profesjonalne
- nie zawisa w powietrzu, szybko spada na ziemię
- może sprawiać wrażenie ciężkiego
- nie nadaje się do rollerów - przynajmniej jak dla mnie
- rzucany z wiatrem lata bardzo szybko, czasem nawet bardzo szybka Tajga nie była w stanie go dogonić
Dysk Dog Activity Disc firmy Trixie (przezroczysty "plastikowy"?)
![]() |
| frisbee ma około roku, obecnie praktycznie nie używamy go |
Posiadamy dysk pomarańczowy o średnicy 19 cm. Frisbee posiada ładny i estetyczny, nieścierający się nadruk w czarne psie łapki. Kupiłam go ze względu na niską cenę oraz na to, że był dostępny w małym rozmiarze. Jakiś czas temu miałam fiksacje pod tytułem: "Tajga jest za mała na frisbee o standardowej wielkości" - teraz się z tego śmieję :P
Dysk Dog Activity Disc firmy Trixie trenuje szybkość, reakcję i wytrzymałość Twojego psa w formie zabawy. Zabawy w rzucanie i łapanie wzmacniają więź między właścicielem i jego psem. Frisbee dzięki swoim niesamowitym właściwościom latającym zapewnia świetną zabawę zarówno Tobie jak i Twojemu psu. Ta wysokiej jakości zabawka Frisbee została opracowana przez mistrzynię świata w rzucaniu dyskiem dla psa - Karin Actun. Zabawka jest również przeznaczona dla młodych psów. Dysk jest wykonany z elastycznego, miękkiego i wytrzymałego plastiku, co sprawia że jest on szczególnie odporny na psie zęby i nie odłamuje się. [Zooplus]
Cechy:
- wykonany z bezpiecznego, miękkiego plastiku
- przezroczysty
- dostępny w dwóch kolorach: niebieskim i pomarańczowym
- dostępny w dwóch rozmiarach (19 cm i 23 cm)
Zalety:
- łatwo się czyści
- łatwo dostępny, chociaż mam wrażenie, że trudniej niż wersja gumowa
- tani, mniejszy to koszt około 18 zł, większy 21 zł
- całkiem przyzwoicie lata, nawet przy silnym wietrze
- mam wrażenie, że jest to tania wersja eurablenda
- pływa na powierzchni wody
- bardzo wytrzymały, nie łatwo go zarysować zębami
Wady:
- śliski, kiepsko trzyma się dłoni
- nie nadaje się do szarpania tak dobrze, jak dysk gumowy
- producent zapewnia, że jest bezpieczny dla psa podczas szarpania, ja jednak nie lubię szarpać się z psem innymi dyskami niż gumowe
- napisy i łapki mimo rzadkiego używania ścierają się
Każdą zabawką, dyskiem również pies nie powinien bawić się sam i bez naszej kontroli, chyba, że jest to zabawka specjalnie przeznaczona dla psa na czas naszej nieobecności.
Według mnie trudniej rzuca się małymi dyskami niż większymi. Ogólnie mistrzem techniki rzutów nie jestem i raczej nie będę :P
Filmiki są jedynie poglądowe, pokazuje, że tymi dyskami da się jakoś rzucać ;)
Dyski Trixie są droższe niż popularne fastbacki, czy fleksy, ale zdecydowanie bardziej trwalsze, mimo wykorzystywania ich jako szarpak.
Więcej o naszych początkach z frisbee znajdziecie tu [KLIK].
piątek, 27 maja 2016
Męskiem okiem cz. 1. Jak istnienie psich wybiegów działa na ludzi
Ania w jednym z postów opisała Swoje zdanie na temat psich wybiegów [TU]. Ja ogólnie zgadzam się z Jej oceną. Nie będę więc powtarzał tego samego, a spróbuję spojrzeć na sprawę pod innym aspektem: jak może się zmieniać zachowanie ludzi z powodu istnienia psich wybiegów. Będą to tylko moje subiektywne opinie. Takie podejście do tematu na mój "chłopski rozum" na podstawie obserwacji własnych, sytuacji, o których słyszałem od znanych mi osób itp.
Najpierw chciałbym napisać o grupie ludzi, dla których to, że powstał psi wybieg, jest wymówka do nie tolerowania psów w innych miejscach. Takie podejście może wynikać z różnych powodów: nie lubienie psów czy zwierząt jako takich, banie się ich, uważanie że psy śmiecą i brudzą, a nawet zwyczajnej ludziej złośliwości i pretensji do całego świata. Nie będę się zajmował tu przyczynami takich zachowań, a skupię sie na tym, co z tego wynika. Przed powstaniem psiego wybiegu takie osoby musiały tolerować, znosić obecność psów w przestrzeni publicznej, szczególnie w parku. Musiały umieć współżyć, ze względu na powszechność występowania psów w społeczeństwie. W momencie pojawienia się psiego wybiegu, dla nich pojawiła się wymówka, aby pozbyć się czworonogów ze swojego otoczenia. Dla nich pies ma prawo być tylko na terenie wybiegu. Nie ma dla nich znaczenia to, że właściciel musi z psem wejść do parku, żeby dojść do wybiegu i nie chodzi tylko o psy puszczone luzem, ale też prowadzone na smyczy. A już rzeczą straszną i niedopuszczalną jest, żeby w trakcie tego przejścia zwierzak załatwił swoje potrzeby, pomimo tego, że właściciel oczywiście po nim sprząta. Bywają i tacy co rozszerzają to też poza park, na bliższą bądź dalszą okolice. Dla nich samo istneinie psiego wybiegu jest wystarczającym powodem, aby odesłać tam wszystkie psy. Ci ludzię nie zastanawiają się nad praktyczną stroną tego, nad tym jak duży jest wybieg, ile psów może na nim być, że psy są różne i mają różne potrzeby, że pies nie umie się teleportować z domu bezpośrednio na wybieg itp itd. Oni nawet nie starają się zastanawiać nad tym, dla nich liczy się to, że istnieje coś takiego jak wybieg i już. Mając taki wspaniały pretekst w postaci wybiegu, już nie ograniczają sie do biernej dezaprobaty, a przechodzą do atakowania słownego, a czasem nawet czynnego osób z psami. Może ktoś uznać, że teraz przesadzę z porównaniem, ale jak dla mnie, przy upowszechnieniu się takiego podejścia, to z psiego wybiegu robi się getto. Może inna skala, może inne ofiary, ale widzę w tym podobny mechanizm: nie chcę kogoś w przestrzeni, w której ja się poruszam, więc izoluje go i zamykam na terenie, gdzie ja nie przebywam, najlepiej małym terenie, żeby nie ograniczać mojej przestrzeni. Specjalnie nie poruszam tu tematu zakazów wyprowadzania psów luzem w parku czy innych miejscach i uzasadnienia prawnego tych przepisów, bo uważam to za oddzielny temat.
Inną grupą ludzi, którą chciałbym wziąć pod uwagę i połączoną pewnymi zależnościami z poprzednikami, są osoby które posiadają czworonogi, chodzą z nimi na spacery i zachowują się tak, jakby faktycznie psy powinny być, tylko na wybiegach. Może to wynikać ze złego rozumienia, tego co wolno i nie wolno właścicielom psów, z przyjmowania punktu widzenia ludzi, o których pisałem wcześniej, zwyczajnego ustępowania im dla świętego spokoju lub nawet ze strachu. Sytuacje, gdy psiarze ustępują osobom domagającym się ograniczania im swobody, powodują, że oni utwierdzają się w tym, że mają rację, że mają prawo się tego domagać, co może prowadzić do tego, że ich podejście będzie robić się coraz bardziej skrajne. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby dało się z nimi racjonalnie rozmawiać, choć na to są małe nadzieje. Czasem twarde postawienie sprawy przynosi pozytywny skutek przy takich sytuacjach, lecz po pierwsze nie każdy ma odpowiedni charakter aby to uczynić, inni uważają, że szkoda nerwów, że lepiej dać spokój bo to nic nie zmieni itp. Bywają też sytuacje, kiedy faktycznie lepiej odpuścić, bo widać że sprawy zaczynją wykraczać poza wymiane poglądów i mogą doprowadzić do np czynnej agresji. Mechanika jednak pozostaje podobno jak w powiedzieniu "daj mu palec, a weźmie całą rękę", jęśli osoby chcące zamykać psy na wybiegach będą spotykały psiarzy którzy swoim zachowaniem będą potwierdzać, że mają rację, to mogą chcieć wprowadzać coraz większe ograniczenia. Nie twierdzę, że jedynie słuszną opcją jest zawsze twarda walka z tym, bo każda taka sytuacja jest inna i każdy ma prawo sam ocenić co jest lepsze dla niego i jego psa, chodzi mi tylko o pokazanie jaki zależności powstają w związku z takimi okolicznościami w mojej ocenie.
Teraz chciałbym wspomnieć o całkiem innych osobach. To ludzie posiadający psy bądź to agresywne, bądź to u których zabawa łatwo przechodzi w brutalność itd, czy ludzię ogólnie nie panujący nad swoimi psami, ich zachowaniem wobec innych ludzi czy psów, szczególnie mniejszych. Przed powstaniem wybiegu te osoby raczej unikały kontaktu z innymi psami, żeby unikać konfliktów, zawsze na smyczy, gdzieś w oddaleniu. Teraz takie osoby i psy pojawiają się na wybiegu. Pół biedy jeśli chodzi o ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego jakie maja psy i choć starają się, żeby dojść do porozumienia z pozostałymi psiarzami. ale niestety są i tacy, których nie interesuje dobro innych psów, traktują wybieg jako wymówkę, bo przecież to jest miejsce przeznaczone dla psów, więc oni też mają prawo puszczać swojego zwierzaka, a co ich to obchodzi, że inni się boją? że ich pies zagania innego jak królika, a tamten nie ma gdzie uciec na małym wybiegu? (o ile tylko na gonieniu się kończy...) Tym większy bywa problem, gdy to jaki jest pies wynika z tego jaki jest sam właściciel. Agresywny, nadpobudliwy, zadowolony z tego, że jego pies wzbudza lęk. Gdy taki wejdzie na wybieg, to czy pozostali psiarze będą ryzykować zdrowie swoich czworonogów?
Na koniec jeszcze krótko chciałbym napisać o ludziach, od których chyba należałoby zacząć. To osoby uważające wybiegi za coś wspaniałego, dążące do ich powstawania, podchodzące do nich bezkrytycznie. Patrzą na to przez różówe okulary, nie przyjmując do wiadomości zastrzeżeń innych. Najczęściej to jednak dotyczy okresu przed samym powstaniem wybiegu. Potem, w miarę upływu czasu, często ich opinia zmienia się choć częściowo. Dostrzegają problemy związane z ludźmi, związane z samymi wybiegami jako takimi od strony technicznej itp.
Oczywiście nie uważam psich wybiegów za zło powodujące tylko problemy. Problemy robimy my ludzie nie umiejąc zrobić ich naprawde dobrych (oczywiście w tej kwestji to chodzi najbardziej o pieniądze), korzystać z nich i współżyć ze sobą.
To tyle moich takich przemysleń. Ania mówi, że za dużo się rozpisałem. Pewnie uważa, że nikomu nie będzie się chciało czytać wszystkiego co wypociłem, zobaczymy. Jeśli ktoś wytrwa do końca to proszę dać znać ;)
Michał
Najpierw chciałbym napisać o grupie ludzi, dla których to, że powstał psi wybieg, jest wymówka do nie tolerowania psów w innych miejscach. Takie podejście może wynikać z różnych powodów: nie lubienie psów czy zwierząt jako takich, banie się ich, uważanie że psy śmiecą i brudzą, a nawet zwyczajnej ludziej złośliwości i pretensji do całego świata. Nie będę się zajmował tu przyczynami takich zachowań, a skupię sie na tym, co z tego wynika. Przed powstaniem psiego wybiegu takie osoby musiały tolerować, znosić obecność psów w przestrzeni publicznej, szczególnie w parku. Musiały umieć współżyć, ze względu na powszechność występowania psów w społeczeństwie. W momencie pojawienia się psiego wybiegu, dla nich pojawiła się wymówka, aby pozbyć się czworonogów ze swojego otoczenia. Dla nich pies ma prawo być tylko na terenie wybiegu. Nie ma dla nich znaczenia to, że właściciel musi z psem wejść do parku, żeby dojść do wybiegu i nie chodzi tylko o psy puszczone luzem, ale też prowadzone na smyczy. A już rzeczą straszną i niedopuszczalną jest, żeby w trakcie tego przejścia zwierzak załatwił swoje potrzeby, pomimo tego, że właściciel oczywiście po nim sprząta. Bywają i tacy co rozszerzają to też poza park, na bliższą bądź dalszą okolice. Dla nich samo istneinie psiego wybiegu jest wystarczającym powodem, aby odesłać tam wszystkie psy. Ci ludzię nie zastanawiają się nad praktyczną stroną tego, nad tym jak duży jest wybieg, ile psów może na nim być, że psy są różne i mają różne potrzeby, że pies nie umie się teleportować z domu bezpośrednio na wybieg itp itd. Oni nawet nie starają się zastanawiać nad tym, dla nich liczy się to, że istnieje coś takiego jak wybieg i już. Mając taki wspaniały pretekst w postaci wybiegu, już nie ograniczają sie do biernej dezaprobaty, a przechodzą do atakowania słownego, a czasem nawet czynnego osób z psami. Może ktoś uznać, że teraz przesadzę z porównaniem, ale jak dla mnie, przy upowszechnieniu się takiego podejścia, to z psiego wybiegu robi się getto. Może inna skala, może inne ofiary, ale widzę w tym podobny mechanizm: nie chcę kogoś w przestrzeni, w której ja się poruszam, więc izoluje go i zamykam na terenie, gdzie ja nie przebywam, najlepiej małym terenie, żeby nie ograniczać mojej przestrzeni. Specjalnie nie poruszam tu tematu zakazów wyprowadzania psów luzem w parku czy innych miejscach i uzasadnienia prawnego tych przepisów, bo uważam to za oddzielny temat.
Inną grupą ludzi, którą chciałbym wziąć pod uwagę i połączoną pewnymi zależnościami z poprzednikami, są osoby które posiadają czworonogi, chodzą z nimi na spacery i zachowują się tak, jakby faktycznie psy powinny być, tylko na wybiegach. Może to wynikać ze złego rozumienia, tego co wolno i nie wolno właścicielom psów, z przyjmowania punktu widzenia ludzi, o których pisałem wcześniej, zwyczajnego ustępowania im dla świętego spokoju lub nawet ze strachu. Sytuacje, gdy psiarze ustępują osobom domagającym się ograniczania im swobody, powodują, że oni utwierdzają się w tym, że mają rację, że mają prawo się tego domagać, co może prowadzić do tego, że ich podejście będzie robić się coraz bardziej skrajne. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby dało się z nimi racjonalnie rozmawiać, choć na to są małe nadzieje. Czasem twarde postawienie sprawy przynosi pozytywny skutek przy takich sytuacjach, lecz po pierwsze nie każdy ma odpowiedni charakter aby to uczynić, inni uważają, że szkoda nerwów, że lepiej dać spokój bo to nic nie zmieni itp. Bywają też sytuacje, kiedy faktycznie lepiej odpuścić, bo widać że sprawy zaczynją wykraczać poza wymiane poglądów i mogą doprowadzić do np czynnej agresji. Mechanika jednak pozostaje podobno jak w powiedzieniu "daj mu palec, a weźmie całą rękę", jęśli osoby chcące zamykać psy na wybiegach będą spotykały psiarzy którzy swoim zachowaniem będą potwierdzać, że mają rację, to mogą chcieć wprowadzać coraz większe ograniczenia. Nie twierdzę, że jedynie słuszną opcją jest zawsze twarda walka z tym, bo każda taka sytuacja jest inna i każdy ma prawo sam ocenić co jest lepsze dla niego i jego psa, chodzi mi tylko o pokazanie jaki zależności powstają w związku z takimi okolicznościami w mojej ocenie.
Teraz chciałbym wspomnieć o całkiem innych osobach. To ludzie posiadający psy bądź to agresywne, bądź to u których zabawa łatwo przechodzi w brutalność itd, czy ludzię ogólnie nie panujący nad swoimi psami, ich zachowaniem wobec innych ludzi czy psów, szczególnie mniejszych. Przed powstaniem wybiegu te osoby raczej unikały kontaktu z innymi psami, żeby unikać konfliktów, zawsze na smyczy, gdzieś w oddaleniu. Teraz takie osoby i psy pojawiają się na wybiegu. Pół biedy jeśli chodzi o ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego jakie maja psy i choć starają się, żeby dojść do porozumienia z pozostałymi psiarzami. ale niestety są i tacy, których nie interesuje dobro innych psów, traktują wybieg jako wymówkę, bo przecież to jest miejsce przeznaczone dla psów, więc oni też mają prawo puszczać swojego zwierzaka, a co ich to obchodzi, że inni się boją? że ich pies zagania innego jak królika, a tamten nie ma gdzie uciec na małym wybiegu? (o ile tylko na gonieniu się kończy...) Tym większy bywa problem, gdy to jaki jest pies wynika z tego jaki jest sam właściciel. Agresywny, nadpobudliwy, zadowolony z tego, że jego pies wzbudza lęk. Gdy taki wejdzie na wybieg, to czy pozostali psiarze będą ryzykować zdrowie swoich czworonogów?
Na koniec jeszcze krótko chciałbym napisać o ludziach, od których chyba należałoby zacząć. To osoby uważające wybiegi za coś wspaniałego, dążące do ich powstawania, podchodzące do nich bezkrytycznie. Patrzą na to przez różówe okulary, nie przyjmując do wiadomości zastrzeżeń innych. Najczęściej to jednak dotyczy okresu przed samym powstaniem wybiegu. Potem, w miarę upływu czasu, często ich opinia zmienia się choć częściowo. Dostrzegają problemy związane z ludźmi, związane z samymi wybiegami jako takimi od strony technicznej itp.
Oczywiście nie uważam psich wybiegów za zło powodujące tylko problemy. Problemy robimy my ludzie nie umiejąc zrobić ich naprawde dobrych (oczywiście w tej kwestji to chodzi najbardziej o pieniądze), korzystać z nich i współżyć ze sobą.
To tyle moich takich przemysleń. Ania mówi, że za dużo się rozpisałem. Pewnie uważa, że nikomu nie będzie się chciało czytać wszystkiego co wypociłem, zobaczymy. Jeśli ktoś wytrwa do końca to proszę dać znać ;)
Michał
czwartek, 28 kwietnia 2016
Nasza przygoda z frisbee - od zabawy po Dog Games
Nadszedł czas na "ujawnienie" prawdy o naszej pasji, jaką stało się frisbee.
Na początku nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Tajga może sobie świetnie radzić z dyskiem. Ot tak sobie zamawiając karmę kupiłam również gumowy dysk Trixie, tzw. "naleśnik" ;) ZOBACZ o średnicy 22 cm. Myślałam, że pies do frisbee musi mieć jakieś nadzwyczajne cechy, zdolności - filmiki, zdjęcia pokazują głównie psy rasowe z dyskiem.
Dlaczego kupiłam frisbee? Zwykłe piłki i szarpaki przestały wystarczać do zmęczenia Tajgi, (ZOBACZ dlaczego) długie spacery ciągle były za krótkie, więc wymyśliłam sobie, że może frisbee ją zmęczy. Przyznam się również, że chciałam robić z psem coś, czego przeciętni właściciele nie robią, a zabawa z frisbee jest dość widowiskowa i przykuwa wzrok spacerowiczy ;)
Nic nie wiedziałam o frisbee, o podstawach, przygotowaniu psa, nikt mi nie podpowiedział, jak zacząć. Dwa lata temu nie znaliśmy ani amatorów ani zawodowców zajmujących się frisbee.
Gumiak Trixie bardzo spodobał się Tajdze głównie jako szarpak! :D Jak trzymałam go w dłoni to stawała na przednich łapach i chwytała żeby się poszarpać. Totalnie nie umiałam tym rzucać, rollery jako tako wychodziły Michałowi, a Tajga z rozkoszą je goniła i w czasie powrotu do nas próbowała "zamordować" dysk ;) zanim nam oddał musieliśmy się z nią nieźle naszarpać! Psu się to podobało, nam też.
Jako tako nauczyłam się rzucać bliskie rzuty przed siebie, ale Tajga biegła i odsuwała się z obawy, że dostanie dyskiem w głowę, zbierała go z ziemi i przynosiła - tak wyglądały nasze rzuty, więc sobie odpuściłam na jakiś czas (2-3 miesiące?). Po tym czasie w Tajdze nastąpiła jakaś cudowna przemiana i... zaczęła sama z siebie łapać dysk w powietrzu - bez widowiskowych skoków, po prostu stawała na tylnych łapach i łapała. Mogła tak bez końca. Wtedy doszłam do wniosku, że 22 cm dysk jest za duży i kupiłam również gumowy 18 cm - ten z kolei wydał się mi za mały :P W między czasie wylicytowałam na bazarku charytatywnym dla psiaków fastbacka z napisem Dog Chow, którego dłuuugooo nie mogłam opanować, bo nawykłam do gumowych dekli. Inna sprawa, że plastikowe frisbee wydawało mi się niebezpieczne dla małego pyszczka Tajgi.
Dopiero we wrześniu 2015 r. kupiłam na zawodach Latających Psów na Polu Mokotowskim 2 fastbacki TU i 2 fastbacki flexTU, bo zamarzył mi się występ na Dog Games. Chciałam sprawdzić swoje umiejętności i zobaczyć, jak Tajga da sobie radę w tak stresujących warunkach, otoczona psami, ludźmi, hałasem.
Żałowałam, że wcześniej nie kupiłam profesjonalnych dysków, bo straciłam rok, gdzie mogłam przynajmniej raz wystartować. Nie byłam jednak pewna swoich sił, nie radziłam sobie z dyskami przy wietrznej pogodzie. Oglądając filmiki instruktażowe nie umiała się połapać w tym jak ułożyć palce do danego rzutu (do tej pory tego nie umiem haha ani nie znam się na technice rzutów... mea culpa). Jeszcze jeden problem, to uzyskanie odległości - magiczne 18,25 m od lini rzutu do środka tarczy/lini wymaganej (zależy od konkurencji) - wydawało mi się niemożliwe, po zmierzeniu moich rzutów okazało się, że czasem dorzucam nawet do 30 m ;)
I tak oto 23 kwietnia 2016 roku zadebiutowałyśmy na Dog Games Spring w Kaputach - dla zainteresowanych oficjalna strona zawodów. O debiucie będzie w kolejnym wpisie, w planach również recenzje dysków ;)
Nie byliśmy na szkoleniach, seminariach itp itd - jesteśmy samoukami, kolejnego psa na pewno prowadziłabym świadomie ;) Dopytując na forach o treningi, ich ilość i częstotliwość okazało się, że... Tajga "trenuje" więcej niż zawodowcy. Nie traci motywacji, ani zapału, kilka rzutów to dla niej rozgrzewka, nigdy nie ma problemu z dogonieniem dysku, śledzi go wzorowo i za wszelka cenę próbuje złapać (nawet odbite rzuty), z oddawaniem i powrotem do mnie też nie ma problemów, tylko obieganie załapała dopiero jakieś pół roku temu.
Może internetowy hejt nas nie zabije :P
Ktoś z Was trenuje lub bawi się frisbee z psem? Jak to było u Was?
Na początku nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Tajga może sobie świetnie radzić z dyskiem. Ot tak sobie zamawiając karmę kupiłam również gumowy dysk Trixie, tzw. "naleśnik" ;) ZOBACZ o średnicy 22 cm. Myślałam, że pies do frisbee musi mieć jakieś nadzwyczajne cechy, zdolności - filmiki, zdjęcia pokazują głównie psy rasowe z dyskiem.
Dlaczego kupiłam frisbee? Zwykłe piłki i szarpaki przestały wystarczać do zmęczenia Tajgi, (ZOBACZ dlaczego) długie spacery ciągle były za krótkie, więc wymyśliłam sobie, że może frisbee ją zmęczy. Przyznam się również, że chciałam robić z psem coś, czego przeciętni właściciele nie robią, a zabawa z frisbee jest dość widowiskowa i przykuwa wzrok spacerowiczy ;)
Nic nie wiedziałam o frisbee, o podstawach, przygotowaniu psa, nikt mi nie podpowiedział, jak zacząć. Dwa lata temu nie znaliśmy ani amatorów ani zawodowców zajmujących się frisbee.
Gumiak Trixie bardzo spodobał się Tajdze głównie jako szarpak! :D Jak trzymałam go w dłoni to stawała na przednich łapach i chwytała żeby się poszarpać. Totalnie nie umiałam tym rzucać, rollery jako tako wychodziły Michałowi, a Tajga z rozkoszą je goniła i w czasie powrotu do nas próbowała "zamordować" dysk ;) zanim nam oddał musieliśmy się z nią nieźle naszarpać! Psu się to podobało, nam też.
Jako tako nauczyłam się rzucać bliskie rzuty przed siebie, ale Tajga biegła i odsuwała się z obawy, że dostanie dyskiem w głowę, zbierała go z ziemi i przynosiła - tak wyglądały nasze rzuty, więc sobie odpuściłam na jakiś czas (2-3 miesiące?). Po tym czasie w Tajdze nastąpiła jakaś cudowna przemiana i... zaczęła sama z siebie łapać dysk w powietrzu - bez widowiskowych skoków, po prostu stawała na tylnych łapach i łapała. Mogła tak bez końca. Wtedy doszłam do wniosku, że 22 cm dysk jest za duży i kupiłam również gumowy 18 cm - ten z kolei wydał się mi za mały :P W między czasie wylicytowałam na bazarku charytatywnym dla psiaków fastbacka z napisem Dog Chow, którego dłuuugooo nie mogłam opanować, bo nawykłam do gumowych dekli. Inna sprawa, że plastikowe frisbee wydawało mi się niebezpieczne dla małego pyszczka Tajgi.
Dopiero we wrześniu 2015 r. kupiłam na zawodach Latających Psów na Polu Mokotowskim 2 fastbacki TU i 2 fastbacki flexTU, bo zamarzył mi się występ na Dog Games. Chciałam sprawdzić swoje umiejętności i zobaczyć, jak Tajga da sobie radę w tak stresujących warunkach, otoczona psami, ludźmi, hałasem.
Żałowałam, że wcześniej nie kupiłam profesjonalnych dysków, bo straciłam rok, gdzie mogłam przynajmniej raz wystartować. Nie byłam jednak pewna swoich sił, nie radziłam sobie z dyskami przy wietrznej pogodzie. Oglądając filmiki instruktażowe nie umiała się połapać w tym jak ułożyć palce do danego rzutu (do tej pory tego nie umiem haha ani nie znam się na technice rzutów... mea culpa). Jeszcze jeden problem, to uzyskanie odległości - magiczne 18,25 m od lini rzutu do środka tarczy/lini wymaganej (zależy od konkurencji) - wydawało mi się niemożliwe, po zmierzeniu moich rzutów okazało się, że czasem dorzucam nawet do 30 m ;)
I tak oto 23 kwietnia 2016 roku zadebiutowałyśmy na Dog Games Spring w Kaputach - dla zainteresowanych oficjalna strona zawodów. O debiucie będzie w kolejnym wpisie, w planach również recenzje dysków ;)
Nie byliśmy na szkoleniach, seminariach itp itd - jesteśmy samoukami, kolejnego psa na pewno prowadziłabym świadomie ;) Dopytując na forach o treningi, ich ilość i częstotliwość okazało się, że... Tajga "trenuje" więcej niż zawodowcy. Nie traci motywacji, ani zapału, kilka rzutów to dla niej rozgrzewka, nigdy nie ma problemu z dogonieniem dysku, śledzi go wzorowo i za wszelka cenę próbuje złapać (nawet odbite rzuty), z oddawaniem i powrotem do mnie też nie ma problemów, tylko obieganie załapała dopiero jakieś pół roku temu.
Może internetowy hejt nas nie zabije :P
Ktoś z Was trenuje lub bawi się frisbee z psem? Jak to było u Was?
środa, 30 marca 2016
Recenzja szelek CRAZY DOG szytych na miarę
Dziś pora na kolejną recenzje, tym razem szelek tzw. "X" firmy Crazy Dog. Kim są Crazy Dog?
![]() |
| tak szelki leżą z profilu |
Zdecydowałam się na ten rodzaj szelek, ponieważ potrzebowałam szelek, które nie będą krępowały ruchów łopatek. Z guardów średnio byłam zadowolona (o tym innym razem). Zamówiłam szelki trixie 2 rodzaje, m.in. te ze zdjęcia poniżej. Cena zachęcała - poniżej 30 zł, opinie użytkowników również. Niestety te szelki są totalnie niedopasowane rozmiarowo! Wybierając rozmiar, który będzie odpowiedni w klatce piersiowej, otrzymujemy produkt, który w karku pasuje na wielkiego psa... efekt? Tajga pasek, który powinien być za przednimi łapami miała niemal w pasie... Może mam nietypowego psa? Kark 44 cm, klatka 60 cm, pasek piersiowy dł. 17 cm, nie wiem, ale Tajga wygląda proporcjonalnie ;)
![]() |
| fot. grafika google |
Tak zaczęło się moje poszukiwanie ludzi/firm/sklepów szyjących szelki na wymiar, w cenie, która nie zabija. Nie było łatwo! Pisałam, gdzie się da na pytanie o szelki typu "X" lub "Y" dostawałam odpowiedź: nie szyjemy, nie robimy, nie da się, nie wiem jak, nie wykonujemy takich, lub koszt ok 150 zł... Byłam gotowa zrezygnować, jakimś cudem w propozycjach polubień na FB wyskoczył mi sklep Crazy Dog i tam zobaczyłam zdjęcie psa w tego typu szelkach. Niezwłocznie napisałam wiadomość prywatną i to było to! Cena 65 zł była przyjemnie zaskakująca (w porównaniu do 150 zł).
![]() |
| z przodu |
Tajga ogólnie nie lubi szelek, unika ich założenia, ale czasem szelki są wygodniejszą i praktyczniejsza opcją niż obroża i dobrze jest mieć, takie które dobrze leżą na psie i nie krępują jego ruchów.
![]() |
| nowiutkie szelki fot. Crazy Dog
Tyle teorii, przejdźmy do praktyki. Tajga dość chętnie przymierzyła nowe szelki - na ich widok nie uciekła od razu do swojej klatki, a to już wielki sukces! Po założeniu nie była mega sfochana, nie garbiła się długo i ostentacyjnie, po wyjściu na spacer otrzepała się raz może dwa i to wszystko. Tajga widocznie stwierdziła, że są faktycznie wygodne ;) Nie wycierają sierści, nigdzie nie uciskają, a co dla mnie najważniejsze - nie przesuwają się! Ani pod ciężarem smyczy, ani podczas biegania, ani podczas trzymania za nie psa, regulowany pasek również nie zmienia co chwile obwodu, jak to bywa w innych szelkach, które mamy. Nic nie trzeba zaszywać i nic nie trzeba, co chwila poprawiać podczas spaceru. Jedyny minus, jaki zauważyłam, to taki, że polar strasznie kumuluje sierść, no ale... taki urok polarów ;)
Taśma brudzi się, jak każda inna, nie miałam jeszcze potrzeby prania szelek w pralce. Czyszcze je na bieżąco po spacerze, mokrą chusteczką dla dzieci, lub szczotką jak do paznokci zwilżoną czysta wodą - kolo nie wyblakł póki co. Mam nadzieje, że w słońcu również nie wyblaknie - zimą było go niestety jak na lekarstwo :(
wygląd szelek w chwili obecnej Reasumując. Nigdy nie miałam w ręku tak lekkich a zarazem solidnych szelek, kolor taśmy jest cudowny - zakochałam się w tym odcieniu niebieskiego, ale ja ogólnie kocham kolor niebieski ;) Już nigdy więcej nie kupię gotowych szelek, dostępnych w sklepach, bo nie spełniają moich oczekiwań, czyli nie są idealnie dopasowane i nieustannie przesuwają się na psie, co przeszkadza mnie i Tajdze. Poniżej jedno ze zdjęć z sesji KynoArt. Więcej zdjęć z sesji znajdziecie TU |
Kontakt z Właścicielami Crazy Dog jest szybki i bezproblemowy, jeśli nie wiemy co i jak zmierzyć na psie dostajemy zdjęcie psa z zaznaczonymi linami do pomiarów. Doradza, pomogą w wyborze. Taśmy z jakich możemy wybierać, są proste, standardowe, klasyczne. Troszkę brakuje wzorzystych, zwłaszcza dla mniejszych psów, ale coś za coś! Kolory taśm są bardzo żywe, intensywne, polary również są dostępne w różnych kolorach. Taśmy mogą mieć różną szerokość. Szycie? Porządne i precyzyjne! Nic nie odstaje, nic się nie pruje, nigdzie nie zwisają nici, Więcej znajdziecie tu sklep Crazy Dog a jeszcze więcej "stworzycie" na indywidualne zamówienie po kontakcie w wiadomości prywatnej ;) Jedyny mankament, to to, że możecie trochę poczekać na realizacje, więc jeśli chcecie mieć coś na konkretną datę dobra rada - zamawiajcie wcześniej!
UWAGA! ta recenzja nie jest sponsorowana! Crazy Dog uzależnia :)
UWAGA! ta recenzja nie jest sponsorowana! Crazy Dog uzależnia :)
sobota, 27 lutego 2016
Psie wybiegi - kość niezgody, czy dar niebios?
Dziś słów kilka o psich wybiegach - dla nas ta nazwa
jest zbyt szumna, bo jak parę metrów ogrodzonego kojca można nazwać wybiegiem??! Śmieszy mnie a zarazem martwi pęd ludzi do tworzenia takich "psich gett" w każdym niemal parku, że co? że niby ileś zebranych psów na małym terenie będzie z tego faktu szczęśliwych? że niby się wybiegają i wybawią? tiaaa, a świstak siedzi i zawija w te sreberka... Mało tego jestem przeciwna budowaniu na siłę i wszędzie psich wybiegów!!! W dalszej perspektywie doprowadzi to do zaostrzenia przepisów i wszędzie, jak grzyby po deszczu wyrosną zakazy wchodzenia z psem na trawnik, do parku - o spuszczaniu już nie wspomnę...
Dość teorii, teraz trochę praktyki ;) Tajga jest psem nadaktywnym, jej sprawność fizyczna, wytrzymałość, kondycja i wydolność są sporo ponad psią przeciętną. Do tego to sucz temperamentna, charakterna, wybredna w wyborze towarzystwa, nieakceptująca psich zalotów i nachalności, zazdrosna o swoje stado, terytorialna i w pewnym stopniu dominująca, z wysokim poczuciem własności - zabawki, akcesoria, smycz, ba! nawet kupa :P Tu link do profilu tej bestii z Grochowa ;) www.facebook.com/Tajgajaktajfun . Tak wiem ideałem nie jest, ale jest psem a nie parówą kanapową. Nie jest psem agresywnym, ale w kaszę sobie dmuchać nie da. Pracujemy nad nią nieustannie, ale nie widzę powodu, dla którego miałaby dawać się samcom i oddawać każdemu psu zabawki, zwłaszcza kiedy jesteśmy sami na jakiejś części parku i nagle biegnie radosny, nachalny pies bez opiekuna, który stwierdza, że to jego zabawka i ucieka z nią/niszczy. Jeśli już opiekun się zjawi słyszę "po co było wyciągać piłkę? mój kradnie i nie oddaje, ja go nie mogę złapać" - nie wiem jak Wam, ale mi otwiera się nóż w kieszeni... Wrrr! Tajga nikomu nie podkrada zabawek, jeśli raz na ruski rok się jej zdarzy, to bez problemu jej zabieram i oddaje.
Tajga nie lubi małych zamkniętych przestrzeni, gdzie w razie W nie ma gdzie uciec, a na wybiegi często ludzie przychodzą z niezsocjalizowanymi psami, większe potrafią sobie zrobić ofiarę z mniejszych. Raz na maleńkim wybiegu w Parku Leśnika www.facebook.com/ParkImieniaPulkownikaJanaSzypowskiegoLesnika mieliśmy bardzo nieprzyjemną "przygodę", Tajga bawiła się z większym od siebie psem, aż tu nagle weszła pani z 3 albo 4 (tak się zdenerwowałam, że nie jestem pewna) sukami w typie owczarka, ale trochę mniejszymi. Dobrze, że miały kagańce... Tajga nie szczekała, nie zaczepiała, one podbiegły z warkotem, kły na wierzchu, przewróciły ją i wyglądało to tak jakby zaraz miały ją rozszarpać... biedna piszczała (czego nigdy nie robi) i nawet nie mogła spod nich wstać :( kiedy się jej udało niezwłocznie opuściłyśmy wybieg. Tajga była cała roztrzęsiona, a pani krzyczała na mnie oburzona, dlaczego wyszłam, ona swoim zdejmie kagańce i zaraz się pobawią - po moim trupie!!!
Inna sprawa, że moja sucz woli pracować z człowiekiem niż bawić się z psami: aport, frisbee, puller, w ciepłe dni pływanie, komendy, flirt pole itd itp, albo po prostu lubi biegać beztrosko na dużych, otwartych przestrzeniach sama lub z psimi kumplami. Niby jak to robić na wybiegu? Jestem więc za pozostawieniem "dzikich" parków, skwerków bez ogrodzeń, bez nadmiaru betonu, bez niepotrzebnego zadęcia. Taki był nasz najbliższy park www.facebook.com/ParkPolinskiego niestety, rewitalizacja w naszych oczach go zniszczyła :( nad czym ubolewam niezmiernie. Pozostał nam Park Skaryszewski, Kamionkowskie Błonia Elekcyjne oraz tereny nad Wisła, gdzie niestety roi się od szkieł, śmieci i resztek jedzenia - tacy kulturalni inaczej biwakowicze tam ucztują...
Dodam jeszcze, że owszem fajnie, że są jakieś przeszkody i elementy toru do agility na niektórych wybiegach, ale dlaczego są tak stłoczone obok siebie? dlaczego ludzie nie panują, nie odwołują swoich psów, kiedy ja chce coś poćwiczyć z moim? Miałyśmy kiedyś nieprzyjemną przygodę podczas spotkania na "rozkładanym" torze agility. Biegnę sobie z Tajgą do hopki, smaczek w ręku, już ma skakać, podbiega inna, większa od niej suka i... gryzie ją :( na szczęście była tylko 1 dziura po zębie i obyło się bez weterynarza i szycia. Moim skromnym zdaniem - inne psy nie mają prawa przeszkadzać przewodnikowi z psem, który pokonuje akurat tor, zwłaszcza jeśli mają zapędy do agresji/gryzienia!!!
Może wpis jest nieco chaotyczny, może zbyt emocjonalny, może za bardzo jestem nastawiona na komfort mojego psa... Ale mam takie prawo. Ciekawa jestem, co Wy myślicie na ten temat?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















