Wszechobecnie walające się śmieci są wielkim problemem - trawnik, park, skwerek, kawałek zieleni za kioskiem czy sklepem, miejska plaża, lasy i laski, pola i łąki. Ile razy Wasz pies miał skaleczoną łapkę? Co robicie kiedy widzicie śmieci w miejscu Waszych spacerów?
Jest to blog opisujący perypetie życiowe Tajgi - adoptowanego psa. Znajdziecie tu sporo recenzji psich gadżetów.
ciasteczka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psiarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psiarze. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 listopada 2018
piątek, 5 października 2018
Weekendowi psiarze - największa zmora spacerów
Pewnie każdy z Was słyszał o "niedzielnych kierowcach" i kojarzy kim oni są. Dzisiejszy post będzie o "weekendowych psiarzach", a w zasadzie to o świątecznych i urlopowych także, bo gdyby sytuacja ta dotyczyła tylko niedziel to dałoby się z tym jakoś żyć. Do napisania postu skłoniło mnie bardzo nieprzyjemne zdarzenie, które miało miejsce w zeszłą niedzielę.
czwartek, 10 maja 2018
Psiarze egoiści z pseudo idealnymi psami
Samo życie przyniosło temat dzisiejszego postu. No cóż, niektórzy mają klapki na oczach i nie widzą niczego poza sobą i swoim psem. Psiarze egoiści znajdują się chyba w każdym środowisku i w otoczeniu każdego z nas. W swoim oku nie widzą belki a innemu wypomną najmniejszą drzazgę... Znacie to?
Tacy to mają klawe życie! Czasem zazdroszczę im tej infantylności.
środa, 8 marca 2017
Wiosna przyszła... a wraz z nią wysyp psów i ludzi niedostosowanych
![]() |
| fot. Jogi |
Wiosna przyszła... w końcu! Kocham te pierwsze ciepłe dni, promienie słońca padającą na moją twarz, coraz dłuższy dzień, wiosnę kocham też za powrót do normalnych i regularnych treningów frisbee i możliwość jeszcze dłuższych spacerów.
Wiosna przyszła... a wraz z nią psie gówna rozkwitły w całej swej krasie dosłownie wszędzie, ale ten post nie będzie o morzy psiego gówna - na to szkoda czasu i nerwów, walka z wiatrakami jest chyba prostsza od walki z gównem...
Wiosna przyszła... a wraz z nią nagły, gwałtowny i zdaje się, że niekończący wysyp różnorodnych psów i pieseczków oraz ich właścicieli, których nikt nigdzie i nigdy nie widział od października. Mamy marzec, więc to praktycznie pół roku, ja się pytam, gdzie te psy się załatwiały przez długie 6 miesięcy? Czy te psy wychodziły dalej niż przed blok? Ludzie, czy Wy te psy kuwetujecie, jak koty? Ja się nie czepiam małych i miniaturowych ras, psów bez podszerstka, nie każde nikomu robić 15 km przy -15 stopniach, ale do jasnej ciasnej wychodźcie ze swoimi psami na dłużej niż 5 min przed blok! Przez wasze dziwne zwyczaje dziczejecie Wy i Wasze psy, tak ludzie bywają gorsi niż psy, zwłaszcza ci, którzy wypełzli z ciepłego domku po półrocznym zimowym śnie i nie potrafią nawet utrzymać psa na smyczy. Te psy aż kipią z energii i frustracji - smutny widok... ale kto jest temu winien i kto obrywa? Jasne, że to moja wina, że pies A ciągnie pana na drzewo a pies B ujada na smyczy jak opętany i poddusza się na obroży. Dobrze czytacie, to moja wina i mojej suki, która idzie luzem parkową alejką, Tajga tuptająca najdalej w odległości pół metra od mojej nogi, niepodchodząca do psów na smyczy, nie szczekająca, ba nawet nie bardzo patrząca na nie jest winna temu, że ktoś nie panuje w najmniejszym stopniu nad swoim pieseczkiem. Ogarnijcie swoje psy! Poświęćcie im trochę czasu! Fajnie tak wyładowywać frustracje na innych? Trafia Was coś jeśli widzicie, że inne psy w przeciwieństwie do Waszych są karne i ogarnięte? To wypracujcie to! To nie nasza wina, że mamy ułożone psy a Wy nie!
Kolejna bardzo niemiła sytuacja z niedzieli. Spacerujemy brzegiem łączki z Jogim, omijamy psy, nagle podbiega do nas młody amstaff i 2 lub 3 inne psy (za duże zamieszanie nie wiem dokładnie). Tajga zaczyna się wkurzać odgania psy, coraz bardziej szczeka i miota się a psy w najlepsze bawią się, mało tego amstaff nieustannie skacze po mnie... właścicieli nie widać. Cała moja praca z suką nad omijaniem psów i nie wdawaniem się w konflikty poszła się jebać! Cofnęłyśmy się do punktu wyjścia lub nawet dalej przez debilne, namolne psy i właścicieli z zasadą "róbta co chceta". Nie wytrzymałam. Ryknęłam jak lwica na całą łączkę sypiąc przy okazji kur***i na lewo i prawo, żeby zabrać te psy i gdzie są właściciele. Psy się chyba przestraszyły, bo zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nikt nie przeprosił, nikt nie odwoływał psów, ale po chwili na łączce zrobiło się prawie pusto. I dobrze! Zarzucicie mi, że nie panuje nad sobą, że jestem sfrustrowana, tak to wszystko prawda, tylko do cholery jak ma być inaczej? Chce żeby Tajga chociaż raz w tygodniu spotkała się z Jogim, bo uwielbia jego towarzystwo, mamy stać na środku ulicy żeby psy nie podbiegały i nie były natrętne? Powiecie, że można iść gdzie indziej, otóż nie, nie można! Wszystkie parki roją się od beztroskich, nieogarniętych i chamskich ludzi - takie kwiatki rozkwitają wraz z cieplejszymi dniami. Można do lasu powiecie, otóż nie, nie można! Tam nie spuścimy psów żeby mogły się pobawić, pobiegać i eksplorować teren, do tego masa robactwa, dzika zwierzyna i jeszcze można trafić na myśliwych, którzy nie odróżniają człowieka od dzika, no i dojazd, który jest uciążliwy.
Mam dość. Zwyczajnie, po ludzku moje wszystkie granice zostały przekroczone. Kupie gaz, zacznę chodzić z kijem albo prętem lub zacznę miotać o ziemie psami, które bez mojej zgody naruszają naszą bezpośrednią strefę komfortu. Każdy ma prawo do przestrzeni osobistej! Mój pies nie musi bawić się z każdym! Nie musi się witać z obcymi psami! Nie będę mojej suki ciągle narażała na kontakty z niezrównoważonymi psami! Na samym końcu dodam, że nie życzę sobie żeby obce, cudze psy skakały po mnie, bo nie jestem ich zabawką! Jest też kwestia zabrudzonego od stóp do głów ubrania.
Nie tylko ja mam takie problemy, znajomi psiarze, którzy mają ogarnięte psy i sami znają chociaż trochę psi język i behawior też mają powoli dość tego wszystkiego. Niestety ludzie w 95% na uprzejme prośby o zabranie psa nie reagują, udają, że nie słyszą, tłumaczą, że ich pies się nie odwoła, że chcę się tylko przywitać, że on tak ma lub to tylko szczeniak itp itd. Przestałam się prosić i przepraszać, że żyję, bo chce spokojnie pospacerować lub poćwiczyć coś z Tajgą. Zaczęłam rzucać przekleństwami na prawo i lewo - działa! Mam w dupie, co inni o mnie myślą, dobro i bezpieczeństwo oraz komfort psychiczny mojego psa jest dla mnie najważniejszy. Nie zamierzam pozbawiać mojej suki spacerów i treningów, bo inni nie panują nad swoimi psami.
Czas przerzucić się na wstawanie o 4-5 rano i poranne długie spacery, wtedy ryzyko spotkania ludzi i psów opisanych wyżej maleje praktycznie do 0. Jeśli wtedy kogoś spotykamy, to są to na ogół przemiłe osoby, psiarze z krwi i kości, którzy rozumieją charakterek Tajgi i nasze potrzeby, ba nawet nasze psy potrafią się polubić i odbywać bardzo fajne wspólne spacery połączone z eksploracją, bo Tajga nie bawi się z każdym psem.
Dodam jeszcze, że jeśli inny pies nie zaczyna podbijać do Tajgi, nie prowokuje jej, nie próbuje na mnie wskoczyć, to moja suka bez smyczy, przy nodze potrafi nawet w dość bliskiej odległości wyminąć się po lekkim łuku z niemal każdym psem i nawet okiem nie mrugnie. Bardzo źle na nią wpływają niestabilne, rozemocjonowane i nachalne psy. Jeśli je odpędzam (moja suka również) one uważają to za świetna zabawę i stają się jeszcze bardziej namolne, do tego stopnia, że przez pół parku potrafią za nami iść i zaczepiać. Ręce opadają...
Ludzie, poświęćcie choć trochę czasu na szkolenie Waszych psów! Nie utrudniajcie życia innym! Przez Was coraz bardziej nienawidzę ludzi, zwłaszcza psiarzy, którzy sami nie wiedza po co mają swojego psa i pozwalają mu totalnie na wszystko. Już nie wiem sama, czy mam wyć z bezradności czy może lepiej pozabijać niektórych? A co jeśli w końcu któryś z tych podbiegaczy okaże się agresorem i ugryzie mnie lub Tajgę...? Tajga niestety miała już kilka niegroźnych zajść i zranień od zębów, fizycznie nic jej nie było, ale w jej psychice odcisnęło to niestety piętno na zawsze.
Tak ten post jest bardzo emocjonalny, pełen złości, chwilami nienawiści i jadu, ale inaczej nie mogę pisać o tym problemie. Mam zwyczajnie dość! Zawsze kochałam ciepłe, wiosenne dni a teraz mając psa kocham mrozy, wiatry, deszcze i śniegi, bo wtedy ludzie i psy nie wychodzą z domów, a ja i moja suka możemy cieszyć się tylko sobą i pracować w spokoju.
Dzisiejszy wpis celowo ma tylko jedno zdjęcie. Tak wygląda zrelaksowana, szczęśliwa Tajga kiedy spaceruje ze swoim ukochanym Jogim i nikt nam nie przeszkadza. Nie idealizuje jej, wiem jaka jest, ale większość jej problemów wynika z chorych sytuacji, z którymi musi się zmierzyć. Ona sama nie stwarza sobie problemów na siłę i nie szuka guza.
Ciekawa jestem Waszych doświadczeń w kontaktach z innymi psiarzami i psami, mam tu na myśli obcych, a nie znajomych. Może tylko w Warszawie problem jest aż tak poważny? Chociaż myślę, że to niestety powszechne zjawisko. A i darujcie sobie proszę teksty, że jak chce mieć trochę przestrzeni tylko dla siebie, to muszę sobie kupić działkę/dom z ogrodem. Prawda jest taka, że bez pytania i mojej zgody żaden obcy pies nie ma prawa się do nas zbliżyć. To, że mam ogarniętą sukę nie oznacza, jak sugerują niektórzy, że ma stać cierpliwie i znosić jak inny pies wkłada jej pół niucha w tyłek i skacze po niej i po mnie. To jest patologiczne wręcz i takie sytuacje nie powinny mieć nigdy miejsca. Sama nie pozwalam obcym ludziom na ulicy na takie zaczepianie mnie i na ogół tacy obrywają bez ostrzeżenia w krocze lub z prawego sierpowego w twarz. Ja i moja suka mamy prawo się bronić. Koniec. Kropka.
niedziela, 15 maja 2016
Życie z psim sportowcem, czyli zmiany w naszym życiu spowodowane posiadaniem psa
Pies to stan umysłu! - zapsiłam się do tego stopnia, że około 2,5 roku temu nawet nie wiedziałam, że tak można! (i zaraziłam tym Michała ;) ) Kiedyś nie sądziłam, że pies aż tak zmienia człowieka i jego życie, że nagle wszystko się przewartościowuje. Chyba podobnie jak z dzieckiem - nagle masz kogoś, kto jest całkowicie od ciebie zależny. Ubiegnę tok myślenia, co po niektórych - nie jest to przelany instynkt macierzyński, ani też tęsknota za dzieckiem :P (o tym przy innej okazji - dla ciekawskich)
Pisząc bloga, myśląc nad tytułami wpisów, analizując nasze życie, układając sobie w głowie o czym pisać najpierw doszłam do wniosku, że... Tajga nie byłaby takim fit, sportowym psem, gdyby nie... lęk separacyjny i nasze próby zapewnienia jej dostatecznej dawki ruchu wszelakiego [TU]. Biorąc psa od Ewy, tą "małą, wredną cholerę" nawet nie przypuszczałam, że wystartujemy w jakichś zawodach![TU] Ewa ma nosa do psów!
Do rzeczy! Jak się zmieniło nasze życie od kiedy jest z nami Tajga?
![]() |
| dzis tylko 1 zdjęcie ;) |
Do rzeczy! Jak się zmieniło nasze życie od kiedy jest z nami Tajga?
- Koniec spania do południa! Budzik, w zależności od dnia tygodnia i od napięcia grafiku dzwoni zawsze między 6:00 a 6:30 rano
- W upalne dni poranny spacer wypada w godzinach 4:00-8:00 o ile oczywiście praca nam na to pozwala - potem odsypianie (o ile praca na to pozwala...) Uwielbiam, kiedy o tym wspomnę a ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę :P
- Idziemy na koncert/wychodzimy wieczorem? najpierw wyspacerowujemy psa! no i po powrocie też o tym nie zapominamy ;)
- Wyjazd/podróż/wolny dzień/długi weekend? planujemy tak, aby spędzić go wspólnie i miło razem z psim członkiem rodziny! Tajga tylko raz była pod opieką petsiterki - pies na festiwalu w Jarocinie nie czułby się dobrze, raz też "nocowała" u znajomej zapsionej Doroty. Nie lubię rozstawać się z moim psim dzieckiem!
- Koniec strojenia się i pięknych ciuszków! No chyba, że psa nie ma w pobliżu ;) Zaopatrzyliśmy się w duuużą ilość dresów i koszulek, w których czujemy się swobodnie i komfortowo, a brud, ślina, pot, krew, woda i trawa nie są im straszne. [DRESS CODE]
- Wygodne buty to podstawa!
- Poznaliśmy wielu nowych ludzi, z częścią utrzymujemy stały kontakt i bardzo się polubiliśmy, Kiedy są dni, że na horyzoncie ani jednego żywego psiarza, to czas się piekielnie dłuży - zwłaszcza, gdy pogoda mało sprzyja spacerowaniu. Na psiarzy zawsze można liczyć!
- ... złych i wrednych ludzi też niestety nieustannie poznajemy :/
- Spacery stały się dla mnie sensem życia, jeśli muszę pracować 10 godz dziennie przez kilka dni, to mam wrażenie, że się duszę bez ruchu. Spacery i aktywny tryb życia pozwala mi wypocząć. Nic nierobienie jest dla mnie męczące.
- Psie kłaki w tofucznicy! ...i w każdym innym możliwym miejscu :P
- Dzień kończymy wieczornym spacerem, który najczęściej wypada w okolicach godziny 21:00 i trwa od 20 do 60 min
- Koniec z anonimowością w bliższej i dalszej okolicy ;) teraz znamy praktycznie wszystkich posiadaczy psów a oni znają nas. Często nie mamy naszych imion, spotykani ludzie też nie - identyfikujemy się imieniem psa ;)
- Poprawiła się naszą kondycja oraz wzrosła nasza odporność. Średnio każdego dnia robimy ok 8 kilometrów, jeśli tylko czas, pogoda i zdrowie pozwalają chętnie wydłużam ten dystans do nawet 20 km podczas 1 spaceru!
- Znacznie pogłębiła się moja (Michała nieco mniej) wiedza z zakresu weterynarii oraz behawiorystyki.
- Mamy osobisty, żywy termoforek w łóżku. W upalne noce to niestety przekleństwo... jednak i Tajdze bywa z nami za gorąco i wybiera wtedy posłanie na balkonie.
- Podczas uniesień towarzyszy nam oskarżycielski, sfochany i oburzony wzrok zza krat :P Dobrze, że Tajga wtedy nie wyje i generalnie sama grzecznie idzie na miejsce, czyli do klatki.
- Mam nowe hobby - frisbee.
- Im dłużej mam psa, tym bardziej wkurzają mnie ludzie, przestałam lubić zakupy, nie lubię załatwiać przyziemnych rzeczy bez Tajgi - wolałabym jej poświęcać ten czas. Jeśli tylko możemy bierzemy ją ze sobą na pocztę, do banku, do apteki, na obiad/lody, na drobne zakupy.
- Ciągle uczymy się czegoś nowego. Michał stał się bardziej otwarty, towarzyski a za razem stanowczy, w innym przypadku, to on chodziłby na smyczy zamiast Tajgi, bo to niezła cwaniara.
- Nasze życie jest uregulowane, można rzecz zrutynizowane - Tajdze było to potrzebne do przezwyciężenia lęku separacyjnego.
Pewnie zaraz ktoś zarzuci mi narzekanie, nic bardziej mylnego! Pies to wielki obowiązek na kilkanaście lat. Gdyby ludzie byli bardziej odpowiedzialni i zdawali sobie z tego wszystkiego sprawę pewnie byłoby mniej nieszczęścia i zwierzęcych tragedii. Zwierzak zachoruje? musisz zapewnić mu opiekę lekarza i swoją, jeśli to problemy gastryczne, to również częstsze spacery - również w nocy.
Tak, jasne nie musimy !ALE CHCEMY I NIE WYOBRAŻAMY SOBIE INNEJ OPCJI! robić z Tajgą długich, wymyślnych spacerów i treningów. Nie musimy rano wstawać, bo pewnie fizycznie wytrzymałaby dłużej. Tak, można wyjść pod blok za potrzebą i wrócić do domu, ale po co? Nie po to mam psa żeby był dekoracja wnętrza. Jeśli źle się czuję, jestem chora/zmęczona lub zwyczajnie nie chce mi się iść do parku, to mam potem wyrzuty sumienia, czegoś mi brakuje.
Nie umiem (umiemy) już żyć bez psa, bez Tajgi. Kiedy jadę do babci i zostawiam ją z Michałem, to cholernie mi jej brakuje, ciągle myślę, co robi, czy zjadła, czy jest zdrowa, czy ma dokładnie sprawdzone ciałko na wypadek obecności kleszcza... Kiedy budzę się rano wyciągam rękę, aby ją pogłaskać, ale jej nie ma - jest w Warszawie z tatusiem. Jak ona mnie wita kiedy wracam... ;)
Marzenia? Wygrać w lotka i nie musieć pracować, adoptować kolejnego psa z predyspozycjami do sportu i mieć dla niego więcej czasu, na treningi, szkolenia (agility, obi, IPO, seminaria frisbee). Nie, nie zmuszałabym go do bycia najlepszym we wszystkim, sam wybrałby, to co kocha, tak jak Tajga wybrała frisbee. Potem kolejny pies i tak do 4-5, rzecz jasna pod warunkiem, że radziłabym sobie z panowaniem nad takim stadkiem. Wszystko z głową. Teraz nie robilibyśmy niczego na czuja na przypał, tylko świadomie.
Jakie jest więc teraz nasze wspólne życie z Tajgą? LEPSZE!!! 2+1 ;) bardziej aktywne, nie marnujemy czasu na pierdoły.
Jasne, że są gorsze dni, że mamy ochotę udusić tą wredna potworę, ale w życiu nie wszystko i nie zawsze jest kolorowe! Gdyby zawsze było tylko cukierkowo, to byłoby nudno :P już nie jeden siwy włos mi przybył przez psią córeczkę.
W naszym stadzie, to ja pełnię rolę przywódcy stada i... dobrze mi z tym! (tak, tak dobrze widzicie, wyznaje zasadę przywództwa i stada, ale nie mam klapek na oczach).
A czy Wasze życie się zmieniło od momentu kiedy mieszka z Wami pies/psy? To Wy mieliście psiego fioła, czy Wasze drugie połówki przeciągnęły Was na psią stronę mocy?
Miłego niedzielnego popołudnia !
Miłego niedzielnego popołudnia !
sobota, 16 kwietnia 2016
Dress Code Psiarza po mojemu (naszemu)
Mamy psa i jesteśmy psiarzami pełną gębą, więc dziś będzie kilka słów o tym, jak zmienił się nasz wizerunek, jak wygląda nasza szafa i nasz styl od kiedy Tajga mieszka z nami.
Z zamiarem napisania tego wpisu nosiłam się już długo, ale zawsze coś stanęło na przeszkodzie i tak ubiegli nas m.in ZMZ i Pies w Warszawie. Zdradzę również w jakich sklepach najczęściej kupujemy ubrania. Zapraszam do lektury. Będzie wesoło. ;)
Poniżej przedstawiam nasze stylówki - bogato ilustrowane ;) Proszę Państwa, oto Dress Code Psiarza w pełnej krasie:
A Wy możecie pochwalić się jakąś przypałową stylówką na wyjście z psem? Niestety zdjęć niewiele, bo i czasu na wiejskie wypady nie mamy dużo... No i tu prym wiedzie mój Michał ;)
W tym wydaniu zdarzają się jeansy, koszule, softshell (zakaz skakania dla Tajgi i zaciągania naszych ubrań pazurami) i buty są względnie czyste - nie przypominają tych z outfitu menela, czyli jakbyśmy wyszli ze stajni w butach oblepionych obornikiem do granic możliwości (taki stajl zapewnia spacer po deszczu w Skaryszaku lub na Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych).
W tle psi plecak rozkoszy - bez niego nie ruszamy się na dłuższy spacer, ale o tym innym razem ;) Tak się prezentujemy na jakichś "psich zlotach", biegu charytatywnym, na świątecznym spacerze, na codziennych zakupach, w wolnym czasie nie mamy kompleksów wpaść tak ubrani z Tajgą na jakąś szamę, bo zgłodnieliśmy po długim spacerze (chociaż preferuje domową kuchnię).
Z zamiarem napisania tego wpisu nosiłam się już długo, ale zawsze coś stanęło na przeszkodzie i tak ubiegli nas m.in ZMZ i Pies w Warszawie. Zdradzę również w jakich sklepach najczęściej kupujemy ubrania. Zapraszam do lektury. Będzie wesoło. ;)
Poniżej przedstawiam nasze stylówki - bogato ilustrowane ;) Proszę Państwa, oto Dress Code Psiarza w pełnej krasie:
- Dress Code na menela - nasz niekwestionowany faworyt, jeśli chodzi o outfit z psem! Dres spoko jest!
Menel - to najlepsze określenie na nasz codzienny styl! Totalnie olewamy to, co inni sobie o nas pomyślą - ma być wygodnie, nic nie może krępować ruchów (dużo się ruszamy, trenujemy). Gorzej jeśli wybieramy się gdzieś dalej i trzeba w obie strony jechać komunikacja miejską, np. na Pole Mokotowskie, czy nad Wisłę lub w słoneczny ładny dzień do Parku Skaryszewskiego, gdzie jest wtedy tak dużo ludzi, jak grzybów w lesie po deszczu. Jak wracamy ze spaceru wyglądamy często tragicznie... (patrz wyżej - fotki) Wzrok "odstawionych jak stróż w boże ciało" spacerowiczów/przechodniów niekiedy jest pełen pogardy i mówi: "hej, jak tak w ogóle można wyglądać?". Początkowo było mi trochę wstyd iść ulicą w tak uwalonym błotem ubraniu, Michał od początku (jak to facet?) nie miał z tym najmniejszego problemu. O wiele łatwiej wyglądać "jak człowiek" latem, gdy jest sucho, ale... no właśnie - latem na moich nogach i rękach niekiedy widnieją różowo-czerwone pręgi od psich pazurów :P więc sami oceńcie, co lepsze ;)
- Dress Code na wieśniaka - totalnie odjechany outfit, na który (póki co!) nie odważyliśmy się jeszcze w mieście ;) to nasz styl na wiejskie wypady, kiedy spacer na ogół kończy się w przydomowym ogródku, bo po wsi luzem latają psy lub wszystkie ujadają i spacer z Tajgą staje się udręką...
A Wy możecie pochwalić się jakąś przypałową stylówką na wyjście z psem? Niestety zdjęć niewiele, bo i czasu na wiejskie wypady nie mamy dużo... No i tu prym wiedzie mój Michał ;)
- Dress Code między ludzi - nadal mega wygodnie i głównie dresiarsko, ale tu przynajmniej jesteśmy względnie czyści i nie wyglądamy jak po nocce spędzonej w rowie ;)
W tym wydaniu zdarzają się jeansy, koszule, softshell (zakaz skakania dla Tajgi i zaciągania naszych ubrań pazurami) i buty są względnie czyste - nie przypominają tych z outfitu menela, czyli jakbyśmy wyszli ze stajni w butach oblepionych obornikiem do granic możliwości (taki stajl zapewnia spacer po deszczu w Skaryszaku lub na Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych).
W tle psi plecak rozkoszy - bez niego nie ruszamy się na dłuższy spacer, ale o tym innym razem ;) Tak się prezentujemy na jakichś "psich zlotach", biegu charytatywnym, na świątecznym spacerze, na codziennych zakupach, w wolnym czasie nie mamy kompleksów wpaść tak ubrani z Tajgą na jakąś szamę, bo zgłodnieliśmy po długim spacerze (chociaż preferuje domową kuchnię).
- Z przymrużeniem oka - to nasz głównie koncertowy look ;) ale nie tylko...
Jak wszyscy widzą, Michał nie wstydzi się nosić niemal oczojebnej kolorystycznie torebki (prawie róż) - to była pierwsza torba wyjazdowa Tajgi, kiedy nie miała tylu rzeczy, co teraz... Damska apaszka z kwiatowym motywem przewiązana na głowie? - no problemo! Świnka? - proszę bardzo! A ja? irokez? - me gusta! Niebieskie włosy? - choćby zaraz (szkoda, że kolor nietrwały a włosy szybko odrastają...)
Uff, to chyba na tyle.
Na szczęście oboje wykonujemy pracę, która pozwala nam nosić, to w czym dobrze się czujemy. Do tego stopnia pokochaliśmy dresy, że dżinsy nie są już tym, co kochamy najbardziej. Praktycznie nie rozstajemy się ze sportowym lookiem. Staliśmy się zepsionymi dresiarzami...
W szafie mamy jednak podział ubrań na "tylko psie" i "wyjściowe" (chociaż okazji, aby je założyć mamy niewiele). Żyjąc w biegu nie wyobrażam sobie latania na szpilkach i w obcisłej spódniczce/sukience ;)
Według mnie totalnym must have jest całkowicie oddzielna jesienno-zimowo-wczesnowiosenna garderoba wierzchnia zarezerwowana wyłącznie na psie spacery! Psia kurtka to u nas podstawa! - preferuje model 3w1 - daje radę niemal przez cały rok. Ta używana obecnie pójdzie niebawem na emeryturę. Podobnie rzecz ma się z obuwiem (zwłaszcza, jak w mokre dni nie wiadomo do końca, czy to w co wdepnęliśmy to błoto, zgniły liść, czy psia kupa...). Na niemalże 3/4 roku preferuje obuwie trekingowe (nam prawie 2 lata służyło, to zakupione w Lidlu, za chyba 69zł/para), w ciepłe i suche dni na naszych stopach lądują buty do biegania z niższej półki - mega wygodne, zwłaszcza przy 20 km spacerach ;) Nie lubię przepłacać za ubrania. dlatego stawiam na te z Lidla i Decathlonu - dobra jakość idzie w parze z niską ceną, a jak trafi się na promocje, to nie ma się nad czym zastanawiać, czasem dokupię coś w innym markecie na dziale odzieżowym. Takich ubrań w razie totalnego zniszczenia nie szkoda mi wyrzucać.
Od kiedy mam psa muszę być zawsze zdrowa (nawet jak nie jestem :P) i gotowa na spacer, więc teraz jeśli tylko zrobi się zimno zakładam czapkę - nie ma, że boli, że źle wyglądam, że włosy przeżywają dramat, na długich spacerach w chłodne dni po prostu musi mi być ciepło i koniec! Podobnie nie wyobrażam sobie, kiedy temperatura spada poniżej zera, a ja wychodzę na 2-4 godzinny spacer bez bielizny narciarskiej. Stosujecie takie rozwiązanie? Założenie kilku cieńszych warstw ubrań sprawdza się u nas o wiele lepiej niż jedna gruba warstwa - w razie potrzeby można coś zdjąć, rozpiąć kurtkę.
Dodatki i biżuteria? - najlepszy naszyjnik, to smycz! przewieszona nonszalancko na szyi lub przez ramie - jak szarfa. U dołu "dynda" plastikowe etui kostka z woreczkami na psie kupki oraz kaganiec baskerville. Niekiedy na tzw. "smyczy na klucze" noszę też na szyi kliker i gwizdek na psa trixie. Wszelkie saszetki-nerki są mile widziane, jakoś nie przepadam za woreczkami na smaczki - inne psy próbują ukraść z nich smaczki a Tajga przechodzi w tryb bestii broniacej zasobów. W niemal każdej kieszeni mamy of course walające się luzem, często po kilka sztuk "śniadaniówki" z Lidla - tanie i mocne u nas świetnie sprawdzają się jako kupotorebki ;)
A jak to wygląda u Was? Próbujecie dobrze wyglądać z psem w parku/na spacerze pod blokiem, czy raczej stawiacie na komfort i zero złości w przypadku totalnego zabrudzenia? Przejmujecie się tym, jak postrzegają Was inni? My nigdy nie lubiliśmy strojów Ą i Ę mocno wizytowych i teraz mamy dobrą wymówkę by takich nie nosić ;)
Etykiety:
ciuchy,
Decathlon,
dress code,
kloszard,
Lidl,
lifestyle,
menel,
moda,
pies,
psiarze,
styl,
styl zycia,
Tajga,
ubrania,
wygląd,
zycie z psem
środa, 30 marca 2016
Recenzja szelek CRAZY DOG szytych na miarę
Dziś pora na kolejną recenzje, tym razem szelek tzw. "X" firmy Crazy Dog. Kim są Crazy Dog?
![]() |
| tak szelki leżą z profilu |
Zdecydowałam się na ten rodzaj szelek, ponieważ potrzebowałam szelek, które nie będą krępowały ruchów łopatek. Z guardów średnio byłam zadowolona (o tym innym razem). Zamówiłam szelki trixie 2 rodzaje, m.in. te ze zdjęcia poniżej. Cena zachęcała - poniżej 30 zł, opinie użytkowników również. Niestety te szelki są totalnie niedopasowane rozmiarowo! Wybierając rozmiar, który będzie odpowiedni w klatce piersiowej, otrzymujemy produkt, który w karku pasuje na wielkiego psa... efekt? Tajga pasek, który powinien być za przednimi łapami miała niemal w pasie... Może mam nietypowego psa? Kark 44 cm, klatka 60 cm, pasek piersiowy dł. 17 cm, nie wiem, ale Tajga wygląda proporcjonalnie ;)
![]() |
| fot. grafika google |
Tak zaczęło się moje poszukiwanie ludzi/firm/sklepów szyjących szelki na wymiar, w cenie, która nie zabija. Nie było łatwo! Pisałam, gdzie się da na pytanie o szelki typu "X" lub "Y" dostawałam odpowiedź: nie szyjemy, nie robimy, nie da się, nie wiem jak, nie wykonujemy takich, lub koszt ok 150 zł... Byłam gotowa zrezygnować, jakimś cudem w propozycjach polubień na FB wyskoczył mi sklep Crazy Dog i tam zobaczyłam zdjęcie psa w tego typu szelkach. Niezwłocznie napisałam wiadomość prywatną i to było to! Cena 65 zł była przyjemnie zaskakująca (w porównaniu do 150 zł).
![]() |
| z przodu |
Tajga ogólnie nie lubi szelek, unika ich założenia, ale czasem szelki są wygodniejszą i praktyczniejsza opcją niż obroża i dobrze jest mieć, takie które dobrze leżą na psie i nie krępują jego ruchów.
![]() |
| nowiutkie szelki fot. Crazy Dog
Tyle teorii, przejdźmy do praktyki. Tajga dość chętnie przymierzyła nowe szelki - na ich widok nie uciekła od razu do swojej klatki, a to już wielki sukces! Po założeniu nie była mega sfochana, nie garbiła się długo i ostentacyjnie, po wyjściu na spacer otrzepała się raz może dwa i to wszystko. Tajga widocznie stwierdziła, że są faktycznie wygodne ;) Nie wycierają sierści, nigdzie nie uciskają, a co dla mnie najważniejsze - nie przesuwają się! Ani pod ciężarem smyczy, ani podczas biegania, ani podczas trzymania za nie psa, regulowany pasek również nie zmienia co chwile obwodu, jak to bywa w innych szelkach, które mamy. Nic nie trzeba zaszywać i nic nie trzeba, co chwila poprawiać podczas spaceru. Jedyny minus, jaki zauważyłam, to taki, że polar strasznie kumuluje sierść, no ale... taki urok polarów ;)
Taśma brudzi się, jak każda inna, nie miałam jeszcze potrzeby prania szelek w pralce. Czyszcze je na bieżąco po spacerze, mokrą chusteczką dla dzieci, lub szczotką jak do paznokci zwilżoną czysta wodą - kolo nie wyblakł póki co. Mam nadzieje, że w słońcu również nie wyblaknie - zimą było go niestety jak na lekarstwo :(
wygląd szelek w chwili obecnej Reasumując. Nigdy nie miałam w ręku tak lekkich a zarazem solidnych szelek, kolor taśmy jest cudowny - zakochałam się w tym odcieniu niebieskiego, ale ja ogólnie kocham kolor niebieski ;) Już nigdy więcej nie kupię gotowych szelek, dostępnych w sklepach, bo nie spełniają moich oczekiwań, czyli nie są idealnie dopasowane i nieustannie przesuwają się na psie, co przeszkadza mnie i Tajdze. Poniżej jedno ze zdjęć z sesji KynoArt. Więcej zdjęć z sesji znajdziecie TU |
Kontakt z Właścicielami Crazy Dog jest szybki i bezproblemowy, jeśli nie wiemy co i jak zmierzyć na psie dostajemy zdjęcie psa z zaznaczonymi linami do pomiarów. Doradza, pomogą w wyborze. Taśmy z jakich możemy wybierać, są proste, standardowe, klasyczne. Troszkę brakuje wzorzystych, zwłaszcza dla mniejszych psów, ale coś za coś! Kolory taśm są bardzo żywe, intensywne, polary również są dostępne w różnych kolorach. Taśmy mogą mieć różną szerokość. Szycie? Porządne i precyzyjne! Nic nie odstaje, nic się nie pruje, nigdzie nie zwisają nici, Więcej znajdziecie tu sklep Crazy Dog a jeszcze więcej "stworzycie" na indywidualne zamówienie po kontakcie w wiadomości prywatnej ;) Jedyny mankament, to to, że możecie trochę poczekać na realizacje, więc jeśli chcecie mieć coś na konkretną datę dobra rada - zamawiajcie wcześniej!
UWAGA! ta recenzja nie jest sponsorowana! Crazy Dog uzależnia :)
UWAGA! ta recenzja nie jest sponsorowana! Crazy Dog uzależnia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















