ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjalizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą socjalizacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2020

7 grzechów głównych na 7 urodziny. Ucz się na cudzych błędach i popełniaj mniej swoich


Ale mam lenia... Ta cała pandemia i pozorne posiadanie więcej czasu dla siebie, to jakiś pic na wodę i fotomontaż! A w tej całej dziwnej i przygnębiającej sytuacji przyszło nam świętować 7 urodziny Tajgi. Nie mam pojęcia, kiedy ten czas zleciał i dlaczego tak szybko... 

Przy tej okazji zamiast częstować Was psimi ciastkami i mięsnym tortem podzielę się z Wami błędami, które popełniłam wychowując i żyjąc pierwszy raz pod jednym dachem z własnym, osobistym psem. Z rozmów i maili wynika, że nie tylko nas wrzucono do wora z etykietką reaktywność i agresja...

wtorek, 8 października 2019

Psie targi i inne eventy, dlaczego przestałam zabierać na nie psa?


Psie targi, parady kundelków, spacery adopciaków, pokazy sztuczek, dzień zwierzaka. Długo można wymieniać imprezy organizowane dla psów i ich właścicieli. Kiedyś chętnie brałam w nich udział, teraz robię to coraz rzadziej. 

Psie targi i cała masa innych eventów są super imprezami w ich zamyśle, niestety poległy w starciu z ludzką bezmyślnością i egoizmem. Dlaczego mocno zmieniłam o nich zdanie i praktycznie przestałam zabierać psa w takie miejsca?

poniedziałek, 30 września 2019

Hity i kity miesiąca. Co się u nas działo? [wrzesień]


Ten miesiąc a raczej jego druga połowa był dla nas jakimś koszmarem... Pierwsza połowa była o wiele bardziej pozytywna. W nasze ręce wpadła bardzo fajna zabawka i super legowisko.

Profilaktyka oraz oglądanie i macanie swojego psa. Będę to powtarzała jak mantrę! Oprócz zdrowotnych tematów będzie też zakupowo. Zapraszam na podsumowanie września. Dziś będzie mocno chaotycznie, bo u nas bardzo ciężki czas...

sobota, 31 sierpnia 2019

Hity i kity miesiąca. Co się u nas działo? [sierpień]

Nie wierzę. Do końca roku zostały już tylko cztery miesiące, a dopiero się zaczął. Sierpień minął nam jeszcze szybciej niż lipiec. Ograniczyłam nieco psie zakupy, ale perełka się znalazła.

Miniony miesiąc minął nam nadzwyczaj dobrze i obyło się bez dramatów, skandali, poważnych chorób i kitów. Jesteście ciekawi ile kilometrów wydreptałyśmy i chcecie poznać nasze ostatnie 31 dni w telegraficznym skrócie? Zapraszam na podsumowanie sierpnia!

środa, 31 lipca 2019

piątek, 7 grudnia 2018

Grzej do pieska!


Życie często samo przynosi tematy nowych postów. Tak samo jest i tym razem. Poranny spacer, parę minut po siódmej rano - jeszcze ciemno i generalnie dość pusto na osiedlowych uliczkach. Spokojnie spacerujemy aż nagle zza rogu słyszę "Grzej do pieska"!!!

piątek, 5 października 2018

Weekendowi psiarze - największa zmora spacerów


Pewnie każdy z Was słyszał o "niedzielnych kierowcach" i kojarzy kim oni są. Dzisiejszy post będzie o "weekendowych psiarzach", a w zasadzie to o świątecznych i urlopowych także, bo gdyby sytuacja ta dotyczyła tylko niedziel to dałoby się z tym jakoś żyć. Do napisania postu skłoniło mnie bardzo nieprzyjemne zdarzenie, które miało miejsce w zeszłą niedzielę.

sobota, 7 lipca 2018

Mały pies w przestrzeni publicznej może więcej?


Dzisiejszy post może wywołać burzę, właściciele małych psów zaraz się oburzą, ale czy tego chcemy, czy nie problem jest duży. Nie można przymykać dłużej oczu na przyzwolenie małym psom dosłownie na wszystko w przestrzeni publicznej. Mały pies, mały problem, mała kupa, słodki, maskotka... Po co z nim pracować, po co wychodzić dalej niż pod blok i na dłużej niż 15 minut, dlaczego ma się słuchać, przecież jak sobie poszczeka przy nodze i poskacze po innych psach to nic nie zrobi, po co smycz, po co kaganiec w komunikacji miejskiej...?

piątek, 30 marca 2018

Dlaczego unikamy psów podczas spacerów, czyli o tym jak życie stało się lepsze

 

Socjal! Socjal! Socjal! Z każdej strony słyszysz i czytasz o socjalu, o grupowych spacerach. Chwilami mam wrażenie, że ten cały socjal wyskoczy mi za chwilę z lodówki kiedy ją otworzę aby wyjąc rano mleko sojowe do kawy.

Czy wiesz jednak czym jest prawidłowa socjalizacja? Czy wiesz, że powitania z każdym psem i ciągle zabawy nie są psu potrzebne a niektóre psy wręcz tego nie znoszą? Czy wiesz, że stanie godzinami na przysłowiowej psiej łączce gdzie w najczęściej niekontrolowany i zaburzony sposób odbywają się interakcje między psami wyrządza więcej szkody niż pożytku? Zwłaszcza, że często gęsto są to spotkania z przypadkowymi psami, a stado kumpli gnębi nowego...

niedziela, 5 listopada 2017

Pies i człowiek. Relacje i więź.


Jakie psy kochają mocniej? Adoptowane czy kupione?

Takie pytanie potrafi wzbudzić wielkie emocje u psiarzy i zażarte spory.

Mierzenie miłości to ciężka sprawa i nie mam zamiaru się tego podejmować. Natomiast w tym tekście mam zamiar spojrzeć na to pod kątem przywiązania i siły więzi między psem i człowiekiem. Z góry mówię, że to są tylko moje teoretyczne rozważania, coś co wydaje mi się najbardziej prawdopodobne i nie twierdze to na pewno jest prawdą, a żeby to potwierdzić potrzebne byłyby jakieś badania. Ciekawi mnie Wasza opinia na temat tych przemyśleń.

środa, 8 marca 2017

Wiosna przyszła... a wraz z nią wysyp psów i ludzi niedostosowanych

fot. Jogi


Wiosna przyszła... w końcu! Kocham te pierwsze ciepłe dni, promienie słońca padającą na moją twarz, coraz dłuższy dzień, wiosnę kocham też za powrót do normalnych i regularnych treningów frisbee i możliwość jeszcze dłuższych spacerów.


Wiosna przyszła... a wraz z nią psie gówna rozkwitły w całej swej krasie dosłownie wszędzie, ale ten post nie będzie o morzy psiego gówna - na to szkoda czasu i nerwów, walka z wiatrakami jest chyba prostsza od walki z gównem...

Wiosna przyszła... a wraz z nią nagły, gwałtowny i zdaje się, że niekończący wysyp różnorodnych psów i pieseczków oraz ich właścicieli, których nikt nigdzie i nigdy nie widział od października. Mamy marzec, więc to praktycznie pół roku, ja się pytam, gdzie te psy się załatwiały przez długie 6 miesięcy? Czy te psy wychodziły dalej niż przed blok? Ludzie, czy Wy te psy kuwetujecie, jak koty? Ja się nie czepiam małych i miniaturowych ras, psów bez podszerstka, nie każde nikomu robić 15 km przy -15 stopniach, ale do jasnej ciasnej wychodźcie ze swoimi psami na dłużej niż 5 min przed blok! Przez wasze dziwne zwyczaje dziczejecie Wy i Wasze psy, tak ludzie bywają gorsi niż psy, zwłaszcza ci, którzy wypełzli z ciepłego domku po półrocznym zimowym śnie i nie potrafią nawet utrzymać psa na smyczy. Te psy aż kipią z energii i frustracji - smutny widok... ale kto jest temu winien i kto obrywa? Jasne, że to moja wina, że pies A ciągnie pana na drzewo a pies B ujada na smyczy jak opętany i poddusza się na obroży. Dobrze czytacie, to moja wina i mojej suki, która idzie luzem parkową alejką, Tajga tuptająca najdalej w odległości pół metra od mojej nogi, niepodchodząca do psów na smyczy, nie szczekająca, ba nawet nie bardzo patrząca na nie jest winna temu, że ktoś nie panuje w najmniejszym stopniu nad swoim pieseczkiem. Ogarnijcie swoje psy! Poświęćcie im trochę czasu! Fajnie tak wyładowywać frustracje na innych? Trafia Was coś jeśli widzicie, że inne psy w przeciwieństwie do Waszych są karne i ogarnięte? To wypracujcie to! To nie nasza wina, że mamy ułożone psy a Wy nie!

Kolejna bardzo niemiła sytuacja  z niedzieli. Spacerujemy brzegiem łączki z Jogim, omijamy psy, nagle podbiega do nas młody amstaff i 2 lub 3 inne psy (za duże zamieszanie nie wiem dokładnie). Tajga zaczyna się wkurzać odgania psy, coraz bardziej szczeka i miota się a psy w najlepsze bawią się, mało tego amstaff nieustannie skacze po mnie... właścicieli nie widać. Cała moja praca z suką nad omijaniem psów i nie wdawaniem się w konflikty poszła się jebać! Cofnęłyśmy się do punktu wyjścia lub nawet dalej przez debilne, namolne psy i właścicieli z zasadą "róbta co chceta". Nie wytrzymałam. Ryknęłam jak lwica na całą łączkę sypiąc przy okazji kur***i na lewo i prawo, żeby zabrać te psy i gdzie są właściciele. Psy się chyba przestraszyły, bo zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nikt nie przeprosił, nikt nie odwoływał psów, ale po chwili na łączce zrobiło się prawie pusto. I dobrze! Zarzucicie mi, że nie panuje nad sobą, że jestem sfrustrowana, tak to wszystko prawda, tylko do cholery jak ma być inaczej? Chce żeby Tajga chociaż raz w tygodniu spotkała się z Jogim, bo uwielbia jego towarzystwo, mamy stać na środku ulicy żeby psy nie podbiegały i nie były natrętne? Powiecie, że można iść gdzie indziej, otóż nie, nie można! Wszystkie parki roją się od beztroskich, nieogarniętych i chamskich ludzi - takie kwiatki rozkwitają wraz z cieplejszymi dniami. Można do lasu powiecie, otóż nie, nie można! Tam nie spuścimy psów żeby mogły się pobawić, pobiegać i eksplorować teren, do tego masa robactwa, dzika zwierzyna i jeszcze można trafić na myśliwych, którzy nie odróżniają człowieka od dzika, no i dojazd, który jest uciążliwy. 

Mam dość. Zwyczajnie, po ludzku moje wszystkie granice zostały przekroczone. Kupie gaz, zacznę chodzić z kijem albo prętem lub zacznę miotać o ziemie psami, które bez mojej zgody naruszają naszą bezpośrednią strefę komfortu. Każdy ma prawo do przestrzeni osobistej! Mój pies nie musi bawić się z każdym! Nie musi się witać z obcymi psami! Nie będę mojej suki ciągle narażała na kontakty z niezrównoważonymi psami! Na samym końcu dodam, że nie życzę sobie żeby obce, cudze psy skakały po mnie, bo nie jestem ich zabawką! Jest też kwestia zabrudzonego od stóp do głów ubrania. 

Nie tylko ja mam takie problemy, znajomi psiarze, którzy mają ogarnięte psy i sami znają chociaż trochę psi język i behawior też mają powoli dość tego wszystkiego. Niestety ludzie w 95% na uprzejme prośby o zabranie psa nie reagują, udają, że nie słyszą, tłumaczą, że ich pies się nie odwoła, że chcę się tylko przywitać, że on tak ma lub to tylko szczeniak itp itd. Przestałam się prosić i przepraszać, że żyję, bo chce spokojnie pospacerować lub poćwiczyć coś z Tajgą. Zaczęłam rzucać przekleństwami na prawo i lewo - działa! Mam w dupie, co inni o mnie myślą, dobro i bezpieczeństwo oraz komfort psychiczny mojego psa jest dla mnie najważniejszy. Nie zamierzam pozbawiać mojej suki spacerów i treningów, bo inni nie panują nad swoimi psami. 

Czas przerzucić się na wstawanie o 4-5 rano i poranne długie spacery, wtedy ryzyko spotkania ludzi i psów opisanych wyżej maleje praktycznie do 0. Jeśli wtedy kogoś spotykamy, to są to na ogół przemiłe osoby, psiarze z krwi i kości, którzy rozumieją charakterek Tajgi i nasze potrzeby, ba nawet nasze psy potrafią się polubić i odbywać bardzo fajne wspólne spacery połączone z eksploracją, bo Tajga nie bawi się z każdym psem. 

Dodam jeszcze, że jeśli inny pies nie zaczyna podbijać do Tajgi, nie prowokuje jej, nie próbuje na mnie wskoczyć, to moja suka bez smyczy, przy nodze potrafi nawet w dość bliskiej odległości wyminąć się po lekkim łuku z niemal każdym psem i nawet okiem nie mrugnie. Bardzo źle na nią wpływają niestabilne, rozemocjonowane i nachalne psy. Jeśli je odpędzam (moja suka również) one uważają to za świetna zabawę i stają się jeszcze bardziej namolne, do tego stopnia, że przez pół parku potrafią za nami iść i zaczepiać. Ręce opadają... 

Ludzie, poświęćcie choć trochę czasu na szkolenie Waszych psów! Nie utrudniajcie życia innym! Przez Was coraz bardziej nienawidzę ludzi, zwłaszcza psiarzy, którzy sami nie wiedza po co mają swojego psa i pozwalają mu totalnie na wszystko. Już nie wiem sama, czy mam wyć z bezradności czy może lepiej pozabijać niektórych? A co jeśli w końcu któryś z tych podbiegaczy okaże się agresorem i ugryzie mnie lub Tajgę...? Tajga niestety miała już kilka niegroźnych zajść i zranień od zębów, fizycznie nic jej nie było, ale w jej psychice odcisnęło to niestety piętno na zawsze. 

Tak ten post jest bardzo emocjonalny, pełen złości, chwilami nienawiści i jadu, ale inaczej nie mogę pisać o tym problemie. Mam zwyczajnie dość! Zawsze kochałam ciepłe, wiosenne dni a teraz mając psa kocham mrozy, wiatry, deszcze i śniegi, bo wtedy ludzie i psy nie wychodzą z domów, a ja i moja suka możemy cieszyć się tylko sobą i pracować w spokoju. 

Dzisiejszy wpis celowo ma tylko jedno zdjęcie. Tak wygląda zrelaksowana, szczęśliwa Tajga kiedy spaceruje ze swoim ukochanym Jogim i nikt nam nie przeszkadza. Nie idealizuje jej, wiem jaka jest, ale większość jej problemów wynika z chorych sytuacji, z którymi musi się zmierzyć. Ona sama nie stwarza sobie problemów na siłę i nie szuka guza. 

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń w kontaktach z innymi psiarzami i psami, mam tu na myśli obcych, a nie znajomych. Może tylko w Warszawie problem jest aż tak poważny? Chociaż myślę, że to niestety powszechne zjawisko. A i darujcie sobie proszę teksty, że jak chce mieć trochę przestrzeni tylko dla siebie, to muszę sobie kupić działkę/dom z ogrodem. Prawda jest taka, że bez pytania i mojej zgody żaden obcy pies nie ma prawa się do nas zbliżyć. To, że mam ogarniętą sukę nie oznacza, jak sugerują niektórzy, że ma stać cierpliwie i znosić jak inny pies wkłada jej pół niucha w tyłek i skacze po niej i po mnie. To jest patologiczne wręcz i takie sytuacje nie powinny mieć nigdy miejsca. Sama nie pozwalam obcym ludziom na ulicy na takie zaczepianie mnie i na ogół tacy obrywają bez ostrzeżenia w krocze lub z prawego sierpowego w twarz. Ja i moja suka mamy prawo się bronić. Koniec. Kropka.