ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KynoArt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KynoArt. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

W co spakować psa na wyjazd? Plecak KynoArt oraz worek od Belcando [recenzja]

 
Dużo się u nas ostatnio dzieje, czasem ledwo wyrabiamy na zakrętach, stąd też takie poślizgi z niektórymi recenzjami... Jednego możecie być pewnie - wszystko jest skrupulatnie, często w ekstremalnych warunkach testowane i rzetelnie opisane! 

Dziś więc zapraszam na recenzję personalizowanego plecaka od KynoArt oraz wodoodpornego worko-plecaka od Belcadno (niestety chyba nie są w sprzedaży, trzeba na promocje polować), który otrzymałyśmy w paczce razem z karmą wygraną w konkursie. 
Nie jeździmy z psem jakoś szczególnie często, ale jak już się gdzieś wybierzemy to trochę rzeczy potrzebujemy. Jak to kobiety nigdy nie możemy się zdecydować co zabrać w co i jak to upchnąć Walizka czy torba są nieporęczne i dość duże, zwłaszcza kiedy jedna rękę zajmuje pies na smyczy a podróż odbywa się komunikacją miejską czy transportem publicznym... Tu z pomocą przychodzą plecaki! Jak się prezentują nasze możecie zobaczyć na zdjęciach. Towarzyszyły nam na kilku zawodach Dog Games, wyjazdach na wieś, czy na miejskie wyprawy do odległych parków lub kiedy trzeba było zabrać więcej rzeczy na trening frisbee do pobliskiego parku. 


Worko-plecak idealnie uzupełnia się z plecakiem KynoArt. Dlaczego? Worek ma jeden pasek, który można przełożyć przez ramię i nie koliduje on z już założonym na plecy plecakiem. Dodatkowo ja jako weganka często wożę ze sobą zapas jedzenia, bo głodować nie lubię a nie wszędzie znajdę coś do zjedzenia dla siebie. Najczęściej w plecak pakuję swoje rzeczy plus butelki z wodą dla nas obu a do worka lądują psie rzeczy. Sama się zdziwiłam ile są w stanie pomieścić oba plecaki!


Na zawody do plecaka KynoArt wpakowałam: 1,5 l butelkę wody, 0,7 l termos z kawą, spore pudełko z batonikami mocy, spore pudełko obiadowe z hummusem i sałatka bulgur, psia butelkę z wodą 0,7 l, grubą bluzę, książeczkę, chusteczki suche i mokre, pomadkę, krem z filtrem, plastry, bandaże, klucze i jakieś inne duperele  Na górę plecaka, do pętelki, za którą w szkole wieszało się plecak przy ławce zamocowałam składany koc piknikowy.


Na zawody do worko-plecaka Belcando wpakowałam: 5 dysków, ażurkę i planetkę na amortyzatorze, Liker, Puller (raz midi a raz standard), porcje karmy, zapasową smycz i obrożę, szarpaki, klatkę materiałową Portable Dog Kennel, dodatkową paczkę przysmaków, mniejszą saszetkę nerkę, zapasowe woreczki na kupki, kaganiec i może coś jeszcze, ale nie pamiętam 



Plecak KynoArt
PLUSY:
  • mega pojemny
  • gruby wytrzymały materiał
  • usztywniany tył
  • dobry jakościowo nadruk
  • możliwość umieszczenia swojej grafiki, napisu
  • kilka motywów grafiki do wyboru
  • nie chłonie brudu
  • przeżył pranie w pralce
  • na lekkim deszczu nie przemaka szybko
  • wygodne szelki, duża regulacja
  • mała kieszeń z przodu na drobiazgi
  • zamki dobrej jakości, nie zacinają się, nie puściły
  • porządne, równe szycie
  • mimo sporego ciężaru szelki nie uwierają
  • plecak nie przyciąga psich kłaków

MINUSY:
  • podczas cieplejszych dni niestety pocą się pod nim całe plecy, ale to już taki urok wszystkich plecaków
  • tasiemki przy suwakach snuły/pruły się na końcówkach, ale wystarczyło je przypalić zapalniczką, jak paracord i jest wszystko ok!
  • troszkę szkoda, że pole do umieszczenia grafiki jest troszkę małe, bo dłuższy napis jest mniej czytelny, ale to już moje wyimaginowane szukanie dziury w całym ;)
  • jak się nie mylę, to plecaki są tylko w kolorze białym i czarnym, ale może coś się zmieniło?
  • brakuje mi w środku małej kieszonki na rzep/lub zamek, takiej na portfel, czy dokumenty lub telefon
Plecaka używamy od ponad roku. 
Cena: 70 zł, obecnie zależnie od wzoru waha się od  75 do 85 zł, ale o szczegóły trzeba dopytać.



Worko-plecak Belcando
PLUSY:
  • wodoodporny
  • bardzo pojemny
  • fajny kształt kojarzący mi się z workiem do boksowania
  • można nosić na jednym ramieniu lub przewieszony po skosie, co jest wygodniejsze
  • regulacja paska
  • zatrzask na górze zapobiegający przypadkowemu zgubieniu rzeczy
  • brudoodporny - wystarczy przetrzeć wilgotną szmatką
  • po złożeniu zajmuje mało miejsca w szafie, po rozłożeniu nie traci kształtu
  • super sprawdza się podczas wyjazdów z psem poza miasto, na piknik lub na wieś - pomieści cały psi dobytek, no prawie, bo bez posłania, czy koca 

MINUSY:
  • na szwach pruje się jakby klej? bo nie są to nici, na szczęście worek trzyma się w całości
  • tworzywo, z którego jest wykonany worek niestety latem sprawia, że szybko można się spocić 
  • pasek i suwak do regulacji podczas noszenia dość mocno mechaci sportowe ubrania 
  • szkoda, że nie można go kupić, chyba, że coś się zmieniło?
  • brakuje mi mniejszej kieszonki wewnątrz na np. książeczkę, czy paszport psa
Worko-plecaka używamy około pół roku, raczej rzadziej niż częściej z uwagi na mechacenie sportowych ubrań, które najczęściej noszę podczas spacerów i treningów. 



A Wy jakie macie patenty na zapakowanie Waszego i psiego ekwipunku? Wypowiedzi osób zmotoryzowanych, które dysponują bagażnikiem nie liczą się 

Może macie, któryś z recenzowanych przez nas plecaków i macie podobne lub inne zdanie? Zapraszam do podzielenia się opinią oraz spostrzeżeniami w komentarzach. 

piątek, 25 listopada 2016

25 XI 2013 - 25 XI 2016 - to już 3 lata razem! 3-cie adopcinki Tajgi

Dziś mija dokładnie 3 lata od chwili, kiedy wzięliśmy Tajgę do naszego domu... Łatwo nie było i nie jest, ale chyba dlatego tak bardzo ją kochamy ;) Jak to się stało, że mam psa? [KLIK!] Z tej okazji piszę ten nie zaplanowany i pełen emocji oraz wspomnień post.

Były chwile zwątpienia, była radość, smutek i łzy, była wściekłość, duma i bezradność - cała paleta barw, takie właśnie jest życie psiarzy, psich rodziców. Jak tak teraz sobie myślę, to mam wrażenie, które graniczy z pewnością, że tamtego niedzielnego listopadowego wieczora, kiedy Tajga po raz pierwszy do mnie podeszła i na mnie spojrzała... wtedy obie wiedziałyśmy, że jesteśmy sobie pisane, że to nie żaden kolejny tymczas tylko dom stały.

Kurcze, to już 3 lata, kiedy to minęło? Pierwszych adopcinek nie obchodziliśmy jakoś szczególnie, na drugie Tajga dostała paczkę nowych zabawek w tym Puller [recenzja], który nadal świetnie się trzyma i genialnie nam służy. No, ale trzecie adopcinki, to nie przelewki! Dlatego zrobiliśmy dla Tajgi własnoręcznie kolejne paracordowe cudeńka, tym razem z paracordu fluo, który po naświetleniu ma świecić w ciemności - testy i recenzja przed nami, są też nowe u nas sploty ;)

W paczce czekało również ringo z Trixie - nieudolna podróbka Pullera mini/midi, ale czas pokaże jak sprawdzi się u Tajgi.
Prezentem jest również komplet Hundo [FB klik!] - smycz i obroża wzór Military Fun, bo prawdziwe kobiety nie boja się męskich wzorów ;)

W przyszłym tygodniu czeka nas spotkanie z zoopsychologiem, mam wielka nadzieję, że pomoże nam ogarnąć naszą małą charakterna bestyjkę. Od trzech lat miotamy się jak dzieci we mgle z wychowaniem Tajgi, różne teorie już słyszeliśmy, czas na fachowca z prawdziwego zdarzenia!

Nie dam rady zamieścić tu wszystkich zdjęć pokazującej te cudowne 3 wspólne lata, Spróbuje wybrać te najbardziej rodzinne, moje ulubione ;) Nie zawsze mamy na nich mądre miny ;)











I smaczki, nigdzie nie publikowane, jak do tej pory! Na 3 adopcinki, 4 zdjęcia (bo już bliżej mi 4 niż 3 lat) z sesji lipcowej (mamy jeszcze zaległą 1,5 sesji [sprawdź! FB SMD Foto] - pogoda nam nie sprzyja i nie zgrywa się z wolnym czasem...)





Jak widzicie kundel bez rodowodu też może być pięknym psem (ogarniającym do tego frisbee i nie tylko, tylko my nie wszystko ogarniamy i zwyczajnie brakuje nam czasu...). Setki, tysiące takich czekają na Waszą miłość w schroniskach i fundacjach. Chociaż nie było i nadal nie jest łatwo, to nie wahałabym się ani chwili, gdybym mogła cofnąć czas dałabym Tajdze dom ponownie, pewnie nawet wzięłabym wtedy drugiego psa do kompletu ;) Nasz kolejny pies też będzie adoptowany. "Nie kupuj! Adoptuj!"

Zapraszam Was do świętowania razem z nami ;) A może Wasze psiaki też były adoptowane w listopadzie albo w tym roku minęło/minie 3 lata jak jesteście razem? Zachęcam do podzielenia się z nami Waszymi historiami! :)

Pozdrawiamy!

czwartek, 23 czerwca 2016

Koszulki KynoArt - jak sprawdzają się w użytkowaniu? Czyli z Tajgą na plecach przez świat :)

Uff... w końcu udało mi się przysiąść i dokończyć recenzje naszych personalizowanych koszulek, no i oczywiście uczciwie je przetestować! i prać, prać, prać! Wybaczcie zdjęcia - na niektórych ostrość odmówiła współpracy i światło odbija się od nadruku, mimo wielu prób poległam (dysponuje póki co tabletem).

Śledzący losy Tajgi na bieżąco, na pewno wiedzą, że suczydło ma za sobą 2 sesje fotograficzne w terenie (w planach 3, tylko czasu mało...). Podjęłam decyzje o starcie w Dog Games 2016 Spring i zamarzył mi się występ w personalizowanych koszulkach. Wybór nie mógł być inny niż KynoArt,

"koszulki, bluzy, kubki, poduszki, plecaki, gadżety foto, sesje zdjęciowe, grafika dla hodowców, sportowców, bloggerów"

bo bardzo dobrze wspominam obie sesje zdjęciowe z Sonią oraz jestem bardzo zadowolona z efektu Jej pracy. No i wolę dać zarobić małej lokalnej firmie, znajomym, którzy indywidualnie podchodzą do klienta ;) Koszulki towarzyszyły nam również na Dog Games 2016 Summer.
lewy górny i dolny róg - plecy koszulki, prawa strona - przód
Koszulki KynoArt - pierwsze wrażenie: 
  • gruba i zarazem milutka w dotyku bawełna - nie jakaś tam chińska szmata ze sztucznymi domieszkami
  • nadruk wygląda na dobrze zrobiony, kolory są nasycone
  • szycie porządne - nitki nie sterczą, nic się nie pruje, szwy są proste
  • ściągacz dookoła szyi wygląda na solidny - jest spora szansa na to, że się nie rozciągnie jak gumka  w starych gaciach :P 
  • czerń w głębokim odcieniu czerni, a nie jakiś pseudo czarny kolor
Zjarana szczęściem i tryskająca dumą posiadaczka koszulki :) wybaczcie pierdolnik - w kawalercie trudno o wolny kąt... :P 
Wykonanie i realizacja zamówienia:
  • bardzo dobry i szybki kontakt z właścicielką KynoArt [FB KynoArt]
  • miłe i prosesjonalne podejście do klienta
  • każde indywidualne zamówienie jest wyjątkowe i takie jakiego chcemy - w granicach zdrowego rozsądku ;)
  • projekt graficzny dostałam do wglądu i ewentualnie mógł zostać dalej dostosowany do moich potrzeb
  • realizacja zamówienia od chwili zaksięgowania pieniędzy do otrzymania paczki (Paczkomaty - chwała im za tą możliwość) ok 48 godz
  • wszystkie napisy, zdjęcie i grafika są dokładnie takie jakie chciałam
  • mała wpadka z "L" zamiast "Ł" w napisie "Michał" - mamy "Michal" ;) zwyczajnie myślałam, że nie ma polskich znaków, ale jakoś mi to nie przeszkadza (reklamacje uznałam za bezsensowną burze w szklance wody)  

Koszulki podczas użytkowania:
trochę zwlekałam z założeniem koszulki ze względu na pogodę - paczkę dostałam, jak się nie mylę 9 marca, a pierwszy spacer odbyłam 17 kwietnia. Jak było? Super! jak wspominałam bawełna jest porządna, gruba, mięsista, ale jednocześnie dobrze przewiewna. Przy temperaturach powyżej 25 stopni jest mi w niej jednak za ciepło, ale to standard - wolę wtedy bardziej odkryte koszulki ;)


Jak koszulki (nadruk!) zniosły pierwsze  pranie?
Koszulki początkowo prałam ręcznie (nie chciałam za szybko zniszczyć takich cudeniek) w płynie przeznaczonym do prania czarnych ubrań. Delikatnie i bez mocnego wyżymania, płukanie tak samo. Prałam i płukałam je niemal w zimnej wodzie a i tak lekko puszczały kolor - woda była ciemna (podczas kolejnych prań również). Na szczęście kolor koszulek póki co pozostaje bez zmian, nie blaknie. Nadruk galaxy z przodu leciutko rozchodzi się pionowo czego nie widać z daleka, ale wystarczy leciutkie naciągniecie materiału i widać gdzieniegdzie. Nic nie poodpadało, nie ma też pęknięć. Ogólnie nadruk wygląda, tak jak pierwszego dnia. Koszulki nie straciły swojego kształtu, nie rozciągnęły się ani nie zbiegły. Brud po psich łapkach sprał się bez najmniejszego problemu.

Po info od innych użytkowników, że piorą je bezproblemowo w pralce - zaryzykowałam! i... nie żałuję ;) Koszulki nadal są jak nowe, nadruk w całości, nie ucierpiał ani trochę. Jedynie trzeba pamiętać o zmniejszeniu obrotów, ja zmniejszyłam do 400 producent zaleca maksymalnie 600, temperatura prania 40 stopni.

Plusy koszulek:
  • wykonane z porządnej bawełny
  • nadruk śliczny, dokładnie taki, jak zamówiłam
  • przyjemne dla skóry, nosi się je komfortowo
  • nie barwią skóry, jak chińszczyzna, nie zostawiają też "kłaczków" na ciele kiedy się spocimy, co ma miejsce przy kiepskiej jakości koszulkach
  • dość przewiewne, mimo wykonania z grubej bawełny
  • szybki czas realizacji
  • dobrze strzepane i suszone "na prosto", na wieszaku, czy na leżąco nie wymagają prasowania, którego nienawidzę :P
  • nie rozciągają się, nie zbiegły się, trzymają fason
  • czarny kolor nadal jest jak nowy (prane zawsze w płynie do prania czarnych ubrań)
  • można prać je w pralce! i są nadal jak nowe! UWAGA - wyłącznie zgodnie z zaleceniami producenta na metce, bo inaczej nie ma gwarancji, że nadruk to przetrzyma

Minusy koszulek:
  • jak każda bawełniana koszulka, ta również przyciąga kłaczki i sierść jak magnes
  • dla zachowania nadruku jak najdłużej początkowo prałam je ręcznie, a to pochłania trochę czasu
  • szkoda, że normalna damska rozmiarówka jest ciut mała na "większe" osoby, dlatego zamówiłam sobie męską L, przez to jest ciut przydługa, ale może przez to będzie też dobra do legginsów
  • cena jest trochę wysoka i boli, ale koszulki są jej jednak warte! (do ustalenia indywidualnie i w zaleznosci od modelu 55-65 zł)
Nadruki z bliska, tak wyglądają po ok 10 praniach
Kusiło mnie jeszcze zamówienie plecaka, kubków, poduszki, koca, bluz z Tajgą... chyba pora zagrać i wygrać w lotka! :P Typowa zakochana w swoim psim dziecku psia mamuśka ;) No i... plecak i bluzy już od prawie tygodnia są u mnie :D Recenzji spodziewajcie się jakoś jesienią! Może w przyszłości skuszę się na coś tajgowego z folkowym-kwiatowym motywem?

! ! ! Dla samodzielnych na stronie sklepu można samemu zaprojektować odzież lub gadżety z własną grafiką/zdjęciem/napisem [KLIK]! ! !

! ! ! Jeśli zrobisz zakupy za 200 zł dostawę kurierem DPD masz gratis ! ! !

Jeśli macie chrapkę na spersonalizowane ciuchy lub akcesoria to gorąco polecam KynoArt. Znajdziecie ich również na Instagram KynoArt. 

wtorek, 21 czerwca 2016

DOG GAMES Summer '16 - przemyślenia

DOG GAMES Summer '16 w Kaputach były naszymi drugimi zawodami. Tym razem byliśmy lepiej przygotowani niż wiosną! Mały namiot, klatka materiałowa, ręcznik do zimnych okładów dla Tajgi, koc, miś dla Tajgi dla odstresowania, więcej wody. Wyjechaliśmy też wcześniej rano - tramwaj 5:57, aby uniknąć stania w wielkiej kolejce do zapisów. Mieliśmy być wcześniej i na spokojnie na miejscu, ale jak to u nas bywa nie obyło się bez "przygód". Ruszając pieszo z Ożarowa do Kaput z przystanku Sanktuarium podczepił się do nas (do Tajgi) mały, beżowy piesek. Nie miał adresatki i uparcie za nami szedł. Michał zadzwonił na tutejszą Straż Miejską, na szczęście przyjechali w ciągu około 10 minut, bo mieli blisko i zabrali pieska żeby sprawdzić czy ma chipa. Później oczywiście praktycznie w każdej bramie witał nas ujadający pies, co stresowało trochę Tajgę, ale jakoś dotarliśmy, chyba na godzinę 8.
SOBOTA, DZIEŃ I DOG GAMES SUMMER '16
Darowałam sobie SpeedWay. Nie chciałam w taki upał przemęczać psa, no i nie było okazji do potrenowania. Dokładnie tydzień przed zawodami Tajga wymyśliła sobie biegunkę... Skończyło się na wecie i zastrzykach, całe szczęście sucz była i jest w wyśmienitej formie, tylko głodówka i dieta jej doskwierały :P Z racji napiętego grafiku i wizyt na zastrzyki nie miałam nawet kiedy poćwiczyć na świeżo rzutów, które niestety kuleją. Wiatr wiejący w sobotę nie nastrajał mnie optymistycznie - zwłaszcza, że w Dog Dartbee liczy się precyzja. W pierwszej rundzie niestety moje rzuty były za niskie i Tajga żadnego nie złapała w locie. W drugiej rundzie rzucałam wysoko licząc się z tym, że mogę pozabijać ludzi za banerami... raz wyrzuciłam dysk za baner, ktoś miły podał go Tajdze i szybciutko do mnie wróciła. Efekt? zdobyłyśmy 10 punktów i 28/34 miejsce, odpadłyśmy i wróciliśmy do domu zbierać siły na kolejny dzień.
NIEDZIELA, DZIEŃ II DOG GAMES SUMMER '16
Początkowo zapowiadali burze na niedziele, więc wahałam się czy jechać, bo Tajga boi się burzy i bardzo nie lubi deszczu. Na szczęście dzień był ciepły - za ciepły, bardzo słoneczny i niemal bezwietrzny. Jechałam pełna optymizmu, bo Time Trial to "nasza konkurencja", ale przed zapisami stchórzyłam i ostatecznie Michał był handlerem. Tajga i tym razem miała problem ze skupieniem się i łapaniem dysku... Ostatecznie po nieudanej pierwszej próbie, druga próba dała im 12/25 miejsce z czasem 26,28 sekund - niestety w 3 rzutach, bo Tajga nie ogarnęła pierwszego. Gdyby nie to mieliby czas poniżej 20 sekund i pewne miejsce w ścisłej czołówce, kto wie może nawet 2 miejsce. Mieliśmy zwijać się do domu tuż przed 10, ale nie było akurat autobusu. Później okazało się, ze fuksem przeszliśmy do finału, bo jeden zawodnik już pojechał do domu, a inny zrezygnował z uwagi na późniejsze konkurencje, bo nie chciał przemęczać psa. Tak wskoczyliśmy do I dywizji na 10 miejsce. Totalnie nieprzygotowany na taki obrót spraw Michał nie zwarł dostatecznie pośladów i przegrali w obu bezpośrednich pojedynkach. Efekt? 10 miejsce. 


MOJE PRZEMYŚLENIA I WNIOSKI
Jestem na siebie wściekła!!! Zeżarł mnie stres... na wiosennym debiucie miałam w DD 100 pkt, w sobotę 10 i rzucałam fatalnie :P Na treningach w parku, kiedy mam widownie złożona z gapiów rzucam o niebo lepiej i to nawet przy sporych powiewach wiatru! Nie mam jednak powtarzalności rzutów i nie jestem opanowana, nie umiem poukładać sobie wszystkiego w głowie, działam na emocjach, za bardzo się spinam, bo chce wypaść dobrze. Tajga podczas treningów nie rozprasza się, stara się łapać nawet najgorsze rzuty - i łapie! Na zawodach jest zupełnie inaczej :/ Sucz mi się rozprasza, pewnie nie jest też dostatecznie zmotywowana na dysk, chociaż podczas ćwiczeń tego nie zauważam. Muszę nad tym mocno popracować do września! Tajga za bardzo zwraca uwagę na sędziego z chorągiewkami, na kogoś kto akurat na nią spojrzy, albo na osoby stojące za banerami, które jej kogoś przypominają.

Na ćwiczeniach do TT mamy czas oscylujący wokół 17 sekund i ładne 2 złapane po sobie rzuty. W kwietniu TT skończyłyśmy z wynikiem niecałych 21 sec. Mam nadzieje, że do września się ogarniemy.

W DD to totalna loteria, ale jeśli wypracuje u Tajgi łapanie dysku, to może być lepiej. Mimo nieumiejętności rzucania i silnego wiatru oddaje rzuty w miarę jako takie i do tarczy. Okazuje się jednak, że za długie i muszę stawać spory kawałek za linią startową :P
TAJGA pokochała NAMIOT ! :)
Wściekłość miesza się we mnie z żalem i goryczą, mam poczucie, że marnuje wrodzony, naturalny talent Tajgi do frisbee. Zarzucam sobie, że taki wspaniały pies jak ona zasługuje na lepszego przewodnika i handlera... Dostałam po dupie i po doświadczeniach z wiosny i teraz z lata obiecałam sobie mocne postanowienie poprawy i wzięcie się za swoja głowę oraz za powtarzalność rzutów, muszę też mocniej skupić się na nagradzaniu Tajgi za złapane rzuty. Może to zaskoczy i da efekty? I to nie jest tak, że przeceniam jej możliwości. Ja po prostu wiem, że gdyby mój czynnik nie zawodził mogłybyśmy być świetnym duetem na zawodach. Tajga nie ma problemu z szybkością, z aportem, z wracaniem, z oddawaniem dysku, co zauważam u innych startujących psów. Nigdy nad tym natomiast nie pracowałam, nie uczyłam jej tego, ona sama z siebie to ogarnia. Tu popełniłam błąd zakładając, że na zawodach Tajga da sobie radę tak samo jak w parku. Jedyne przytłacza ją atmosfera zawodów. Muszę spróbować znaleźć większe rozproszenia do treningów.

Genialnie, że tym razem w pojemnikach była woda do moczenia psów, bo Tajga inaczej nie dałaby rady na zawodach w pełnym słońcu. Szkoda tylko, że woda z soboty nie została wymieniona na czystą w niedziele, ale nie można mieć wszystkiego :P Atmosfera była bardzo miła. Załapałam bakcyla zawodów, podoba mi się to coraz bardziej ;) Tylko muszę się ogarnąć! Tu chyba wychodzą braki w doświadczeniu, niedostateczna nieznajomość tematu, brak seminariów itp, ale mam nadzieję, że sama też jakoś to ogarnę. Może klucz tkwi w tym, żeby przestać się spinać i wyjść na start, tak jak na trening w parku i potraktować to jako zabawę, nic więcej. Zostało nam 3 miesiące do DOG GAMES FALL, czy damy radę...? Kto będzie za nas trzymał kciuki? ;) A może są osoby, które uważają, że powinnam sobie odpuścić?
Odsypiania zawodów, wstawania o 4:30 rano i w sumie 6 godzin jazdy komunikacja miejską końca nie widać, zwłaszcza, że 20 czerwca w poniedziałek Tajga i Michał wzięli udział w warsztatach z Pullerem i jego twórcą Warszawa - Puller workshop pokaz treningów z Shkot Serhii i Petrenko Varvara