ciasteczka

czwartek, 28 kwietnia 2016

Nasza przygoda z frisbee - od zabawy po Dog Games

Nadszedł czas na "ujawnienie" prawdy o naszej pasji, jaką stało się frisbee.

Na początku nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Tajga może sobie świetnie radzić z dyskiem. Ot tak sobie zamawiając karmę kupiłam również gumowy dysk Trixie, tzw. "naleśnik" ;) ZOBACZ o średnicy 22 cm. Myślałam, że pies do frisbee musi mieć jakieś nadzwyczajne cechy, zdolności - filmiki, zdjęcia pokazują głównie psy rasowe z dyskiem.

Dlaczego kupiłam frisbee? Zwykłe piłki i szarpaki przestały wystarczać do zmęczenia Tajgi, (ZOBACZ dlaczego)  długie spacery ciągle były za krótkie, więc wymyśliłam sobie, że może frisbee ją zmęczy. Przyznam się również, że chciałam robić z psem coś, czego przeciętni właściciele nie robią, a zabawa z frisbee jest dość widowiskowa i przykuwa wzrok spacerowiczy ;)

Nic nie wiedziałam o frisbee, o podstawach, przygotowaniu psa, nikt mi nie podpowiedział, jak zacząć. Dwa lata temu nie znaliśmy ani amatorów ani zawodowców zajmujących się frisbee.

Gumiak Trixie bardzo spodobał się Tajdze głównie jako szarpak! :D Jak trzymałam go w dłoni to stawała na przednich łapach i chwytała żeby się poszarpać. Totalnie nie umiałam tym rzucać, rollery jako tako wychodziły Michałowi, a Tajga z rozkoszą je goniła i w czasie powrotu do nas próbowała "zamordować" dysk ;) zanim nam oddał musieliśmy się z nią nieźle naszarpać! Psu się to podobało, nam też.

Jako tako nauczyłam się rzucać bliskie rzuty przed siebie, ale Tajga biegła i odsuwała się z obawy, że dostanie dyskiem w głowę, zbierała go z ziemi i przynosiła - tak wyglądały nasze rzuty, więc sobie odpuściłam na jakiś czas (2-3 miesiące?). Po tym czasie w Tajdze nastąpiła jakaś cudowna przemiana i... zaczęła sama z siebie łapać dysk w powietrzu - bez widowiskowych skoków, po prostu stawała na tylnych łapach i łapała. Mogła tak bez końca. Wtedy doszłam do wniosku, że 22 cm dysk jest za duży i kupiłam również gumowy 18 cm - ten z kolei wydał się mi za mały :P W między czasie wylicytowałam na bazarku charytatywnym dla psiaków fastbacka z napisem Dog Chow, którego dłuuugooo nie mogłam opanować, bo nawykłam do gumowych dekli. Inna sprawa, że plastikowe frisbee wydawało mi się niebezpieczne dla małego pyszczka Tajgi.

Dopiero we wrześniu 2015 r. kupiłam na zawodach Latających Psów na Polu Mokotowskim 2 fastbacki TU i 2 fastbacki flexTU, bo zamarzył mi się występ na Dog Games. Chciałam sprawdzić swoje umiejętności i zobaczyć, jak Tajga da sobie radę w tak stresujących warunkach, otoczona psami, ludźmi, hałasem.

Żałowałam, że wcześniej nie kupiłam profesjonalnych dysków, bo straciłam rok, gdzie mogłam przynajmniej raz wystartować. Nie byłam jednak pewna swoich sił, nie radziłam sobie z dyskami przy wietrznej pogodzie. Oglądając filmiki instruktażowe nie umiała się połapać w tym jak ułożyć palce do danego rzutu (do tej pory tego nie umiem haha ani nie znam się na technice rzutów... mea culpa). Jeszcze jeden problem, to uzyskanie odległości - magiczne 18,25 m od lini rzutu do środka tarczy/lini wymaganej (zależy od konkurencji) - wydawało mi się niemożliwe, po zmierzeniu moich rzutów okazało się, że czasem dorzucam nawet do 30 m ;)

I tak oto 23 kwietnia 2016 roku zadebiutowałyśmy na Dog Games Spring w Kaputach - dla zainteresowanych oficjalna strona zawodów. O debiucie będzie w kolejnym wpisie, w planach również recenzje dysków ;)

Nie byliśmy na szkoleniach, seminariach itp itd - jesteśmy samoukami, kolejnego psa na pewno prowadziłabym świadomie ;) Dopytując na forach o treningi, ich ilość i częstotliwość okazało się, że... Tajga "trenuje" więcej niż zawodowcy. Nie traci motywacji, ani zapału, kilka rzutów to dla niej rozgrzewka, nigdy nie ma problemu z dogonieniem dysku, śledzi go wzorowo i za wszelka cenę próbuje złapać (nawet odbite rzuty), z oddawaniem i powrotem do mnie też nie ma problemów, tylko obieganie załapała dopiero jakieś pół roku temu.

Może internetowy hejt nas nie zabije :P

Ktoś z Was trenuje lub bawi się frisbee z psem? Jak to było u Was?


środa, 20 kwietnia 2016

Przekaż swój 1% dla Koterii !!!

zdjęcie pochodzi z FB Koterii

KOTERIA jest jedyną lecznicą w Warszawie, która zupełnie za darmo kastruje/sterylizuje koty miejskie wolno żyjące, więcej info znajdziesz: strona internetowa ośrodka oraz fanpejdż.

Tylko 10 dni "pozostało do rozliczenia się z fiskusem. Tych wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili i nie zdecydowali, komu przekazać 1%, prosimy o wsparcie dla nas. W naszym Ośrodku na Chrzanowskiego kastrujemy i opiekujemy się po kastracji kotami miejskimi. Mamy doświadczony zespół: lekarz i pielęgniarze, który potrafi sobie poradzić z każdym dzikuskiem. I dlatego możemy koty nie tylko kastrować, ale i leczyć. A wiele z nich (w ubiegłym roku była to jedna trzecia przyjętych kotów) naprawdę tego potrzebuje. Jak widoczna na zdjęciu trikolorka z bardzo chorymi oczami, która właśnie przebywa w Ośrodku. Koteczka prawdopodobnie straciła miejsce bytowania po śmierci opiekunki i przybłąkała się do warsztatu samochodowego z dwójką kociąt. U nas dostanie potrzebną pomoc.

Właśnie po to powstała Koteria, żeby znacząco poprawić los kotów miejskich. Od Was zależy, czy będzie trwać dalej. Pamiętajcie o nas rozliczając swój podatek, zapytajcie rodzinę i znajomych, może i wśród nich znajdą się osoby, które zechcą wesprzeć koty wolno żyjące. Udostępnijcie nasz post, to szansa na dotarcie do większej liczby zwierzolubów. Pieniądze zbierane z 1% są ogromnym dofinansowaniem, które pomimo różnych trudności pozwala nam prowadzić Ośrodek i działać na rzecz kotów już siedem lat!
_________________________________
Tutaj: http://tnij.org/r6zfmdc można bezpłatnie rozliczyć swój podatek i przekazać 1% na Fundację ARGOS, która prowadzi Ośrodek dla kotów miejskich Koteria. KRS 0000286138" - cytat z FB Koterii

Ośrodek Koteria można wspierać także robiąc zakupy w sklepie Zooplus, Ciebie to nic nie kosztuje, a pomagasz.
zdjęcie pochodzi z FB Koterii
Jak to zrobić? To dziecinnie proste!
"Kupując w sklepie Zooplus nie tylko korzystasz ze świetnych ofert cenowych, ale również możesz pomóc kotom miejskim z Koterii!
5 % wartości Twoich zakupów trafi do nas, wystarczy, że wejdziesz do sklepu klikając baner na naszej stronie www.koteria.org.pl." - cytat z FB Koterii

Późno zabrałam się za ten wpis, ale może ktoś jeszcze się nie rozliczył i nie wie komu przekazać swój 1% a może dzięki temu przekaże go Koterii? ;) 

Koteria, to nie tylko bezdomne koty, tu można wykastrować/wysterylizować swoje domowe koty i psy - ceny są bardzo konkurencyjne, a opieka medyczna bardzo dobra! Pieniażki za wykonany zabieg pomagają w realizacji celów statutowych Ośrodka. Tajga poleca ;) W przyszłości będzie cały post poświęcony zabiegowi sterylizacji. 

Rozliczając swoje PIT-y pamiętajcie o Koterii !!! Dziękuje w imieniu swoim i Ośrodka.  (sami już chyba 3 raz z rzędu wspieramy w ten sposób Koterie)

sobota, 16 kwietnia 2016

Dress Code Psiarza po mojemu (naszemu)

Mamy psa i jesteśmy psiarzami pełną gębą, więc dziś będzie kilka słów o tym, jak zmienił się nasz wizerunek, jak wygląda nasza szafa i nasz styl od kiedy Tajga mieszka z nami.

Z zamiarem napisania tego wpisu nosiłam się już długo, ale zawsze coś stanęło na przeszkodzie i tak ubiegli nas m.in ZMZ i Pies w Warszawie. Zdradzę również w jakich sklepach najczęściej kupujemy ubrania. Zapraszam do lektury. Będzie wesoło. ;)

Poniżej przedstawiam nasze stylówki - bogato ilustrowane ;) Proszę Państwa, oto Dress Code Psiarza w pełnej krasie:

  • Dress Code na menela - nasz niekwestionowany faworyt, jeśli chodzi o outfit z psem! Dres spoko jest! 

Menel - to najlepsze określenie na nasz codzienny styl! Totalnie olewamy to, co inni sobie o nas pomyślą - ma być wygodnie, nic nie może krępować ruchów (dużo się ruszamy, trenujemy). Gorzej jeśli wybieramy się gdzieś dalej i trzeba w obie strony jechać komunikacja miejską, np. na Pole Mokotowskie, czy nad Wisłę lub w słoneczny ładny dzień do Parku Skaryszewskiego, gdzie jest wtedy tak dużo ludzi, jak grzybów w lesie po deszczu. Jak wracamy ze spaceru wyglądamy często tragicznie... (patrz wyżej - fotki) Wzrok "odstawionych jak stróż w boże ciało" spacerowiczów/przechodniów niekiedy jest pełen pogardy i mówi: "hej, jak tak w ogóle można wyglądać?". Początkowo było mi trochę wstyd iść ulicą w tak uwalonym błotem ubraniu, Michał od początku (jak to facet?) nie miał z tym najmniejszego problemu. O wiele łatwiej wyglądać "jak człowiek" latem, gdy jest sucho, ale... no właśnie - latem na moich nogach i rękach niekiedy widnieją różowo-czerwone pręgi od psich pazurów :P więc sami oceńcie, co lepsze ;)

  • Dress Code na wieśniaka - totalnie odjechany outfit, na który (póki co!) nie odważyliśmy się jeszcze w mieście ;) to nasz styl na wiejskie wypady, kiedy spacer na ogół kończy się w przydomowym ogródku, bo po wsi luzem latają psy lub wszystkie ujadają i spacer z Tajgą staje się udręką...

A Wy możecie pochwalić się jakąś przypałową stylówką na wyjście z psem? Niestety zdjęć niewiele, bo i czasu na wiejskie wypady nie mamy dużo... No i tu prym wiedzie mój Michał ;)

  • Dress Code między ludzi - nadal mega wygodnie i głównie dresiarsko, ale tu przynajmniej jesteśmy względnie czyści i nie wyglądamy jak po nocce spędzonej w rowie ;)

W tym wydaniu zdarzają się jeansy, koszule, softshell (zakaz skakania dla Tajgi i zaciągania naszych ubrań pazurami) i buty są względnie czyste - nie przypominają tych z outfitu menela, czyli jakbyśmy wyszli ze stajni w butach oblepionych obornikiem do granic możliwości (taki stajl zapewnia spacer po deszczu w Skaryszaku lub na Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych).
W tle psi plecak rozkoszy - bez niego nie ruszamy się na dłuższy spacer, ale o tym innym razem ;) Tak się prezentujemy na jakichś "psich zlotach", biegu charytatywnym, na świątecznym spacerze, na codziennych zakupach, w wolnym czasie nie mamy kompleksów wpaść tak ubrani z Tajgą na jakąś szamę, bo zgłodnieliśmy po długim spacerze (chociaż preferuje domową kuchnię).
  • Z przymrużeniem oka - to nasz głównie koncertowy look ;) ale nie tylko...

Jak wszyscy widzą, Michał nie wstydzi się nosić niemal oczojebnej kolorystycznie torebki (prawie róż) - to była pierwsza torba wyjazdowa Tajgi, kiedy nie miała tylu rzeczy, co teraz... Damska apaszka z kwiatowym motywem przewiązana na głowie? - no problemo! Świnka? - proszę bardzo! A ja? irokez? - me gusta! Niebieskie włosy? - choćby zaraz (szkoda, że kolor nietrwały a włosy szybko odrastają...)

Uff, to chyba na tyle.

Na szczęście oboje wykonujemy pracę, która pozwala nam nosić, to w czym dobrze się czujemy. Do tego stopnia pokochaliśmy dresy, że dżinsy nie są już tym, co kochamy najbardziej. Praktycznie nie rozstajemy się ze sportowym lookiem. Staliśmy się zepsionymi dresiarzami... 
W szafie mamy jednak podział ubrań na "tylko psie" i "wyjściowe" (chociaż okazji, aby je założyć mamy niewiele). Żyjąc w biegu nie wyobrażam sobie latania na szpilkach i w obcisłej spódniczce/sukience ;) 

Według mnie totalnym must have jest całkowicie oddzielna jesienno-zimowo-wczesnowiosenna garderoba wierzchnia zarezerwowana wyłącznie na psie spacery! Psia kurtka to u nas podstawa! - preferuje model 3w1 - daje radę niemal przez cały rok. Ta używana obecnie pójdzie niebawem na emeryturę. Podobnie rzecz ma się z obuwiem (zwłaszcza, jak w mokre dni nie wiadomo do końca, czy to w co wdepnęliśmy to błoto, zgniły liść, czy psia kupa...). Na niemalże 3/4 roku preferuje obuwie trekingowe (nam prawie 2 lata służyło, to zakupione w Lidlu, za chyba 69zł/para), w ciepłe i suche dni na naszych stopach lądują buty do biegania z niższej półki - mega wygodne, zwłaszcza przy 20 km spacerach ;) Nie lubię przepłacać za ubrania. dlatego stawiam na te z Lidla i Decathlonu - dobra jakość idzie w parze z niską ceną, a jak trafi się na promocje, to nie ma się nad czym zastanawiać, czasem dokupię coś w innym markecie na dziale odzieżowym. Takich ubrań w razie totalnego zniszczenia nie szkoda mi wyrzucać. 

Od kiedy mam psa muszę być zawsze zdrowa (nawet jak nie jestem :P) i gotowa na spacer, więc teraz jeśli tylko zrobi się zimno zakładam czapkę - nie ma, że boli, że źle wyglądam, że włosy przeżywają dramat, na długich spacerach w chłodne dni po prostu musi mi być ciepło i koniec! Podobnie nie wyobrażam sobie, kiedy temperatura spada poniżej zera, a ja wychodzę na 2-4 godzinny spacer bez bielizny narciarskiej. Stosujecie takie rozwiązanie? Założenie kilku cieńszych warstw ubrań sprawdza się u nas o wiele lepiej niż jedna gruba warstwa - w razie potrzeby można coś zdjąć, rozpiąć kurtkę. 

Dodatki i biżuteria? - najlepszy naszyjnik, to smycz! przewieszona nonszalancko na szyi lub przez ramie - jak szarfa. U dołu "dynda" plastikowe etui kostka z woreczkami na psie kupki oraz kaganiec baskerville. Niekiedy na tzw. "smyczy na klucze" noszę też na szyi kliker i gwizdek na psa trixie. Wszelkie saszetki-nerki są mile widziane, jakoś nie przepadam za woreczkami na smaczki - inne psy próbują ukraść z nich smaczki a Tajga przechodzi w tryb bestii broniacej zasobów. W niemal każdej kieszeni mamy of course walające się luzem, często po kilka sztuk "śniadaniówki" z Lidla - tanie i mocne u nas świetnie sprawdzają się jako kupotorebki ;) 

A jak to wygląda u Was? Próbujecie dobrze wyglądać z psem w parku/na spacerze pod blokiem, czy raczej stawiacie na komfort i zero złości w przypadku totalnego zabrudzenia? Przejmujecie się tym, jak postrzegają Was inni? My nigdy nie lubiliśmy  strojów Ą i Ę mocno wizytowych i teraz mamy dobrą wymówkę by takich nie nosić ;)  



środa, 13 kwietnia 2016

Recenzja smyczy CRAZY DOG - robionych na zamówienie

Dziś recenzja 2 smyczy Crazy Dog robionych na zamówienie, bo lubimy mieć coś, czego nie ma pół osiedla ;) A skoro już zamawiałam szelki zobacz tu, to dlaczego nie dokupić do nich smyczy w zniewalająco soczystych barwach tęczy?

SMYCZ MISH-MASH CRAZY DOG 180cm
fot, Crazy Dog
Długość smyczy to 180 cm, rączka na polarze o długości 20 cm wliczona jest do długości smyczy. Szerokość taśmy to 2,5 cm. Link do smyczy w sklepie TU. Smycz szyta jest z 2 taśm - spód niebieska, góra mish-mash, wykonana z dbałością o każdy szczegół. Nic nie wystaje, nie strzępi się, szwy są prościutkie i mocne. Mnie smycz zachwyca swoją lekkością, wzrok przechodniów, czy innych psiarzy przyciąga feerią barw - osobiście zakochałam się od pierwszego wejrzenia w tym odcieniu niebieskiej taśmy! (ja w ogóle kocham niebieski, przyciąga mnie jak magnes). Niestety, Tajdze jest bardziej do pyska w czerwieniach, których ja nie znoszę :P To moja pierwsza! (i nie ostatnia!) smycz z rączką - dla mnie niezwykle wygodny element, uprzyjemniający spacer mojej dłoni. Polar jest miły w dotyku, nie mechaci się - smycz używamy od listopada 2015 roku, w zimne dni daje dłoni ciepełko (serio!), dłonie w końcu mają komfort i nic ich nie obciera. Karabińczyk solidny, nie luzuje się, nie odpina nawet podczas bardzo gwałtownych ruchów Tajgi. Możecie wybrać kolor taśm oraz kolor polaru, rączka może mieć inny kolor niż smycz - wszystko zależy od Waszej fantazji i gustu. Co istotne, smycz nie kosztuje miliona monet ;)
Cena całości: 25 zł (smycz z rączką 20 zł+5 zł polar).

smycz w terenie 
SMYCZ REGULOWANA CRAZY DOG 175-300 CM 
smycz zaraz po wyjęciu z paczki
Długość smyczy to 175-300 cm - regulowana suwakiem, przepinane są cięższe i mamy tylko 3 ustawienia długości, dlatego zdecydowałam się na takie rozwiązanie, plus rączka na polarze o długości 25 cm (wliczona w długość smyczy). Szerokość taśmy to 2,5 cm. Link do smyczy w sklepie TU. Podobnie jak smycz tęczowa, ta również jest niezwykle lekka, wytrzymała, kolor czerwony jest nasycony, porządnie wykonana. Jak wyżej jestem zachwyconą wygodą polarowej rączki i komfortem jaki ma moja dłoń! :) Testujemy ją dopiero od około miesiąca - gdyby coś było nie tak po dłuższym użytkowaniu zrobię aktualizacje. Przy zamówieniu również możecie wybrać kolor taśm oraz kolor polaru, rączka może mieć inny kolor niż smycz - wszystko zależy od Waszej fantazji i gustu. Co istotne, smycz nie kosztuje miliona monet ;)
Cena całości: 27 zł (smycz z rączką 22 zł+5 zł polar).

Jeśli chodzi o brudzenie się taśm użytych do produkcji smyczy, to jest typowe - ani nie są odporne na bród, ani też nie brudzą się bardziej niż inne. Na brudne, mokre, ekstremalnie błotne spacery używamy starej, odblaskowej smyczy z Trixie zobacz tu. Nie prałam ich jeszcze w pralce, delikatne czyszczenia ręczne na mokro daje radę - przechodzą je bez uszczerbku ;)

                    PLUSY:
  • niska cena
  • wysoka jakość
  • wytrzymałość
  • intensywne kolory
  • niezwykła lekkość
  • precyzyjne szycie
  • mocne i nie rozpinające się karabińczyki
  • taśmy przyjazne dla dłoni - nie niszczą ich (jak poprzednia no name z osiedlowego zoologa)

                   MINUSY:
  • trochę skromny wybór taśm (cudowne kolory to jednak rekompensują, jeśli szukamy czegoś prostego)
  • częste pranie w pralce nie jest zalecane
Smycz tęczową używamy do lansowania się na mieście, podczas bardziej wypasionych spacerów ;) 
Smycz czerwono-czarną regulowaną używamy bardziej na co dzień - dlatego taki "maskujący" wybór kolorów taśmy. 
Trzeba się uzbroić w nieco dłuższe oczekiwanie na realizację zamówienia, no chyba, że to my zawsze w złym okresie trafialiśmy ;) Wszystko przychodzi starannie poskładane/zrolowane i pozawijane w czarną folie zabezpieczającą. Na recenzje w kolejce czekają jeszcze obroże. 

Podsumowując, jeśli komuś zależy na świetnej jakości za niską cenę i nie musi mieć czegoś na już (chyba, że to my mamy takiego pecha :P ) to bardzo polecam CRAZY DOG !!!
Edit! pisząc pierwotną recenzje i dokonując pomiarów (jak to była blondynka :P ) walnęłam byka i mierzyłam długość samych taśm bez karabińczyka, kółka i rączki - przepraszam za wprowadzenie w błąd! mea culpa!


sobota, 9 kwietnia 2016

KUNDEL - pies gorszego sortu??!

Jak już pewnie wiecie mam kundla, tak Tajga jest kundlem - psem gorszego sortu... Skąd taki wniosek? Dlaczego zdecydowałam się napisać taki post? Otóż wnioski nasuwają się same, wystarczy poobserwować trochę internety i ... dowiadujemy się, że kundel jest gorszy od psów rasowych, ba nawet od tych z pseudo, bądź tych mocno w typie rasy.
"Mamo - czy ja naprawdę jestem gorsza?"
Przykład pierwszy: konkursy na FB - nie będę podawała nazw i linków, nie mam zamiaru nikogo obrażać. Niestety, ale często wygrywają zdjęcia psów, które po prostu stoją/leżą, ale są rasowe, niż kundli, które mają fajną/ciekawsza pozycje, a zdjęcie niesie ze soba jakiś przekaz.
Na szczęście zdarzają się wyjątki - dziękujemy nielicznym, którzy nie są "rasistami" :)
Tym razem klasyfikacja rasistowska nie obowiązywała ;) 
Przykład drugi: testerzy, dostawanie czegoś za darmo w zamian za recenzje - również nie podam szczegółów, sami pomyślcie, czy nie mam troche racji... Niektórzy mają chyba zbyt wysokie mniemanie o swoim produkcie, bo pozwalają go promować wyłącznie rasowym pieskom - tak, tak bołdełki górą i to często gęsto. Bo kundel wychodzi gorzej na fotkach? Bo kundel nie jest reprezentacyjny, bo nie przynosi prestiżu?
Mimo tego, nie poddajemy się ;)

Przykład trzeci: spacery - o tak! zdziwicie się pewnie, ale nam zdarzyło się usłyszeć jak ktoś z yorkiem, whippetem, borderem (lub w typie) i innymi rasowymi pieseczkami, rzucił tekstem: "z kundlem nie będzesz się bawił", "pobrudzisz się od kundla" - WTF ??! ... Więcej nie będę przytaczała. Smutne, ale prawdziwe. Wiele razy ktoś na chama zabierał na smycz i odciągał swojego rasowego pieska, który w najlepsze bawił się z moją brudną kundlicą.
Efekt? bardzo często z niechęcią przebywam w środowisku rasowych piesków i ich państwa - nie lubie słuchać, że mój pies jest gorszy. Tajga też "zna się na ludziach" ;) i na psach.
Nie raz i nie dwa widziałam zazdrosne i gniewne spojrzenia, kiedy ćwiczę z Tajgą frisbee. Na szczęście kibicujących nam i podziwiających umiejętności Tajgi jest więcej ;) Zdarzają się pytania "jaka to rasa?", niektórzy nie mogą uwierzyć w to, że to kundel z krwi i kości. Dopytują jakich ras mieszanką jest Tajga, odpowiadam (zgodnie z prawdą), że nie mam pojęcia.
nadwiślańskie spacerki
Moja rada? Jeśli chcesz by Twoj pies coś umiał, to nie kupuj rasy, która ma do czegoś predyspozycje i nie oczekuj, że bez Twojej ciężkiej pracy ten pies będze coś umiał! Na to, jaka Tajga jest w tej chwili świadomie pracowałam ponad 2 lata! (nadal pracujemy, głównie nad utemperowaniem jej charakterku). Chcesz psa aktywnego, zdrowego, wytrzymałego? - żaden problem! Adoptuj - to mit, że kundel czegoś nie może, że jest głupszy, warunek? bierz psa młodego, szczupłego, z długimi łapkami. Nie wymagaj, że jamnikowaty lub przekarmiony pies będzie skakał przez metrowe przeszkody lub biegał maratony, czy aportował przez godzine frisbee! Jeśli z psem są jakieś problemy, nie poddawaj się od razu! Pracuj z nim! Nie wyrzucaj członka rodziny na ulice, do lasu po pierwszych niepowodzeniach! Rasowe psy również wymagają treningu czystości, socjalizacji etc. Nikt nie rodzi się ideałem! ;)
frisbee na plaży
A jakie są wasze obserwacje, przemyślenia?

Miłego weekendu życzy Anka i Tajga!

środa, 30 marca 2016

Recenzja szelek CRAZY DOG szytych na miarę

Dziś pora na kolejną recenzje, tym razem szelek tzw. "X" firmy Crazy Dog. Kim są Crazy Dog?
tak szelki leżą z profilu
Zdecydowałam się na ten rodzaj szelek, ponieważ potrzebowałam szelek, które nie będą krępowały ruchów łopatek. Z guardów średnio byłam zadowolona (o tym innym razem). Zamówiłam szelki trixie 2 rodzaje, m.in. te ze zdjęcia poniżej. Cena zachęcała - poniżej 30 zł, opinie użytkowników również. Niestety te szelki są totalnie niedopasowane rozmiarowo! Wybierając rozmiar, który będzie odpowiedni w klatce piersiowej, otrzymujemy produkt, który w karku pasuje na wielkiego psa... efekt? Tajga pasek, który powinien być za przednimi łapami miała niemal w pasie... Może mam nietypowego psa? Kark 44 cm, klatka 60 cm, pasek piersiowy dł. 17 cm, nie wiem, ale Tajga wygląda proporcjonalnie ;)
fot. grafika google
Tak zaczęło się moje poszukiwanie ludzi/firm/sklepów szyjących szelki na wymiar, w cenie, która nie zabija. Nie było łatwo! Pisałam, gdzie się da na pytanie o szelki typu "X" lub "Y" dostawałam odpowiedź: nie szyjemy, nie robimy, nie da się, nie wiem jak, nie wykonujemy takich, lub koszt ok 150 zł... Byłam gotowa zrezygnować, jakimś cudem w propozycjach polubień na FB wyskoczył mi sklep Crazy Dog i tam zobaczyłam zdjęcie psa w tego typu szelkach. Niezwłocznie napisałam wiadomość prywatną i to było to! Cena 65 zł była przyjemnie zaskakująca (w porównaniu do 150 zł).
z przodu
Tajga ogólnie nie lubi szelek, unika ich założenia, ale czasem szelki są wygodniejszą i praktyczniejsza opcją niż obroża i dobrze jest mieć, takie które dobrze leżą na psie i nie krępują jego ruchów. 
tak wyglądają z tyłu
 

Szelki Crazy Dog typu "X" , testowane są przez Tajgę mniej więcej od połowy grudnia 2015 r. Są mięciutki i niezwykle lekkie, szerokości taśmy 2,5 cm, podszyte polarem, który póki co nie wyblakł, nie mechaci się, nie zmienia formy. Szelki zapinane są na profilowany klips z blokadą, regulacja szerokości wyłącznie w klatce piersiowej. Szelki wykonywane na zamówienie, pod dokładne wymiary. Trochę obawiałam się, czy dobrze wymierzyłam Tajgę, ale z pomocą Michała udało się to idealnie i szelki leżą jak ulał!
nowiutkie szelki fot. Crazy Dog


Tyle teorii, przejdźmy do praktyki. Tajga dość chętnie przymierzyła nowe szelki - na ich widok nie uciekła od razu do swojej klatki, a to już wielki sukces! Po założeniu nie była mega sfochana, nie garbiła się długo i ostentacyjnie, po wyjściu na spacer otrzepała się raz może dwa i to wszystko. Tajga widocznie stwierdziła, że są faktycznie wygodne ;) Nie wycierają sierści, nigdzie nie uciskają, a co dla mnie najważniejsze - nie przesuwają się! Ani pod ciężarem smyczy, ani podczas biegania, ani podczas trzymania za nie psa, regulowany pasek również nie zmienia co chwile obwodu, jak to bywa w innych szelkach, które mamy. Nic nie trzeba zaszywać i nic nie trzeba, co chwila poprawiać podczas spaceru. Jedyny minus, jaki zauważyłam, to taki, że polar strasznie kumuluje sierść, no ale... taki urok polarów ;) 
Taśma brudzi się, jak każda inna, nie miałam jeszcze potrzeby prania szelek w pralce. Czyszcze je na bieżąco po spacerze, mokrą chusteczką dla dzieci, lub szczotką jak do paznokci zwilżoną czysta wodą - kolo nie wyblakł póki co. Mam nadzieje, że w słońcu również nie wyblaknie - zimą było go niestety jak na lekarstwo :(
                                                                                             wygląd szelek w chwili obecnej
Reasumując. Nigdy nie miałam w ręku tak lekkich a zarazem solidnych szelek, kolor taśmy jest cudowny - zakochałam się w tym odcieniu niebieskiego, ale ja ogólnie kocham kolor niebieski ;) Już nigdy więcej nie kupię gotowych szelek, dostępnych w sklepach, bo nie spełniają moich oczekiwań, czyli nie są idealnie dopasowane i nieustannie przesuwają się na psie, co przeszkadza mnie i Tajdze. Poniżej jedno ze zdjęć z sesji KynoArt. Więcej zdjęć z sesji znajdziecie TU
Kontakt z Właścicielami Crazy Dog jest szybki i bezproblemowy, jeśli nie wiemy co i jak zmierzyć na psie dostajemy zdjęcie psa z zaznaczonymi linami do pomiarów. Doradza, pomogą w wyborze. Taśmy z jakich możemy wybierać, są proste, standardowe, klasyczne. Troszkę brakuje wzorzystych, zwłaszcza dla mniejszych psów, ale coś za coś! Kolory taśm są bardzo żywe, intensywne, polary również są dostępne w różnych kolorach. Taśmy mogą mieć różną szerokość. Szycie? Porządne i precyzyjne! Nic nie odstaje, nic się nie pruje, nigdzie nie zwisają nici, Więcej znajdziecie tu sklep Crazy Dog a jeszcze więcej "stworzycie" na indywidualne zamówienie po kontakcie w wiadomości prywatnej ;) Jedyny mankament, to to, że możecie trochę poczekać na realizacje, więc jeśli chcecie mieć coś na konkretną datę dobra rada - zamawiajcie wcześniej! 

UWAGA! ta recenzja nie jest sponsorowana! Crazy Dog uzależnia :) 

niedziela, 20 marca 2016

Mam psa sportowca, jak do tego doszło?

W poprzednim wpisie o lęku separacyjnym wspomniałam, że "niechcąco" i zupełnie przypadkiem zrobiliśmy z Tajgi psiego sportowca. I to całkiem niezłego sportowca, jak na zwykłego, przeciętnego kundla ;) Z mega wydolnością i grubo ponadprzeciętną kondycją.
chwila przery na ziewanie
Dając Tajdze dom totalnie nie miałam pojęcia, że taki niepozorny piesek będzie potrzebował tyle ruchu. Wiedziałam, że 3 spacery to takie optimum, w tym 1 dłuższy, ale... 4 godzinnych maratonów to się nie spodziewałam!
ja biegnę! - poranek 
Tajga niszczyła i wokalizowała pod naszą nieobecność, więc żeby ja zmęczyć zakupiłam piłki i łapkę do rzucania. Okazało się, że moja sucz chyba urodziła się z wrodzonym talentem do aportowania ;) W tygodniu przed pracą wychodziłam z nią na godzinny spacer do parku, gdzie spotykała psich kolegów i koleżanki - wtedy myślałam, że to wystarczy - o ja naiwna! To było za mało, spacer wydłużyłam do 1,5 godziny, później do 2 i jeśli tylko rozkład dnia mi pozwalał, to ten czas dochodził do 3 godzin. I... i nic, Tajga była niezmordowana. Pomyślicie, że spacery były mało intensywne? nic bardziej mylnego. Do parku i z parku chodziliśmy szybkim marszem (razem ok 2 km), w parku Tajga aportowała piłki, patyki (z czasem doszło frisbee), szalała z innymi psami, swobodnie biegała - niewiele psów było w stanie ją doścignąć, mimo, że mała miała niespełna rok. W samym parku na ogół też robiliśmy 2-6 km.
nadwiślane szaleństwa
W weekendy mimo zmęczenia tygodniem pracy nie odpoczywaliśmy. Łudziłam się, że wyprawą na Pole Mokotowskie (jazda komunikacja miejską była dodatkowym wyzwaniem), czy do Parku Skaryszewskiego i intensywne kilkugodzinne spacery z nami, z komendami, z innymi psami, aport, później pływanie w ciepłe dni rozładują baterie i pokłady energii drzemiące w Tajdze. Efekt? To mi i Michałowi nogi wchodziły w dupę, a Tajga? Tajga radośnie biegała nadal w najlepsze, pare łyków wody i zabawa od nowa.
złapię cię!
Jeśli zdarzyło się jej czasem odsypiać spacer, to byłam z siebie dumna, ale najczęściej wracając o godz 16, Tajga już o 20 była gotowa na więcej atrakcji. Jeśli coś ją męczy, to wyzwania psychiczne, nie fizyczne.
potwór z głębin
Niespełna 2 lata temu wystartowałyśmy w Top Speed Dog na Stegnach - daleko nie mieliśmy. Jak dobrze pamiętam, to tylko ja startowałam z kundlem 100%, który nijak nie przypominał rzadnej rasy. Nie trenowaliśmy, ja nie do końca wiedziałam jak to wygląda, chyba troche zjadł mnie stres, ale Tajga nie była ostatnia ;)
z pamiątkowym dyplomem czas 5:07 sec, miejsca nie wpisali :P chyba 17 na 26 psów w M-kach
Dziś zainspirowana wpisem innej psiary (koniecznie zajrzyjcie - http://mad-paws.blogspot.com/ ) o ilości zrobionych kilometrów z psem (ponad 500 km) podliczyłam nasz dystans. Mamy 20 marca, czyli 80 dzień roku, co daje:

80 dni x 6 km (przynajmniej) = 480 km 

oczywiście ludzkich km, bo ile Tajga w tym czasie zrobiła to nie wiadomo przez ile trzeba mnożyć... może jakiś licznik w dupce byłby rozwiązaniem ;) 

Spacerujemy i trenujemy niezależnie od pogody (mróz, śnieg, wiatr, błoto, deszcz), humoru, pory roku i nie ma, że boli - pies to dla nas stan umysłu, sposób na życie. Co do deszczu, to ku mojej uciesze Tajdze "na stare lata" 😉 odechciało się spacerować podczas dużych opadów deszczu.

A Wy jak długo i jak intensywnie spacerujecie/trenujecie? Macie psa sportowca, czy wręcz odwrotnie - kanapowego leniwca? Czym dla Was są spacery? Dla nas wielką przygodą i zabawą! Poznaliśmy wielu ludzi, znacznie poprawiła się nasza kondycja i odporność, patrzymy na świat z zupełnie innej perspektywy, zmieniły się nasze priorytety, ale o tym będzie oddzielny wpis. 
Dobrej nocy! Emotikon tongueoże jakiś licznik w dupce byłby rozwiązaniem? A

czwartek, 17 marca 2016

Niespodziewany lęk separacyjny u psa - jak sobie poradziliśmy?

Pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście o psim lęku separacyjnym. Nie zamierzam wygłaszać tu wykładów ani dawać złotych rad - tego pełno jest w internecie. Czym jest? To złe znoszenie samotności, niechęć psa do pozostawania samemu w domu lub lęk przed porzuceniem/zostawieniem na zawsze. Jak się objawia? Krótko mówiąc objawia się niszczeniem dosłownie wszystkiego (albo tylko rzeczy najbardziej nami pachnących), szczekaniem i wyciem pod nasza nieobecność. Brzmi znajomo? Zapraszam do poznania naszej historii.
Oba zdjęcia z poprzedniego mieszkania
Jak już wiecie Tajga mieszkała na tymczasie, miała być psem dość uległym, łatwym w prowadzeniu, niewymagającym i bez większego problemu zostającym w domu pod naszą nieobecność (około 3-6 godzin na dobę). Z tego wszystkiego jedynymi perfekcyjnie opanowanymi rzeczami było załatwianie potrzeb fizjologicznych na dworze, nie wchodzenie na łóżko, znajomość podstawowych komend oraz jakże pomocnej "na miejsce".

Co przyniosła rzeczywistość? Przez pierwsze 2-3 dni rzeczywiście pies ideał :) Najgorsze miało dopiero nadejść... Zniszczone kapcie, nadgryziony dywan, dziura wygryziona w poszwie oraz w kołdrze, poobgryzane metki od koca, od koszulek pozostawionych na krześle, gazety porozrywane na drobniutkie strzępy i widoczne "gniazdo" na łóżku - spała na nim pod nasza nieobecność mimo zakazu. Jak na niespełna ośmiomiesięcznego psa to dość klasyczne zachowanie, więc się nie przejmowałam. Sąsiedzi się nie skarżyli. Jakoś 5 dnia u nas zapytałam sąsiadkę, czy nie słychać psa - okazało się, że szczeka i wyje praktycznie ciągle pod naszą nieobecność... Słabo.

Ani ja ani chyba Ewa sie tego nie spodziewałyśmy, nawet była propozycja oddania jej z powrotem na tymczas, ale postanowiłam być twarda i nie poddać się jak większość ludzi. Najbardziej bałam się wizyt Straży Miejskiej i/lub Policji. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, a sąsiedzi zapierali się, że oni nic nie słyszą albo, że im pies nie przeszkadza "po to jest żeby szczekał" i "nie okradna nas, bo psa słychać" ;)

Na pierwszy ogień poszedł zakup konga - bałwanka, piłeczek, kości, gryzaków gumowych i snurkowych szarpaków oraz... KLATKI KENNELOWEJ. Po złożeniu klatki od razu weszła do środka, obwąchała ją i chciała się położyć na swoim kocu, który tam włożyłam. Przeszkadzał jej w tym hałas metalowej podłogi, która stukała lekko podczas jej ruchów. Podłoga została wyjęta a klatka zaakceptowana - sama chętnie do niej wchodziła i spała. Od tej pory karmienie tylko w klatce. Nawet jak miałam gorszy humor, to Tajga szła do klatki, żeby mi nie przeszkadzać - to był jej azyl, tam czuła się dobrze, była bezpieczna. Mimo, że wiedziałam na czym polega klatkowanie, to na początku było mi szkoda zamykać w niej Tajgę - to jej przejmujące spojrzenie... Dostała szanse. Na czas nieobecności zostawała w małym przedpokoju ze stertą zabawek, gryzaków, kongiem i otwarta klatką, w której miała koc i nasze koszulki na pocieszenie. W posłanie nie inwestowałam, bo koc z dnia na dzień przypominał coraz bardziej ser szwajcarski ;) Jak było? Nijak, kong ja nie interesował, zabawki i cała reszta leżały w takich pozycjach jak jej zostawiłam, a wyć i szczekać zaczynała często, jak byłam na parterze (mieszkaliśmy na 4 piętrze).  Zdarzały się dni, kiedy wokalizowała tylko 15-20 min., ale bywały i takie, że dawała czadu całe 4 godziny... Klamka zapadła i Tajga była klatkowana po tym, jak oderwała i poobgryzała listwę przypodłogową oraz zerwała trochę tapety ze ściany.
robótki Tajgi zębuszki na kszulce tatusia
Zabawa w zamykanie na chwilę, ubieranie się i wychodzenie, aby ją przyzwyczaić do klatki nie bardzo działała - mała spryciula czuła, że nie wychodzimy na dłużej i była cicho. Jak wychodziłam do pracy szczekała i wyła prawie zawsze, Michał miał więcej szczęścia - kiedy on wychodził rzadziej koncertowała. To ze mną Tajga była i jest mocniej związana. to mnie bardziej słucha, ze mną lepiej pracuje. W klatce często był sajgon, niekiedy klatka była przesunięta - pewnie skakała i chciała się wydostać.
"pokoik" Tajgi na co dzień 
Ile to trwało? Jakieś 4 miesiące, po tym okresie sporadycznie wokalizowała pod naszą nieobecność. Sytuacja uległa dużemu pogorszeniu po 4 dniach spędzonych w domowym hotelu dla psów (wyjechaliśmy na festiwal w Jarocinie). Po powrocie Tajga szła ze mną nawet do łazienki, chyba panicznie bała się, że ja porzucimy :( mi pękało serce, co nie ułatwiało sprawy. Uprzedzając komentarze, hotelik był polecony przez zaprzyjaźnioną osobe i sprawdzony. Do tego wszystkiego Tajga miała ciąże urojoną - normalnie extra, wszystko na raz. Wycie i szczekanie powróciło ze zdwojona siłą. Stopniowo wszystko wracało do normy, po jakimś roku od zamieszkania z nami, Tajga zaakceptowała nasze wyjścia. Nawet przeprowadzkę zniosła celująco! Znów trafiliśmy na cudownych sąsiadów, którym ewentualne szczekanie nie przeszkadza.

Powiecie pewnie dlaczego nie behawiorysta? - kasa, duuużaaa kasa i brak gwarancji poprawy sytuacji. Kolejny powód dlaczego nie współpracowaliśmy ze specjalistą? - metody pozytywne, smaczki, smaczki, smaczki... Tajga jest psem, który potrzebuje stanowczości, niekiedy skarcenia i zdominowania - w przeciwnym wypadku, to ona wejdzie człowiekowi na głowę. Wybiegając na przeciw możliwym oskarżeniom - nie, nie znęcam się nad psem :P i wiem, co działa, a co nie działa na mojego psa.

Powiecie, że była znudzona, że miała za mało aktywności? Nic bardziej mylnego! Dużo słyszałam i czytałam, że psa trzeba porządnie zmęczyć przed wyjściem w domu, bo w teorii ma to zagwarantować sen zwierzaka pod naszą nieobecność. W teorii... Tajga okazała się psem z bardzo dobrą kondycją, nie za bardzo męczyły ją 5-10 km spacery lub intensywny aport. Wpadliśmy w błędne koło, wymyślaliśmy coraz to nowe rozrywki, wydłużaliśmy w miare możliwości spacery. Kondycja Tajgi rosła, więź z nami również rosła, a problem nie znikał. Niechcąco i zupełnie przypadkiem zrobiliśmy z naszego psa sportowca-wyczynowca, można rzec cyborga ;) Ale o tym w następnym wpisie!
Na zakończenie dodam, że tylko cierpliwość i wyrozumiali sąsiedzi są w stanie pomóc przetrwać okres lęku separacyjnego u psa i... ŁÓŻKO!!! Tak, tak dokładnie łóżko - dobrze czytacie, a dokładnie spanie psa z nami w łóżku. Tylko UWAGA! - nie próbujcie tego sami w domu ;) bo generalnie zwiększenie bliskości z psem może, ale nie musi nasilić objawy lęku. U nas pomogła mało znana i chyba kontrowersyjna teoria, że pies (tak jak wilki) potrzebuje bliskości ze stadem, musi mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa. A kiedy mają to robić wilki/psy, jeśli nie podczas snu? Powiecie, że to bzdura? - trudno na moja Tajgę działa! Metodę dobiera się do psa, nigdy odwrotnie! Temat psa w łóżku również rozwinę innym razem.
rodzinne nocne łóżeczkowanie, dlatego jakość słaba
Ciekawa jestem, czy Wy też zmagaliście się z tym problemem, może aktualnie się z nim borykacie? Obecnie od +/- półtora roku Tajga widząc, że zbieramy się do wyjścia idzie grzecznie do klatki, kładzie się i oblizuje patrząc w kierunku wiaderka z gryzakami. Mam wrażenie, że to niestety coraz powszechniejsza psia przypadłość.

niedziela, 13 marca 2016

Test PULLERA - rozmiar standard

PULLER - co to takiego?
"jest uniwersalnym urządzeniem treningowym dla psów, dzięki któremu Państwa pupil będzie w doskonałej kondycji, a także rozwiąże on takie problemy, jak: 

  • agresja,
  • nieposłuszeństwo,
  • nadwaga.
Główne cechy produktu:
  • jest lekki,
  • jest mocny,
  • utrzymuje się na wodzie,
  • nie powoduje urazów
  • jest bezwonny.

Unikalność urządzenia treningowego PULLER polega na tym, że dostarcza ono konieczne obciążenie na wszystkie partie mięśni psa. Zaledwie 3 proste ćwiczenia w ciągu 20 minut dają psu obciążenie odpowiadające 5 km biegu w intensywnym tempie, albo 2-godzinnemu treningowi z instruktorem na placu". - za Fb Puller in Poland



Rozmiar - posiadamy PULLER w rozmiarze standard (wymiary: 28cmx4,3cm, waga 2x265g), kupiliśmy go tu: Toys4Dogs

To, jak do tej pory najdroższa zabawka/akceria treningowe jakie posiadamy. Z zamiarem zakupu nosiłam się od około roku! W końcu 73 zł za coś, czym nie wiadomo na pewno, że pies się zainteresuje to sporo. Obawy okazały się bezpodstawne ;) Chociaż po wyjęciu z paczki, na pierwszy rzut oka wydawało się, że nie ma szans, że Tajga go obejmie, że będzie w stanie się nim bawić - uff... tylko mi się tak wydawało. Długo myślałam, mierzyłam, porównywałam w wyobraźni rozmiar mini i standard. Wiedziałam, że mini będzie za mały, ale miałam obawy, że do standardowej wersji Tajga jest nieco za mała. Z doświadzczenia polecam dla średnich psów wersje standard, dla większych raczej też, bo rozmiar maxi to "opona" i pewnie nie każdy pies będzie umiał się tym bawić.


PULLER chwile po rozpakowaniu, Tajga już testowała - ślady zębów
Zabawka dedykowana jest do intensywnego treningu, w internetach głównie napotykamy na filmiki z psami TTB, ale według mnie każdy pies może trenować z PULLEREM! - trzeba tylko dobrać odpowiedni rozmiar ;) Rozmiar mini jest przecież dedykowany dla szczeniaków oraz psów małych ras.
zdj, po prawie 4 miesiącach dość intensywnego używania (kolor nieco przekłamany)
Wiele mogłabym pisać o tej zabawce, bo dla nas jest genialna! To jak dotąd jedna z najlepszych zabawkowych inwestycji (obok ażurków, ale o nich innym razem). Tajga wariuje na jego widok, jest zaangażowana całą sobą w zabawę i ciągle jej mało. Poniżej filmiki z Tajgą w roli testerki. Póki co ćwiczymy z użyciem jednego PULLERA, bo skupiamy się na treningu frisbee, a obecnie na przygotowaniach do Dog Games Spring 2016, ale po sezonie planuje wdrożyć intensywniejszy trening z PULLEREM w roli głównej.
Kamionkowsie Błonia Elekcyjne
Park Skaryszewski
Jeśli ktoś się waha - kupić, nie kupić - my polecamy! No chyba, że... Twój pies nie jest zainteresowany zabawkami, to nawet najdoskonalsza recenzja, czy najnowszy i najdroższy model zabawki bez Twojej pracy z psem nie zmienią tego faktu! Testów w wodzie jeszcze nie było... z niecierpliwością czekamy na cieplejsze dni, aby rozpocząć sezon wodowania psa :) Niech Was nie zmylą ślady zębów! - zabawka nadal śmiga jak nówka sztuka! Ma strukturę bardzo przyjemną dla psiego pyszczka i zębów.

Jak wygląda u nas kwestia noszenia Pullera/ów na szyi? - nijak! Tajga jest za drobna, w naszym psio-ludzkim duecie, to ja moge sobie ponosić zabawkę na szyi, jeśli nie chcę brać plecaka lub mieć wolne ręce w parku ;)
może czas tak wychodzić na ulicę? ;) 
A Tajga? jak widać - biega, łapie, aportuje, szarpie się i przeciąga, często też skacze i robi slalom między nogami za PULLERem, tylko z zawisaniem na nim ma problem - pyszczek za delikatny ;) 

Jeśli jesteście z Warszawy i interesuje Was zakup PULLERA to polecam sklep Red Dog . Jeśli szukacie czegoś innego, zapytajcie o możliwość sprowadzenia ;) 

Macie jakieś pytania dotyczące tego psiego gadżetu? Śmiało! zadajcie je w komentarzu, a w miarę mojej wiedzy na pewno postaram się odpowiedzieć. Wszystkim psiarzom i ich psiakom życzę udanego, aktywnego i długiego niedzielnego  spacerku! My wybieramy się dzisiaj z najlepszym psijacielem Tajgi, Jogim nad Wisłę.