ciasteczka

piątek, 17 czerwca 2016

Męskiem okiem cz. 2. Jak spacery z psem zmieniają spojrzenie na otoczenie

Dziś chciałbym napisać o tym, jak wychodzenie z psem na spacery, zmieniło moje patrzenie na świat. I nie mam tu na myśli światopoglądu, oceniania ludzi i sytuacji czy czegoś równie wzniosłego. Chodzi mi o zmianę w zwyczajnym, technicznym patrzeniu.
Wcześniej chodziłem z głową uniesioną prosto, patrzeć raczej prosto w kierunku, w którym szedłem. Wychodzenie z nasza Tajgą wymusiło istotną zmianę. Teraz głowę mam raczej pochyloną i skupiam wzrok na najbliższym otoczeniu dookoła. Wynika to z następujacych powodów:

- Zacznę od rzeczy jak dla mnie, jak i zapewne dla większości z Was oczywistej, obserwowania zachowania psa gdy idziemy z nim na smyczy. Chodzi mi o takie podstawowe rzeczy, jak załatwianie przez czworonoga potrzeb fizjologicznych, obwąchiwanie miejsc, obserwowanie czegoś itp. Niby to jest prozaiczna sprawa, a nie raz widziałem, jak ktoś ciągnie na smyczy psa, bo ten stanął, żeby się wysikać, czy wąchał miejsce oznaczone przez innego. Oczywiście takie przypadki nie dotyczą prawdziwych psiarzy, a raczej osób, dla których wyprowadzanie pupila to tylko obowiązek pochłaniający czas.

- Bardziej zaawansowany stopień tej zdolności, to obserwowanie czworonoga, w celu odczytania z jego mowy ciała, jakiego zachowania możemy się spodziewać. Nasza Tajga jest dosyć charakterna i takie przewidywanie bardzo wpływa na poprawę komfortu spacerowania. Oczywiście nie zawsze się to udaje, a czasem są momenty, gdy mimo świadomości, jaka będzie jej reakcja, niewiele można zrobić, bo Ona wie lepiej. Widać, że polska krew ;)

- Następna sprawa to wypatrywanie wszelkich smakołyków leżących sobie przy trasie spacerów. Pomysłowość ludzka nie zna granic w zakresie tego, co dobrzy ludzie potrafią wynieść, żeby dokarmiać biedne, głodne zwierzątka (tutaj nie ma miejsca, aby się rozpisywać). Do tego dochodzą wszelkiego typu śmieci spożywcze, resztki piknikowe czy grillowe itp, a ostatnio nasilający się problem zatrutego lub naszpikowanego czymś jedzenia. Na początku u Tajgi stanowiło to duży problem (zapewne było to związane z Jej doświadczeniem życiowym) i żeby uniknąć jadania na mieście, to trzeba było pierwszemu wypatrzeć tego typu rzeczy (o jej sposobach postępowanie można by zrobić oddzielny post).

- Kolejna rzecz, to wypatrywanie pozostałości po obecności innych psów, mam na myśli materialne pozostałości. Nie raz trafiło się, że np wchodząc na trawnik w celu sprzątania po Tajdze, wdeptywaliśmy w nie sprzątniętą kupkę innego czworonoga. Albo podczas zabawy w parku, czy innym podobnym miejscu, czuliśmy źle wróżącą miękkość w trawie po postawieniu stopy. My sprzątamy po naszym pupilu, ale jak jest w zakresie ogólnym, to każdy widzi. Oby udało się zmienić nastawieniu ludzi jak najszybciej dzięki np takim akcjom jak PSIA KUPA - wchodzimy w to? Lecz na razie najlepsza jest saperska czujność.

- Trochę podobnie ma się sprawa z dołkami wykopywanymi przez psy. Mało kto zasypuje takie ślady działalności swojego pupila, a potem ktoś nieświadomy wpada w taką pułapkę ukrytą w trawie. Często skutkuje to tylko potknięciem, ale niestety może doprowadzić nawet do złamania nogi. Prozaicznie groźniejsze są te mniejsze dołki, bo ciężej je zauważyć nawet w niewysokiej trawie.

- Mieszkamy na Grochowie i mam wrażenie, że akurat w tej dzielnicy w dużym natężeniu występuje specyficzny powód, aby obserwować np chodnik blisko przed sobą na spacerze: powszechnie obecne szkła z pobitych butelek. Może są miejsca, gdzie jest ich więcej, ale na pewno jest dużo miejsc, w których leży ich mniej niż u tutaj ;) Co może wyniknąć z tego, gdy pies nadepnie na takie błyszczące kolorowe, czy przezroczyste szkiełka to nie muszę oczywiście mówić.

Tak przedstawiają się powody tego, że na spacerach z Tajgą często chodzę z głową pokornie pochyloną, wpatrując się w ziemie ;) Czy u Was działają podobne mechanizmy, to sami musicie ocenić. Może macie jeszcze jakieś inne powody, a może właśnie macie szczęście i nie musicie martwić się na spacerach o tego typu rzeczy.
Na koniec chciałbym wspomnieć o niespodziewanym efekcie związanym z tą zmianą obserwacji otoczenia. Otóż zwiększyła się ilość różnych rzeczy jakie znajduję na spacerach. Oczywiście najczęściej są to na przykład jakieś drobne monety, choć i banknot potrafił się trafić, klucze, psie zabawki zgubione, lub pozostawione przez czworonogi, zabawki dziecięce itp. Ale potrafią trafić się rzeczy nietypowe, czy zaskakujące jak dla mnie:
- gwizdek, prawdopodobnie nauczyciela, który przyszedł z klasą na zajęcia w plenerze
- nóż, w typie takich stylizowanych na bojowe (nie wiem do czego służył, ale dobrze nadaję się do rozpłatania dyni ;) )
- nawigacja samochodowa mająca spore ślady użytkowania, lecz nadal sprawna
- aktualna umowa o prace, dwa dni po podpisaniu
- indeks kandydata do bierzmowania, też aktualny
- rolka papieru toaletowego, nietknięta i nieskalana





Jeśli i Wam trafiły się na spacerach jakieś ciekawe znaleziska, to też się pochwalcie ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

tajgaowczarekmazowieckikelpie.blogspot.com