ciasteczka

sobota, 14 lipca 2018

Z psem w lesie bez smyczy a nawet bez obroży - serio?


Piękny dzień, czas wolny, cisza, spokój, czas spędzony z psem, z rodziną, pozytywne zmęczenie, świeże powietrze... Spacer po lesie! Ale zaraz, nagle wbiega w Was 2 wielkie psy (szczekają, skaczą, brudzą, dominują Twojego psa, są nachalne i stwarzają niebezpieczeństwo). Czar prysł, humor popsuty a miało być tak pięknie. Znacie to z autopsji? Ja niestety tak. A właścicieli tych "ułożonych", "grzecznych" piesków ani widu ani słychu...

Ale czy to tylko o mój lub Twój spokój i naszych psów się rozchodzi? Otóż nie, nie tylko. Nad napisaniem tego teksu zastanawiałam się dobre pół roku. Temat był wałkowany przez psich blogerów nie raz, ale widocznie nadal za mało. Prawo zabrania spuszczania ze smyczy psów w lesie, wyjątkiem jest polowanie. To nie jest bzdurne i niedorzeczne, zwłaszcza jeśli na codziennych spacerach w mieście na palcach jednej ręki mogę policzyć ogarnięte i odwoływalne psy, które nie oddalają się od właściciela i nie gonią ptaków, kaczek czy wiewiórek. 

Dlaczego pies bezwzględnie musi być w lesie na smyczy lub na lince?
  • bo stwarza zagrożenie dla mieszkańców lasu - las nie jest domem psów czy ludzi, ale dzikich zwierząt. To one mają prawo czuć się w nim bezpiecznie. Psy po prostu stanowią dla nich realne zagrożenie. 
  • bo stwarza zagrożenie sam dla siebie - spotkanie z dzikami, wścieklizna, wilki, myśliwy, trutki, wnyki, pogoń za tropem i zgubienie się itp., itd. [więcej na psy24.pl/psy i prawo]
Więcej na ten temat osoby bez wyobraźni mogą przeczytać u Zamerdanych, ja nie będę powielała tego, co już zostało napisane.

Co grozi za spuszczenia psa w lesie?

"Zakaz puszczania luzem psa w lesie wynika z przepisu art. 30 ust. 1 pkt 13 ustawy z dnia 28.09.1991r., o lasach, a jego naruszenie będzie stanowiło wykroczenie z przepisu art. 166 k.w., który stanowi: Kto w lesie puszcza luzem psa, poza czynnościami związanymi z polowaniem, podlega karze grzywny albo karze nagany. Kara grzywny jest wymierzana w granicach od 20 złotych do 5 tysięcy złotych".

Dla opornych więcej prawa i bardziej opisowe przykłady u Biały Jack, podobnie jak wyżej - nie będę się powtarzała. Niżej napiszę naszą krótką historię z wypadów do lasu.

"Musi się wybiegać!" Człowieku, ale nie w lesie! Włącz myślenie, zacznij pracować z psem, ćwiczyć choćby najprostsze sztuczki, skupienie na sobie, podstawowe posłuszeństwo. Pies biegający do woli samopas, bez kontroli i poza zasięgiem wzroku właściciela to nie jest szczyt psiego szczęścia - serio. Jak chcesz wybiegać psa w lesie to weź rower lub załóż buty do biegania i pobiegajcie razem a w przerwach poćwiczcie coś z zabaw węchowych lub posłuszeństwa, czy sztuczek. Twój pies będzie Ci za to wdzięczmy! Albo wybierzcie się na marszobieg czy amatorski trekking ze znajomymi.

Nasze spacery po lesie
Mamy dość blisko fajny las i łatwy dojazd do niego, mało kleszczy i w dzień praktycznie nie ma tam na głównych ścieżkach zwierzyny. Chciałoby się przynajmniej raz w tygodniu wyskoczyć na jakieś 20 km szybkiego marszu, ale... No właśnie, jest pewno "ale" i to dość istotne. Jak w mieście zagrożeniem są małe, nieogarnięte pieski, tak w lesie te nieogarnięte pieski rosną do 30-60 kg żywej masy i biegają żywnie, gdzie im się zamarzy wbiegając w moją Tajgę, która jest smyczy i nie ma szans na obronę czy ucieczkę z niewygodnej sytuacji. Ja też boję się wziąć takie bydle za bary, bo jak york wielkich dziur mi nie porobi, tak starcie z dużym psem mogę przypłacić nawet życiem. W efekcie kilku niefajnych akcji z uciekaniem po zaroślach tak żeby rozpędzone psy nie obrały sobie nas za cel zrezygnowałam z leśnych wypadów nad czym strasznie ubolewam. Jest też kwestia psów mieszkających na okolicznych podwórkach, które często nie są zabezpieczone i lubią sobie pogonić z zębami. 

Serio jest to strasznie przykre, że niebawem strach będzie wyjść z psem nawet pod blok bez gazu pieprzowego w jednej dłoni, tak aby był natychmiast gotowy do użycia. A byłam taka naiwna i sądziłam, że w lesie znajdziemy ukojenie naszych nerwów i nie będziemy się musiały użerać z podbiegającymi psami. Czy mentalność Polaków kiedyś się zmieni? Chciałabym w to wierzyć. 

Nie obchodzi mnie, że Twój pies musi się wybiegać, mój też musi, ale nie w lesie! Są na to inne miejsca. Nie obchodzi mnie, że uważasz, że masz najgrzeczniejszego psa na świecie, ja też takiego być może mam i nawet po centrum wielkiego miasta chodzi bez smyczy przy nodze, ale nie w lesie! Jesteśmy tu gośćmi, uszanujmy reguły tu panujące.

Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie w kwestii spuszczania psów w lesie, czy wiedzieliście, że nie wolno spuszczać psów w lasach? Czy przestrzegacie tego przepisu? Czy ludzie, których spotykacie w lasach trzymają psy na smyczy/na lince? Zapraszam do dyskusji. 




13 komentarzy:

  1. Wnioskując po innych wpisach zaczynam odnosić wrażenie, że wszystko, co związane z przebywaniem z psem w przestrzeni publicznej, okropnie cię irytuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak irytuje mnie bezmyślność innych właścicieli psów, które przeszkadzają nam w spacerach a teraz dodatkowo niszczą efekty rehabilitacji. Żaden obcy pies nie ma prawa podbiegać do innych psów bez zgody ich właściciela i to nie jest tylko moje zdanie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jasne. Ale gdy napotykasz problemy WSZĘDZIE, gdzie się nie ruszysz, to jest to co najmniej zastanawiające.

      Usuń
    3. Może to dlatego, że nie wychodzę z psem tylko na 5 min i przykładam wielka uwagę do jego komfortu, a nie jak inni - pies lata po ulicy, dziamie na wszystko, żre śmieci a ludzie stoją w bloku albo gadają przez tel/grzebią w internetach. A ja zwracałam i będę zwracać uwagę na to, co mi nie pasuje i co rzuca fatalne światło na wszystkich psiarzy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ja nic nowego nie powiem, wyłącznie się zgodzę. Ostatnio znów musiałam grozić, że kopnę latającego wokół nas jak satelita shitzu, którego nikt nie wychował. Obrażona właścicielka zabrała psa dopiero po tym, jak zagroziłam, że go kopnę. Ludzi, którzy uważają, że z ich nieodwoływalnym psem jest wszystko w porządku to nie zliczę. Dlaczego mam znosić to, że ktoś ma niewychowanego psa i sam jest niewychowany. Naprawdę mam dość bezsilności na spacerach, a potem w internecie, gdy pojawiają się komentarze ludzi zdumionych tym, że może komuś przeszkadzać nachalny pies? Przypuszczam, że to właściciele nachalnych psów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to przecież normalne, że pies sobie biega, podbiega i robi co chce :P Ironizuje oczywiście. Potem to nam, ogarniętym psiarzom się obrywa, bo przecież psy "muszą się witać", "muszą podbiegać", "ale jak to tak pies chodzi przy nodze i się słucha?" :D Całe szczęście mamy parę super osób z mega fajnymi psami do spacerowania :) Później dziwić się, że to biegające samopas pieski robią co chcą i w społeczeństwie krzywo patrzy się na psy i na psiarzy :/ Mój pies też szczeka, bo jest psem, ale nie zaatakowana i niesprowokowana nie podejdzie do innego psa, bez smyczy będzie szła przy mojej nodze.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Do wszystkich, co to by chcieli kopnąć cudzego psa. Naprawdę nie lubicie zwierząt? Nie mówię o sytuacji agresywnego ataku, mówię o opisanej przez Karnas nachalności, ewentualnie podbiegnięciu obcego psa.
      Ludzie, przestańcie z tym grożeniem i kopaniem psów. Wystarczy stanąć przodem do psa, odgrodzić od swojego, zagrodzić drogę, ewentualnie krzyknąć do niego stanowczo, i zazwyczaj to działa. Zwłaszcza jeśli jest to mały pies, bo z dużym to już trzeba mieć więcej wiary w siebie i umiejętności. No, ale dużego pewnie też nie próbujecie kopnąć. Podbiegają czasem i do nas zbyt nachalne psy, zdarza się, ale jakoś je ogarniam. Mam psa mocno reaktywnego, dużo nad tym pracujemy, więc takie sytuacje traktuję treningowo. Wiem, że to podbieganie jest upierdliwe, ale swojego usadzam, tamtego usadzam, siebie przy tym sprawdzam i jest ok. Wierzcie mi, wiem, jak to wygląda z obu stron, bo mój pies był mocno nakręcony na inne i duuużo pracy mnie kosztowało, by nie podbiegał do psów i sam nie był nachalny. I powiem, że to wygląda strasznie z mojej perspektywy. Komuś pies przypadkowo ucieknie, coś komuś nie wyjdzie w szkoleniu, zawiedzie przywołanie, a wy już zakładacie, że pies niewychowany, właściciel niewychowany, siejecie panikę i odstawiacie jakieś histerie z kopaniem. Raz w życiu mnie samej się zdarzyło, że suczka uciekła mi do psa, którego znaliśmy, ale szedł akurat z panią, a zawsze chodził z panem. Pan pozwalał się psom bawić, ale pani próbowała kopnąć mojego psa. Sądzę, że z jej perspektywy mój też był "nachalny", chociaż tylko podbiegł, bo o n a go nie znała, gdyż nie wychodziła za często ze swoim psem. Gdyby jej się udało go kopnąć, wątpię, bym nad sobą zapanowała.

      Namawiam i apeluję o więcej asertywności zamiast złości, łagodzenia sytuacji zamiast zaogniania i empatii dla psa, który tylko podbiegł, bo nawet nachalnego psa nie powinno się kopać.

      Cieszcie się, że wasze psy nie mają fiksacji na tle innych psów, bo to jest bardzo trudne do eliminacji i ma niewiele wspólnego z samym tylko wychowaniem. Tu potrzebny jest solidny trening, niełatwy do przeprowadzenia dla laika.
      Pozdrawiam,
      M

      Usuń
    3. Niestety odgradzanie nogami nie działa w przypadku psów, na które my trafiamy. Małe przemkną się miedzy nogami. Pozostaje tylko odpychanie butem lub gaz, sorry. Moja suka ma kontuzje, wydaje tysiące na rehabilitacje, poswięcam godziny dziennie na masaże i ćwiczenia. Nie będę płacila za głupote innych ludzi zdrowiem mojego psa. Podobnie było po zabiegach czy operacjach. Własciciele podbiegaczy śmieją się co najwyżej, usmieszek im schodzi dopiero jak użyję siły wobec ich psa/psów i wtedy zaczynają ogarniać. Trudno. Zdrowie, życie i bezpieczeństwo mojego psa jest na pierwszym miejscu. Przez takie psy moja suka była o krok od stania się mega agresywną, miała tego dość. Nie zamknę się w 4 ścianach tylko dlatego, że ludzie nie mają mózgów lub ich nie używają. Wychodziłyśmy z mega reaktywności i nie do końca sie udało, własnie przez podbiegające i ujadające bez powodu lub atakujące psy.

      Usuń
    4. Oczywiście, ja to wszystko rozumiem, współczuję problemów ze zdrowiem i sytuacji z ujadającymi, atakującymi psami. Mój pies też był mega reaktywny, dodatkowo agresja smyczowa, popęd łowczy, skradanie, pełen pakiet. A i w tej chwili ideałem jeszcze nie jest. Jednak gdy czytam (nie tylko tutaj) o tych podbiegaczach i ich nieogarniętych właścicielach, o tym kopaniu i gazie, to naprawdę nie mogę tego racjonalnie powiązać z rzeczywistością. Większość psów podbiega do nas przyjacielsko. Kiedyś nie umiałam sobie radzić z podbiegającymi psami, ale i tak tylko raz zdarzył nam się agresor. W tej chwili daję radę utrzymać ujadające psy na dystans (nie do końca chodzi tu o samo odgradzanie nogami, ale postawę, ton głosu,stanowczość) oraz bardziej panuję nad moim psem, co było większym wyzwaniem. Być może stanę kiedyś w obliczu psa, którego będę musiała potraktować ostro, może zmienię zdanie. Ale póki co nie umiałabym kopnąć psa, który po prostu podbiega do mojego. Przy czym mówię tu o sytuacjach podbiegania do psa na smyczy.
      Natomiast wydawało mi się, że gdy czyjś pies biega luzem 50 m od właściciela, a np. mój do niego "podbiega", to nie jest żadne podbieganie, tylko spotkanie dwóch psów. I moim zdaniem nie powinno się puszczać luzem psów, które na takie spotkanie reagują agresywnie. Nie wszystkie psy muszą się bawić, czy witać, ale też nie wszystkie muszą się unikać ani wiedzieć, że ten to akurat jest agresywny i trzeba go ominąć łukiem stumetrowym, mimo że chodzi luzem.
      W ciągu tych dwóch lat życia z psem wszelkie nieporozumienia i przykre sytuacje, jakie nam się przytrafiły przy spotkaniu z obcymi psami, miały miejsce, gdy oba psy były na smyczy, i jedynie wtedy, gdy po drugiej stronie smyczy, zazwyczaj niestety flexi, był właściciel, który koniecznie chciał, by się pieski przywitały, a potem odciągał swojego przerażony energią mojego psa.
      Rozumiem, że wiele osób nie cierpi właścicieli, którzy nie pilnują swoich psów, też tego nie lubię. Wolę nie musieć ogarniać cudzych psów. Ale z dwojga złego wolę, gdy podbiegnie sam pies niż z właścicielem, który i tak nie panuje nad smyczą i niewłaściwie prowadzi na niej psa.
      Pozdrawiam i życzę zdrowia dla Tajgi.

      Usuń
    5. Ja wiem, że to się wydaje brutalne, tylko, że to "kopanie" to nie jest kopniak z całej siły a bardziej odsunięcie psa. Kilka razy tak zrobiłam i dopiero to olśniło psa. Tajga po operacji w opatrunku na pół łapy, na smyczy, za moimi nogami i biegnie taki "pimpuś". Z daleka prosze o odwołanie psa - zero reakcji. Tajga nie będzie stała jak ta dupa wołowa, jak widzi, że moje poczynania nie pomagają. Przed małym psem mogę ja wziąć na ręce, przed dużym nie, bo sama bałabym się pogryzienia. Kiedyś luzem biegł na nas amstaff w pozycji atakującej, sfrustrowany, przy ulicy, zero opcji odejścia. Udało się nam, bo na postoju taksówek stało kilka i ruszyłam slalomem między nie, amstaff się nie zorientował i wpadł na ulice, auto go lekko puknęło a my mogłyśmy spokojnie odejść. To nie są fajne sytuacje. Niestety psy w ogóle nie potrafią się komunikować i jeśli Tajga im warknie, że nie chce kontaktu i odchodzi to one atakują i gryzą albo skaczą po niej - to nie są normalne zachowania i nie będę tego akceptowała. Właściciel nie wiadomo gdzie. Myślałam, że to z Tajgą jest coś nie tak przez długi czas, fakt jest narwana, ale to nie ona zaczyna. Mam tego dowód, że jak spotykam się z mądrymi właścicielami, którzy ogarniają swoje psy to Tajga nagle jest niemal oazą spokoju i psim filozofem. A na smyczy to już w ogóle nie dopuszczam do kontaktów z obcymi psami, bo zawsze jest z tego kocioł, Tajga CS-uje a inne psy tego nie respektują. Właściciel ma chronić psa przed takimi sytuacjami a nie go w nie wpychać, bo sobie poradzi, bo jakoś to będzie.
      Dziękujemy, próbujemy wyjść na prostą :)
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  3. Powiem tak, generalnie zgadzam się z tym, że w lesie pies musi być na smyczy. Tak stanowi prawo i tak jest lepiej dla psa i leśnej zwierzyny. Jednak wstawianie tabliczki "Las Taki a Taki" przy każdym skrawku przestrzeni zielonej (z pewną ilością drzew) w mieście powoduje, że ludzie nie przestrzegają tego przepisu. Chodzimy do takiego "lasu" i wszyscy spuszczają tam psy, chyba, że ktoś nie umie przywołać lub ma inne problemy z psiakiem. Sytuacje trudne się zdarzają, ale głównie psy do siebie podbiegają, a nawet się bawią. Najtrudniej jest z psami "weekendowymi", których nie znamy, bo wychodzą tylko na krótko w weekendy oraz z ich właścicielami, których reakcje trudno przewidzieć. Nigdy nie spuściłabym psa w normalnym dużym lesie, ze zwierzyną, nawet na lince jest czasem niebezpiecznie, bo mój pies jest bardzo szybki i ma silny popęd łowczy. Ale w parku o wielkości 1:1 km tuż przy moim domu, który tylko nazywa się szumnie, nomen omen, lasem, nie widzę powodu, by trzymać posłusznego (wreszcie) psa na uwięzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie piszę o pseudo lasach, które ktoś tak tylko nazwał, tylko o prawdziwych lasach, gdzie faktycznie jest zwierzyna i las jest lasem a nie parkiem ;) Tak psy się bawią, ale nie wszystkie, nie zawsze i nie z każdym psem, są też psy, które na zabawę ochoty nie mają i powinno się to uszanować.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

tajgaowczarekmazowieckikelpie.blogspot.com