ciasteczka

sobota, 7 lipca 2018

Mały pies w przestrzeni publicznej może więcej?


Dzisiejszy post może wywołać burzę, właściciele małych psów zaraz się oburzą, ale czy tego chcemy, czy nie problem jest duży. Nie można przymykać dłużej oczu na przyzwolenie małym psom dosłownie na wszystko w przestrzeni publicznej. Mały pies, mały problem, mała kupa, słodki, maskotka... Po co z nim pracować, po co wychodzić dalej niż pod blok i na dłużej niż 15 minut, dlaczego ma się słuchać, przecież jak sobie poszczeka przy nodze i poskacze po innych psach to nic nie zrobi, po co smycz, po co kaganiec w komunikacji miejskiej...?

Długo mogę mnożyć przykłady tego, że małe psy w przestrzeni publicznej mogą więcej a te większe tylko na tym cierpią. Problem nierównego traktowania psów ze względu na wielkość miałam w planach poruszać już wielokrotnie,  ale zawsze był inny temat lub czas na to nie pozwalał. Razem ze znajomymi blogerami mieliśmy poruszyć ten temat, zapraszam do wpisu Hakera z Psowaty.blog - "Mały może więcej?". Jeśli też uważacie podobnie jak my i prowadzicie bloga, fanpejdż lub macie swoje konto w mediach społecznościowych, to już teraz zachęcam do udostępniania, komentowania i wyrażania własnego zdania 

Nie chodzi o to, że nie lubię małych psów, bo przecież sama Tajga duża nie jest. Nie lubię za to psów nieogarniętych, agresywnych, podbiegających, nie umiejących czytać sygnałów uspokajających. Powinnam raczej napisać, ze nie lubię ich właścicieli i to też prawda, tylko, że z właścicielami nie ścieram się bezpośrednio, nie muszę przed nimi bronić mojego psa, więc siłą rzeczy ta niechęć przechodzi na psy. Zaraz odezwą się głosy, że duże psy też są agresywne i nieogarnięte - tak są, nie zaprzeczam. Jednak ich właściciele na ogół zdają sobie sprawę z zagrożenia jakie stanowią i nie puszczają ich luzem na klatce w bloku, między blokami, na często uczęszczanych parkowych alejkach. Próbują pracować, bo inaczej mieliby problem z utrzymaniem smyczy. A co robią właściciele małych psów? Nic. Niestety. Małe pieski mieszczące się w dłoni nieustannie terroryzują naszą okolicę  Nieustannie boje się otworzyć drzwi i wyjść z klatki, bo nigdy nie wiadomo kiedy i z której strony podbiegnie taki agresor. Jasne, nie rozszarpie mi psa, ale psychikę zryje mu mocno, a i ugryźć też może, bo małe psy zęby też mają. To wiąże się z antybiotykiem, czasem szyciem i kosztami poniesionymi u weterynarza. Niestety Tajga zaczęła mieć dość silną awersję do małych psów i coraz częściej profilaktycznie chce je straszyć, zanim tamte zaatakują. Bardzo mocno się spina i stresuje kiedy taki mały piesek podbiega luzem w naszą stronę. Szczeka nerwowo, proszę o zabranie psa, o odwołanie, o zapięcie na smycz, o spuszczanie w kagańcu jeśli wiecznie biega z zębami na wierzchu - odpowiada mi głucha cisza lub "a co on zrobi?", "on tylko tak szczeka, bo chce się bawić", "to pani pies robi problem", czasem dochodzi do ostrej wymiany zdań. Nie mam siły zgłaszać tego na policję, nagrywać i biegać, bo i tak nic nie zrobią. Inna sprawa, że boję się, że będą się mścić, no i broniąc własnego psa, często zmuszona jestem do wzięcia jej na ręce i odpychania  intruzów nogą nie mam możliwości nagrywania czy dzwonienia po patrol. Pytanie czy w ogóle by przyjechali... 

To jest cholernie niesprawiedliwe, że ja z psem pracuję, odwrażliwiam, socjalizuję, staję na rzęsach żeby zapewnić jej komfort psychiczny a takie małe potworki wszystko rozwalają  Na szczęście są też małe psy, które są wychowywane wśród psów, maja spacery, są odwoływalne i nie zachowują się jak wściekłe gremliny. Niestety na palcach jednej ręki mogę je policzyć. Szkoda psów. 

Jak taki pies biega w parku pomiędzy ludźmi i jak nawet szczeka czy goni dzieci, biegaczy, to też nie ma wielkiego halo. Za to jeśli już pies +10 kg biega radośnie po parku, olewając ludzi i wszystko dookoła, ignoruje cmokania, dzieci, hałas, ale przebiegnie blisko koca czy biegacza to wielki krzyk i wyzwiska. Dlaczego? Bo jest większy, bo z niewiadomych dla mnie przyczyn małym psom każdy pobłaża. Jest to bardzo niesprawiedliwe podejście, które krzywdzi nieco większe psy. W czym ogarnięty nawet i 20 kg pies jest gorszy od nieogarniętego i rozszczekanego 2 kg psa? Dlaczego ten drugi może bezkarnie latać luzem i jego ujadanie jest słodkie, a jak większy pies szczeknie i to nie w kierunku ludzi tylko w zabawie, lub w ramach "daj piłkę", "o coś się tam dzieje", to zaraz oskarżany jest o agresję?  Zacznijmy traktować psy na równi! Yorki, ratlerki, mikro kundelki nie są "lepsze" też mają zęby, je też należy szkolić, pracować z nimi, to nie są maskotki! Odpowiednio ułożony nawet i  40 czy 60 kg pies serio nie stanowi zagrożenia w przestrzeni publicznej. Jeśli mam być szczera, to najwięcej ogarniętych psów spotykam wśród tych raczej większych, powiedzmy +20kg.

Wiecie co jest najsmutniejsze? Już kilka razy nie mogłam wsiąść z Tajgą do tramwaju, bo w środku miotał się wściekle mały piesek na niezablokowanej flexi i uniemożliwiał wejście przez 2-3 drzwi, a w reszcie składu był taki ścisk, że nie było szans wejść z psem. W efekcie musiałam czekać na kolejny tramwaj, to jest niesprawiedliwe. Inny przypadek? Proszę o zabranie psa, bo już widzę, że zaraz awantura gotowa a po co moja suka ma czuć zagrożenie i musieć się znów bronić, albo ja znów będę ją dźwigała i rozwścieczonego malucha butem odsuwała. Zero reakcji. Próba ominięcia po jak największym łuku, Tajga wyluzowuje, tamten niby też, mam pochwalić sukę i wrócić na chodnik a maluch nagle atakuje od tyłu, nie mam czasu na reakcje, Tajga przyciska małego agresora do ziemi i strasznie przy tym wokalizuje, mały skowyczy jakby go ze skóry obdzierano... Tajga oczywiście tylko straszy i przywołuje małego do porządku, ale oczywiście teraz to lament, matko boska, jezu kochany, ratunku, dlaczego wychodzę z takim agresywnym psem. Moja suka sobie w kaszę dmuchać nie da, nie będzie stała jak sierota. Wysłała tamtemu z 10 CS-ów i tak wykazała się dobrą wolą.

Po małych psach kup też się nie sprząta, dlaczego? Bo są małe, to przecież nawet ich nie widać... Ale inni na butach niech je zbierają, królowej korona  z głowy by spadła gdyby się pochyliła...

Post jest pisany spontanicznie, przywołuje sytuacje z codziennego życia. Brakowało mi takiego luźnego tekstu, wyrzucenia z siebie tego, co mnie boli. Wiem, że to nic nie da, wiem, że pisząc o tym świata nie zmienię, ale może chociaż 1 osoba to przeczyta a potem się zastanowi, może zdecyduje się na pracę z psem, może jakiś spacerowicz zrozumie, że nie każdy pies idący i ignorujący otoczenie większy niż 2 kg stanowi śmiertelne zagrożenie dla ludzkości. A jeśli Ty czytasz to i masz małego biegającego luzem, jazgoczącego i atakującego wszystko i wszystkich psach i śmieszy Cię to (tak, są tacy ludzie...) zastanowisz się przez moment, może jednak zapniesz chociaż raz na jakiś czas psiaka na smycz, może umożliwisz spokojne przejście innemu psiarzowi. 

Podsumowując: każdy pies jest psem, bez względu na wielkość! Szanujmy się! Jeśli ktoś prosi o zabranie psa, to ma ku temu powód - zrób to bez pytania i bez udawania głuchoty! Nie utrudniajmy sobie wzajemnie i tak już trudnej egzystencji w przestrzeni publicznej. 

11 komentarzy:

  1. W zeszłym miesiącu miałam taką sytuację: poszłam na pocztę odebrać paczkę, jak zwykle z Damonem (u nas można wchodzić, poza tym każda babeczka tam go zna). Na progu "powitał" nas luzem łażący shi tzu, do którego nikt się nie przyznawał. Nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, do tego wąskie przejście, więc zajmował całe. Po chwili namysłu wzięłam Damona na ręce i weszłam. Wypierdek wyszedł na zewnątrz, więc uznałam, że pewnie tak tylko wszedł, bo drzwi były otwarte, jednak po chwili wrócił. Do czego zmierzam: stoję w kolejce, skupiam Damona, który siedzi przy nodze, a wypierdek dalej lata luzem. Po jakiejś minucie wchodzi matka z dzieckiem na oko 8-9 lat i stają za mną - dziewczynka normalnie, ale matka ją odciąga, no ok, różnie bywa. Mija kolejna minuta, przesuwamy się do przodu, a matka strofuje dziecko, żeby tak blisko nie podchodziło, bo ona (matka) boi się psów. Wtem nagle odzywa się głos przywołujący wypierdka (rychło w czas), jednak komentarz matki, zwracającej się do właścicielki "ale nie tego małego!". No kopara mi opadła do samej ziemi: mój pies nie dość, że siedział mi przy nodze skupiony na mnie i to na smyczy jest be, a to małe G. latające po całej poczcie super cacy 😑

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też macie przyjazną pocztę, super :) Ale no wiesz, jak możesz psa na ręce brać?! Socjal mu zaburzasz :D :P a tak serio znamy to, dobrze, że ten mały z zębami się nie rzucił, bo i taki scenariusz był możliwy. U nas na poczcie ludzie wiecznie są oburzeni jak nas widzą, ale nigdy nikt się nie odezwał, a raz cała obsługa wyleciała głaskać Tajgę jak zobaczyli, że mam smycz w dłoni (Tajgi przez wysoką ladę/okienko nie widać ;) )

      Usuń
  2. Chryste, u mnie to nagminne. Mikro pieski biegają sobie luzem, a mieszkam w środku miasta!
    Hitem jest jeden starszy pan z ratlerkiem, chyba w życiu nie słyszał o czymś takim jak smycz :D Mały jak widzi mnie z psem, pędzi do nas jak z procy na złamanie karku a ja muszę uciekać, bo mój się po prostu boi. A typ odwala za każdym razem tą samą akcję, leci za nim, woła, krzyczy, grozi (!) a jego pies go kompletnie zlewa. (Co mnie nie dziwi, też nie wróciłabym do kolesia który grozi że mi wpierdzieli :D)
    Kompletny brak podstawowej wiedzy o psach i ich wychowaniu, no ale widzę że większość ludzi ma podejście "wszyscy mają psy, co to za filozofia mieć psa". I to takiego małego, przecież to tylko podbiegnie, pokrzyczy, nic nie zrobi, najwyżej wpadnie pod samochód i przynajmniej będzie spokój z tym głupim niegrzecznym psem. I też nie rozumiem działania ludzi, którzy za każdym razem puszczają psa luzem, za każdym razem się ich nie słucha i za każdym razem muszą go gonić... I dalej robią to samo! Przecież to szaleństwo, robienie tego samego w kółko i oczekiwanie innych rezultatów :D Ale widocznie nasz świat składa się w większości z ignorantów i szaleńców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :/ wpadnie pod samochód, weźmie się następnego - jakie to smutne. A gonienie za psem tylko uczy go uciekania, bo to fajna zabawa. Co do dużego miasta, my w Warszawie mieszkamy i nawet w okolicach ścisłego centrum ludzie często nawet smyczy do ręki nie biorą wychodząc z bloku, nie ważny rozmiar psa - masakra jak dla mnie.

      Usuń
  3. U mnie na wsi akurat nie tylko małe psy latają luzem, te większe też :)
    Wybiegają z podwórek, biegają wokół mnie i mojego psa, szczekają, a Rex je musi ignorować, bo co innego może zrobić?
    Denerwują mnie właściciele tych wszystkich psów, którzy nawet nie interesują się ich życiem, tylko je karmią, nic więcej. Pozwalają uciekać z domów, biegać luzem po ulicy jakby nigdy nic. Po przeczytaniu tego postu widze, że nie tylko ja mam ten problem z psami ;//
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieś to już zupełnie inna bajka, sama pochodzę ze wsi, z Podkarpacia i jako dziecko zawsze bałam się przejeżdżać rowerem przy otwartych bramach czy furtkach, bo z każdej prawie zawsze wybiegał pies i zaciekle gonił rowery :/ Jak jeździmy na wieś z Tajgą to przejście przez wioskę jest zawsze stresem i horrorem, ale nigdy nic niebezpiecznego odpukać się nie przytrafiło.
      Pozdrawiamy cieplutko :)

      Usuń
  4. Ja mam spore problemy z reakcją mojego psa na te małe, włochate. Zdarzyło mi się to opisać u siebie, ale z nieco innego punktu widzenia - raczej przez pryzmat kłopotów, jakie przez to mam z psem. Przez całą tę opisaną tutaj tendencję do robienia z małych piesków słodkich maskotek, małe psy nie za bardzo łapią, o co chodzi z byciem psem. Mam na myśli, że nie CSują, podbiegają ze szczekiem, uciekają, a w razie najlżejszego kontaktu piszczą, jakby je rozrywano na strzępy. Nie zdarzyło się nigdy, żeby mój pies jakiegoś ugryzł, przyciska je za to do ziemi, gdy ją próbują ugryźć. Jednakże azaliż to moja jest postrachem, bo "agresywna", a w dodatku kundel bury. Przy następnym poście w tym temacie, na pewno podlinkuję Twój tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz poszukam tego wpisu u Ciebie i poczytam! Dzięki za komentarz :) Przez te małe psy serio jakiś rok chodziłam po krzakach i unikałam wszystkich i wszystkiego... Tajga wielka nie jest niespełna 14 kg i jakieś 47 cm w kłębie, ale miała okres, że chciała wbić w ziemię wszystkie mniejsze psy, miała zwyczajnie dość znoszenia tych "ataków" o nic. A CSów to niestety większość psów nie czyta, spacery bywają koszmarem, na szczęście udało nam się ostatnio sporo z suką wypracować i znaleźć kilka psów, z którymi świetnie się dogaduje i nie rzucają się na nią za warknięcie i odejście mówiące "dość, przerwa, nie bawię się".
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Zapraszam :)
      http://psicharakter.blogspot.com/2018/06/sodki-york-moj-wrog.html

      Usuń
  5. Zdecydowanie się zgadzam z Twoim wpisem! Rzadko spotykam się z nieogarniętymi dużymi psami,a z małymi nagminnie :(
    Szczególnie mi przeszkadza fakt, że wychodzę z kotem na dwór, a taki wypierdek mamuta biegnie mi na kota i na mnie, a właściciel się chichra z boku i mówi, że mam z kotem z domu nie wychodzić, bo to instynkt Pimpka może sprawić, że mój kot skończy u weterynarza. No nóż się w kieszeni otwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :/ przykre to strasznie, kot ma takie samo prawo do spacerów jak pies! Moja Tajga wychowała się z kotami, te w mieście na smyczy chyba za dziwne psy uważa, ale niestety dzikie, wolnożyjące koty najchętniej by pogoniła :( Wracając do psów, dziś napadły na nas nie wiadomo skąd 2 małe jamniki, musiały przebiec przez ulice, facet pojawił się za chwilę, kazał się nie przejmować, bo one tak ze strachu, ale nic nie zrobią... Cholera, moja suka ma przewlekłą kontuzje i każdy gwałtowny ruch, każde szarpnięcie na smyczy powoduje pogorszenie. Na jednych takich z okolicy mam ochotę nasłać dzielnicowego lub coś, nie ma dnia żeby nie startował z zębami a oni nic, ostatnio mi nerwy puściły i poleciała piękna wiązanka - też ani słowem się nie odezwali, a ja przez 40 min nie mogłam rozmasować suce mięśni :(
      Pozdrawiamy :)

      Usuń

tajgaowczarekmazowieckikelpie.blogspot.com