ciasteczka

środa, 13 czerwca 2018

Wyrok - entezopatia


Dziś będzie raczej krótko, zwięźle i na temat (jeśli ja w ogóle umiem tak pisać ). Długo zwlekałam z tym postem, ciągle miałam nadzieje, że to tylko zły sen, że to nie może być prawda, że kontuzja szybko minie. Niestety życie znów rzuciło nam kłody pod nogi... Entezopatia - nasz wyrok. Była złość, płacz i dwutygodniowa deprecha a potem mega frustracja... Dlaczego nas to spotkało?

Ci z Was, którzy śledzą nas na bieżąco w mediach społecznościowych wiedzą, że Tajga od zimy zmaga się z kontuzją mięśni biodrowo-lędźwiowych a właściwie nie samych mięśni a ich przyczepów i kretarzy. Zmiany mają cechy początkowej entezopatii. Nie pytajcie. Sama ciągle zgłębiam temat od kilku tygodni i próbuje zrozumieć z czym walczymy, bo dla osoby z ulicy o wykształceniu humanistycznym same nazwy nic nie mówią. Zimą problem był w prawej tylnej kończynie, wiosną z lewą. Kontuzja odnowiła się tuż przed kwietniowymi Dog Games, diagnozę postawiono tuż przed Hard Dog Race w Zawiesiuchach. Dla dobra psa odpuściłam obie imprezy. Po zimowej rehabilitacji i serii laserów miało być dobrze i mogłyśmy wrócić do wszelkich aktywności oraz treningów.


Czym tak w ogóle jest entezopatia?  to bolesne zmiany chorobowe przyczepów ścięgnistych mięśni do kośćca. Są one wynikiem działania nadmiernych naprężeń i obciążeń. Istotą choroby jest stan zapalny, któremu z jednej strony towarzyszy ból zlokalizowany w okolicy danego przyczepu, a z drugiej strony osłabienie struktury, mogące prowadzić do wyrywania poszczególnych włókien ścięgna z przyczepu.

Przemieszczenie wyrwanych włókien wraz z komórkami chrząstki czy kości w głąb ścięgna powoduje patologiczne kościotworzenie - powstawanie tzw. entezofitów, czyli specyficznych wyrośli kostnych. Proces chorobowy osłabia wydolność ścięgien, w wyniku czego mogą one ulec przerwaniu w miejscu połączenia ścięgnisto-kostnego
. [za Wikipedia] 

Objawy i diagnoza (na przykładzie Tajgi)
Zaczęło się w pod koniec grudnia, kiedy goniąc w domu kota Tajga niefortunnie poślizgnęła się i chyba uderzyła lewym biodrem o podłogę. Potem co jakiś czas podnosiła podczas biegania tylną łapę. Nie kulała w typowy sposób, to bardziej był podskok na tej kończynie, szybki i lekki, ledwie zauważalny. Podobno miała tkliwe kolano, może coś nadciągnęła, jakiś czas był spokój. Po zrobieniu RTG u ortopedy i obmacaniu dostaliśmy skierowanie na USG mięśni biodrowo-lędźwiowych. Kolana i kręgosłup były ok. Mięśnie na szczęście nie miały miopatii, nie były zerwane, uszkodzone, bez stanu zapalnego, jedynie były nieco słabiej uwodnione. Zmiany przy przyczepie wyszły w prawej łapie, na którą Tajga nie podskoczyła nigdy. Mniej treningów, seria laserów, wcześniej terapia FM, bo tu i tam była bolesność pospinanych mięśni i dostałyśmy od zoofizjoterapeutki zielone światło do działania i nawet mogłyśmy wrócić do frisbee. 

Oszczędzałam Tajgę i bardziej skupiłam się na pływaniu oraz na spokojnym aporcie czy ćwiczeniu samokontroli niż na frisbee. Trochę też biegałyśmy a raczej truchtałyśmy w ramach przygotowań do Hard Doga. Szykowałam się na Dog Games Spring, znów startowałybyśmy na przypale. Niestety ponownie pojawiło się nie związane z konkretna aktywnością czy z dłuższym wysiłkiem jakby podskakiwanie na lewej łapie. Jednego dnia kilka razy pod rząd, potem kilka dni spokój i znów. Umówiłam się niezwłocznie na przegląd do naszej fizjo - po przeglądzie znów napięte miejsce i bolesność w okolicach pachwiny  Znów USG mięśni biodrowo-lędźwiowych, wyszło to samo co zimą tylko teraz w lewej łapie, prawa po wcześniejszej rehabilitacji znacząco się poprawiła w stosunku do wcześniejszego USG. Przynajmniej tyle dobrego. Teraz te niby podskoki miały jakby bardziej akcent na biodro i delikatny kolisty ruch przy tym wykonywała, ale nadal było to mało zauważalne i tylko czasami się pojawiało. Tajga sama z siebie nie odmawiała spacerów, nie ograniczała swojej aktywności, nie kulała na treningach ani bezpośrednio po, biegała jak szalona a przy szarpaniu mało mi ręki z barku nie wyrwała. Będąc na Starym Mieście wskoczyła na około 120 cm mur... z miejsca, bez rozbiegu, bo to Tajga, to nie jest normalny pies 


Leczenie, zabiegi, rehabilitacja i ograniczenie aktywności (kwestia indywidualna, zależna od stanu pacjenta)
W naszym przypadku rehabilitacja polega na serii laserów co 2-gi dzień plus fali uderzeniowej raz w tygodniu przy jednoczesnym sprawdzaniu stanu mięśni oraz rozmasowywaniu i rozciąganiu według potrzeb. Codziennie także robię Tajdze w domu masaż rozluźniający ponapinane mięśnie brzucha, którymi zbyt mocno pracuje i prawdopodobnie ich przeciążenie odbiło się na przyczepach biodrowo-lędźwiowych. Często dochodzi do kompensacji i źródło problemu leży gdzie indziej niż rozpoznana kontuzja. Masuje też uda oraz robię delikatny stretching łap. 

Jak już wspominałam mięśnie Tajga ma w stanie idealnym, stawy także, dysplazji brak, kolana też ok, jest w ogólnej zajebistej kondycji, nie wykazywała objawów bólowych ani nieprawidłowości podczas ruchu. Jedynie podczas badania fizykalnego i rozciągania była zaniepokojona. Pies o wysokim pobudzeniu, z silnym popędem łupu dla którego całym życiem był sport, łatwo wpadający w frustracje, kiedy obniżymy aktywność nie da się zamknąć w klatce na 6-8 tygodni. Zdrowie psychiczne Tajgi i nasze mocno by na tym ucierpiało. W związku z tym miałyśmy ograniczać aktywność przez pierwsze 2 tygodnie, później mogłyśmy robić długie 8-12 km spacery byleby tylko Tajga skoków i szarpnięć w bok nie robiła, nie kręciła kółek, slalomu w głupawce nie próbowała. Mimo ogromu pracy węchowej, sztuczkowej, samokontroli, podawania karmy w macie węchowej, częstej jazdy komunikacja miejską, bywania w nietypowych miejscach i skupiania się tam, pozowaniu do zdjęć nic nie było jej w stanie zmęczyć... Swobodnego biegania temu psu nic nie jest w stanie zastąpić. 

W piątek mamy ostatnią falę uderzeniową. Od tygodnia mamy zielone światło w zakresie zwiększania aktywności oraz spuszczana ze smyczy, wszystko pod kontrolą i unikając dzikowania, co jest bardzo trudne przy Tajgi temperamencie i w zasadzie niemożliwe... Dlatego póki co rokowania są ostrożne i raczej mowa jest o zaleczeniu a nie o wyleczeniu oraz już ciągle musimy się ograniczać, kontrolować, badać i masować. Zobaczymy co życie przyniesie. Nie jest to uraz a "tylko" przeciążenie, przy trybie życia Tajgi i zamiłowaniu do bycia kamikadze, to cud, że przez tyle lat nic się jeszcze nie stało i "tylko" początki zmian o cechach entezopatii ją dopadły. 

Co do suplementacji oraz co dalej z frisbee to planuję oddzielne posty na ten temat. 


Zdecydowałam się napisać ten post ku przestrodze. Lepiej nie lekceważyć żadnej kulawizny, żadnego urazu, żadnych objawów bólowych i nawet nie trenującego wyczynowo psa, ale aktywnego raz w roku zabrać na kompletny przegląd do dobrego zoofizjoterapeuty. Lepiej w porę coś wychwycić i mieć szanse wyleczenia bądź zahamowania choroby, kontuzji niż skazywać psa na późniejsze cierpienie. Moja rada - jeśli zauważycie kulawiznę lub cokolwiek niepokojącego podczas ruchu to idźcie od razu to ortopedy i/lub fizjo, róbcie RTG i USG, nie dajcie się zbyć sterydami czy lekami przeciwbólowymi, szukajcie przyczyny zamiast skupiać się jedynie na zwalczeniu objawów. Weterynarz internista raczej Wam nie pomoże, każe obserwować. 

Jestem szczęśliwa, że udało mi się zachować jako taką równowagę psychiczną mojej suki i znaleźć kompromis pomiędzy L4 a aktywnością, jak widać po zdjęciach nie ma problemów ze snem i humor też jej dopisuje. Nie może jedynie zrozumieć dlaczego ma karę i chodzi na smyczy, której tak właściwie nigdy nie używamy normalnie i tylko wisi mi na ramieniu lub noszę ją w kieszeni. 



*Post nie jest poradą weterynaryjną, opisuje tylko i wyłącznie przypadek Tajgi, za wszelkie błędy i niekompetencje przepraszam, ale nie jestem specjalistą. Postanowiłam napisać ten post, bo entezopatia lub inna dolegliwość może dotyczyć każdego psa, także tego, który nie startuje w zawodach i nie trenuje systematycznie. Wystarczy, że pies biega , skacze, aportuje, jest zwrotny i robi ciasne zakręty. 


6 komentarzy:

  1. Ale się porobiło. :/ Mam nadzieję, że pomimo rezygnacji z frisbee będziecie mogły pobawić się w jakiś inny sport dla częściowego zaspokojenia potrzeby ćwiczeń fizycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na to co wyprawiała Tajga i jak dzikowała przez te wszystkie lata, to fizjo mówi, że i tam miała szczęście, bo to tylko przeciążenia a nie uraz ;) Problemem jest temperament Tajgi, teraz mamy powoli wracać do kontrolowanych spacerów bez smyczy, ale... jak ją spuszcze to pierdolca dostaje po wielodniowej uwięzi na smyczy. Dla psa chodzącego 90% czasu luzem to wielka kara i potworne ograniczenie, więc teraz chce wszystko nadrobić. Będziemy teraz dążyć do tego, żeby mogła powrócić do dzikowania luzem, ale z jej zwrotami, bieganiem slalomem, ciasnymi skrętami, zawrotkami i kręceniem kółek będzie ciężko, bo każda taka akcja przeciąża miejsce, z którymi są problemy.

      Usuń
    2. Jak tak obserwuje różne psy na spacerach, to zdecydowana większość niezbyt lubi chodzić na smyczy. Może warto na jakiś czas rozważyć spacery na lince/smyczy treningowej? Trzymam za Was kciuki. :D

      Usuń
    3. Odpada, bo daje psu możliwość szaleństwa i ostrych niekontrolowanych szarpnięć :/ dziś dostałyśmy zielone światło na dużo swobodnego biegania, ale po prostej - weź to wytłumacz Tajdze żeby skosami nie biegała i kółek nie kręciła...

      Usuń
  2. Ojej... Biedna dziewczyna. :( Trzymam kciuki, żeby znalazła się w jak najlepszym stanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :* Tajga czuje się świetnie, jedyne co, to przeżywa zmianę stylu życia ze sportowego na emerycki... Na szczęście mamy pozwolenie na coraz większą aktywność tylko muszę ją codziennie masować, robić stretching, kontrolować ruch i wprowadzić odpowiednią suplementację
      Pozdrawiamy :)

      Usuń

tajgaowczarekmazowieckikelpie.blogspot.com