ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą behawior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą behawior. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 czerwca 2017

Osobowość Twojego psa, czy na pewno ją znasz?


Nie jestem ekspertem w dziedzinie szkolenia psów. Nie przeczytałam setek książek. Nie ukończyłam żadnego kursu. Nie pozjadałam też wszystkich rozumów... ale mam Tajgę - psa problemowego i reaktywnego. Dużo przeszliśmy przez ostatni rok. Zmieniłam swoje podejście praktycznie do wszystkiego, zaczynając od spacerów, przez nagradzanie, karmienie i zabawę. Tym postem niejako rozpoczynam nowy rozdział na blogu, który będzie się tyczył psich potrzeb, natury i popędów, co będzie zahaczało o szeroko pojęte szkolenie a raczej układanie psa i samodzielne wychowywanie, tak by wspólne życie przypominało sielankę zamiast dotychczasowego piekła. Nie wiem z jaką częstotliwością będę poruszała tą tematykę, ale na pewno nie zakończę na jednym wpisie. 

Po przydługim wstępie zapraszam do zapoznania się z osobowością psa oraz testem na nią - jeśli jeszcze Was nie zanudziłam 

Osobowość psa, czy wiedziałeś, że coś takiego istnieje? Zrób łatwy test i poznaj osobowość Twojego psa. Jeśli do tej pory nie dogadywałeś się ze swoim psem, Wasza relacja nie wyglądała tak jakbyś chciał, to tym bardziej zachęcam do poznania profilu osobowości psa. Świadomość popędów, które sterują zachowaniem psa, poznanie przyczyn danego zachowania jest kluczem w szkoleniu! Nagle może się okazać, że to nie pies ma problem, ale Ty. Najwięcej nieporozumień w relacjach przewodnik - pies bierze się właśnie z niezrozumienia psiej natury. Pies nie jest człowiekiem i tego należy się trzymać! Z drugiej strony nie widzę niczego złego w żartobliwym nazywaniu siebie psią mamą, czy rzucenia do psa tekstem "dziecko". Gorzej jeśli nasza relacja z psem rzeczywiście przybiera rodzicielski kształt, to najgorsze, co możemy zrobić!
Sama słodycz?

TEST OSOBOWOŚCI, pytania [źródło: psy24.pl]
Czy Twój pies…
1.Wącha ziemię albo powietrze?
2.Dogaduje się z innymi psami?
3.Stoi w miejscu albo wykazuje zainteresowanie dziwnymi obiektami lub dźwiękami?
4.Ucieka w nowych dla niego sytuacjach?
5.Ekscytuje się z powodu poruszających się obiektów, na przykład rowerów lub wiewiórek?
6.Dogaduje się z ludźmi?
7.Lubi wygrywać podczas zabaw w przepychanki i przeciąganie?
8.Chowa się za Tobą, gdy czuje, że nie może sobie poradzić?
9.Próbuje podejść koty, psy lub rzeczy w trawie?
10.Szczeka, gdy zostaje sam?
11.Głęboko szczeka albo warczy?
12.Wykazuje lęk w nieznanych mu sytuacjach?
13.Szczeka piskliwie, kiedy jest podekscytowany?
14.Zabiega o pieszczoty albo chce się z Tobą przytulać?
15.Broni swojego terytorium?
16.Drży lub skomle, kiedy jest niepewny?
17.Rzuca się na swoje zabawki?
18.Lubi zabiegi pielęgnacyjne?
19.Broni jedzenia albo zabawek?
20.Kuli się albo odsłania brzuch, kiedy jest ganiony?
21.Potrząsa i „zabija” swoje zabawki?
22.Szuka z Tobą kontaktu wzrokowego?
23.Nie lubi być głaskany?
24.Niechętnie podchodzi do Ciebie po przywołaniu?
25.Kradnie jedzenie albo śmieci?
26.Podąża za Tobą jak cień?
27.Broni swojego właściciela?
28.Ma trudności ze staniem w miejscu w czasie pielęgnacji?
29.Lubi nosić rzeczy w pysku?
30.Bawi się często z innymi psami?
31.Nie lubi być pielęgnowany i głaskany?
32.Kuli się albo kładzie, kiedy pochyla się nad nim ktoś obcy?
33.Je łapczywie swoje jedzenie?
34.Skacze na ludzi przy powitaniu?
35.Lubi walkę z innymi psami?
36.Popuszcza przy powitaniu?
37.Lubi kopać/zakopywać rzeczy?
38.Wykazuje zachowania reprodukcyjne, na przykład wspinanie się na inne psy?
39.Był szykanowany w młodości przez starsze psy?
40.Ma tendencję do gryzienia/podgryzania, kiedy jest przyparty do muru?


Do pytań przypiszcie wartości punktowe:
  • Prawie zawsze 7-10
  • Czasami 4-6
  • Rzadko 0-3

Punkty wpisz w tabelkę, zsumuj je i gotowe! 
Ważne: oceniaj zachowania psa bez szkolenia i korekty, czyli np. jeśli oduczyłeś psa skakania na powitanie i zjadania śmieci, to daj 5 pkt a nie 0. Dając 0 zafałszujesz obraz osobowości Twojego psa.
Teraz już wiesz, czy Twój pies jest typem drapieżnika, czy jest stadny, waleczny, a może lękliwy i unika konfrontacji? W zależności od wyniku można niemal perfekcyjnie dopasować metody szkoleniowe do psa, co pozwoli uniknąć wielu błędów!


1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20


21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
Total  popęd
polowania,
 nagrody
Total popęd
sfory
Total popęd
walki
Total popęd
uciekania

Osobowość Tajgi
happy dog
No cóż... mam potwora pod swoim dachem!  Jakoś nie byłam tym mocno zdziwiona. Test robiłam już jakiś czas temu i oto wyniki punktowe:
  • Drapieżność/polowanie 70 pkt no i mam odpowiedź dlaczego z niej taki świetnie aportujący pies, którego nie musiałam nigdy motywować ani uczyć oddawania aportu, czy szybkiego powrotu z nim
  • Sfora/stadne 54 pkt, ale tu muszę zaznaczyć, że liczone w stosunku do nas, jeśli chodzi o psy to tych punktów jest zdecydowanie mniej! Chyba, że chodzi o psy znane Tajdze i lubiane od dawna. 
  • Walka 77 pkt tu zaznaczę, że Tajga nie jest agresywna, nie rzuca się z zamiarem zabicia na inne psy, ale broni swojego i na wszelki wypadek woli pogrozić każdemu zainteresowanemu psu i pokazać, że to ona tutaj rządzi i lepiej nie wchodzić jej w drogę. Ludzi zdecydowanie unika, chyba, że są agresywni w stosunku do mnie, to chciałaby bronić mnie za wszelką cenę
  • Unik 38 pkt i tu jest podobnie, jak w przypadku sfory, więcej punktów Tajga zdobyła w stosunku do nas, jeśli chodzi o psy zwłaszcza jeśli dojdzie do kontaktu, czy jakiejś konfrontacji i pyskówki, to Tajga jest uparta jak osioł i nie ustąpi. Jej zawsze musi być na górze, zwłaszcza w kontaktach z samcami... 
Tajga jest psem wymagającym, reaktywnym (o tym innym razem), każdy spacer jest pełen niespodzianek, z tym psem nie można się nudzić. Wspólne życie wymaga ode mnie sporego wysiłku, na spacerach muszę być czujna i skupiona po to, aby móc zareagować wcześniej niż moja suka. To ja mam ją bronić, zapewniać bezpieczeństwo i dbać o stado, ciągle uczę ją, że nie musi tak "pracować na miskę". Mimo tego uważam, że jest najlepszym psem jaki mógł mi się trafić, ja pomagam jej a ona uczy mnie innego postrzegania pewnych spraw. Niby pracuję nad jej zachowaniem i kształtuje psa a prawda jest taka, że taką samą ciężką pracę (jeśli nie większą) wkładam w pracę nad sobą i temperowaniem także mojego charakterku...  Zainteresowanych odsyłam także do starszych wpisów: "Tajga - diabeł wcielony, czyli o naszych porażkach" i "Tajga - pies idealny?! Nasze małe sukcesy."

Podkreślam, że nawet jeśli nasz pies ma osobowość drapieżnika i jest bardziej skłonny do walki niż do unikania, to absolutnie nie świadczy o tym, że jest agresywny! Psy nie mają potrzeby prawdziwego atakowania i gryzienia do krwi, doskonale wiedzą, że wiele ryzykują. Tajdze niestety wielu "znawców" usiłowało przypiąć łatkę agresywnej. Behawioryści, z którymi się konsultowaliśmy wręcz wyśmiali tą teorię. A ja przestałam rozpaczać, że mam bestię i wzięłam się solidnie do roboty. Niestety większość psich problemów jest efektem naszej niewiedzy i popełnionych błędów. Kiedyś było mi wstyd, byłam sfrustrowana i wściekła na mojego psa i na siebie, że sobie nie radzę. Z czasem jednak uświadomiłam sobie, że wiele innych psów boryka się z podobnymi problemami, nie każdy wie jak sobie poradzić. Często "starzy psiarze" i "znawcy" oraz "internetowi specjaliści" i niekompetentni behawioryści zamiast nam pomóc pogarszają jeszcze sprawę. 

Prawda o Tajdze jest taka, że jeśli trafiamy na fajne, ogarnięte psy, które są w miarę stabilne, umieją się porozumiewać, dobrze czytają psią mowę ciała, wysyłają i prawidłowo odczytują sygnały uspokajające to nie mamy najmniejszego problemu. To samo dotyczy ludzi  Chociaż świat idzie do przodu, wiedza o psach jest coraz większa, to niestety na swojej drodze rzadko spotykamy takie psio-ludzie duety, a szkoda. Najgorzej jak napotkamy natrętnego witacza, który dodatkowo uważa, że początkowe uniki Tajgi i stopniowo narastające groźby są świetną zabawą... no to mamy kocioł, a moja suka jest sfrustrowana często już do końca dnia. Niestety czasem próbuje sobie odreagować na kolejnym napotkanym psie  Jest jednak coraz lepiej. Tajga sama nie wdaje się w konflikty, ona podejmuje rzucone przez innego psa wyzwanie, bo przecież jest suką alfa, więc nie może odpuścić. Nie ma nic gorszego niż napotkanie innego reaktywnego psa, który nie jest ani trochę ogarnięty, takie przypadkowe spotkania mocno odbijają się na mojej suce, często cofały mnie o miesiąc pracy lub nawet dalej. Teraz jest zdecydowanie lepiej.
dog model

Jeśli zaciekawił Cię temat psiej osobowości i chcesz przeczytać więcej odsyłam na psy24.pl, gdzie w drugiej części artykułu opisane są zachowania psa i jak można je kształtować. Bez sensu jest, abym to tutaj kopiowała, bo post i tak jest już długi. 
Mi trafienie na ten test osobowości kilka miesięcy temu i wgłębienie się w zachowania Tajgi dało wiele, jeszcze lepiej zrozumiałam to, co przekazywała nam jesienią behawiorystka. 

W innym poście zajmę się naszą równowagą spacerową, socjalizacją i błędami z nią związanymi a także rozwinę troszkę kwestie popędów. 

Pies musi mieć zapewnione podstawowe potrzeby, jedne popędy warto w psie wzmacniać inne wręcz należy wyciszać. Nie ma jednego idealnego szkolenia dla wszystkich psów, tak samo jak nie ma jedynej słusznej metody szkoleniowej! To nie psa mamy dopasowywać do metody, kluczem do sukcesu jest dobranie odpowiednich metod szkoleniowych do danego psa i ich modyfikacja. Należy o tym pamiętać również przy doborze behawiorysty, szkoleniowca, czy nawet grupowego szkolenia. To, że Twój pies nie robi wszystkiego z automatu na smaczki jak pies znajomych absolutnie nie oznacza, że jest głupszy! Z psami jak z ludźmi, każdy jest inny, jeden będzie dobry w aportowaniu inny w tropieniu, jeszcze inny sprawdzi się jako towarzysz długich wędrówek i/lub biegów a inny będzie wolał leniuchować na kanapie. 

Koniecznie dajcie znać, czy wiedzieliście o takim teście osobowości dla psów, co Wam wyszło? Czy jesteście zainteresowani dalszym rozwijaniem tej i podobnej tematyki na blogu?







środa, 8 marca 2017

Wiosna przyszła... a wraz z nią wysyp psów i ludzi niedostosowanych

fot. Jogi


Wiosna przyszła... w końcu! Kocham te pierwsze ciepłe dni, promienie słońca padającą na moją twarz, coraz dłuższy dzień, wiosnę kocham też za powrót do normalnych i regularnych treningów frisbee i możliwość jeszcze dłuższych spacerów.


Wiosna przyszła... a wraz z nią psie gówna rozkwitły w całej swej krasie dosłownie wszędzie, ale ten post nie będzie o morzy psiego gówna - na to szkoda czasu i nerwów, walka z wiatrakami jest chyba prostsza od walki z gównem...

Wiosna przyszła... a wraz z nią nagły, gwałtowny i zdaje się, że niekończący wysyp różnorodnych psów i pieseczków oraz ich właścicieli, których nikt nigdzie i nigdy nie widział od października. Mamy marzec, więc to praktycznie pół roku, ja się pytam, gdzie te psy się załatwiały przez długie 6 miesięcy? Czy te psy wychodziły dalej niż przed blok? Ludzie, czy Wy te psy kuwetujecie, jak koty? Ja się nie czepiam małych i miniaturowych ras, psów bez podszerstka, nie każde nikomu robić 15 km przy -15 stopniach, ale do jasnej ciasnej wychodźcie ze swoimi psami na dłużej niż 5 min przed blok! Przez wasze dziwne zwyczaje dziczejecie Wy i Wasze psy, tak ludzie bywają gorsi niż psy, zwłaszcza ci, którzy wypełzli z ciepłego domku po półrocznym zimowym śnie i nie potrafią nawet utrzymać psa na smyczy. Te psy aż kipią z energii i frustracji - smutny widok... ale kto jest temu winien i kto obrywa? Jasne, że to moja wina, że pies A ciągnie pana na drzewo a pies B ujada na smyczy jak opętany i poddusza się na obroży. Dobrze czytacie, to moja wina i mojej suki, która idzie luzem parkową alejką, Tajga tuptająca najdalej w odległości pół metra od mojej nogi, niepodchodząca do psów na smyczy, nie szczekająca, ba nawet nie bardzo patrząca na nie jest winna temu, że ktoś nie panuje w najmniejszym stopniu nad swoim pieseczkiem. Ogarnijcie swoje psy! Poświęćcie im trochę czasu! Fajnie tak wyładowywać frustracje na innych? Trafia Was coś jeśli widzicie, że inne psy w przeciwieństwie do Waszych są karne i ogarnięte? To wypracujcie to! To nie nasza wina, że mamy ułożone psy a Wy nie!

Kolejna bardzo niemiła sytuacja  z niedzieli. Spacerujemy brzegiem łączki z Jogim, omijamy psy, nagle podbiega do nas młody amstaff i 2 lub 3 inne psy (za duże zamieszanie nie wiem dokładnie). Tajga zaczyna się wkurzać odgania psy, coraz bardziej szczeka i miota się a psy w najlepsze bawią się, mało tego amstaff nieustannie skacze po mnie... właścicieli nie widać. Cała moja praca z suką nad omijaniem psów i nie wdawaniem się w konflikty poszła się jebać! Cofnęłyśmy się do punktu wyjścia lub nawet dalej przez debilne, namolne psy i właścicieli z zasadą "róbta co chceta". Nie wytrzymałam. Ryknęłam jak lwica na całą łączkę sypiąc przy okazji kur***i na lewo i prawo, żeby zabrać te psy i gdzie są właściciele. Psy się chyba przestraszyły, bo zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nikt nie przeprosił, nikt nie odwoływał psów, ale po chwili na łączce zrobiło się prawie pusto. I dobrze! Zarzucicie mi, że nie panuje nad sobą, że jestem sfrustrowana, tak to wszystko prawda, tylko do cholery jak ma być inaczej? Chce żeby Tajga chociaż raz w tygodniu spotkała się z Jogim, bo uwielbia jego towarzystwo, mamy stać na środku ulicy żeby psy nie podbiegały i nie były natrętne? Powiecie, że można iść gdzie indziej, otóż nie, nie można! Wszystkie parki roją się od beztroskich, nieogarniętych i chamskich ludzi - takie kwiatki rozkwitają wraz z cieplejszymi dniami. Można do lasu powiecie, otóż nie, nie można! Tam nie spuścimy psów żeby mogły się pobawić, pobiegać i eksplorować teren, do tego masa robactwa, dzika zwierzyna i jeszcze można trafić na myśliwych, którzy nie odróżniają człowieka od dzika, no i dojazd, który jest uciążliwy. 

Mam dość. Zwyczajnie, po ludzku moje wszystkie granice zostały przekroczone. Kupie gaz, zacznę chodzić z kijem albo prętem lub zacznę miotać o ziemie psami, które bez mojej zgody naruszają naszą bezpośrednią strefę komfortu. Każdy ma prawo do przestrzeni osobistej! Mój pies nie musi bawić się z każdym! Nie musi się witać z obcymi psami! Nie będę mojej suki ciągle narażała na kontakty z niezrównoważonymi psami! Na samym końcu dodam, że nie życzę sobie żeby obce, cudze psy skakały po mnie, bo nie jestem ich zabawką! Jest też kwestia zabrudzonego od stóp do głów ubrania. 

Nie tylko ja mam takie problemy, znajomi psiarze, którzy mają ogarnięte psy i sami znają chociaż trochę psi język i behawior też mają powoli dość tego wszystkiego. Niestety ludzie w 95% na uprzejme prośby o zabranie psa nie reagują, udają, że nie słyszą, tłumaczą, że ich pies się nie odwoła, że chcę się tylko przywitać, że on tak ma lub to tylko szczeniak itp itd. Przestałam się prosić i przepraszać, że żyję, bo chce spokojnie pospacerować lub poćwiczyć coś z Tajgą. Zaczęłam rzucać przekleństwami na prawo i lewo - działa! Mam w dupie, co inni o mnie myślą, dobro i bezpieczeństwo oraz komfort psychiczny mojego psa jest dla mnie najważniejszy. Nie zamierzam pozbawiać mojej suki spacerów i treningów, bo inni nie panują nad swoimi psami. 

Czas przerzucić się na wstawanie o 4-5 rano i poranne długie spacery, wtedy ryzyko spotkania ludzi i psów opisanych wyżej maleje praktycznie do 0. Jeśli wtedy kogoś spotykamy, to są to na ogół przemiłe osoby, psiarze z krwi i kości, którzy rozumieją charakterek Tajgi i nasze potrzeby, ba nawet nasze psy potrafią się polubić i odbywać bardzo fajne wspólne spacery połączone z eksploracją, bo Tajga nie bawi się z każdym psem. 

Dodam jeszcze, że jeśli inny pies nie zaczyna podbijać do Tajgi, nie prowokuje jej, nie próbuje na mnie wskoczyć, to moja suka bez smyczy, przy nodze potrafi nawet w dość bliskiej odległości wyminąć się po lekkim łuku z niemal każdym psem i nawet okiem nie mrugnie. Bardzo źle na nią wpływają niestabilne, rozemocjonowane i nachalne psy. Jeśli je odpędzam (moja suka również) one uważają to za świetna zabawę i stają się jeszcze bardziej namolne, do tego stopnia, że przez pół parku potrafią za nami iść i zaczepiać. Ręce opadają... 

Ludzie, poświęćcie choć trochę czasu na szkolenie Waszych psów! Nie utrudniajcie życia innym! Przez Was coraz bardziej nienawidzę ludzi, zwłaszcza psiarzy, którzy sami nie wiedza po co mają swojego psa i pozwalają mu totalnie na wszystko. Już nie wiem sama, czy mam wyć z bezradności czy może lepiej pozabijać niektórych? A co jeśli w końcu któryś z tych podbiegaczy okaże się agresorem i ugryzie mnie lub Tajgę...? Tajga niestety miała już kilka niegroźnych zajść i zranień od zębów, fizycznie nic jej nie było, ale w jej psychice odcisnęło to niestety piętno na zawsze. 

Tak ten post jest bardzo emocjonalny, pełen złości, chwilami nienawiści i jadu, ale inaczej nie mogę pisać o tym problemie. Mam zwyczajnie dość! Zawsze kochałam ciepłe, wiosenne dni a teraz mając psa kocham mrozy, wiatry, deszcze i śniegi, bo wtedy ludzie i psy nie wychodzą z domów, a ja i moja suka możemy cieszyć się tylko sobą i pracować w spokoju. 

Dzisiejszy wpis celowo ma tylko jedno zdjęcie. Tak wygląda zrelaksowana, szczęśliwa Tajga kiedy spaceruje ze swoim ukochanym Jogim i nikt nam nie przeszkadza. Nie idealizuje jej, wiem jaka jest, ale większość jej problemów wynika z chorych sytuacji, z którymi musi się zmierzyć. Ona sama nie stwarza sobie problemów na siłę i nie szuka guza. 

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń w kontaktach z innymi psiarzami i psami, mam tu na myśli obcych, a nie znajomych. Może tylko w Warszawie problem jest aż tak poważny? Chociaż myślę, że to niestety powszechne zjawisko. A i darujcie sobie proszę teksty, że jak chce mieć trochę przestrzeni tylko dla siebie, to muszę sobie kupić działkę/dom z ogrodem. Prawda jest taka, że bez pytania i mojej zgody żaden obcy pies nie ma prawa się do nas zbliżyć. To, że mam ogarniętą sukę nie oznacza, jak sugerują niektórzy, że ma stać cierpliwie i znosić jak inny pies wkłada jej pół niucha w tyłek i skacze po niej i po mnie. To jest patologiczne wręcz i takie sytuacje nie powinny mieć nigdy miejsca. Sama nie pozwalam obcym ludziom na ulicy na takie zaczepianie mnie i na ogół tacy obrywają bez ostrzeżenia w krocze lub z prawego sierpowego w twarz. Ja i moja suka mamy prawo się bronić. Koniec. Kropka. 

czwartek, 17 marca 2016

Niespodziewany lęk separacyjny u psa - jak sobie poradziliśmy?

Pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście o psim lęku separacyjnym. Nie zamierzam wygłaszać tu wykładów ani dawać złotych rad - tego pełno jest w internecie. Czym jest? To złe znoszenie samotności, niechęć psa do pozostawania samemu w domu lub lęk przed porzuceniem/zostawieniem na zawsze. Jak się objawia? Krótko mówiąc objawia się niszczeniem dosłownie wszystkiego (albo tylko rzeczy najbardziej nami pachnących), szczekaniem i wyciem pod nasza nieobecność. Brzmi znajomo? Zapraszam do poznania naszej historii.
Oba zdjęcia z poprzedniego mieszkania
Jak już wiecie Tajga mieszkała na tymczasie, miała być psem dość uległym, łatwym w prowadzeniu, niewymagającym i bez większego problemu zostającym w domu pod naszą nieobecność (około 3-6 godzin na dobę). Z tego wszystkiego jedynymi perfekcyjnie opanowanymi rzeczami było załatwianie potrzeb fizjologicznych na dworze, nie wchodzenie na łóżko, znajomość podstawowych komend oraz jakże pomocnej "na miejsce".

Co przyniosła rzeczywistość? Przez pierwsze 2-3 dni rzeczywiście pies ideał :) Najgorsze miało dopiero nadejść... Zniszczone kapcie, nadgryziony dywan, dziura wygryziona w poszwie oraz w kołdrze, poobgryzane metki od koca, od koszulek pozostawionych na krześle, gazety porozrywane na drobniutkie strzępy i widoczne "gniazdo" na łóżku - spała na nim pod nasza nieobecność mimo zakazu. Jak na niespełna ośmiomiesięcznego psa to dość klasyczne zachowanie, więc się nie przejmowałam. Sąsiedzi się nie skarżyli. Jakoś 5 dnia u nas zapytałam sąsiadkę, czy nie słychać psa - okazało się, że szczeka i wyje praktycznie ciągle pod naszą nieobecność... Słabo.

Ani ja ani chyba Ewa sie tego nie spodziewałyśmy, nawet była propozycja oddania jej z powrotem na tymczas, ale postanowiłam być twarda i nie poddać się jak większość ludzi. Najbardziej bałam się wizyt Straży Miejskiej i/lub Policji. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, a sąsiedzi zapierali się, że oni nic nie słyszą albo, że im pies nie przeszkadza "po to jest żeby szczekał" i "nie okradna nas, bo psa słychać" ;)

Na pierwszy ogień poszedł zakup konga - bałwanka, piłeczek, kości, gryzaków gumowych i snurkowych szarpaków oraz... KLATKI KENNELOWEJ. Po złożeniu klatki od razu weszła do środka, obwąchała ją i chciała się położyć na swoim kocu, który tam włożyłam. Przeszkadzał jej w tym hałas metalowej podłogi, która stukała lekko podczas jej ruchów. Podłoga została wyjęta a klatka zaakceptowana - sama chętnie do niej wchodziła i spała. Od tej pory karmienie tylko w klatce. Nawet jak miałam gorszy humor, to Tajga szła do klatki, żeby mi nie przeszkadzać - to był jej azyl, tam czuła się dobrze, była bezpieczna. Mimo, że wiedziałam na czym polega klatkowanie, to na początku było mi szkoda zamykać w niej Tajgę - to jej przejmujące spojrzenie... Dostała szanse. Na czas nieobecności zostawała w małym przedpokoju ze stertą zabawek, gryzaków, kongiem i otwarta klatką, w której miała koc i nasze koszulki na pocieszenie. W posłanie nie inwestowałam, bo koc z dnia na dzień przypominał coraz bardziej ser szwajcarski ;) Jak było? Nijak, kong ja nie interesował, zabawki i cała reszta leżały w takich pozycjach jak jej zostawiłam, a wyć i szczekać zaczynała często, jak byłam na parterze (mieszkaliśmy na 4 piętrze).  Zdarzały się dni, kiedy wokalizowała tylko 15-20 min., ale bywały i takie, że dawała czadu całe 4 godziny... Klamka zapadła i Tajga była klatkowana po tym, jak oderwała i poobgryzała listwę przypodłogową oraz zerwała trochę tapety ze ściany.
robótki Tajgi zębuszki na kszulce tatusia
Zabawa w zamykanie na chwilę, ubieranie się i wychodzenie, aby ją przyzwyczaić do klatki nie bardzo działała - mała spryciula czuła, że nie wychodzimy na dłużej i była cicho. Jak wychodziłam do pracy szczekała i wyła prawie zawsze, Michał miał więcej szczęścia - kiedy on wychodził rzadziej koncertowała. To ze mną Tajga była i jest mocniej związana. to mnie bardziej słucha, ze mną lepiej pracuje. W klatce często był sajgon, niekiedy klatka była przesunięta - pewnie skakała i chciała się wydostać.
"pokoik" Tajgi na co dzień 
Ile to trwało? Jakieś 4 miesiące, po tym okresie sporadycznie wokalizowała pod naszą nieobecność. Sytuacja uległa dużemu pogorszeniu po 4 dniach spędzonych w domowym hotelu dla psów (wyjechaliśmy na festiwal w Jarocinie). Po powrocie Tajga szła ze mną nawet do łazienki, chyba panicznie bała się, że ja porzucimy :( mi pękało serce, co nie ułatwiało sprawy. Uprzedzając komentarze, hotelik był polecony przez zaprzyjaźnioną osobe i sprawdzony. Do tego wszystkiego Tajga miała ciąże urojoną - normalnie extra, wszystko na raz. Wycie i szczekanie powróciło ze zdwojona siłą. Stopniowo wszystko wracało do normy, po jakimś roku od zamieszkania z nami, Tajga zaakceptowała nasze wyjścia. Nawet przeprowadzkę zniosła celująco! Znów trafiliśmy na cudownych sąsiadów, którym ewentualne szczekanie nie przeszkadza.

Powiecie pewnie dlaczego nie behawiorysta? - kasa, duuużaaa kasa i brak gwarancji poprawy sytuacji. Kolejny powód dlaczego nie współpracowaliśmy ze specjalistą? - metody pozytywne, smaczki, smaczki, smaczki... Tajga jest psem, który potrzebuje stanowczości, niekiedy skarcenia i zdominowania - w przeciwnym wypadku, to ona wejdzie człowiekowi na głowę. Wybiegając na przeciw możliwym oskarżeniom - nie, nie znęcam się nad psem :P i wiem, co działa, a co nie działa na mojego psa.

Powiecie, że była znudzona, że miała za mało aktywności? Nic bardziej mylnego! Dużo słyszałam i czytałam, że psa trzeba porządnie zmęczyć przed wyjściem w domu, bo w teorii ma to zagwarantować sen zwierzaka pod naszą nieobecność. W teorii... Tajga okazała się psem z bardzo dobrą kondycją, nie za bardzo męczyły ją 5-10 km spacery lub intensywny aport. Wpadliśmy w błędne koło, wymyślaliśmy coraz to nowe rozrywki, wydłużaliśmy w miare możliwości spacery. Kondycja Tajgi rosła, więź z nami również rosła, a problem nie znikał. Niechcąco i zupełnie przypadkiem zrobiliśmy z naszego psa sportowca-wyczynowca, można rzec cyborga ;) Ale o tym w następnym wpisie!
Na zakończenie dodam, że tylko cierpliwość i wyrozumiali sąsiedzi są w stanie pomóc przetrwać okres lęku separacyjnego u psa i... ŁÓŻKO!!! Tak, tak dokładnie łóżko - dobrze czytacie, a dokładnie spanie psa z nami w łóżku. Tylko UWAGA! - nie próbujcie tego sami w domu ;) bo generalnie zwiększenie bliskości z psem może, ale nie musi nasilić objawy lęku. U nas pomogła mało znana i chyba kontrowersyjna teoria, że pies (tak jak wilki) potrzebuje bliskości ze stadem, musi mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa. A kiedy mają to robić wilki/psy, jeśli nie podczas snu? Powiecie, że to bzdura? - trudno na moja Tajgę działa! Metodę dobiera się do psa, nigdy odwrotnie! Temat psa w łóżku również rozwinę innym razem.
rodzinne nocne łóżeczkowanie, dlatego jakość słaba
Ciekawa jestem, czy Wy też zmagaliście się z tym problemem, może aktualnie się z nim borykacie? Obecnie od +/- półtora roku Tajga widząc, że zbieramy się do wyjścia idzie grzecznie do klatki, kładzie się i oblizuje patrząc w kierunku wiaderka z gryzakami. Mam wrażenie, że to niestety coraz powszechniejsza psia przypadłość.