ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer z psem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer z psem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 kwietnia 2021

Proste sposoby na poprawę komfortu spaceru z psem!

fot. Asia Dobosz @pieskowesesje

Spacer z psem relaksuje, pozwala się dotlenić i jest taki przyjemny. Tak wyglądają oczekiwania, a jaka jest rzeczywistość? Nie taka różowa jak by się mogło wydawać. Wpływ na to mają przeróżne czynniki od nieodpowiedzialności innych psiarzy poprzez złe warunki pogodowe na niewygodzie i frustracji kończąc. Ale tak być nie musi! Łapcie worek sposobów na poprawę komfortu spacerów z psem. 

piątek, 26 lutego 2021

Nerkowce - kamizelka treningowa (spacerowa) personalizowana

Ps. czapka i komin w łapki minky także są od Nerkowce 

Mam tendencję do zabierania na spacer z psem (zwłaszcza ten dłuższy) połowy domu. Życie nauczyło mnie, że lepiej mieć więcej niż mniej. Do tej pory pakowałam wszystko w plecak+kieszenie lub w plecak+kieszenie+nerka. Nie było to wygodne. Niczego nie miałam pod ręką a jak zapomniałam zasunąć zamek w nerce, to podczas zabawy z psem lub przy kucnięciu zdarzało się, że jej zawartość lądowała na ziemi. 

środa, 22 lipca 2020

Zakupy w duchu psiego less waste i nasza letnia rutyna spacerowa


Rzadko ostatnio zamawiam dla Tajgi coś, co nie jest jedzeniem, ale czasem czegoś potrzebujemy, więc pomyślałam, że pokażę Wam mini zakupy w duchu psiego less waste i przybliżę naszą rutynę spacerową. 

Lato rządzi się bowiem swoimi prawami i dla nas znacząco różni się od reszty roku jeśli brać pod uwagę spacery, aktywność czy dbanie o psa. Dlaczego?

piątek, 26 czerwca 2020

Instrukcja obsługi psa na spacerze dla każdego!


W kwestii życia z psem i spacerów chyba napisano już wszystko. A może jednak nie...? W ciągu ostatnich tygodni coś się z ludźmi dzieje, dzieje się źle. Kultura spacerów zawsze kulała a teraz leży i kwiczy. Wy także prosicie mnie o poruszanie takich tematów. 

Przed Wami krótka instrukcja obsługi psa na spacerze. Żeby nam, psom i innym użytkownikom przestrzeni publicznej spacer nie kojarzył się z horrorem i nie był stresujący. To prostsze niż się wydaje.

piątek, 1 maja 2020

"Mój pies ciągnie na smyczy..." - rozmowa z behawiorystką Anną Smereczyńską z Akademia Nasz Pies


Brzmi znajomo? Znasz kogoś kto ma ciągnącego na smyczy psa? A może sam bezskutecznie zmagasz się z tym problemem? To nie wstyd, że z czymś sobie nie radzisz albo nie masz wystarczającej wiedzy. Nie ma idealnych piesków ani ludzi! Niechaj pierwszy rzuci psim chrupkiem, ten, kogo pies nigdy nie pociągnął się na smyczy! 

Dlatego we współpracy z behawiorystą powstał na moim Instagramie cykl #behawioralnypiatekztajga #akademianaszpiesedukuje. Sama borykałam się i borykam się nadal z różnymi problemami Tajgi. Niestety kilka lat temu nie trafiłyśmy w ręce dobrego specjalisty a ja na długo miałam wysypkę na słowo "behawiorysta"...

wtorek, 24 marca 2020

Pies w okresie kwarantanny właściciela. Spacery po ograniczeniu przemieszczania się.


Szaleństwo i panika zalały cały Internet. Wszystko przez jakiegoś małego wirusa w koronie, który wywrócił rzeczywistość świata, jaki znamy do góry nogami. Strach jest normalną reakcją. Zwłaszcza jeśli boimy się o to, co dla nas cenne i całkowicie od nas zależne - nasze psy.

Co się stanie z naszym psem, kiedy trafimy na domową kwarantannę urzędową lub co gorsza do szpitalnej izolatki? Czy zakażą nam jakichkolwiek wyjść na spacery w okresie pandemii po zaostrzeniu przepisów? Kto ma wyjść z psem i jak zrobić to w bezpieczny sposób? Zapraszam po garść wiedzy, bo zakażenie koronawirusem lub jego podejrzenie może dotyczyć każdego z nas.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Janusze i Grażyny polskiej kynologii. Ratuj się kto może!


Janusza i Grażyny chyba nikomu już nie trzeba przedstawiać. Niestety ten trend przeniósł się także do psiego światka i o zgrozo w niektórych kręgach rośnie w siłę...

Poznajcie Janusza i Grażynę kynologii polskiej. Ciekawa jestem, czy Wam także uprzykrzają spacery i psują humor na resztę dnia a nawet tygodnia.

piątek, 31 stycznia 2020

Im mniej, tym lepiej. O kontaktach z innymi psami


Są w życiu takie sytuacje, że im czegoś mniej, tym lepiej. Ta sama zasada sprawdza się w psim życiu. Tak też jest w naszym przypadku, kiedy w grę wchodzą kontakty, bliskie spotkania i interakcje z innymi psami. Obcymi psami...

Jeśli Twój pies jest reaktywny, ma łatkę agresora, czai się, wyrywa, szarpie, szczeka, warczy, denerwuje, najchętniej omijał by inne psy albo się ich boi to może nasza strategia pomoże Wam przeżyć spacer bez niepotrzebnego stresu.

niedziela, 28 lipca 2019

Porównanie linek wodoodpornych Easy Dog oraz o tym jak mogą zmienić jakość spacerów


Ciągnący pies, chodzenie po krzakach, mokra i nasiąknięta błotem smycz, cuchnąca taśma a może zdarta skóra z rąk... Kto z nas tego nie doświadczył choćby raz w życiu? Rozwiązaniem większości naszych spacerowych bolączek okazała się linka Easy Dog.

piątek, 5 października 2018

Weekendowi psiarze - największa zmora spacerów


Pewnie każdy z Was słyszał o "niedzielnych kierowcach" i kojarzy kim oni są. Dzisiejszy post będzie o "weekendowych psiarzach", a w zasadzie to o świątecznych i urlopowych także, bo gdyby sytuacja ta dotyczyła tylko niedziel to dałoby się z tym jakoś żyć. Do napisania postu skłoniło mnie bardzo nieprzyjemne zdarzenie, które miało miejsce w zeszłą niedzielę.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Gdzie ta zima?!


Polska. W kalendarzu 8 dzień stycznia. Za oknem lekki przymrozek, słońce i duży smog. To w tym sezonie dopiero 3 lub 4 dzień z porannym przymrozkiem. Za dzieciaka nie lubiłam zimy, a teraz? Czekam na nią z utęsknieniem już od kilku tygodni. Tajga uwielbia harce w śniegu! W tym roku tego śniegu było tyle co... kot napłakał  2 dni większego śniegu, potem deszcz, błoto i roztopy. Może 2-3 razy poprószyło leciutko i to wszystko. Ja się pytam "GDZIE TA ZIMA?!"

sobota, 8 lipca 2017

Rejs promem przez Wisłę. W odwiedzinach u Syrenki.


Na spontaniczny rejs promem "Pliszka" z prawego brzegu Wisły na lewy (Most Poniatowskiego - Stadion Narodowy) zdecydowałam się zabrać Tajgę w poniedziałek 3 lipca. Post miał powstać zaraz po powrocie do domu, ale obowiązki ciągle nie pozwalały. Od wczoraj mieliśmy być na wsi, ale jak się okazało na czas wakacji zawieszone zostało całkowicie weekendowe kursowanie autobusów na tej trasie  i niestety siedzimy w mieście. 

Pralka pierze, a ja zabieram się za krótką relację z rejsu promem przez Wisłę z psem. 

Początkowo miał to być tylko wypad na plażę pod Mostem Poniatowskiego, czyli taki dłuższy spacer połączony z harcami po plaży. Jako, że miałam ze sobą kaganiec, to diabeł pokusił mnie o skorzystanie z promu. Byłam ciekawa, czy Tajga da radę i nie zawiodłam się! Moja dzielna sucz 


Wymagania, jakie należy spełnić, by móc przewieźć psa na promie:

  • przeprawa promem przez Wisłę jest bezpłatna, kiedyś chyba trzeba było mieć aktywną kartę miejską lub skasowany bilet, ale mogę się mylić
  • pies, tak jak w komunikacji miejskiej musi być na smyczy i w kagańcu
  • pasażer przewożący psa obowiązany jest posiadać przy sobie ważny dokument poświadczający aktualność szczepienia psa przeciwko wściekliźnie
  • pasażer ponosi odpowiedzialność za wszelkie szkody i zanieczyszczenia promu i przystani powstałe w związku z przewozem zwierząt
  • pies nie może zachowywać się agresywnie oraz nie może być uciążliwy dla pasażerów
W rozmowach z psiarzami słyszałam, że wpuszczenie psa na pokład nie zawsze jest takie oczywiste, bywa, że kierujący promem nie chce wpuścić z psem na pokład i kropka. My płynęłyśmy w obie strony w krótkim odstępie czasu i pan nawet nie spojrzał, że wchodzę z psem 



Prom, którym płynęłyśmy zabiera na pokład 12 osób oraz 12 rowerów. Jest niewielki. Mocno trzymałam Tajgę, bo była zaciekawiona rzeką i bałam się żeby nie wyskoczyła. Jak widać barierki nie za szczególnie zabezpieczone i pies jej wielkości z łatwością mógłby wypaść. Dlatego zdjęcia z rejsu są jakie są - byłam sama i nie miał kto ich robić. Sam rejs trwa bardzo krótko, nie mierzyłam czasu, ale raczej na pewno poniżej 5 min. 


Promy od 29 kwietnia do 30 czerwca pływają tylko w soboty, niedziele i dni świąteczne oraz dodatkowo 2 maja i 16 czerwca. Od 1 lipca do 31 sierpnia również w dni powszednie, a we wrześniu w pierwszą i drugą sobotę i niedzielę.


Tajga samym promem była bardzo zainteresowana. Bez problemu przeszła po trapie, śliski pokład promu też nie był dla niej problemem. Trochę walczyła z kagańcem. Nie spodobało się jej uruchomienie silnika, bo jest on pod podłogą i dość głośno hałasuje zwłaszcza podczas odbijania i przybijania do brzegu. 


Jednak, co widać na zdjęciu Tajga nie miała jakiejś traumy po rejsie, uśmiechała się od ucha do ucha pozując do zdjęcia. Idąc schodkami nad Wisłą bardzo ciągnęło ją do wszystkich łodzi, promów, statków, tramwajów wodnych, które były tam zacumowane. W niektórych są knajpo-puby. 


Dzień był idealny na taką wycieczkę. Było ciepło, ale nie gorąco. Słońce często chowało się za chmury i wiał chłodny wiatr. 


Tajga za wszelką cenę próbowała wciągnąć mnie do stacji metra, chyba się jej tam podoba  Ja jednak nie uległam i poszłyśmy odwiedzić Syrenkę. Tajga chętnie pozowała do zdjęć, ale mocno ciągnęło ją do Wisły. Pewnie gdybym jej pozwoliła to wskoczyłaby popływać, ale jak wiadomo byłoby to bardzo niebezpieczne. 

Pospacerowałyśmy trochę po zielonym skwerku, posiedziałyśmy w cieniu, Tajga powęszyła w nowym dla siebie miejscu i wróciłyśmy na przystań promu przy Moście Poniatowskiego, aby wrócić na plażę przy Stadionie Narodowym. Początkowo planowałam powrót tramwajem lub autobusem, bo nie chciałam za bardzo stresować psa jak na jeden dzień, ale Tajga chętnie szła w stronę promu. Jak widać na zdjęciu niżej ciągle obserwowała jak przepływał przez rzekę i jak tylko zacumował to chciała iść na pokład. Nie było więc chyba tak źle 


W sumie to czekamy na jesień i zimę, bo wtedy plaża jest pusta i nie ma tylu śmieci i resztek jedzenia. Na ścieżce wiodącej wzdłuż Wisły nie będą też usiłowali zabić nas rowerzyści 


Ciekawa jestem, czy Wy macie jakieś doświadczenia związane z pływaniem statkiem, łodzią, rowerkiem, kajakiem po rzece, stawie, jeziorze? Mi podoba się pomysł wzięcia na kajaki psa, ale sama nie umiem pływać i mam fobie, że kajak się przewróci, że nie da się do niego wejść bez zaliczenia kąpieli. Ale kto wie... może kiedyś? Do odważnych świat należy! 

Ahoj przygodo! 

środa, 8 marca 2017

Wiosna przyszła... a wraz z nią wysyp psów i ludzi niedostosowanych

fot. Jogi


Wiosna przyszła... w końcu! Kocham te pierwsze ciepłe dni, promienie słońca padającą na moją twarz, coraz dłuższy dzień, wiosnę kocham też za powrót do normalnych i regularnych treningów frisbee i możliwość jeszcze dłuższych spacerów.


Wiosna przyszła... a wraz z nią psie gówna rozkwitły w całej swej krasie dosłownie wszędzie, ale ten post nie będzie o morzy psiego gówna - na to szkoda czasu i nerwów, walka z wiatrakami jest chyba prostsza od walki z gównem...

Wiosna przyszła... a wraz z nią nagły, gwałtowny i zdaje się, że niekończący wysyp różnorodnych psów i pieseczków oraz ich właścicieli, których nikt nigdzie i nigdy nie widział od października. Mamy marzec, więc to praktycznie pół roku, ja się pytam, gdzie te psy się załatwiały przez długie 6 miesięcy? Czy te psy wychodziły dalej niż przed blok? Ludzie, czy Wy te psy kuwetujecie, jak koty? Ja się nie czepiam małych i miniaturowych ras, psów bez podszerstka, nie każde nikomu robić 15 km przy -15 stopniach, ale do jasnej ciasnej wychodźcie ze swoimi psami na dłużej niż 5 min przed blok! Przez wasze dziwne zwyczaje dziczejecie Wy i Wasze psy, tak ludzie bywają gorsi niż psy, zwłaszcza ci, którzy wypełzli z ciepłego domku po półrocznym zimowym śnie i nie potrafią nawet utrzymać psa na smyczy. Te psy aż kipią z energii i frustracji - smutny widok... ale kto jest temu winien i kto obrywa? Jasne, że to moja wina, że pies A ciągnie pana na drzewo a pies B ujada na smyczy jak opętany i poddusza się na obroży. Dobrze czytacie, to moja wina i mojej suki, która idzie luzem parkową alejką, Tajga tuptająca najdalej w odległości pół metra od mojej nogi, niepodchodząca do psów na smyczy, nie szczekająca, ba nawet nie bardzo patrząca na nie jest winna temu, że ktoś nie panuje w najmniejszym stopniu nad swoim pieseczkiem. Ogarnijcie swoje psy! Poświęćcie im trochę czasu! Fajnie tak wyładowywać frustracje na innych? Trafia Was coś jeśli widzicie, że inne psy w przeciwieństwie do Waszych są karne i ogarnięte? To wypracujcie to! To nie nasza wina, że mamy ułożone psy a Wy nie!

Kolejna bardzo niemiła sytuacja  z niedzieli. Spacerujemy brzegiem łączki z Jogim, omijamy psy, nagle podbiega do nas młody amstaff i 2 lub 3 inne psy (za duże zamieszanie nie wiem dokładnie). Tajga zaczyna się wkurzać odgania psy, coraz bardziej szczeka i miota się a psy w najlepsze bawią się, mało tego amstaff nieustannie skacze po mnie... właścicieli nie widać. Cała moja praca z suką nad omijaniem psów i nie wdawaniem się w konflikty poszła się jebać! Cofnęłyśmy się do punktu wyjścia lub nawet dalej przez debilne, namolne psy i właścicieli z zasadą "róbta co chceta". Nie wytrzymałam. Ryknęłam jak lwica na całą łączkę sypiąc przy okazji kur***i na lewo i prawo, żeby zabrać te psy i gdzie są właściciele. Psy się chyba przestraszyły, bo zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nikt nie przeprosił, nikt nie odwoływał psów, ale po chwili na łączce zrobiło się prawie pusto. I dobrze! Zarzucicie mi, że nie panuje nad sobą, że jestem sfrustrowana, tak to wszystko prawda, tylko do cholery jak ma być inaczej? Chce żeby Tajga chociaż raz w tygodniu spotkała się z Jogim, bo uwielbia jego towarzystwo, mamy stać na środku ulicy żeby psy nie podbiegały i nie były natrętne? Powiecie, że można iść gdzie indziej, otóż nie, nie można! Wszystkie parki roją się od beztroskich, nieogarniętych i chamskich ludzi - takie kwiatki rozkwitają wraz z cieplejszymi dniami. Można do lasu powiecie, otóż nie, nie można! Tam nie spuścimy psów żeby mogły się pobawić, pobiegać i eksplorować teren, do tego masa robactwa, dzika zwierzyna i jeszcze można trafić na myśliwych, którzy nie odróżniają człowieka od dzika, no i dojazd, który jest uciążliwy. 

Mam dość. Zwyczajnie, po ludzku moje wszystkie granice zostały przekroczone. Kupie gaz, zacznę chodzić z kijem albo prętem lub zacznę miotać o ziemie psami, które bez mojej zgody naruszają naszą bezpośrednią strefę komfortu. Każdy ma prawo do przestrzeni osobistej! Mój pies nie musi bawić się z każdym! Nie musi się witać z obcymi psami! Nie będę mojej suki ciągle narażała na kontakty z niezrównoważonymi psami! Na samym końcu dodam, że nie życzę sobie żeby obce, cudze psy skakały po mnie, bo nie jestem ich zabawką! Jest też kwestia zabrudzonego od stóp do głów ubrania. 

Nie tylko ja mam takie problemy, znajomi psiarze, którzy mają ogarnięte psy i sami znają chociaż trochę psi język i behawior też mają powoli dość tego wszystkiego. Niestety ludzie w 95% na uprzejme prośby o zabranie psa nie reagują, udają, że nie słyszą, tłumaczą, że ich pies się nie odwoła, że chcę się tylko przywitać, że on tak ma lub to tylko szczeniak itp itd. Przestałam się prosić i przepraszać, że żyję, bo chce spokojnie pospacerować lub poćwiczyć coś z Tajgą. Zaczęłam rzucać przekleństwami na prawo i lewo - działa! Mam w dupie, co inni o mnie myślą, dobro i bezpieczeństwo oraz komfort psychiczny mojego psa jest dla mnie najważniejszy. Nie zamierzam pozbawiać mojej suki spacerów i treningów, bo inni nie panują nad swoimi psami. 

Czas przerzucić się na wstawanie o 4-5 rano i poranne długie spacery, wtedy ryzyko spotkania ludzi i psów opisanych wyżej maleje praktycznie do 0. Jeśli wtedy kogoś spotykamy, to są to na ogół przemiłe osoby, psiarze z krwi i kości, którzy rozumieją charakterek Tajgi i nasze potrzeby, ba nawet nasze psy potrafią się polubić i odbywać bardzo fajne wspólne spacery połączone z eksploracją, bo Tajga nie bawi się z każdym psem. 

Dodam jeszcze, że jeśli inny pies nie zaczyna podbijać do Tajgi, nie prowokuje jej, nie próbuje na mnie wskoczyć, to moja suka bez smyczy, przy nodze potrafi nawet w dość bliskiej odległości wyminąć się po lekkim łuku z niemal każdym psem i nawet okiem nie mrugnie. Bardzo źle na nią wpływają niestabilne, rozemocjonowane i nachalne psy. Jeśli je odpędzam (moja suka również) one uważają to za świetna zabawę i stają się jeszcze bardziej namolne, do tego stopnia, że przez pół parku potrafią za nami iść i zaczepiać. Ręce opadają... 

Ludzie, poświęćcie choć trochę czasu na szkolenie Waszych psów! Nie utrudniajcie życia innym! Przez Was coraz bardziej nienawidzę ludzi, zwłaszcza psiarzy, którzy sami nie wiedza po co mają swojego psa i pozwalają mu totalnie na wszystko. Już nie wiem sama, czy mam wyć z bezradności czy może lepiej pozabijać niektórych? A co jeśli w końcu któryś z tych podbiegaczy okaże się agresorem i ugryzie mnie lub Tajgę...? Tajga niestety miała już kilka niegroźnych zajść i zranień od zębów, fizycznie nic jej nie było, ale w jej psychice odcisnęło to niestety piętno na zawsze. 

Tak ten post jest bardzo emocjonalny, pełen złości, chwilami nienawiści i jadu, ale inaczej nie mogę pisać o tym problemie. Mam zwyczajnie dość! Zawsze kochałam ciepłe, wiosenne dni a teraz mając psa kocham mrozy, wiatry, deszcze i śniegi, bo wtedy ludzie i psy nie wychodzą z domów, a ja i moja suka możemy cieszyć się tylko sobą i pracować w spokoju. 

Dzisiejszy wpis celowo ma tylko jedno zdjęcie. Tak wygląda zrelaksowana, szczęśliwa Tajga kiedy spaceruje ze swoim ukochanym Jogim i nikt nam nie przeszkadza. Nie idealizuje jej, wiem jaka jest, ale większość jej problemów wynika z chorych sytuacji, z którymi musi się zmierzyć. Ona sama nie stwarza sobie problemów na siłę i nie szuka guza. 

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń w kontaktach z innymi psiarzami i psami, mam tu na myśli obcych, a nie znajomych. Może tylko w Warszawie problem jest aż tak poważny? Chociaż myślę, że to niestety powszechne zjawisko. A i darujcie sobie proszę teksty, że jak chce mieć trochę przestrzeni tylko dla siebie, to muszę sobie kupić działkę/dom z ogrodem. Prawda jest taka, że bez pytania i mojej zgody żaden obcy pies nie ma prawa się do nas zbliżyć. To, że mam ogarniętą sukę nie oznacza, jak sugerują niektórzy, że ma stać cierpliwie i znosić jak inny pies wkłada jej pół niucha w tyłek i skacze po niej i po mnie. To jest patologiczne wręcz i takie sytuacje nie powinny mieć nigdy miejsca. Sama nie pozwalam obcym ludziom na ulicy na takie zaczepianie mnie i na ogół tacy obrywają bez ostrzeżenia w krocze lub z prawego sierpowego w twarz. Ja i moja suka mamy prawo się bronić. Koniec. Kropka. 

środa, 21 grudnia 2016

CRAZY DOG smycz linowa



Smycz linowa f14 (średnica 14mm) w pięknym, intensywnym kolorze fuksji. Dobrze widoczna, ładna, bardzo wytrzymała i wygodna.

Lina posiada rdzeń, który gwarantuje bezpieczne spacery.
Świetna propozycja dla suczek każdej rasy.

Dostępna w 3 standardowo robionych długościach : 120 cm, 150 cm, 180 cm.

Opcja dodatkowego kółeczka na rączce. źródło i zdjęcie CRAZY DOG

Nie lubię koloru różowego, nie uważam też, że suczka musi mieć różowe akcesoria, ale raz się żyje i do fuksjowych guardów zamówiłam do kompletu fuksjową smycz linową. Jak szaleć, to szaleć! 
Smycz ma bardzo intensywny kolor, jest niezwykle miękka i delikatna dla dłoni, ani trochę nie pali. Wygodnie i pewnie trzyma się ją w dłoni. Mimo dużego i solidnego karabińczyka cała smycz jest bardzo lekka, co nie przeszkadza jej w byciu bardzo bardzo wytrzymałą. Dodam, że to nasza pierwsza smycz linowa i mam nadzieję, że nie ostatnia ;) bo jest z czego wybierać, oprócz fuksji dostępne są: czerwona, brązowa, grafitowa, morska, pomarańczowa, seledynowa i żółta. 
Mamy smycz o długości 180 cm i średnicy jak dobrze pamiętam 12 mm, cena (jeśli mnie pamięć nie myli) to 36 zł - obecnie nie ma jej w ofercie sklepu, ale trzeba pytać, bo niewykluczone, że na zamówienie jest dostępna. Początkowo chciałam zamawiać linę o średnicy 14 mm, bo 12 mm wydawało mi się bardzo cienkie, ale dobrze, że jednak zamówiłam 12 mm, bo smycz linowa o tej średnicy wcale nie jest tak cienka jak myślałam. Powiem nawet, że większość psiarzy nie zdecydowałaby się pewnie na taka smycz dla małego/średniego psa, bo sprawia ona wrażenie dużej i ciężkiej, ale to tylko pozory. Jak już zapewne wiecie lubię solidne smycze, okucia i szersze obroże mimo, że Tajga jest psem średniej wielkości (47 cm w kłębie, 14 kg). 

Niżej zdjęcia smyczy po kilku spacerach w niesprzyjających warunkach pogodowych. (jakość jest jaka jest, ale ciągle mamy noc za dnia i słonecznych dni jak na lekarstwo...) 

Poniżej smycz, która ma za sobą pranie ręczne, szorowanie szczoteczką oraz bez szwanku zniosła pranie w pralce! Okucia są nadal jak nowe, kolor nie wyblakł, zabrudzenia doprały się bez najmniejszego problemu, a obawiałam się, że wniknęły głęboko w line i może być problem, nie było. Smycz dość szybko wysycha, podczas deszczy nie chłonie jakoś bardzo wilgoci i nie robi się przez to ciężka.

No i jeszcze prezentacja  w terenie na modelce.

Minusy? Szczerze mówiąc nie zauważyłam żeby smycz linowa miała jakieś minusy. Może jeden, malutki, trzeba uważać na krzaki, pazury i ostre rzeczy, bo mam wrażenie, że dość łatwo jest zaciągnąć line. U nas pojawiły się dwa niewielkie i praktycznie niewidoczne gołym okiem zaciągnięcia (bez doszukiwania się ich nie rzucają się w oczy). Nie ma to jednak znaczenia w użytkowaniu i wytrzymałości smyczy.

Prowadząc Tajgę na smyczy linowej, która jest tak solidnie wykonana mam pewność, że nawet na wypadek mocnego, nagłego szarpnięcia i zrywu (za kotem, walczymy z tym, ale ciężko nam idzie, zwłaszcza kiedy kot nagle, biegiem przecina nam drogę i ja go nie widzę pierwsza, więc nie mam jak zareagować zanim zrobi to pies...).

Dodatkowe kółko przy rączce jest fajnym rozwiązaniem, bo w razie konieczności możemy spiąć smycz na pół i z długiej robi nam się krótka np. do spaceru po zatłoczonym mieście. Do kółka można podpiąć także podajnik z woreczkami na odchody i/lub kaganiec żeby wsiadając do środka transportu komunikacji publicznej mieć go zawsze pod ręką i nie szukać w plecaku, bo to może skutkować czekaniem na kolejny tramwaj/autobus.

Smycze linowe robi nie tylko Crazy Dog, ale zamawiając ja na początku lata, to właśnie Crazy Dog miał je w najniższych cenach, co absolutnie nie odbija się na jakości.

Ktoś z Was ma lub miał smycz linową? Lubicie ten typ smyczy?

piątek, 27 maja 2016

Męskiem okiem cz. 1. Jak istnienie psich wybiegów działa na ludzi

Ania w jednym z postów opisała Swoje zdanie na temat psich wybiegów [TU]. Ja ogólnie zgadzam się z Jej oceną. Nie będę więc powtarzał tego samego, a spróbuję spojrzeć na sprawę pod innym aspektem: jak może się zmieniać zachowanie ludzi z powodu istnienia psich wybiegów. Będą to tylko moje subiektywne opinie. Takie podejście do tematu na mój "chłopski rozum" na podstawie obserwacji własnych, sytuacji, o których słyszałem od znanych mi osób itp.

Najpierw chciałbym napisać o grupie ludzi, dla których to, że powstał psi wybieg, jest wymówka do nie tolerowania psów w innych miejscach. Takie podejście może wynikać z różnych powodów: nie lubienie psów czy zwierząt jako takich, banie się ich, uważanie że psy śmiecą i brudzą, a nawet zwyczajnej ludziej złośliwości i pretensji do całego świata. Nie będę się zajmował tu przyczynami takich zachowań, a skupię sie na tym, co z tego wynika. Przed powstaniem psiego wybiegu takie osoby musiały tolerować, znosić obecność psów w przestrzeni publicznej, szczególnie w parku. Musiały umieć współżyć, ze względu na powszechność występowania psów w społeczeństwie. W momencie pojawienia się psiego wybiegu, dla nich pojawiła się wymówka, aby pozbyć się czworonogów ze swojego otoczenia. Dla nich pies ma prawo być tylko na terenie wybiegu. Nie ma dla nich znaczenia to, że właściciel musi z psem wejść do parku, żeby dojść do wybiegu i nie chodzi tylko o psy puszczone luzem, ale też prowadzone na smyczy. A już rzeczą straszną i niedopuszczalną jest, żeby w trakcie tego przejścia zwierzak załatwił swoje potrzeby, pomimo tego, że właściciel oczywiście po nim sprząta. Bywają i tacy co rozszerzają  to też poza park, na bliższą bądź dalszą okolice. Dla nich samo istneinie psiego wybiegu jest wystarczającym powodem, aby odesłać tam wszystkie psy. Ci ludzię nie zastanawiają się nad praktyczną stroną tego, nad tym jak duży jest wybieg, ile psów może na nim być, że psy są różne i mają różne potrzeby, że pies nie umie się teleportować z domu bezpośrednio na wybieg itp itd. Oni nawet nie starają się zastanawiać nad tym, dla nich liczy się to, że istnieje coś takiego jak wybieg i już. Mając taki wspaniały pretekst w postaci wybiegu, już nie ograniczają sie do biernej dezaprobaty, a przechodzą do atakowania słownego, a czasem nawet czynnego osób z psami. Może ktoś uznać, że teraz przesadzę z porównaniem, ale jak dla mnie, przy upowszechnieniu się takiego podejścia, to z psiego wybiegu robi się getto. Może inna skala, może inne ofiary, ale widzę w tym podobny mechanizm: nie chcę kogoś w przestrzeni, w której ja się poruszam, więc izoluje go i zamykam na terenie, gdzie ja nie przebywam, najlepiej małym terenie, żeby nie ograniczać mojej przestrzeni. Specjalnie nie poruszam tu tematu zakazów wyprowadzania psów luzem w parku czy innych miejscach i uzasadnienia prawnego tych przepisów, bo uważam to za oddzielny temat.

Inną grupą ludzi, którą chciałbym wziąć pod uwagę i połączoną pewnymi zależnościami z poprzednikami, są osoby które posiadają czworonogi, chodzą z nimi na spacery i zachowują się tak, jakby faktycznie psy powinny być, tylko na wybiegach. Może to wynikać ze złego rozumienia, tego co wolno i nie wolno właścicielom psów, z przyjmowania punktu widzenia ludzi, o których pisałem wcześniej, zwyczajnego ustępowania im dla świętego spokoju lub nawet ze strachu. Sytuacje, gdy psiarze ustępują osobom domagającym się ograniczania im swobody, powodują, że oni utwierdzają się w tym, że mają rację, że mają prawo się tego domagać, co może prowadzić do tego, że ich podejście będzie robić się coraz bardziej skrajne. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby dało się z nimi racjonalnie rozmawiać, choć na to są małe nadzieje. Czasem twarde postawienie sprawy przynosi pozytywny skutek przy takich sytuacjach, lecz po pierwsze nie każdy ma odpowiedni charakter aby to uczynić, inni uważają, że szkoda nerwów, że lepiej dać spokój bo to nic nie zmieni itp. Bywają też sytuacje, kiedy faktycznie lepiej odpuścić, bo widać że sprawy zaczynją wykraczać poza wymiane poglądów i mogą doprowadzić do np czynnej agresji. Mechanika jednak pozostaje podobno jak w powiedzieniu "daj mu palec, a weźmie całą rękę", jęśli osoby chcące zamykać psy na wybiegach będą spotykały psiarzy którzy swoim zachowaniem będą potwierdzać, że mają rację, to mogą chcieć wprowadzać coraz większe ograniczenia. Nie twierdzę, że jedynie słuszną opcją jest zawsze twarda walka z tym, bo każda taka sytuacja jest inna i każdy ma prawo sam ocenić co jest lepsze dla niego i jego psa, chodzi mi tylko o pokazanie jaki zależności powstają w związku z takimi okolicznościami w mojej ocenie.

Teraz chciałbym wspomnieć o całkiem innych osobach. To ludzie posiadający psy bądź to agresywne, bądź to u których zabawa łatwo przechodzi w brutalność itd, czy ludzię ogólnie nie panujący nad swoimi psami, ich zachowaniem wobec innych ludzi czy psów, szczególnie mniejszych. Przed powstaniem wybiegu te osoby raczej unikały kontaktu z innymi psami, żeby unikać konfliktów, zawsze na smyczy, gdzieś w oddaleniu. Teraz takie osoby i psy pojawiają się na wybiegu. Pół biedy jeśli chodzi o ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego jakie maja psy i choć starają się, żeby dojść do porozumienia z pozostałymi psiarzami. ale niestety są i tacy, których nie interesuje dobro innych psów, traktują wybieg jako wymówkę, bo przecież to jest miejsce przeznaczone dla psów, więc oni też mają prawo puszczać swojego zwierzaka, a co ich to obchodzi, że inni się boją? że ich pies zagania innego jak królika, a tamten nie ma gdzie uciec na małym wybiegu? (o ile tylko na gonieniu się kończy...) Tym większy bywa problem, gdy to jaki jest pies wynika z tego jaki jest sam właściciel. Agresywny, nadpobudliwy, zadowolony z tego, że jego pies wzbudza lęk. Gdy taki wejdzie na wybieg, to czy pozostali psiarze będą ryzykować zdrowie swoich czworonogów?

Na koniec jeszcze krótko chciałbym napisać o ludziach, od których chyba należałoby zacząć. To osoby uważające wybiegi za coś wspaniałego, dążące do ich powstawania, podchodzące do nich bezkrytycznie. Patrzą na to przez różówe okulary, nie przyjmując do wiadomości zastrzeżeń innych. Najczęściej to jednak dotyczy okresu przed samym powstaniem wybiegu. Potem, w miarę upływu czasu, często ich opinia zmienia się choć częściowo. Dostrzegają problemy związane z ludźmi, związane z samymi wybiegami jako takimi od strony technicznej itp.

Oczywiście nie uważam psich wybiegów za zło powodujące tylko problemy. Problemy robimy my ludzie nie umiejąc zrobić ich naprawde dobrych (oczywiście w tej kwestji to chodzi najbardziej o pieniądze), korzystać z nich i współżyć ze sobą.

To tyle moich takich przemysleń. Ania mówi, że za dużo się rozpisałem. Pewnie uważa, że nikomu nie będzie się chciało czytać wszystkiego co wypociłem, zobaczymy. Jeśli ktoś wytrwa do końca to proszę dać znać ;)

Michał

niedziela, 20 marca 2016

Mam psa sportowca, jak do tego doszło?

W poprzednim wpisie o lęku separacyjnym wspomniałam, że "niechcąco" i zupełnie przypadkiem zrobiliśmy z Tajgi psiego sportowca. I to całkiem niezłego sportowca, jak na zwykłego, przeciętnego kundla ;) Z mega wydolnością i grubo ponadprzeciętną kondycją.
chwila przery na ziewanie
Dając Tajdze dom totalnie nie miałam pojęcia, że taki niepozorny piesek będzie potrzebował tyle ruchu. Wiedziałam, że 3 spacery to takie optimum, w tym 1 dłuższy, ale... 4 godzinnych maratonów to się nie spodziewałam!
ja biegnę! - poranek 
Tajga niszczyła i wokalizowała pod naszą nieobecność, więc żeby ja zmęczyć zakupiłam piłki i łapkę do rzucania. Okazało się, że moja sucz chyba urodziła się z wrodzonym talentem do aportowania ;) W tygodniu przed pracą wychodziłam z nią na godzinny spacer do parku, gdzie spotykała psich kolegów i koleżanki - wtedy myślałam, że to wystarczy - o ja naiwna! To było za mało, spacer wydłużyłam do 1,5 godziny, później do 2 i jeśli tylko rozkład dnia mi pozwalał, to ten czas dochodził do 3 godzin. I... i nic, Tajga była niezmordowana. Pomyślicie, że spacery były mało intensywne? nic bardziej mylnego. Do parku i z parku chodziliśmy szybkim marszem (razem ok 2 km), w parku Tajga aportowała piłki, patyki (z czasem doszło frisbee), szalała z innymi psami, swobodnie biegała - niewiele psów było w stanie ją doścignąć, mimo, że mała miała niespełna rok. W samym parku na ogół też robiliśmy 2-6 km.
nadwiślane szaleństwa
W weekendy mimo zmęczenia tygodniem pracy nie odpoczywaliśmy. Łudziłam się, że wyprawą na Pole Mokotowskie (jazda komunikacja miejską była dodatkowym wyzwaniem), czy do Parku Skaryszewskiego i intensywne kilkugodzinne spacery z nami, z komendami, z innymi psami, aport, później pływanie w ciepłe dni rozładują baterie i pokłady energii drzemiące w Tajdze. Efekt? To mi i Michałowi nogi wchodziły w dupę, a Tajga? Tajga radośnie biegała nadal w najlepsze, pare łyków wody i zabawa od nowa.
złapię cię!
Jeśli zdarzyło się jej czasem odsypiać spacer, to byłam z siebie dumna, ale najczęściej wracając o godz 16, Tajga już o 20 była gotowa na więcej atrakcji. Jeśli coś ją męczy, to wyzwania psychiczne, nie fizyczne.
potwór z głębin
Niespełna 2 lata temu wystartowałyśmy w Top Speed Dog na Stegnach - daleko nie mieliśmy. Jak dobrze pamiętam, to tylko ja startowałam z kundlem 100%, który nijak nie przypominał rzadnej rasy. Nie trenowaliśmy, ja nie do końca wiedziałam jak to wygląda, chyba troche zjadł mnie stres, ale Tajga nie była ostatnia ;)
z pamiątkowym dyplomem czas 5:07 sec, miejsca nie wpisali :P chyba 17 na 26 psów w M-kach
Dziś zainspirowana wpisem innej psiary (koniecznie zajrzyjcie - http://mad-paws.blogspot.com/ ) o ilości zrobionych kilometrów z psem (ponad 500 km) podliczyłam nasz dystans. Mamy 20 marca, czyli 80 dzień roku, co daje:

80 dni x 6 km (przynajmniej) = 480 km 

oczywiście ludzkich km, bo ile Tajga w tym czasie zrobiła to nie wiadomo przez ile trzeba mnożyć... może jakiś licznik w dupce byłby rozwiązaniem ;) 

Spacerujemy i trenujemy niezależnie od pogody (mróz, śnieg, wiatr, błoto, deszcz), humoru, pory roku i nie ma, że boli - pies to dla nas stan umysłu, sposób na życie. Co do deszczu, to ku mojej uciesze Tajdze "na stare lata" 😉 odechciało się spacerować podczas dużych opadów deszczu.

A Wy jak długo i jak intensywnie spacerujecie/trenujecie? Macie psa sportowca, czy wręcz odwrotnie - kanapowego leniwca? Czym dla Was są spacery? Dla nas wielką przygodą i zabawą! Poznaliśmy wielu ludzi, znacznie poprawiła się nasza kondycja i odporność, patrzymy na świat z zupełnie innej perspektywy, zmieniły się nasze priorytety, ale o tym będzie oddzielny wpis. 
Dobrej nocy! Emotikon tongueoże jakiś licznik w dupce byłby rozwiązaniem? A

sobota, 27 lutego 2016

Psie wybiegi - kość niezgody, czy dar niebios?


Dziś słów kilka o psich wybiegach - dla nas ta nazwa 
jest zbyt szumna, bo jak parę metrów ogrodzonego kojca można nazwać wybiegiem??! Śmieszy mnie a zarazem martwi pęd ludzi do tworzenia takich "psich gett" w każdym niemal parku, że co? że niby ileś zebranych psów na małym terenie będzie z tego faktu szczęśliwych? że niby się wybiegają i wybawią? tiaaa, a świstak siedzi i zawija w te sreberka... Mało tego jestem przeciwna budowaniu na siłę i wszędzie psich wybiegów!!! W dalszej perspektywie doprowadzi to do zaostrzenia przepisów i wszędzie, jak grzyby po deszczu wyrosną zakazy wchodzenia z psem na trawnik, do parku - o spuszczaniu już nie wspomnę...
Kocham przestrzeń!!!

Dość teorii, teraz trochę praktyki ;) Tajga jest psem nadaktywnym, jej sprawność fizyczna, wytrzymałość, kondycja i wydolność są sporo ponad psią przeciętną. Do tego to sucz temperamentna, charakterna, wybredna w wyborze towarzystwa, nieakceptująca psich zalotów i nachalności, zazdrosna o swoje stado, terytorialna i w pewnym stopniu dominująca, z wysokim poczuciem własności - zabawki, akcesoria, smycz, ba! nawet kupa :P Tu link do profilu tej bestii z Grochowa ;) www.facebook.com/Tajgajaktajfun . Tak wiem ideałem nie jest, ale jest psem a nie parówą kanapową. Nie jest psem agresywnym, ale w kaszę sobie dmuchać nie da. Pracujemy nad nią nieustannie, ale nie widzę powodu, dla którego miałaby dawać się samcom i oddawać każdemu psu zabawki, zwłaszcza kiedy jesteśmy sami na jakiejś części parku i nagle biegnie radosny, nachalny pies bez opiekuna, który stwierdza, że to jego zabawka i ucieka z nią/niszczy. Jeśli już opiekun się zjawi słyszę "po co było wyciągać piłkę? mój kradnie i nie oddaje, ja go nie mogę złapać" - nie wiem jak Wam, ale mi otwiera się nóż w kieszeni... Wrrr! Tajga nikomu nie podkrada zabawek, jeśli raz na ruski rok się jej zdarzy, to bez problemu jej zabieram i oddaje.

Tajga nie lubi małych zamkniętych przestrzeni, gdzie w razie W nie ma gdzie uciec, a na wybiegi często ludzie przychodzą z niezsocjalizowanymi psami, większe potrafią sobie zrobić ofiarę z mniejszych. Raz na maleńkim wybiegu w Parku Leśnika www.facebook.com/ParkImieniaPulkownikaJanaSzypowskiegoLesnika mieliśmy bardzo nieprzyjemną "przygodę", Tajga bawiła się z większym od siebie psem, aż tu nagle weszła pani z 3 albo 4 (tak się zdenerwowałam, że nie jestem pewna) sukami w typie owczarka, ale trochę mniejszymi. Dobrze, że miały kagańce... Tajga nie szczekała, nie zaczepiała, one podbiegły z warkotem, kły na wierzchu, przewróciły ją i wyglądało to tak jakby zaraz miały ją rozszarpać... biedna piszczała (czego nigdy nie robi) i nawet nie mogła spod nich wstać :( kiedy się jej udało niezwłocznie opuściłyśmy wybieg. Tajga była cała roztrzęsiona, a pani krzyczała na mnie oburzona, dlaczego wyszłam, ona swoim zdejmie kagańce i zaraz się pobawią - po moim trupie!!!


Inna sprawa, że moja sucz woli pracować z człowiekiem niż bawić się z psami: aport, frisbee, puller, w ciepłe dni pływanie, komendy, flirt pole itd itp, albo po prostu lubi biegać beztrosko na dużych, otwartych przestrzeniach sama lub z psimi kumplami. Niby jak to robić na wybiegu? Jestem więc za pozostawieniem "dzikich" parków, skwerków bez ogrodzeń, bez nadmiaru betonu, bez niepotrzebnego zadęcia. Taki był nasz najbliższy park www.facebook.com/ParkPolinskiego niestety, rewitalizacja w naszych oczach go zniszczyła :( nad czym ubolewam niezmiernie. Pozostał nam Park Skaryszewski, Kamionkowskie Błonia Elekcyjne oraz tereny nad Wisła, gdzie niestety roi się od szkieł, śmieci i resztek jedzenia - tacy kulturalni inaczej biwakowicze tam ucztują...


Dodam jeszcze, że owszem fajnie, że są jakieś przeszkody i elementy toru do agility na niektórych wybiegach, ale dlaczego są tak stłoczone obok siebie? dlaczego ludzie nie panują, nie odwołują swoich psów, kiedy ja chce coś poćwiczyć z moim? Miałyśmy kiedyś nieprzyjemną przygodę podczas spotkania na "rozkładanym" torze agility. Biegnę sobie z Tajgą do hopki, smaczek w ręku, już ma skakać, podbiega inna, większa od niej suka i... gryzie ją :( na szczęście była tylko 1 dziura po zębie i obyło się bez weterynarza i szycia. Moim skromnym zdaniem - inne psy nie mają prawa przeszkadzać przewodnikowi z psem, który pokonuje akurat tor, zwłaszcza jeśli mają zapędy do agresji/gryzienia!!!


Może wpis jest nieco chaotyczny, może zbyt emocjonalny, może za bardzo jestem nastawiona na komfort mojego psa... Ale mam takie prawo. Ciekawa jestem, co Wy myślicie na ten temat?