ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą time trial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą time trial. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

DOG GAMES Spring 2017


Tym razem DOG GAMES były dla mnie, dla nas wyjątkowe. Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedziałam, czy w ogóle Tajga będzie mogła startować i co z jej zdrowiem. Ostatnie 1.5 miesiąca było bardzo nerwowe i dołujące, nie był to czas, który pozwala przygotować się do startu w zawodach. Mimo tego, postanowiłam, że jeśli Tajga będzie zdrowa to startujemy. Wiedziałam, że oprócz dobrej zabawy nie mam co się nastawiać na wyniki. Ta edycja DOG GAMES i tak była w pewnym stopniu naszą małą osobistą wygraną.

Pakowanie
Łatwo nie było. Ja jedna, dwa plecaki, namiot i koc. Bardzo dużym ułatwieniem było podpięcie Tajgi na pas do biegania - dzięki temu miałam wolne ręce!

Komu w drogę, temu... ZTM. Tak, dobrze widzicie. Jesteśmy prawdziwymi hardcorkami i chyba jako jedne z niewielu osób (jeśli nie jedyne) przyjechałyśmy po raz 4 do Kaput komunikacją miejską a nie samochodem. Cóż do odważnych świat należy!  















Pogoda. Kiedy o 5 rano zadzwonił budzik a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam za oknem mocno bujające się drzewa, których widok potęgował towarzyszący im głośny szum liści i gwizd wiatru miałam ochotę iść spać dalej. Michał zapytał, czy jadę. Wahałam się, ale wiedziałam, że jeśli odpuszczę to będę potem bardzo żałowała.
DOG GAMES to zawody dla prawdziwych twardzieli, nie tylko pogodowych! 
Wiał przenikliwy, mroźny i porywisty wiatr, rano trochę padało. Niebo często pokrywały gęste chmury. Nie było łatwo... Bielizna termiczna, softshell, kurtka narciarska, czapka... Co jakiś czas musiałam rozgrzewać zdrętwiałe z zimna dłonie o cieplutkie ciało mojej Tajgi. Zazdroszczę jej, że nie marznie w takich warunkach. Z radością witałam nawet najmniejsze promienie słońca, bo od razu robiło się nieco cieplej i przyjemniej. Tak minęła nam sobota, do domu dotarłam dopiero po 17... W niedziele było lepiej o tyle, że od rana świeciło słońce, ale wiatr wiał nadal. Na szczęście tym razem byłyśmy w domu już po 13. Żałuję, że nie zostałam dłużej i nie widziałam reszty konkurencji, ale autobusy w weekend kursują co 2 godziny... I tak się dziwie, że przeżyłam ten weekend i nawet kataru się nie nabawiłam. 


Idąc w niedziele na przystanek w Kaputach takie chmury nas goniły. Po chwili sypał przez chwile intensywny śnieg, ale my akurat dotarłyśmy na przystanek i schroniłyśmy się w wiacie przystankowej. Grzejąc się już w domu kilkakrotnie przechodziły krótkie, ale dość intensywne opady deszczu. Miałyśmy szczęście, że podczas zawodów pogoda się utrzymała. 

Problemy z namiotem. Blondynka kupiła namiot - miął sam się rozkładać i szybko oraz łatwo składać... Jak było w praktyce? Podczas rozkładania namiotu w sobotę o mały włos nie porwał mnie wiatr... Nie umiałam go złożyć, liczyłam, że ktoś mi pomoże, bo w końcu na tyle osób ktoś musiał być ogarnięty w temacie. Okazało się, że nawet 2 facetów, których poprosiłam o pomoc i instrukcja, to za mało żeby złożyć namiot, który rzekomo da się poskładać w kilka sekund... No cóż, tym sposobem uciekł nam autobus. Tak poznałam Krzyśka (facet w sile wieku, który ma dwie adoptowane sunie i ma totalnego fioła na ich punkcie! - uwielbiam takich ludzi). Miał podrzucić mi namiot pod dom, potem podwieźć nas pod dom, bo miał po drodze, ale dostał się do finałów Dog Dartbee i tak czekałam. Ostatecznie podrzucił mnie do Warszawy na Górczewską a później podwiózł mi namiot na Wiatrak. W niedziele pojechałam bez namiotu, nie chciałam powtórki z rozrywki! W zeszły roku mój Michał się tym zajmował. Do czerwca muszę wziąć się w garść i ogarnąć samodzielne składanie tego dziadostwa, bo bez namiotu będzie nam ciężko. 



Kto jak nie my?! Tym razem podjęłam decyzje, że albo jadę sama z Tajgą albo wcale. Niestety obecność Michała w zeszłym roku bardzo rozpraszała Tajgę. Zamiast skupić się na starcie i łapać dyski rozglądała się, czy Michał nadal stoi tam gdzie stał, czy nie zginął. Rzucała dysk pod moje nogi i biegła w bok lub do tyłu do Michała, przez co traciłyśmy cenny czas w Time Trialu a podczas Dog Dartbee Tajga biegała na pół gwizdka i rzadko próbowała złapać dysk w locie. Nie było mi łatwo zabrać się ze wszystkim plus pies i jechać komunikacją miejską z warszawskiego Grochowa do Kaput, ale postanowiłam, że nie dam się i pojechałam! Nie chciałam też zmarnować szansy jaką dał nam los - po czerniaku póki co nie ma nawet śladu (oprócz maleńkiej blizny na paliczku). Biłam się z myślami. "Czy po zabiegu, który był nieco ponad miesiąc temu powinnam tak obciążać psa"? "Może powinnam teraz już tylko chuchać i dmuchać na Tajgę i trzymać ją w łóżku pod kołdrą nie narażając na wysiłek i stres"? Zachowanie, samopoczucie, energia i nieopisana chęć robienia czegoś jaką widziałam w ostatnich dwóch tygodniach w moim psie zadecydowały jednak, że jedziemy. Wyniki badań są znakomite, lekarze nie widzieli przeciwwskazań, więc dlaczego mam ograniczać psa? Niech używa życia póki może, oby to trwało jak najdłużej! Bez Michała, czyli mojego pomocnika technicznego, tragarza, operatora kamery i wsparcia było momentami ciężko, ale poradziłyśmy sobie! 





Cudowna atmosfera. Tu słowa są zbędne - tam trzeba być, inaczej nie zrozumiecie. Znajomi pukali się w głowę, kiedy słyszeli, że jedziemy w taką pogodę zamiast siedzieć w domu. Na fotkach widać słoneczne chwile. A i cała formuła DOG GAMES się zmieniła, impreza przeszła transformacje, pojawiły się nowe konkurencje, ale to zaiteresowani już wiedzą, albo sami odszukają. Ten wpis i tak już ma długość Mody na sukces 

Bardzo fajnym rozwiązaniem było ogrodzenie pola startowego banerami z zostawieniem "dziur". Dzięki temu Tajga miała mniejsze opory, że nie wyhamuje i wpadnie na "ścianę", co w zeszłym sezonie było dla niej problemem i biegała na pół gwizdka za frisbee.




Zawody były świetną okazją do dalszego testowania szarpako-smyczy od Siriusa - już na początku maja dowiecie się czy warto ja kupić 



WYNIKI

Dog Dartbee: 23/56 3 z 9 złapane w tarczy rzuty dały nam w sumie 70 pkt (30, 10, 30). Zabrakło mi wyczucia podczas silnych porywów wiatru i znosiło mi dysk tuz obok tarczy. 

Time Trial: 27/35 z czasem 54.81 w II próbie, to była heroiczna, trochę nerwowa i nierówna walka z wiatrem i z czasem. Cudem ukończyłyśmy tą konkurencje, rzutów było przynajmniej 5 może 6, nie pamiętam - za dużo emocji mi towarzyszyło i byłam skupiona na rzutach, komforcie Tajgi i liniach a nie na liczbie rzutów.

Time Warp [regulamin]: Nasz debiut w tej konkurencji. Bałam się, że nie zdobędziemy żadnych punktów, udało się zaliczyć tylko II strefę, co dało nam 5 pkt i ostatnie 14 miejsce (chyba nie wszyscy zapisani startowali). Centymetry dzieliły nas od zaliczenia III strefy, kilka rzutów było złapanych w II strefie i chyba 2 w III, ale poza środkiem. I strefy nie udało się zaliczyć, bo rzadko ćwiczymy tak bliskie rzuty, no i wiatr płatał nam figle i mimo, że Tajga bardzo się starała złapać każdy rzut, to czasem nie była w stanie przewidzieć, gdzie wiatr zniesie dysk. 

Bardzo pomocna była Asia Korbal, która sędziowała Time Warp, jej osoba i rzucane przez nią komentarze motywowały mnie do walki. 



Czy czegoś żałuję? NIE! Jasne, że mogło być lepiej, najbardziej brakuje nam obycia z polem startowym, mam problemy z wyczuciem długości rzutów kiedy trzeba trafić w strefę. Wszystko jednak da się poprawić i wypracować. Jedno czego żałuję, to to, że mogłyśmy startować w jeszcze jednej konkurencji, ale bałam się, że się zbłaźnimy.

Na zdjęciu po prawej Tajga w niedziele bacznie obserwowała jak inni ćwiczą rzuty przed Time Warpem. Ona już wiedziała po co tu przyjechała! Moja dzielna psica doskonale wie, że ta tym polu jest świetna zabawa i to tu biega się za dyskami w najlepsze, łapie je i szybciutko oddaje. Jej oczy zdawały się tylko mówić: "Dlaczego to tak krótko trwa? Możemy jeszcze?" albo "Czy mogę pobiec połapać dyski jak inni rzucają?" Niżej nawet jest fotka z miną Tajgi wyrażającą dezaprobatę i fochem, bo jak to tak kilka rzutów i mam grzecznie czekać? Lepiej bym coś porobiła 



Jak Tajga się w tym wszystkim odnalazła?

Jestem z niej niezwykle dumna! Nie miałyśmy niczego doszlifowanego, ale i bez tego Tajga dała z siebie maksimum i jak zwykle ratowała mi tyłek swoim talentem i miłością do aportowania frisbee. Tym razem Tajga nie biegała w spowolnionym tempie, nie rozglądała się, nie odpuszczała łapania dysków, była bardzo skupiona i zmotywowana. Jak tak patrzyłam na moją sucz, to odniosłam wrażenie, że było jej mało i najchętniej wyszłaby jeszcze kilka razy na pole startowe, albo pobiegła łapać dyski innych zawodników. 

DOG GAMES - kto raz przyjechał i wystartował będzie chciał przyjeżdżać i startować zawsze! Tego nie da się wytłumaczyć. To jest trochę jak narkotyk - wciąga i chcesz więcej, odliczasz dni do kolejnej edycji. Nie liczy się pogoda, żyjesz chwilą. Te chwile są piękne, to dla nich warto żyć! Jednych kręcą gry komputerowe, innych szachy lub leniuchowanie pod kocem - nie rozumiem co w tym fajnego? Tak samo jak mój zawodowo-frisbee bzik nie znajduje zrozumienia wśród przeciętnych ludzi.



Czy już Wam mówiłam, że kocham tego kundliszonka najbardziej na świecie?  To teraz już wiecie 


Wracamy do domu. Kolejne Dog Games już za dwa miesiące! Jeśli Tajdze zdrowie pozwoli, to ja postaram się poprawić moje rzuty i opanować emocje (tym razem na serio! i oby już nic nie staneło nam na przeszkodzie). Mam nadzieje, że uda się zdobyć więcej punktów, ale najważniejsza jest dobra zabawa i emocje, które temu towarzyszą. Chyba jestem nienormalna albo zdrowo popieprzona!




Pamiętajcie żeby obserwować Waszego psa! To ma być dla niego przyjemne, jeśli widzicie, że się w tym nie odnajduje, to darujcie sobie starty. Tu nie chodzi o Waszą ambicje, czy miejsce na podium. Ty i Twój pies musicie być zgranym teamem i czuć to coś. Jeszcze raz podkreślę to ma być super zabawa, po której będziecie chcieć więcej   A wyniki? Fajnie jeśli są dobre, jeszcze fajniej dojść do finałów a o podium każdy skrycie marzy, ale to nie jest najważniejsze. Kto nie próbuje ten nigdy nie wygra. Ja mam ogromną satysfakcję z tego, że mimo tak silnych podmuchów  wiatru byłam w stanie oddawać jako takie rzuty i nie miotałam dyskami w kosmos. 

Byle do 24-25 czerwca, bo wtedy:

"Kaputy welcome to Tajga mama luz
Frisbee dzikie dawno odkryte
Kaputy welcome to! 
Kaputy welcome to sun of Yamaica blue 
Polish Barbados i Galapagos 
Kaputy welcome to!"

Krótki filmik, na którym możecie usłyszeć jak wiało i zobaczyć pole startowe:

Dla ciekawskich posty o zeszłorocznych DOG GAMES

wtorek, 21 czerwca 2016

DOG GAMES Summer '16 - przemyślenia

DOG GAMES Summer '16 w Kaputach były naszymi drugimi zawodami. Tym razem byliśmy lepiej przygotowani niż wiosną! Mały namiot, klatka materiałowa, ręcznik do zimnych okładów dla Tajgi, koc, miś dla Tajgi dla odstresowania, więcej wody. Wyjechaliśmy też wcześniej rano - tramwaj 5:57, aby uniknąć stania w wielkiej kolejce do zapisów. Mieliśmy być wcześniej i na spokojnie na miejscu, ale jak to u nas bywa nie obyło się bez "przygód". Ruszając pieszo z Ożarowa do Kaput z przystanku Sanktuarium podczepił się do nas (do Tajgi) mały, beżowy piesek. Nie miał adresatki i uparcie za nami szedł. Michał zadzwonił na tutejszą Straż Miejską, na szczęście przyjechali w ciągu około 10 minut, bo mieli blisko i zabrali pieska żeby sprawdzić czy ma chipa. Później oczywiście praktycznie w każdej bramie witał nas ujadający pies, co stresowało trochę Tajgę, ale jakoś dotarliśmy, chyba na godzinę 8.
SOBOTA, DZIEŃ I DOG GAMES SUMMER '16
Darowałam sobie SpeedWay. Nie chciałam w taki upał przemęczać psa, no i nie było okazji do potrenowania. Dokładnie tydzień przed zawodami Tajga wymyśliła sobie biegunkę... Skończyło się na wecie i zastrzykach, całe szczęście sucz była i jest w wyśmienitej formie, tylko głodówka i dieta jej doskwierały :P Z racji napiętego grafiku i wizyt na zastrzyki nie miałam nawet kiedy poćwiczyć na świeżo rzutów, które niestety kuleją. Wiatr wiejący w sobotę nie nastrajał mnie optymistycznie - zwłaszcza, że w Dog Dartbee liczy się precyzja. W pierwszej rundzie niestety moje rzuty były za niskie i Tajga żadnego nie złapała w locie. W drugiej rundzie rzucałam wysoko licząc się z tym, że mogę pozabijać ludzi za banerami... raz wyrzuciłam dysk za baner, ktoś miły podał go Tajdze i szybciutko do mnie wróciła. Efekt? zdobyłyśmy 10 punktów i 28/34 miejsce, odpadłyśmy i wróciliśmy do domu zbierać siły na kolejny dzień.
NIEDZIELA, DZIEŃ II DOG GAMES SUMMER '16
Początkowo zapowiadali burze na niedziele, więc wahałam się czy jechać, bo Tajga boi się burzy i bardzo nie lubi deszczu. Na szczęście dzień był ciepły - za ciepły, bardzo słoneczny i niemal bezwietrzny. Jechałam pełna optymizmu, bo Time Trial to "nasza konkurencja", ale przed zapisami stchórzyłam i ostatecznie Michał był handlerem. Tajga i tym razem miała problem ze skupieniem się i łapaniem dysku... Ostatecznie po nieudanej pierwszej próbie, druga próba dała im 12/25 miejsce z czasem 26,28 sekund - niestety w 3 rzutach, bo Tajga nie ogarnęła pierwszego. Gdyby nie to mieliby czas poniżej 20 sekund i pewne miejsce w ścisłej czołówce, kto wie może nawet 2 miejsce. Mieliśmy zwijać się do domu tuż przed 10, ale nie było akurat autobusu. Później okazało się, ze fuksem przeszliśmy do finału, bo jeden zawodnik już pojechał do domu, a inny zrezygnował z uwagi na późniejsze konkurencje, bo nie chciał przemęczać psa. Tak wskoczyliśmy do I dywizji na 10 miejsce. Totalnie nieprzygotowany na taki obrót spraw Michał nie zwarł dostatecznie pośladów i przegrali w obu bezpośrednich pojedynkach. Efekt? 10 miejsce


MOJE PRZEMYŚLENIA I WNIOSKI
Jestem na siebie wściekła!!! Zeżarł mnie stres... na wiosennym debiucie miałam w DD 100 pkt, w sobotę 10 i rzucałam fatalnie :P Na treningach w parku, kiedy mam widownie złożona z gapiów rzucam o niebo lepiej i to nawet przy sporych powiewach wiatru! Nie mam jednak powtarzalności rzutów i nie jestem opanowana, nie umiem poukładać sobie wszystkiego w głowie, działam na emocjach, za bardzo się spinam, bo chce wypaść dobrze. Tajga podczas treningów nie rozprasza się, stara się łapać nawet najgorsze rzuty - i łapie! Na zawodach jest zupełnie inaczej :/ Sucz mi się rozprasza, pewnie nie jest też dostatecznie zmotywowana na dysk, chociaż podczas ćwiczeń tego nie zauważam. Muszę nad tym mocno popracować do września! Tajga za bardzo zwraca uwagę na sędziego z chorągiewkami, na kogoś kto akurat na nią spojrzy, albo na osoby stojące za banerami, które jej kogoś przypominają.

Na ćwiczeniach do TT mamy czas oscylujący wokół 17 sekund i ładne 2 złapane po sobie rzuty. W kwietniu TT skończyłyśmy z wynikiem niecałych 21 sec. Mam nadzieje, że do września się ogarniemy.

W DD to totalna loteria, ale jeśli wypracuje u Tajgi łapanie dysku, to może być lepiej. Mimo nieumiejętności rzucania i silnego wiatru oddaje rzuty w miarę jako takie i do tarczy. Okazuje się jednak, że za długie i muszę stawać spory kawałek za linią startową :P
TAJGA pokochała NAMIOT ! :)
Wściekłość miesza się we mnie z żalem i goryczą, mam poczucie, że marnuje wrodzony, naturalny talent Tajgi do frisbee. Zarzucam sobie, że taki wspaniały pies jak ona zasługuje na lepszego przewodnika i handlera... Dostałam po dupie i po doświadczeniach z wiosny i teraz z lata obiecałam sobie mocne postanowienie poprawy i wzięcie się za swoja głowę oraz za powtarzalność rzutów, muszę też mocniej skupić się na nagradzaniu Tajgi za złapane rzuty. Może to zaskoczy i da efekty? I to nie jest tak, że przeceniam jej możliwości. Ja po prostu wiem, że gdyby mój czynnik nie zawodził mogłybyśmy być świetnym duetem na zawodach. Tajga nie ma problemu z szybkością, z aportem, z wracaniem, z oddawaniem dysku, co zauważam u innych startujących psów. Nigdy nad tym natomiast nie pracowałam, nie uczyłam jej tego, ona sama z siebie to ogarnia. Tu popełniłam błąd zakładając, że na zawodach Tajga da sobie radę tak samo jak w parku. Jedyne przytłacza ją atmosfera zawodów. Muszę spróbować znaleźć większe rozproszenia do treningów.

Genialnie, że tym razem w pojemnikach była woda do moczenia psów, bo Tajga inaczej nie dałaby rady na zawodach w pełnym słońcu. Szkoda tylko, że woda z soboty nie została wymieniona na czystą w niedziele, ale nie można mieć wszystkiego :P Atmosfera była bardzo miła. Załapałam bakcyla zawodów, podoba mi się to coraz bardziej ;) Tylko muszę się ogarnąć! Tu chyba wychodzą braki w doświadczeniu, niedostateczna nieznajomość tematu, brak seminariów itp, ale mam nadzieję, że sama też jakoś to ogarnę. Może klucz tkwi w tym, żeby przestać się spinać i wyjść na start, tak jak na trening w parku i potraktować to jako zabawę, nic więcej. Zostało nam 3 miesiące do DOG GAMES FALL, czy damy radę...? Kto będzie za nas trzymał kciuki? ;) A może są osoby, które uważają, że powinnam sobie odpuścić?
Odsypiania zawodów, wstawania o 4:30 rano i w sumie 6 godzin jazdy komunikacja miejską końca nie widać, zwłaszcza, że 20 czerwca w poniedziałek Tajga i Michał wzięli udział w warsztatach z Pullerem i jego twórcą Warszawa - Puller workshop pokaz treningów z Shkot Serhii i Petrenko Varvara

sobota, 7 maja 2016

DOG GAMES w praktyce

Po wstępie teoretycznym o naszych początkach z frisbee nadeszła pora na wpis bardziej praktyczny, czyli jak to jest na Dog Games dla totalnych debiutantów i laików?

Jedyne zawody, na których byliśmy niespełna dwa lata temu to Top Speed Dog, które odbywały się na warszawskich Stegnach. Wzięliśmy w nich udział "na wariata".

Cała impreza Dog Games odbywa się w Kaputach koło Ożarowa Mazowieckiego. Nie jesteśmy zmotoryzowani, co na dzień dobry utrudnia sprawę. Pobudka o 5 rano. Z warszawskiego Grochowa czekała nas mała przeprawa komunikacją miejską - 40 min jazdy tramwajem, przesiadka w autobus i około 30 min jazdy, z Ożarowa spacerek kilkukilometrowy (3-4 km) do Kaput. Niestety autobus podjeżdżający na miejsce nie kursuje tak wcześnie, aby zdążyć na zapisy.

To niezła zaprawa przed zawodami dla psa, który nie może doczekać się w środku komunikacji miejskiej przystanku końcowego. Potem stanie w kolejce do zapisów z innymi psami i oczekiwanie na swoją kolej w danej konkurencji oraz na wyniki również nie były komfortową sytuacją dla Tajgi. Sprawę komplikował dodatkowo brak namiotu i klatki, które pewnie pomogłyby wyluzować małej nerwusce. Niestety, nie sposób jest zabrać cały kram w zatłoczony tramwaj/autobus.

Kolejna niedogodność jaką zauważyłam, to brak możliwości zakupu wody dla siebie czy też dla psa. Akurat wiosenne zawody przypadły na chłodne dni, ale w czerwcu, kiedy może być upalnie już mnie przeraża wizja wiezienia butelek 2x5 litrów - przez cały dzień przydałoby się zmoczyć dokładnie Tajgę przynajmniej ze dwa razy aby dać jej wytchnienie od upału. Może podczas edycji letniej maja wodę...?

Jak nam poszło? W mojej ocenie, jak na debiutantów i laików bez większego przygotowania - bardzo dobrze! Mimo groźby w piątek późnym popołudniem, że nie wystartujemy, bo Tajga zaczęła lekko kuleć na lewą przednia łapę. Po wizycie u weterynarza okazało się, że to tylko naciągnięcie/nadwyrężenie i mamy obserwować, jeśli ustąpi nie ma przeciwwskazań do startu w zawodach. I tak targana wątpliwościami i troską o zdrowie Tajgi podjęłam jednak decyzje o starcie ze świadomością, że w razie W nie wystartujemy, jak coś by się zadziało.

Dla nas niestety dla psa stety, pogoda była chłodna i wietrzna.

Speed Way [regulamin]. Nie liczyliśmy na nic w tej konkurencji, bo Tajga nie do końca ogarnia bieganie pełnym speedem na komendę, chociaż bardzo szybko biegać to ona potrafi! Ale... jak chce i jak sama czuje taka potrzebę ;) Wynik? 63 miejsce z prędkością 34,25 km/h [tabela wyników pdf] Tym sposobem zaspokoiłam swoja ciekawość, jaką prędkość osiągnie mój pies. Niestety miałam pecha i biegnąc przez bramki przed Tajgą na metę zrobiłam sobie kuku w prawą stopę :( feralnie stanęłam lub odbiłam się uszkadzając bardzo boleśnie tkanki miękkie... Ledwie chodziłam. Drugą próbę odpuściłam.

Niżej film z Time Triala Kaputy 23 kwietnia 2016 r. [regulamin], 2 próba, 20.90 sec, co dało nam 10 miejsce i I dywizję :) [tabela wyników pdf]
Łatwo jednak nie było :P 1 próba wyglądała tak, jakby Tajga totalnie się zagubiła. Sucz ma manie pilnowania stada, podeszłam na linię startu, Michał obok przy banerach żeby coś pstryknąć/nakręcić, wyrzuciłam dysk a Tajga? Tajga pobiegła do połowy zaczęła się nerwowo rozglądać, biegać i szukać Michała... Całe szczęście dość szybko się ogarnęła, przyniosła leżący dysk, Michał stanął po skosie za mą i 2 próba wyszła całkiem, całkiem! Straciłam około 2 sec na zrobienie obiegu (psina się zakręciła i nie mogła go zrobić, normalnie nie ma z obieganiem najmniejszego problemu). A 1 próbę zakończyliśmy z czasem 60,1 sec, czyli chwile po regulaminowym czasie. Sama się dziwie, jakim cudem wytrzymałam to napięcie, że dałam radę oddać poprawne rzuty mimo tak nerwowego tragi-komicznego początku i cholernego bólu stopy. No dobra rzuty nie były czyste, ale odległość osiągnęłam, pies złapał 2 rzuty pod rząd. Jestem dumna z Tajgi, że dała radę psychicznie :)
leci! (fot. Wypstrykane by KlaudiaArt)
Dog Dartbee [regulamin] Wynik? 100 pkt w 9 próbach, co dało nam pewne miejsce na początku 3 dywizji. Dlaczego tak słabo? Tajga niemal totalnie odpuściła sobie łapanie dysku, czego podczas treningów nie robi i nawet moje zepsute do granic możliwości rzuty praktycznie zawsze łapie. Zjadł ją stres? Nie miała rozgrzewki? Nie wiem, wiem jedno - moje rzuty były celne, na 9 tylko 2 były poza tarcze. Jestem dumna z siebie! Bo myślałam, że jestem niedojdą jeśli chodzi o rzuty.
a po co będę łapała, zbiorę z ziemi i przyniose ;) (fot. Wypstrykane by KlaudiaArt)

Na finałach niestety nas nie było, ja kontuzjowana ledwie poruszałam się po mieszkaniu, a nikogo zmotoryzowanego chętnego do podwiezienia nas w niedzielny poranek nie udało się nam znaleźć w sobotni wieczór.

Wnioski?
  • spróbować jakoś ogarnąć Tajgę w czerwcu, żeby łapała rzuty, mimo, że teraz trenujemy w zatłoczonym Skaryszaku, nie unikamy ludzi, którzy często przystawają i biją brawo :) 
  • chyba jestem na dobrej drodze poprawienia techniki rzutu - coraz lepiej rzucam z nadgarstka
  • rozgrzać psa na boku przed startem (może wtedy nie odpuści sobie łapania?)
  • odpuszczam sobie Speed Way, po co w upał męczyć psa?
  • kupić namiot i klatkę materiałową (wózek też by się przydał, żeby to wszystko załadować...)
  • zaskoczył mnie ogólny raczej słaby poziom całych zawodów, ok wiał wiatr, ale myślałam, że decydując się na zawody jest się przygotowanym na różne warunki
  • większość psów ma zdecydowanie wolniejszy aport niż Tajga
  • dobra organizacja, wszystko przebiegało bardzo sprawnie
  • mój kundel nie jest jednak tak szczekliwy jak sądziłam ;)
Jak, ktoś wie czy większe ilości wody są do kupienia podczas letniej edycji Dog Games, to będę bardzo wdzięczna za info!