ciasteczka

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

DOG GAMES Spring 2017


Tym razem DOG GAMES były dla mnie, dla nas wyjątkowe. Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedziałam, czy w ogóle Tajga będzie mogła startować i co z jej zdrowiem. Ostatnie 1.5 miesiąca było bardzo nerwowe i dołujące, nie był to czas, który pozwala przygotować się do startu w zawodach. Mimo tego, postanowiłam, że jeśli Tajga będzie zdrowa to startujemy. Wiedziałam, że oprócz dobrej zabawy nie mam co się nastawiać na wyniki. Ta edycja DOG GAMES i tak była w pewnym stopniu naszą małą osobistą wygraną.

Pakowanie
Łatwo nie było. Ja jedna, dwa plecaki, namiot i koc. Bardzo dużym ułatwieniem było podpięcie Tajgi na pas do biegania - dzięki temu miałam wolne ręce!

Komu w drogę, temu... ZTM. Tak, dobrze widzicie. Jesteśmy prawdziwymi hardcorkami i chyba jako jedne z niewielu osób (jeśli nie jedyne) przyjechałyśmy po raz 4 do Kaput komunikacją miejską a nie samochodem. Cóż do odważnych świat należy!  















Pogoda. Kiedy o 5 rano zadzwonił budzik a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam za oknem mocno bujające się drzewa, których widok potęgował towarzyszący im głośny szum liści i gwizd wiatru miałam ochotę iść spać dalej. Michał zapytał, czy jadę. Wahałam się, ale wiedziałam, że jeśli odpuszczę to będę potem bardzo żałowała.
DOG GAMES to zawody dla prawdziwych twardzieli, nie tylko pogodowych! 
Wiał przenikliwy, mroźny i porywisty wiatr, rano trochę padało. Niebo często pokrywały gęste chmury. Nie było łatwo... Bielizna termiczna, softshell, kurtka narciarska, czapka... Co jakiś czas musiałam rozgrzewać zdrętwiałe z zimna dłonie o cieplutkie ciało mojej Tajgi. Zazdroszczę jej, że nie marznie w takich warunkach. Z radością witałam nawet najmniejsze promienie słońca, bo od razu robiło się nieco cieplej i przyjemniej. Tak minęła nam sobota, do domu dotarłam dopiero po 17... W niedziele było lepiej o tyle, że od rana świeciło słońce, ale wiatr wiał nadal. Na szczęście tym razem byłyśmy w domu już po 13. Żałuję, że nie zostałam dłużej i nie widziałam reszty konkurencji, ale autobusy w weekend kursują co 2 godziny... I tak się dziwie, że przeżyłam ten weekend i nawet kataru się nie nabawiłam. 


Idąc w niedziele na przystanek w Kaputach takie chmury nas goniły. Po chwili sypał przez chwile intensywny śnieg, ale my akurat dotarłyśmy na przystanek i schroniłyśmy się w wiacie przystankowej. Grzejąc się już w domu kilkakrotnie przechodziły krótkie, ale dość intensywne opady deszczu. Miałyśmy szczęście, że podczas zawodów pogoda się utrzymała. 

Problemy z namiotem. Blondynka kupiła namiot - miął sam się rozkładać i szybko oraz łatwo składać... Jak było w praktyce? Podczas rozkładania namiotu w sobotę o mały włos nie porwał mnie wiatr... Nie umiałam go złożyć, liczyłam, że ktoś mi pomoże, bo w końcu na tyle osób ktoś musiał być ogarnięty w temacie. Okazało się, że nawet 2 facetów, których poprosiłam o pomoc i instrukcja, to za mało żeby złożyć namiot, który rzekomo da się poskładać w kilka sekund... No cóż, tym sposobem uciekł nam autobus. Tak poznałam Krzyśka (facet w sile wieku, który ma dwie adoptowane sunie i ma totalnego fioła na ich punkcie! - uwielbiam takich ludzi). Miał podrzucić mi namiot pod dom, potem podwieźć nas pod dom, bo miał po drodze, ale dostał się do finałów Dog Dartbee i tak czekałam. Ostatecznie podrzucił mnie do Warszawy na Górczewską a później podwiózł mi namiot na Wiatrak. W niedziele pojechałam bez namiotu, nie chciałam powtórki z rozrywki! W zeszły roku mój Michał się tym zajmował. Do czerwca muszę wziąć się w garść i ogarnąć samodzielne składanie tego dziadostwa, bo bez namiotu będzie nam ciężko. 



Kto jak nie my?! Tym razem podjęłam decyzje, że albo jadę sama z Tajgą albo wcale. Niestety obecność Michała w zeszłym roku bardzo rozpraszała Tajgę. Zamiast skupić się na starcie i łapać dyski rozglądała się, czy Michał nadal stoi tam gdzie stał, czy nie zginął. Rzucała dysk pod moje nogi i biegła w bok lub do tyłu do Michała, przez co traciłyśmy cenny czas w Time Trialu a podczas Dog Dartbee Tajga biegała na pół gwizdka i rzadko próbowała złapać dysk w locie. Nie było mi łatwo zabrać się ze wszystkim plus pies i jechać komunikacją miejską z warszawskiego Grochowa do Kaput, ale postanowiłam, że nie dam się i pojechałam! Nie chciałam też zmarnować szansy jaką dał nam los - po czerniaku póki co nie ma nawet śladu (oprócz maleńkiej blizny na paliczku). Biłam się z myślami. "Czy po zabiegu, który był nieco ponad miesiąc temu powinnam tak obciążać psa"? "Może powinnam teraz już tylko chuchać i dmuchać na Tajgę i trzymać ją w łóżku pod kołdrą nie narażając na wysiłek i stres"? Zachowanie, samopoczucie, energia i nieopisana chęć robienia czegoś jaką widziałam w ostatnich dwóch tygodniach w moim psie zadecydowały jednak, że jedziemy. Wyniki badań są znakomite, lekarze nie widzieli przeciwwskazań, więc dlaczego mam ograniczać psa? Niech używa życia póki może, oby to trwało jak najdłużej! Bez Michała, czyli mojego pomocnika technicznego, tragarza, operatora kamery i wsparcia było momentami ciężko, ale poradziłyśmy sobie! 





Cudowna atmosfera. Tu słowa są zbędne - tam trzeba być, inaczej nie zrozumiecie. Znajomi pukali się w głowę, kiedy słyszeli, że jedziemy w taką pogodę zamiast siedzieć w domu. Na fotkach widać słoneczne chwile. A i cała formuła DOG GAMES się zmieniła, impreza przeszła transformacje, pojawiły się nowe konkurencje, ale to zaiteresowani już wiedzą, albo sami odszukają. Ten wpis i tak już ma długość Mody na sukces 

Bardzo fajnym rozwiązaniem było ogrodzenie pola startowego banerami z zostawieniem "dziur". Dzięki temu Tajga miała mniejsze opory, że nie wyhamuje i wpadnie na "ścianę", co w zeszłym sezonie było dla niej problemem i biegała na pół gwizdka za frisbee.




Zawody były świetną okazją do dalszego testowania szarpako-smyczy od Siriusa - już na początku maja dowiecie się czy warto ja kupić 



WYNIKI

Dog Dartbee: 23/56 3 z 9 złapane w tarczy rzuty dały nam w sumie 70 pkt (30, 10, 30). Zabrakło mi wyczucia podczas silnych porywów wiatru i znosiło mi dysk tuz obok tarczy. 

Time Trial: 27/35 z czasem 54.81 w II próbie, to była heroiczna, trochę nerwowa i nierówna walka z wiatrem i z czasem. Cudem ukończyłyśmy tą konkurencje, rzutów było przynajmniej 5 może 6, nie pamiętam - za dużo emocji mi towarzyszyło i byłam skupiona na rzutach, komforcie Tajgi i liniach a nie na liczbie rzutów.

Time Warp [regulamin]: Nasz debiut w tej konkurencji. Bałam się, że nie zdobędziemy żadnych punktów, udało się zaliczyć tylko II strefę, co dało nam 5 pkt i ostatnie 14 miejsce (chyba nie wszyscy zapisani startowali). Centymetry dzieliły nas od zaliczenia III strefy, kilka rzutów było złapanych w II strefie i chyba 2 w III, ale poza środkiem. I strefy nie udało się zaliczyć, bo rzadko ćwiczymy tak bliskie rzuty, no i wiatr płatał nam figle i mimo, że Tajga bardzo się starała złapać każdy rzut, to czasem nie była w stanie przewidzieć, gdzie wiatr zniesie dysk. 

Bardzo pomocna była Asia Korbal, która sędziowała Time Warp, jej osoba i rzucane przez nią komentarze motywowały mnie do walki. 



Czy czegoś żałuję? NIE! Jasne, że mogło być lepiej, najbardziej brakuje nam obycia z polem startowym, mam problemy z wyczuciem długości rzutów kiedy trzeba trafić w strefę. Wszystko jednak da się poprawić i wypracować. Jedno czego żałuję, to to, że mogłyśmy startować w jeszcze jednej konkurencji, ale bałam się, że się zbłaźnimy.

Na zdjęciu po prawej Tajga w niedziele bacznie obserwowała jak inni ćwiczą rzuty przed Time Warpem. Ona już wiedziała po co tu przyjechała! Moja dzielna psica doskonale wie, że ta tym polu jest świetna zabawa i to tu biega się za dyskami w najlepsze, łapie je i szybciutko oddaje. Jej oczy zdawały się tylko mówić: "Dlaczego to tak krótko trwa? Możemy jeszcze?" albo "Czy mogę pobiec połapać dyski jak inni rzucają?" Niżej nawet jest fotka z miną Tajgi wyrażającą dezaprobatę i fochem, bo jak to tak kilka rzutów i mam grzecznie czekać? Lepiej bym coś porobiła 



Jak Tajga się w tym wszystkim odnalazła?

Jestem z niej niezwykle dumna! Nie miałyśmy niczego doszlifowanego, ale i bez tego Tajga dała z siebie maksimum i jak zwykle ratowała mi tyłek swoim talentem i miłością do aportowania frisbee. Tym razem Tajga nie biegała w spowolnionym tempie, nie rozglądała się, nie odpuszczała łapania dysków, była bardzo skupiona i zmotywowana. Jak tak patrzyłam na moją sucz, to odniosłam wrażenie, że było jej mało i najchętniej wyszłaby jeszcze kilka razy na pole startowe, albo pobiegła łapać dyski innych zawodników. 

DOG GAMES - kto raz przyjechał i wystartował będzie chciał przyjeżdżać i startować zawsze! Tego nie da się wytłumaczyć. To jest trochę jak narkotyk - wciąga i chcesz więcej, odliczasz dni do kolejnej edycji. Nie liczy się pogoda, żyjesz chwilą. Te chwile są piękne, to dla nich warto żyć! Jednych kręcą gry komputerowe, innych szachy lub leniuchowanie pod kocem - nie rozumiem co w tym fajnego? Tak samo jak mój zawodowo-frisbee bzik nie znajduje zrozumienia wśród przeciętnych ludzi.



Czy już Wam mówiłam, że kocham tego kundliszonka najbardziej na świecie?  To teraz już wiecie 


Wracamy do domu. Kolejne Dog Games już za dwa miesiące! Jeśli Tajdze zdrowie pozwoli, to ja postaram się poprawić moje rzuty i opanować emocje (tym razem na serio! i oby już nic nie staneło nam na przeszkodzie). Mam nadzieje, że uda się zdobyć więcej punktów, ale najważniejsza jest dobra zabawa i emocje, które temu towarzyszą. Chyba jestem nienormalna albo zdrowo popieprzona!




Pamiętajcie żeby obserwować Waszego psa! To ma być dla niego przyjemne, jeśli widzicie, że się w tym nie odnajduje, to darujcie sobie starty. Tu nie chodzi o Waszą ambicje, czy miejsce na podium. Ty i Twój pies musicie być zgranym teamem i czuć to coś. Jeszcze raz podkreślę to ma być super zabawa, po której będziecie chcieć więcej   A wyniki? Fajnie jeśli są dobre, jeszcze fajniej dojść do finałów a o podium każdy skrycie marzy, ale to nie jest najważniejsze. Kto nie próbuje ten nigdy nie wygra. Ja mam ogromną satysfakcję z tego, że mimo tak silnych podmuchów  wiatru byłam w stanie oddawać jako takie rzuty i nie miotałam dyskami w kosmos. 

Byle do 24-25 czerwca, bo wtedy:

"Kaputy welcome to Tajga mama luz
Frisbee dzikie dawno odkryte
Kaputy welcome to! 
Kaputy welcome to sun of Yamaica blue 
Polish Barbados i Galapagos 
Kaputy welcome to!"

Krótki filmik, na którym możecie usłyszeć jak wiało i zobaczyć pole startowe:

Dla ciekawskich posty o zeszłorocznych DOG GAMES

środa, 19 kwietnia 2017

Cortex sztyft na łapy, łokcie i nos [recenzja]

Święta, święta i po świętach! Czas wrócić do pracy i blogowania. Pogoda za oknem niestety nie zachęca do żadnej aktywności - zamiast wiosny mamy zimę. Zapraszam na recenzję sztyftu ochronnego Cortex, może umili Wam wygrzewanie się pod kocykiem?

Cortex Sztyft ochronny
Cortex Medi Patented Formula to najnowszej generacji innowacyjny patentowany kompleks na bazie naturalnej receptury, stworzony do ochrony i regeneracji łap, łokci i nosów. Innowacyjnie ekstrahowany propolis stanowi fundament zabezpieczający przed wirusami i bakteriami, jak również cechuje się silnym działaniem przeciwgrzybiczym. Patentowany skład Cortex Medi Patented Formula to ponad 350 substancji aktywnych zamkniętych w jednym produkcie. Zapewnia unikalne i szybkie działanie odbudowujące, zabezpieczające i wzmacniające dla łap, łokci i nosów. Stosowany codziennie daje gwarancję zdrowia i ochrony przed uporczywym bólem.



Działanie. Chroni przed negatywnym wpływem:
  • śniegu 
  • soli 
  • gorącego asfaltu 
  • zabezpiecza mikrourazy i rany 
  • chroni przed bakteriami i wirusami 

Ważne aby stosować:
  • Każdego dnia 
  • Przed każdym spacerem 
  • Cały rok! 


Sposób stosowania:

otworzyć sztyft, posmarować przed spacerem ochronnie, lub na zmienioną powierzchnię skóry. Na popękane opuszki stosujemy sztyft co 2 godziny bez względu na ilość spacerów. Opuszki bez uszkodzeń wystarczy smarować przed i po spacerze.

Ekologiczne opakowanie, sztyft 5g. Cena 33 zł
[info ze strony Vetishop.pl]





Zmęczone życiem i bardzo dużą aktywnością fizyczną opuszki Tajgi... Niestety prowadząc takie życie jak teraz, Tajga nie ma szans na aksamitne i gładziutkie łapki. Stosowanie sztyftu systematycznie stanowi u nas spory problem, ponieważ preparat nie wchłania się w opuszki i pozostawia dość śliską warstewkę na łapach. Pewnie ta warstewka chroni przed solą i całym zimowym syfem ulicznym, ale u nas powoduje ona problem z poruszaniem się. Tajga ślizga się w mieszkaniu na dość zniszczonym parkiecie. Wyjście na klatkę po aplikacji sztyftu jest nie lada wyzwaniem, bo na kamiennej podłodze i schodach pies z trudem utrzymuje równowagę. Z poślizgiem wchodzi w zakręty na półpiętrach, czasem tyłkiem zjedzie po schodach, bo łapki w ogóle nie trzymają się podłoża. Uważam to za wielki minus sztyftu. Drugim minusem jest niewydajność i mała pojemność preparatu Cortex w sztyfcie. 3-4 użycia na same opuszki i połowy sztyftu już nie ma. Używając sztyftu przed zimowymi spacerami niestety nie zauważyłam poprawy komfortu spacerów. U Tajgi w celu ochrony przed śniegiem, solą i mrozem dobrze sprawdzają się tylko buty ochronne.

Jest to fajny gadżet jeśli dysponujemy większym zasobem gotówki, ja osobiście nie kupię tego sztyftu, Zdecydowanie bardziej polecam maść Cortex, o której możecie przeczytać więcej TUTAJ. Jest ona niezwykle wydajna i wchłania się szybciutko w opuszki nie pozostawiając przy tym śliskiej warstewki na nich. 

Plusy sztyftu:
  • małe, poręczne opakowanie
  • szybka i łatwa aplikacja
  • aplikujesz nie brudząc sobie rąk
  • można używać praktycznie wszędzie i o każdej porze
  • zastosowany na noc fajnie regeneruje opuszki
  • naturalny skład
  • nie podrażnia, nie wywołuje alergii
  • stosowany systematycznie przez kilka dni 2x dziennie na małe modzele w widoczny sposób zmniejsza je i znacząco poprawia ich stan
  • przyjemny zapach

Jeśli zastanawiacie się nadal nad zakupem jakiegoś produktu Cortex, ale odstrasza Was cena, to szybciutko zajrzyjcie do sklepu [Klik!!!]. Wszystkie produkty są teraz dostępne w atrakcyjnych cenach. Nowością są małe opakowania maści na rany, żelu dezynfekującego i żelu na dziąsła i zęby - do kupienia w zestawie, sprawdzą się idealnie w podręcznej psiej apteczce lub podczas wyjazdów. 

To już ostatni post z recenzją produktów firmy Cortex. Bardzo dziękuje firmie za zaufanie jakim nas obdarzyła, dzięki niemu miałyśmy możliwość przetestowania czterech fantastycznych produktów Cortex: chusteczki nawilżane, maść, żel oraz sztyft. Do wszystkich produktów oprócz sztyftu z całą pewnością wrócimy nie raz. 

sobota, 8 kwietnia 2017

Odmieniony portal PSY.PL z działem blogerów i...

Dziś przychodzę do Was z krótkim postem informacyjnym. Pewnie większość z Was słyszała już coś o Portalu PSY.pl, może nawet czasem przeglądacie zamieszczone tam artykuły. Jakiś czas temu dostałam propozycję współpracy od wymienionego wyżej portalu, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Zgodziłam się po przemyśleniu wszystkich za i przeciw. Z pewną dozą nieśmiałości chciałam podzielić się z Wami moją radością - od kilku dni jestem, jedną z autorek Portalu PSY.pl.

Zapraszam Was serdecznie do przeczytania mojego pierwszego powitalnego tekstu, który ukazał się na Portalu kilka dni temu:


Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawicie jakiś komentarz lub przekażecie dobrą nowinę dalej Fajnie jeśli ktoś zdecyduje się zaglądać tam częściej, bo posty zamieszczane na portalu będą pisane na wyłączność - nie przeczytacie ich w całości nigdzie indziej! Ze swojej strony obiecuję ciekawe i merytoryczne artykuły. Dla ciekawskich zdradzę, że będzie ich maksymalnie 4 w miesiącu.

Jakiś czas temu Portal PSY.pl przeszedł totalną metamorfozę, moim zdaniem na lepsze, ale to musicie ocenić sami  Jak wiadomo każdy ma inny gust.

Ze swojej strony (jeśli tylko zdrowie moje i Tajgi na to pozwoli) obiecuję solidnie przyłożyć się do publikowanych tekstów. Tutaj, na ten blog też postaram się wnieść więcej energii i przydatnych treści. Jeśli na Portalu PSY.pl zostanie opublikowany mój nowy artykuł to wrzucę info na naszych socjal mediach oraz post tutaj, który zachęci bardziej zainteresowanych danym tematem do przeczytania go w całości.

Lubię pisać, więc ciesze się z nowych możliwości, które właśnie się przed nami otworzyły. Mam nadzieje, że to dobry znak i pasmo chorób i pecha na ten rok zostało wyczerpane. Wierzę, że przed nami już tylko dobre dni...




czwartek, 6 kwietnia 2017

Cortex żel dezynfekujący i maść na rany [recenzja]


W dzisiejszym poście chcę Wam przedstawić kolejne produkty Cortex - żel dezynfekujący oraz maść na rany (próbki w małych pojemniczkach), które mogliśmy przetestować dzięki uprzejmości firmy. Myślę, że część z Was już je doskonale zna, jeśli nie to uważam, że musicie się im koniecznie bliżej przyjrzeć. Recenzja trochę się opóźniła przez problemy zdrowotne Tajgi. O Chusteczkach pielegnacyjnych Cortex przeczytasz TU - są świetne podczas wizyt u weterynarza i badań, bo pozwalają szybko doprowadzić psa do stanu względnej czystości po np. kopaniu na trawniku 


Co o swoich produktach mówi producent? Do czego można je wykorzystać? Jaki mają skład? 


Cortex żel dezynfekujący Pet First Aid niezbędnik w apteczce pierwszej pomocy każdego pupila. Przeznaczony jest do odkażania, dezynfekcji i regeneracji zmian skórnych u zwierząt. Idealny na rany, zadrapania, ukąszenia (kleszczy, pcheł i wszy), świąd,  zaczerwienienia oraz opuchlizny. Dzięki kompleksowemu połączeniu ProHial + J (propolisu, kwasu hialuronowego i jodyny). Cortex żel dezynfekujący zapewnia skuteczną dezynfekcję i regenerację.
  • Dezynfekuje i odkaża
  • Przyśpiesza gojenie
  • Wspomaga leczenie
  • Znieczula


Kompleks ProHial + J to wzbogacenie Kompleksu ProHial o znaną i tradycyjną substancję jaką jest jodynaProHial + J to wyjątkowe połączenie stworzone na potrzeby odkażającego żelu pierwszej pomocy, którego działanie szybko oczyszcza miejsca zmienione chorobowo w celu przygotowania skóry do odpowiednich warunków ziarninowania, regeneracji i odbudowy tkanek. Zawarty w składzie produktu Kompleks ProHial + J działa szybko odkażając, dezynfekując i regenerując obszary zmian skórnych.
Propolis działa antybakteryjnie, antywirusowo oraz antygrzybicznie. Intensywnie regeneruje uszkodzone tkanki, wykazując miejscowe działanie znieczulające.
Kwas hialuronowy zapewnia odpowiednie środowisko wspomagające gojenie, regenerację i odbudowę tkanek.
Skuteczność potwierdzona badaniami

98% skuteczności w ziarninowaniu i gojeniu ran.

Odkrycie w dezynfekcji i leczeniu ran

96% opiekunów uważa produkt za lepszy od innych.

Wskazania:
Dezynfekcja ran, stanów zapalnych skóry, infekcji ran (szczególnie po kleszczach i pchłach), otarć naskórka, mieszków włosowatych, owrzodzeń, świądu skóry, liszaji przewlekłych i zakaźnych, przestrzeni międzypalcowych, czyraczności.

Sposób stosowania: niewielką ilość żelu nanieść bezpośrednio na zmienioną powierzchnię skóry, za pomocą strzykawki, jałowego gazika bądź opatrunku w celu dezynfekcji rany, mikrourazu, ukąszenia lub ugryzienia.

Ekologiczne opakowanie, pojemność 50g. Cena 72 zł
[info ze strony: Vetishop.pl]


Tyle teorii, jak my wykorzystałyśmy żel Cortex i czy się sprawdził? 

Żel okazał się nam bardzo przydatny, kiedy brodawka (jak się wtedy wydawało) umiejscowiona na palcu przedniej łapki lekko się uszkodziła podczas szalonego spaceru nad Wisłą i zaczęła krwawić. Po powrocie do domu szybko oczyściłam miejsce płynem do dezynfekcji a następnie posmarowałam żelem Cortex. Tajga dzielnie znosiła zabiegi, nie zlizywała preparatu. Zdaje mi się, że zapach żelu trochę nie przypadł jej do gustu, bo jest dość wyczuwalny. Nie umiem do określić, czuć trochę słodkawą jakby miodową nutę, która jest zmieszana albo z jodyna albo z kwasem hialuronowym - niestety nie wiem, czy te substancje pachną i jak. 

Po zabiegu usunięcia zmiany z łapki dostaliśmy zakaz smarowania ranki i szwów czymkolwiek, dostosowałam się do zaleceń lekarzy. Po zdjęciu szwów pozostał jeden głębszy strupek i wtedy żel był nieoceniony, super sprawdzał się do dezynfekcji łapki po każdym  spacerze, jako ostatni środek stosowany po oczyszczeniu łapki. Jak wiadomo aktywny pies nigdy nie ma czystych łapek, a w ziemi i na trawie są niezliczone bakterie. Zaobserwowałam, że żel po pewnym czasie fajnie ściągał rankę, wysuszał ją i przyspieszał gojenie. Dzięki temu, że jest dość gęsty zostaje w miejscu aplikacji, troszkę trudniej jest nabrać odpowiednią ilość preparatu z pojemniczka. 

Żel jest gęsty i bardzo wydajny. Nie zauważyłam żeby szczypał lub drażnił w miejscu aplikacji.
Tydzień temu za łopatką pojawił się u Tajgi malutki kaszak, z którym póki co nie biegnę do weterynarza, bo wygląda na to, że dzięki stosowaniu żelu za kilka dni zniknie.

Na szczęście nie mieliśmy poważniejszych ran, ukąszeń owadów/wbitych kleszczy i innych problemów, na których mogłabym przetestować żel Cortex - i oby tak zostało! Ja jako weganka nie testowałam go na sobie 


Maść na rany - profesjonalna ochronna maść na rany i zmiany skórne u zwierząt.

Cortex maść na rany Pet First Aid to kompleksowa wspomagająca maść do ochrony i regeneracji ran.

Niezbędnik w apteczce pierwszej pomocy każdego pupila. Potwierdzona wysoka wchłanialność w głębokie warstwy skórne możliwa jest dzięki połączeniu ProHialinnowacyjnej formuły naturalnego propolisu i molekuła soli sodowej kwasu hialuronowego.

Kwas hialuronowy(Hial) wspomaga gojenie, przyśpiesza syntezę kolagenu i wspomaga proces ziarninowania ran.

Medi Patented Formula ProHial to innowacyjne połączenie propolisu (Pro), naturalnej substancji aktywnej, z molekułą kwasu hialuronowego (Hial),który ze względu na hydrofobowe właściwości, stanowi wyjątkową ochronę przed niekorzystnymi czynnikami środowiska tj. śnieg i sól. Kompleks ProHial skutecznie wnika w głębokie warstwy skóry działając kojąco w przypadku leczenia dermatozy u zwierząt. Synergistyczne działanie Formuły ProHial eliminuje stan zapalny, ułatwiając i przyśpieszając proces gojenia ran, również powstałych podczas chorób tj. egzema, AZS.


Wskazania:
  • Rany płytkie i głębokie
  • Otarcia od obroży
  • Egzema skóry
  • AZS (Atopowe zapalenie skóry)
  • Bruzdy łzowe
  • Modzele łokciowe
  • Ochrona łap, nosa, łokci

Sposób stosowania.
Dermatozy: Niewielką ilość maści nanieść bezpośrednio na zmienioną powierzchnię skóry za pomocą gazika lub opatrunku. Stosować codziennie rano i wieczorem do czasu wygojenia. 
Ochrona łap: Niewielką ilością maści posmarować opuszki łap codziennie przed każdym spacerem.

Skuteczność potwierdzona badaniami.

97% skuteczności w ochronie łap przed śniegiem i solą.

95% skuteczności w łagodzeniu świądu.
Przełom w leczeniu ran.

94% opiekunów uważa produkt za lepszy od innych.

Ekologiczne opakowanie, pojemność 50g. Cena 82 zł
[info ze strony: Vetishop.pl]

Tyle teorii, jak my wykorzystałyśmy maść Cortex i czy się sprawdziła? 
Maści używałam równolegle z żelem Cortex, kiedy brodawka na palcu uległa uszkodzeniu oraz po zdjęciu szwów po zabiegu - wszystko pięknie się wygoiło, jak na przysłowiowym psie 
Myślę, że bez produktów Cortex'u proces gojenia mógłby być nieco dłuższy, zwłaszcza, że Tajga nie miała ochoty na oszczędzanie łapki po zabiegu... 
Na zdjęciu poniżej są modzele na tajgowych łokciach - dziewczyna ma tendencje do leżenia na twardych powierzchniach, woli podłogę i beton niż posłania i kocyki. Dodatkowo Tajga uważa, że delikatne kładzenie się jest dla mięczaków, twardziele jak ona "rzucają się" na podłogę waląc przy tym chudymi łapkami i sterczącymi łokciami o podłogę  Myślę, że gdyby nie moje lenistwo i skleroza, to modzele zniknęłyby praktycznie zupełnie z łokci. Ten mniejszy przy 2-3x krotnym smarowaniu w ciągu dnia praktycznie zniknął. Potem były ważniejsze sprawy niż modzele, przestałam smarować i problem powraca. 

Maści nie miałyśmy okazji przetestować w konfrontacji z solą na ulicach i mrozami, więc się nie wypowiem na temat skuteczności w tym przypadku. Mogę tylko powiedzieć, że na zniszczone i zmęczone życiem opuszki aktywnego, sportowego psa maść Cortex działa jak cudowny regeneracyjny opatrunek (stosowana na noc). Niestety żeby efekt się utrzymywał potrzeba regularnego stosowania, to nie działa tak, że posmaruje się opuszki kilka razy i są jak nowe przez parę tygodni. Z mojego doświadczenia z psimi opuszkami jest jak z ludzkimi stopami/dłońmi - żeby jako tako wyglądały trzeba o nie dbać regularnie a nie z doskoku 
Innych problemów skórnych odpukać nie mamy. Maść ma delikatny i przyjemny zapach, jest bardzo wydajna, łatwo i przyjemnie się ją aplikuje, szybko się wchłania. Psie opuszki natychmiast po aplikacji są widocznie i namacalnie zregenerowane. 
Nie wiem tylko dlaczego, ale Tajdze ewidentnie coś się w tej maści nie podoba (obstawiam zapach), bo jak tylko widzi ją w moich rękach i poczuje zapach to próbuje uciekać i utrudnia mi nałożenie preparatu. Po nałożeniu maści jest obrażona i stroi fochy, nawet na buty lub opatrunek nie reaguje w taki sposób. Nie wiem o co jej chodzi  Jeśli testowaliście maść to dajcie znać, czy Wasze psiaki też jakoś na nią reagują?


Jeśli chodzi o ceny produktów, to są dość wysokie, ale produkty są warte swojej ceny. Wielki plus za naturalny skład produktów Cortex, bo to co naturalne niestety często jest niewystarczająco doceniane. Mam tylko mała uwagę do producenta. Fajnie byłoby wprowadzić do sprzedaży żel i maść w małych opakowaniach, jak te testowe, które dostałam. Na małe przypadki bez sensu kupować 50g opakowanie, a mam wrażenie, że otwarty produkt długo nie postoi, nasz żel jakby lekko zgęstniał. No i nie oszukujmy się - nie każdy może zawsze jednorazowo wydać ponad 150 zł a 30-50 zł zawsze się znajdzie na tak potrzebne i niezbedne w psiej apteczce produkty. Nie wiem, jak z właściwościami leczniczymi po dłuższym otwarciu produktu. Maść podczas bardzo ciepłych dni robi się nieco bardziej płynna, ale to sprawka temperatury. No i takie małe pojemniczki byłyby znacznie poręczniejsze w podręcznej wyjazdowo/spacerowej apteczce psiarza 

Już niebawem ukaże się recenzja ostatniego produktu Cortex - sztyftu ochronnego, który też miałyśmy przyjemność przetestować. 

Przedstawicieli firmy Cortex miałam okazje poznać osobiście na Dog Day, który był w Warszawie w pierwszy weekend marca. To bardzo sympatyczni ludzie, pogadałam chwilę z Panią Anią, Tajga była grzeczna i dała się głaskać, a suczysko ma nosa do dobrych ludzi  Z tego miejsca jeszcze raz dziękuje firmie za możliwość przetestowania ich produktów, zwłaszcza Pani Ani, z którą kontaktowałam się za pośrednictwem FB. Po porady i więcej informacji odsyłam Was na fanpejdż Dbaj o mnie by Cortex [klik!] oraz na stronę internetową Cortex [klik!].