ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie taki pies straszny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie taki pies straszny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lipca 2017

Reaktywny pies, czyli o zasadach życia z tykającą bombą.


Miło zaskoczyło mnie pozytywne przyjęcie ostatniego wpisu Mój pies jest reaktywny. Nie utrudniaj nam życia. Z moich obserwacji wynika, że reaktywność psa i nie radzenie sobie z emocjami to powszechny problem. Niestety nadal niewielu właścicieli jest świadomych tego problemu i pokutuje przekonanie "ON TAK MA". 

Życie z psem reaktywnym przypomina życie z tykającą bombą - nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie, czasem wystarczy maleńki bodziec. Pies reaktywny wymaga ciągłej pracy, skupienia i uwagi właściciela. 


"Nie masz już siły, opadają Ci ręce na to, co wyprawia Twój pies? 
Szczeka, piszczy, ciągnie na smyczy, ciągle jest pobudzony? Myślisz, że to agresja, a może jednak to "tylko" reaktywność?"[źródło:psy.pl]


Nie jestem specjalistką, co nieustannie powtarzam, ale pokusiłam się o spisanie kilku rad dla właścicieli psów reaktywnych. Zainteresowanych odsyłam do wpisu Reaktywny pies. Jak z nim żyć i nie zwariować? 

Bez konsultacji z dobrym behawiorystą raczej się nie obejdzie, ale może znajdziecie tam chwilową pomoc, która pozwoli Wam na bardziej komfortowe spacery ze swoim psem. 

Pies reaktywny nie jest diabłem wcielonym i potrafi być aniołkiem. Tylko od Ciebie zależy, czy sprostasz wyzwaniu i pomożesz sfrustrowanemu czworonogowi osiągnąć równowagę emocjonalną. Wydaje się to niezwykle trudne, ale nawet małe sukcesy w pracy z takim psem dają niesamowitą satysfakcję. 

Gdyby tylko inni posiadacze psów tak bardzo nie przeszkadzali i nie psuli naszej ciężkiej pracy... Marzy mi się kampania społeczno-edukacyjna "Twój pies nie musi podbiegać i witać się z każdym napotkanym psem".

Obiecałam testy i porównania Pulllerów oraz Likerów. Nie zapomniałam o tym i ciągle pracuję nad nimi, ale wczoraj okruch szkła wbity w łapkę Tajgi pokrzyżował moje plany z dorobieniem ostatnich zdjęć oraz filmików. Na dniach na pewno ukaże się 1 z 3 planowanych tekstów, więc trzymajcie rękę na pulsie! 

środa, 12 lipca 2017

Mój pies jest reaktywny. Nie utrudniaj nam życia


Tak jak obiecałam, czasem będę poruszała "cięższe" tematy, takie z kategorii szeroko pojętego behawioru psów. Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem specjalista w tej dziedzinie, ale mam coraz większą wiedzę w tym zakresie. Tajga zmusza mnie do ciągłego dokształcania się.

Dziś będzie o psie reaktywnym, jakim niewątpliwie jest Tajga. Niestety dużo jest tu moich błędów... Te kilka lat temu z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy. Myślałam, że wiele zachowań jest normalnych, życie i zoopsycholog - Pani Agnieszka Penkala wytłumaczyła mi co się dzieje z Tajgą, co czuje i dlaczego reaguje tak a nie inaczej. Dostaliśmy również szereg wskazówek, co do postępowania z Tajgą. W końcu, ktoś nie wmawiał mi usilnie, że mój pies jest agresywny i tylko kwestia czasu jest, kiedy rzuci się na mnie z zębami. Dodam, że reaktywność Tajgi przejawia się najmocniej w stosunku do psów. Czasem też zbytnio reaguje na nieznane dźwięki lub ruch na klatce schodowej, czy pod balkonem, ale to temat na oddzielny post. 

Po przydługim wstępie, czas na konkrety. 

Pies reaktywny, czyli tak właściwie jaki? 
"Reaktywność emocjonalna odnosi się w istocie do tego, jak szybko stany emocjonalne psa i zachowania zmieniają się. Pies, który łatwo się ekscytuje i jest zmienny w nastrojach - od pewności siebie po podejrzliwość, od grożenia po zachowania przyjazne. 
Niezwykle ważnym aspektem reaktywności emocjonalnej jest empatia, czyli zdolność wyczuwania i umiejętność dzielenia emocji innych.
U ludzi cecha ta oceniana jest jako neurotyczność (jeśli mówimy o wysokiej punktacji), bądź stabilność (jeśli ocena jest niska)".[źródło: psy24.pl]

Do tego wszystkiego moja suka jest niezwykle wrażliwym i delikatnym psem, czego może na pierwszy rzut oka nie widać, bo jeśli zajdzie taka potrzeba, to potrafi być bardzo pewna siebie, uparta, dominująca i lubi stawiać na swoim. Żeby się na niej poznać trzeba być dobrym psim praktykiem a nie tylko teoretykiem.

Warto zaznaczyć, że:
reaktywny pies ≠ agresywny pies
!!! 

Niewykluczone, że te dwie cechy mogą iść w parze, ale bardzo krzywdzące jest przypinanie psu reaktywnemu i każdemu jego warknięciu, szczeknięciu, czy gwałtowniejszemu ruchowi metki agresora i mordercy. Pamiętać należy, że psy poprzez warczenie, powarkiwanie i szczekanie, które niejedno ma imię porozumiewają się. Zapewne gdyby umiały mówić, to by mówiły 

Jak już wiadomo duża reaktywność wynika u Tajgi z niezwykłej empatii. Nietrudno wyobrazić sobie sytuacje, kiedy dwa psy się witają, jeden z nich jest bardzo natrętny. Odwracanie się i próba odejścia nie działa natręt napina smycz i nadal jest nachalny, drugi pies szczeka i/lub warczy. Przewrażliwiony właściciel natrętnego witacza krzyczy i napina smycz. Co robi pies reaktywny...? Odpowiedzcie sobie sami. 

Naszej sytuacji nie poprawia fakt, że sama jestem  dość reaktywną, ekspresyjnie reagującą osobą. Ciężko nad sobą pracuje, bo wiem, że to tylko pogłębia problem mojej suki. Tylko jak tu być spokojnym i opanowanym, kiedy idzie się z psem na smyczy przy nodze a zza drzewa wybiega na nas z warkotem i zębami na wierzchu amstaff a pańcia nieudolnie i od niechcenia go odwołuje? Zachowałam zimną krew i zrobiłam slalom między zaparkowanymi na postoju taksówkami. Niestety obie potrzebowałyśmy chwili żeby się uspokoić. Takie i podobne sytuacje cofają naszą ciężką prace do epoki kamienia łupanego  Tajga z każdą taka akcją utwierdza w sobie przekonanie, że zbliżający się do nas pies może być groźny, nachalny, że może nie ma dobrych zamiarów, że może skoczyć na którąś z nas. 

Reaktywność Tajgi przybrała największe rozmiary po tym, jak kiedyś znajoma nam amstaffka nagle wskoczyła z impetem na mnie na powitanie, czego nigdy wcześniej nie robiła, więc była trochę w szoku. Wiem, że są to bardzo energiczne psy. Od tamtej pory Tajga niestety każdego biegnącego w nasza stronę (zwłaszcza dużego psa) postrzega jako potencjalne zagrożenie. Sprawy nie poprawiło niemiłe zdarzenie, kiedy to bawiąc się z psiakiem, ten wbiegł we mnie, ja niefortunnie chciałam tego uniknąć i bach! ...skręciłam nogę w kostce  

Do tego dwa niegroźne ugryzienia, które trudno było przewidzieć. Raz z pozoru spokojny pies na flexi ja dziabnął, kiedy go omijałyśmy. Drugi raz, to było podczas zajęć z amatorskiego agility w parku, kiedy biegła z nią do hopki i niezrównoważona suka podbiegła od tyłu zaczepiając ja kłem...

Niby to tylko małe incydenty, ale przełomowe i mojej suce wystarczyły, aby zaburzyła się nasza relacja. Tajga wbiła sobie do głowy, że nie radzę sobie w kontaktach z psami i zaczęła nas obu "bronić" - usiłuje przejąć kontrole i odpędzić wszystkie zainteresowane nami psy. próbuje za wszelka cenę nie dopuścić znów, do którejś z powyższych sytuacji. Tajga jest chyba najczujniejszym psem, jakiego znam, do tego jest niezwykle zwinna i szybka. Nawet wiedząc, jak zapewnić jej i sobie bezpieczeństwo, to czasem ciężko nie dopuścić do kontaktu psów. Wystarczy sobie wyobrazić zafiksowanego na witaniu się psa, którego właściciela nie ma w pobliżu lub nieudolnie próbującego psa odwołać. Zasłaniam Tajgę nogami, do natręta mówię "nie", "idź" itp, blokuje kontakt psów nogami, czasem tupnę, ale... No właśnie... Psy są szybsze i zwinniejsze niż człowiek, na większość natrętów moje wyznaczanie naszej granicy nie robi wrażenia, najgorzej, że jeszcze próbują wtedy witać się ze mną i skakać po mnie lub wsadzić paszczę w saszetkę, czy kieszeń ze smakołykami.
Moja suka do cierpliwych nie należy i lubi wkroczyć do akcji ze szczekaniem, warkotem i odpędzaniem natręta. 

Dodatkowo biegnący szybko na nas i w dodatku na wprost obcy pies w psim języku oznacza atak. Czasem mam dość, chce mi się płakać, bo to nie mój pies jest winny temu, że inne psy są rozemocjonowane i latają po całym trawniku lub parku i skaczą na kogo popadnie. Najgorzej jeśli mam Tajgę na smyczy i ona nie ma możliwości oddalenia się i uniknięcia całej tej sytuacji. Podkreślam raz jeszcze: w naturze psów nie leży witanie się zawsze i z każdym obcym napotkanym psem, skakanie po nim też nie!

Moja suka nie biega tak do innych psów! Co nie znaczy, że nie umie się grzecznie przywitać, ale psie przywitanie, jest tylko szybkim niuchem i trwa kilka sekund! Długie i namolne obwąchiwanie, jeśli drugi pies odwraca się bokiem, próbuje odejść, wącha trawę, w końcu unosi wargę i zaczyna grozić a tamten skacze i twierdzi, że to super zabawa nie jest normalne! Coraz częściej mam ochotę zakupić gaz i psikać w takie psy, to nie one są winne tylko właściciel, ale mój pies po każdej takiej akcji wymaga przepracowania wszystkiego od nowa. Niestety rzadkością jest, że ktoś odwoła psa lub zapnie smycz i z nim odejdzie. O przeproszeniu nie ma mowy. To nie my weszłyśmy w ich strefę komfortu. Nie my mamy problem z czytaniem psiej mowy ciała. Tajga zanim zacznie szczekać i przepędzać intruza tam gdzie raki zimują używa wszelkich innych sygnałów uspokajających. Niestety przez to, że inne psy ich nie rozumieją, nie zauważają lub bezczelnie je lekceważą, Tajga może w końcu dojść do wniosku, że nie warto się wysilać, skoro i tak praktycznie nikt jej nie rozumie, wtedy może się zdarzyć, że od odpędzania przejdzie do prawdziwego ataku. Moją rolą jest nie dopuszczenie do tego. 

Pewnie za chwilę zjedzą mnie właściciele piesków, które "muszą się przywitać, bo tak mają". Powtórzę jeszcze raz, nie, Twój pies nie musi się witać z moim psem! Dodam, że w psiej naturze nie leży podbieganie do każdego obcego psa, w psiej naturze obce sobie psy omijają się po łuku, wysyłają sobie różne sygnały i dopiero wtedy ewentualnie decydują się na kontakt. Dobrze zsocjalizowany pies, to nie ten, który lata po całym parku i wita się z każdym psem. Dobrze zsocjalizowany pies, to taki, który potrafi spokojnie, bez ekscytacji mijać inne psy i ignorować je. 

Tajga bardzo często potrafi przejść przy nodze na kontakcie obok wiecznego ujadacza. Niestety bardzo trudno jest pracować z psem reaktywnym w społeczeństwie, które nie zna się na psach, nie umie czytać ich mowy ciała i w nosie ma prośby innych właścicieli psów. Jak mam odejść i nagrodzić mojego psa za ominiecie innych bez ekscytacji, kiedy tamten lub tamte biegną za nami? Spróbujcie w takiej sytuacji wyjąć smaczek lub zabawkę - powodzenia 

Ja wiem, że Tajga nigdy nie powinna reagować na takie akcje, ale co rusz jak już coś wypracuję to zdarza się jakaś nieprzyjemna sytuacja i praca zaczyna się od nowa. Dodatkowo moja suka głupia nie jest i nie jest też "ciapą" i nie będzie siedziała z założonymi łapami i czekała, co się wydarzy, jak pies mimo moich starań nie daje za wygraną. Wyżej opisane przykre sytuacje niestety nauczyły ją, że niestety najskuteczniejszą metodą radzenia sobie jest odpędzanie psów i niezwykle ciężko to odkręcić. Jeśli uważasz inaczej, to widocznie nigdy nie miałeś do czynienia z naprawdę problemowym psem, który obdarzony jest dodatkowo inteligencją, wrażliwością i ma silny popęd walki i przetrwania oraz ma silną więź ze swoim stadem. Dodam, że z psami stabilnymi i takimi, które właściwie odczytują psią mowę i sygnały uspokajające nie mamy problemów. Tajga najlepiej czuję się podczas luźnych spacerów równoległych polegających na eksploracji terenu. Zdarza się jej także super pobawić z psem, ale to już musi być wyjątkowy pies a nie taki pierwszy lepszy   Płeć ani wielkość nie ma tu znaczenia, liczy się wzajemne zrozumienie i nadawanie na podobnej fali.

Tak, wiem, że w rozproszeniach musimy pracować, ale Tajga głupia nie jest. To, że na spotkaniu ze stabilnym psem jest grzeczna, bo on zachowuje się przyzwoicie nie oznacza, że taka będzie, kiedy spotka obcego nachalnego i/lub agresywnego psa. Jeśli ktoś uważa, że tak łatwo to działa, to chyba nic nie wie o psach i pewnie życie zweryfikuje te poglądy, albo kolejny trudny pies nauczy pokory.

Właścicielu psiego natręta, witacza, podbiegacza, prowokatora awantur: jeśli nie panujesz nad swoim psem i nie potrafisz go dowołać, to go nie spuszczaj w miejscach gdzie są inne psy, których nie znasz i nie wiesz jak mogą zareagować! Niby to takie proste i logiczne, ale do większości ludzi wciąż nie dociera... Nie utrudniaj nam życia! Psy reaktywne i tak nie mają lekko. 

Możecie uznać, że ten post jest dość osobisty, że się w nim tłumaczę, trudno. Zawsze znajdą się osoby twierdzące, że wiedzą lepiej, co autor miał na myśli  

piątek, 3 marca 2017

Miejski pies, czyli z psem na zakupach, na poczcie, w knajpie i w innych nietypowych miejscach.


Życie psa mieszkającego na co dzień w dużym mieście jest pełne wyzwań, hałasów, dziwnych zjawisk. Miejski pies może być mocno zestresowany otaczającym go światem, zwłaszcza jeśli nie mieliśmy okazji zsocjalizować go z miejska dżunglą od małego. 

Jak widzicie już po tytule wpisu zabieram Tajgę wszędzie tak, gdzie tylko mogę. Pewnie zaraz wyleje się na mnie fala krytyki, że psu nie jest to potrzebne, że powinien siedzieć w domu. Nie znacie mojego psa i to nie Wam oceniać z góry, to gdzie chodzę z Tajgą. Wierzcie mi lub nie, ale są psy, które pójdą wszędzie ze swoim właścicielem i będą się tam czuły lepiej niż pozostawione same w domu. Tajga uwielbia chodzić ze mną tam, gdzie inne psy raczej nie bywają. Jest wtedy psim aniołem. W końcu nachalne psy jej nie zaczepiają. 

Gdzie chodzę z psem?
  • na pocztę - jeśli jest duża kolejka to nie wchodzę, próbuje później lub następnego dnia
  • do apteki, bo czasem dostajemy receptę u weterynarza a jak wiadomo lepiej podać lek wcześniej niż później
  • do banku
  • wypłacić kasę z bankomatu
  • na bazarek
  • do pobliskich sklepów zoologicznych
  • do zoologicznego w centrum handlowym - o dziwo ochrona udawała, że nas nie widzi 
  • do kawiarni/cukierni/knajpy
  • dwa razy udało się nam kupić wodę w Żabce
  • podpisywaliśmy wspólnie umowę w Play, przenoszenie numerów, cesja wszystko trwało około godziny, a Tajga siedziała sobie lub leżała grzecznie z uśmiechniętą mordką
  • do outletu AGD/RTV - pan był bardzo zdziwiony, ale nas nie wyprosił 
  • odbieramy razem paczki z paczkomatu
  • załatwiamy razem różne sprawy na mieście (np, kupuje/sprzedaje coś na grupie, olx, allegro z odbiorem osobistym)
  • targi, psie i nie tylko  - np. na terenie Konesera, Łapa Targ, Dog Day i inne, które mnie zainteresują 
Nasze wczorajsze łupy z bazarku, najlepsze czarne banany! po 60gr/kg

Nad czym ubolewam? A no nad tym, że nie mogę wejść z Tajgą do Biedronki, Lidla, Rossmanna lub innego sklepu na szybkie zakupy, bo akurat czegoś mi zabrakło i cholernie niepraktyczne jest wychodzenie drugi raz w to samo miejsce, gdzie przed chwilą wracało się z długiego spaceru z psem. Najgorsze jest to, że często widuję na zakupach ludzi z miniaturowymi psami za pazuchą kurtki lub na rączkach i nikt nie robi im problemu. Kurde no, pies wnoszony do sklepu nadal jest psem! Czuje się dyskryminowana! Sami powiedzcie, czy nie chcielibyście mieć możliwości zrobienia zakupów z pupilem w sytuacji kiedy wróciliście z pracy, poszliście z psem na dwugodzinny spacer i jesteście cholernie zmęczenia a koniecznie musicie kupić pieczywo, warzywa, owoce, mleko (nieważne co, wpiszcie tu co chcecie), bo wasza lodówka świeci pustkami, a zaraz musicie szykować obiad na kolejny dzień i zwyczajnie odpocząć. 

Mój pies nie zaczepia ludzi, nie wkłada nosa tam, gdzie jej nie pozwalam, nie szczeka w miejscach publicznych, nie ciągnie się, grzecznie czeka aż zrobię swoje i radośnie merda ogonem wpatrzona we mnie jak w obrazek, jest praktycznie niezauważana. Wiem, że nie każdy pies nadaje się na takie wyprawy, ale marzy mi się normalność w naszym kraju.

Będę teraz okrutna i bezwzględna, ale dzieci są w takich miejscach cholernie uciążliwe, może tak więc zakazać wejścia z nimi do centrum handlowego, do banku, na pocztę etc.? Jakieś 2 lata temu w Tesco byłam świadkiem jak na oko około 2-letni dzieciak specjalnie idąc obok półki z jakimiś szklankami i kieliszkami strącił na ziemie i potłukł cały rządek stojących tam szkieł. Mój pies w życiu czegoś takiego by nie zrobił! Krew mnie zalewa kiedy widzę dzieciaki biegające samopas bez kontroli po sklepie tak, że można je niechcącą rozdeptać jak wpadnie zza roga pod nogi. Mój pies idzie tuz przy nodze nawet bez smyczy. Nie raz i nie dwa byłam świadkiem jak znudzony dzieciak obmacuje i przekłada pieczywo w sklepie, czy miał czyste ręce - wątpię, aż się boje pomyśleć ile bakterii zostawił na pieczywie... Mojemu psu do głowy by coś takiego nie przyszło, ona jest skupiona na wciąganiu nosem nowych, fascynujących zapachów i ogląda sobie wszystko krocząc tuż obok mnie. Dodam do tego drące się, ryczące i awanturujące się często o nic dzieciaki i rodziców, którzy nie umieją zapanować nad swoją latoroślą. Ktoś powie, że pies brudzi - mniej niż człowiek zabłoconymi buciorami. 

Wracam do sedna, czyli do miejskiego psa. Im częściej zabieram Tajgę w nietypowe miejsca tym mniej jest "zdziczała" i lękliwa, zmniejsza się też jej rezerwa do obcych ludzi i nie patrzy na każdego jak na intruza. Widzę po niej, że jest z siebie bardzo zadowolona z faktu, że może mi towarzyszyć w nietypowych dla psa czynnościach. Dodam, że wszelkie te sprawy załatwiamy po aktywnym spacerze, nigdy przed, nie ma też mowy o wyjściu na pocztę lub do banku zamiast spaceru! Dobro psa i nasz wspólny czas spędzony na spacerze jest najważniejszy. Magiczne jest to, że kiedy powiem Tajdze "idziemy na zakupy/na bazarek", to ona cała zadowolona siada żeby przypiąć jej smycz w parku i sama prowadzi mnie na bazar a potem na stoiska, na których najczęściej coś kupujemy. Podobnie kiedy mówię jej "idziemy na pocztę" lub "odbierzemy paczkę" - w pierwszym przypadku prowadzi mnie na małą psiolubna pocztę, gdzie wysyłamy paczki, a w drugim do paczkomatu, z którego najczęściej odbieramy przesyłki. Czasem dziwie się skąd tyle mądrości w jej małej główce. 

Ja wiem, że to nie są miejsca przeznaczone naturalnie dla psa, ale idąc tym tropem miasto też nie jest dla psa, jazda autobusami, samochodami i tramwajami również nie. Według mnie każdy powinien mieć prawo wejść z psem ta gdzie chce, oczywiście w granicach rozsądku, bo doskonale wiemy na ile bodźców oraz nietypowych zjawisk nasz pies jest przygotowany. Tajga zawsze jest nagradzana smaczkami, głaskami lub dobrym słowem za porządane zachowanie. Możecie się ze mnie śmiać, ale nie lubię chodzić do bankomatu bez psa lub wyjmować na bazarku portfel, z Tajgą w takich sytuacjach zawsze czuję się bezpieczniej i pewniej. Nie mam dużego psa, ale pies to zawsze pies w dodatku Tajga ma zapędy psa obronnego i jestem pewna, że w sytuacji kiedy ktoś wykonałby jakiś gwałtowny ruch w moją stronę i miał złe zamiary, to od razu zaczęłaby ostro szczekać a nawet skakać na tą osobę w celu odepchnięcia jej ode mnie. 

Niektórzy pewnie wiedza, że Tajga ma problemy z kontaktami z innymi psami, ale o tym szczegółowo innym razem. Na psich targach byłam zdumiona jej postawą, nawet kiedy do ciasnej windy wsiadł z nami duży pies Tajga nie mrugnęła nawet okiem! Kiedy inne psy naciągają się na smyczach i wszczynają jakieś awanturki ona jest niewzruszona - w parku natychmiast biegłaby rozdzielać inne psy i próbowałaby przejąć kontrole nad sytuacją. 

Reakcja ludzi na psa w publicznych miejscach. Nikt nigdy nie powiedział nam złego słowa, nie zwrócił uwagi, że z psem nie wolno, nic z tych rzeczy. Powiem Wam, że jest wręcz odwrotnie, ludzie uśmiechają się do Tajgi, patrzą na nią czule, coś tam mówią "taki to pies", "ale grzeczny piesek", "jak go tak pani wyszkoliła", "ale mądra psinka", często ktoś nas zagada i wywiąże się z tego miła rozmowa, zwłaszcza na bazarku. Klienci w banku, na poczcie lub w aptece początkowo maja bardzo zaskoczone miny, ale są tak zaskoczeni obecnością psa, że nic nie mówią. W banku kiedy musiałam podpisać jakiś papierek, to pan obsługujący mnie zapytał nawet czy potrzymać smycz - z uśmiechem i sympatycznie, Tajga w tym czasie poszła na głaski do pani siedzącej w boksie obok, też się miło uśmiechała i nikt nie był zniesmaczony obecnością psa. Jedna pani aptekarka nawet wychodzi zza okienka jeśli nie ma ludzi i wita się z Tajgą. To bardzo miłe, zdaję sobie sprawę, że pewnie po części przez stosunkowo niewielkie rozmiary Tajgi nikt nie patrzy na nas krzywo. 

Co jeszcze? Wykorzystuję miejskie przeszkody do ćwiczeń z Tajgą. Slalom miedzy słupkami, wskakiwanie na murki i chodzenie po nich lub siadanie/leżenie, utrzymywanie równowagi na półkolach (zdjęcie). Niestety nie mam zdjęć i filmików z załatwiania różnych spraw z Tajgą, bo ciężko jest w pojedynkę robić kilka rzeczy... ale niewykluczone, że na kolejne wojaże podepnę suce kamerkę lub skupię się na jakichś fotkach i wrzucę je na FB oraz Instagram.


Rozpiera mnie niesłychana duma, mój pies taki ogarnięty i tak świetnie sobie radzi w stresujących sytuacjach. Pewnie duża w tym moja zasługa i wewnętrzny spokój, że będzie dobrze, po prostu idziemy i załatwiamy, to co mamy do załatwienia w taki sam sposób jak chodzimy do parku na spacer, jak aportujemy lub trenujemy frisbee. Mój pies ma do mnie pełne zaufanie. Mam nadzieje, że kiedyś nasz kraj będzie bardziej psiolubny. Planuje zabierać Tajgę wszędzie tam gdzie to tylko możliwe i udowadniać ludziom, że dobrze wychowany, zsocjalizowany pies nie stanowi problemu w przestrzeni publicznej i nie jest żadnym utrudnieniem ani tym bardziej nie stanowi zagrożenia. 

I jeszcze jedno, nie pytam przepraszając, że żyję "Czy mogę wejść z psem?" Zwyczajnie wchodzimy, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie, pies zachowuje się bez zarzutu i wytracam ludziom argument do wyrzucenia nas, czy puszczenia niemiłej wiązanki w naszą stronę, bo nie mają się do czego przyczepić. 

Nie dajmy się wykluczać z przestrzeni publicznej oraz użytkowo-usługowej tylko dlatego, że towarzyszy nam pies! W planach mam odwiedziny w Pepco. A Wy zabieracie psy ze sobą załatwiając przy okazji jakieś sprawy? Jeśli tak do jakie macie doświadczenia z tym związane? Jak reagują ludzie?