ciasteczka

poniedziałek, 26 września 2016

Po DOG GAMES FALL '16 jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia


Jesienne zawody Dog Games to nasze trzecie zawody w tym roku i tym samym trzecie zawody frisbee w ogóle, w których startowałyśmy. Niby nic już nie powinno mnie zaskoczyć, niby miałam czas na przemyślenia, wyćwiczenie techniki i dopracowanie tego, co nie wychodziło, ale życie pełne jest niespodzianek i nie zawsze wszystko idzie zgodnie z naszym planem. Z DOG GAMES FALL 2016 wróciłam bogatsza o kolejne doświadczenia i uświadomiłam sobie z czym mamy największy problem.

Sobota rozpoczeła się dla nas o 5 rano - ciemna noc, chmury, potem dość silny wiatr i deszcz... Na szczęście szwagier Michała nas podrzucił do Kaput i nie musielismy się tłuc komunikacja miejską. Pogoda była potem łaskawa i mimo przejmujacego chłodu (założyłam czapkę!) nie było opadów deszczu.
Fot. Kasia Niedolistek
W niedzielę pobudka przed 6 i podróż komunikacja miejską, pogoda zacna, słoneczko nas rozpieszczało a wiatr nie płatał figli.

W całych zawodach najbardziej zaskoczyło mnie to, że to był nasz najgorszy występ... W sobotę nawaliła Tajga, no i ja ciut za bardzo spięta byłam. W niedzielę nawalił system, a raczej to, że tym razem trzymano się sztywno regulaminu i podczas Time Trial Michał nie mógł stać zbyt blisko startu (ani w kwietniu, ani w czerwcu ani też w sobotę podczas Dog Dartbee nikt nie prosił o pozostanie tylko 1 osoby blisko startu). Efekt? I próba okazała się totalną klapą, Tajga biegnąc do pierwszego rzutu oglądała się gdzie jest Michał i nie dogoniła dysku a wracając pobiegła do niego jakieś 10-13 m za linie startu. Kolejne rzuty wyglądały tak samo, mi puściły trochę nerwy. Nasz Time Trial to była heroiczna walka, inaczej tego nazwać się nie da. Na 10 sekund przed końcem I próby poprosiłam o jej zakończenie. II próba rozpoczęła się idealnie! Mój rzut był szybki, prosty, nie za niski i nie za wysoki, taki w sam raz, Tajga bezbłędnie go złapała i szybciutko wróciła do mnie - nie pobiegła do Michała! Drugi rzut niestety spieprzyłam, bo chciałam zrobić go jak najszybciej. W końcu Time Trial to dyscyplina, w której liczy się szybkość. Niestety drugiego rzutu Tajga nie złapała, bo dysk poleciał za blisko prawego baneru... Dodatkowo pies znów postanowił sprawdzić, czy ze stojącym z tyłu Michałem wszystko ok i nie pomógł nawet mój niemal idealny trzeci rzut, który Tajga pięknie złapała i wróciła z dyskiem do mnie. Niżej filmik z walki o czas.
Time Trial miejsce 30/40 czas 35.62 sec.
To było niestety (decyzją organizatorów) pożegnanie z tą konkurencją, która była naszą ulubioną. Żal i smuteczek. Teraz ma być rozgrywany Time Warp.


http://dogshots.pl/
Fot. Piotr Furtak
Sobotnie Dog Dartbee miejsce 34/54 50 pkt nie poszło tak jak powinno... Moje rzuty idealne nie były, wiał chwilami mocniejszy, boczny wiatr, ale wszystkie 9 rzutów było w tarczę, to Tajga nie mogła się skupić i banery końcowe były według mnie jak dla niej za blisko (moja sucz nie lubi się rozpędzać, jak w coś może wpaść...). Niżej filmik z tej katastrofy :P
Na plus dla mnie było to, że tym razem można było oddać od razu 9 rzutów do tarczy i nie rozdrabniać się na 2 rundy (4+5 rzutów). Zgodnie z regułą podczas DD wiał chwilami przeszkadzający wiatr, ale ja tym razem byłam silniejsza od wiatru! :) Liczyłam na to, że przy 9 rzutach Tajga oswoi się z banerami, z sędzią, który "przeszkadza" jej stojąc przy tarczy i z ogólna atmosferą zawodów. Niestety, postanowiła, że nie będzie się przemęczała i złapie tylko 1 rzut, no cóż... przynajmniej za 50 pkt a nie za 10 ;)

 Piękne niedzielne niebo nad Kaputami, a my tuż przed 11 żegnamy się z tym miejscem. 
Weganie na wyjeździe jakoś muszą sobie radzić - batony mocy ;) 
Jak widać na zdjęciach towarzyszyły nam personalizowane gadżety od KYNO ART - w swoim czasie będzie recenzja bluz i plecaka, na recenzje koszulek zapraszam TU.

Mój najlepszy pies i Michał, czyli "techniczny" na zawodach ;) 
Mam nadzieje, że wbrew pogłoskom nie były to ostatnie zawody DOG GAMES. Złapałam bakcyla i wielka szkoda jeśli nasz pierwszy rok z zawodami miałby okazać się również ostatnim :( Nie wyobrażam sobie przyszłego roku bez DOG GAMES.

Organizacja i atmosfera super! Trochę tylko niektórzy zawodnicy kazali na siebie czekać lub mieli kłopoty z zabraniem/złapaniem swojego psa ;)

Tym razem nie zeżarł mnie stres i raczej nie przekazywałam psu mojej złej energii. Nie miałam ochoty po nieudanym występie rzucić dyskiem, tupnąć nużką i uciec. W piątkowy wieczór roznosiła mnie pozytywna energia. Tajga potrafiła odpoczywać w namiocie i ogólnie była o wiele bardziej wyluzowana niż w kwietniu, czy w czerwcu. Nadal jestem beznadziejna technicznie, ale jakoś sobie radzę ze swoją własną techniką rzutów i nie miotam dyskami w kosmos. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę z własnej nieprzymuszonej woli wstawała bladym świtem po to, żeby grzać komunikacja miejską na jakieś niemalże odludzie na zawody z namiotem, kocem i prowiantem to zwyczajnie bym go wyśmiała... no ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)

Z pozytywów dodam jeszcze to, że nauczyłam się rzucać dyskami hero :) początkowo po fastbackach i flexach totalnie mi nie szło z hero. A i saga o frisbee się reaktywuje ;)


niedziela, 18 września 2016

S T E R Y L I Z A C J A - bądź odpowiedzialnym psiarzem! (praktyka)


TAK! Zrobiłam to, skrzywdziłam moją suczke i pozbawiłam ją możliwości zostania mamą :D Jestem najgorszym psim właścicielem ever! 

A tak już całkiem serio, to 19 września minie dokładnie 2 lata od przeprowadzenia u Tajgi zabiegu sterylizacji. Myślicie, że się nie bałam? Bałam się jak cholera, praktycznie od momentu adopcji panikowałam jak to będzie i gdzie to zrobię. Chyba nawet od tego myślenia posiwiałam... A moment oddania małej "pod nóż" i czekanie na telefon, że można ja już odebrać i pierwsza noc po były chyba najgorszymi w moim życiu, ale nie żałuję mojej decyzji! Po czasie żałuję tylko, że czekałam do pierwszej cieczki, gdybym mogła cofnąć czas to ciachnęłabym Tajgę przed 1-wszą cieczką, która miała późno, bo jakoś po +/- 13 miesiącu życia. A tak ledwo zdążyliśmy ze sterylka przed 2-gą cieczką.

Może wtedy byłaby bardziej szczeniaczkowata niż sukowata...? ;) chociaż w sumie Tajga nawet jak miała te 7-8 miesięcy, to nie zachowywała się jak inne młode psy w jej wieku, które spotykałam. Ona była dojrzalsza i miała już swoje zdanie. 


Ale dość gadania! Przejdźmy do konkretów. Wybaczcie, jak coś przekłamię, trochę czasu już minęło a ja byłam w przeogromnym stresie.

Zabieg był zaplanowany na piątek, miałam się zgłosić jakoś około 12 chyba.  Dwa dni wcześniej (środa) Tajga miała pobraną krew żeby sprawdzić, czy wszystko ok i czy można przeprowadzić zabieg. A i najważniejsze! Do przeprowadzenia zabiegu wybrałam KOTERIĘ FB Koterii Strona internetowa Koterii Dlaczego? Po pierwsze - gabinet miałam praktycznie tuż pod blokiem, więc odpadał transport psa po zabiegu, co dla osób niezmotoryzowanych może stanowić problem. Po drugie - niska cena i tym samym wsparcie statutowej działalności ośrodka. Po trzecie - bardzo duże doświadczenie pracującej tam Pani Doktor. Po czwarte - pozytywne opinie znajomej Pani, która oddawała tam na zabieg zarówno swoje psy, jak i koty. W innych miejscach ceny zaczynały się od 400 zł za sam zabieg bez leków, bez ubranka, bez badań a kończyły na 800-900 zł plus wizyty kontrolne... 

CENNIK KOTERII 
Koszty, które opłaca właściciel czworonoga
Zabiegi kastracji:
kotka110 zł
kocur70 zł
pies/suka do 15 kg220 zł
pies/suka 15-30 kg280 zł
pies/suka powyżej 30 kg350 zł
przetrzymanie kota15 zł/doba
W koszt zabiegu wchodzą leki i materiały medyczne użyte podczas zabiegu, praca lekarza, antybiotyk i leki przeciwbólowe.
U nas wszystko zamknęło się w kwocie 290 zł jak dobrze pamiętam - 220 zł zabieg + badanie krwi + ubranko pooperacyjne.

Tajga dostała "głupiego jasia" jakoś około godziny 12:30 albo 13, po paru minutach Pani Doktor zabrała ją słabo kontaktującą na salę operacyjną, a ja wróciłam do domu i pojechałam do pracy. Chyba o 14:30 dostałam telefon, że Tajga jest już wybudzona i można ja odebrać. O godzinie 15 Michał był już chyba z nią w domu, no może o 15:30 nie pamiętam. Oczywiście przed pobraniem krwi oraz przed samym zabiegiem pies musi mieć głodówkę. przed pobraniem krwi wystarczy chyba 8 godzin, przed zabiegiem musi to być minimum 12, czy nawet 16 - dopytajcie swojego lekarza, ja nigdy takich rzeczy nie pamiętam...

Naczytałam się, nasłuchałam i naoglądałam zdjęć... Jak to psa trzeba oddać na noc przed zabiegiem na obserwację i zostawić na kolejna noc po zabiegu... Jak to tną pół brzucha. Jak odbiera się nieprzytomnego psa. Jak pies odsypia 24 lub 48 godzin. Jak pies płacze i jęczy z bólu. Jak to karmić i wody dawać nie można. Jak to trzeba psa oszczędzać, chuchać i dmuchać, trzymać pod kocem. Jak to pies wymiotuje i załatwia się pod siebie itd., itp . . .

A w praktyce? wróciłam do domu jakoś po 18 i Michał ledwo był w stanie utrzymać Tajgę, bo chciała skakać ze szczęścia i witać się ze mną. Jedyne, co sprawiało jej wtedy problem to siadanie, ale nie wiem na ile ból i szwy przeszkadzały, a na ile ubranko, na które miała mega focha i nas za nie znienawidziła he he.

Rana/cięcie/szew. Nie mierzyłam więc nie wiem dokładnie, ale wydaje się nam, że Tajga miała nacięcie długości 4-5 cm. Szwy były rozpuszczalne, zaszycie perfekcyjne! U Tajgi po pół roku trudno było się doszukać śladu po zabiegu, o bliźnie nie ma mowy, sierść tylko ciut opornie odrastała i w miejscu "odcięcia" odrosła ciut ciemniejsza. Tajga miała srebrny brzuszek, jeśli dobrze pamiętam, to taki "opatrunek w sprayu". Nie było żadnych dodatkowych kosztów, wizyt kontrolnych. No dobra, Michał poszedł raz do Pani Doktor, bo został 1 jakby supełek po szwie, który Pani Doktor wyjęła (wrzuciliśmy pieniażki do koteryjnej puszki, bo sama wizyta nic nas nie kosztowała). Początkowo w tym miejscu był jakby "guzek" zgrubienie, bałam się, że to zrosty, czy coś. Po jakimś czasie wszystko ładnie się wchłonęło i ie został najmniejszy ślad.

Opieka. Tajga nie wymagała szczególnej opieki ani nadzwyczajnego traktowania, nie piszczała z bólu, nie "płakała". Wieczorem po zabiegu dostała wodę, ale szczególnej ochoty na picie nie miała (pewnie po kroplówce była wciąż nawodniona), rano dostała małą porcję ryżu z "puszką" i było jej ciągle mało :P Pierwsza noc przebiegła bez problemów, Tajga nie zdjęła sobie ubranka, nie wygryzła dziur, spała u siebie w klatce. Rano znieśliśmy ją pod blok na mały spacer (wieczorem zrobiła tylko siku i za bardzo ochoty na chodzenie nie  miała). Zrobiła siku, zjadła trochę trawy, zwymiotowała żółcią i stała sfochana na cały świat, że ma na sobie ubranko. Kupy nie było, konieczne było podanie jej oleju parafinowego do jedzenia - stolec powrócił następnego dnia. Znosiliśmy ja i wnosiliśmy na rękach, bo mieszkaliśmy wtedy na 4 pietrze bez windy, ale wynikało to z naszej nadopiekuńczości, bo jeśli pies czuje się na siłach i chce to może po zabiegu sam pokonywać schody. Tajga od chyba 4 dnia po zabiegu pokonywała schody sama. No, ale Tajga jak to Tajga musiała coś wymyślić! Od poniedziałku przestała się praktycznie ruszać, nie wychodziła z klatki, nie można jej było wyciągnąć na spacer, nie chciała sikać, a o kupie to już mowy nie było... ale jadła i piła normalnie. Spanikowałam. Myślałam, że coś dzieje się z raną, albo boli ją. Zdjęłam ubranko i wszystko ze szwem było na szczęście w porządku. Ubranko - to było to co gryzło Tajgę! Po konsultacji telefonicznej z Panią Doktor dowiedzieliśmy się, że Tajga może wychodzić bez ubranka, w domu jeśli nie interesuje się szwem też mogła być bez. Pies nagle ożył! Dosłownie wystrzeliła z klatki schodowej na trawnik, zaczęła wąchać, ciągnąc mnie na smyczy, sikać i normalnie robić kupę, ba nawet do psów za wszelką cenę próbowała mnie zaciągnąć i do parku żeby się bawić z innymi psami, czy aportować. Miała dosyć tej niewoli i krótkich spacerów. Bałam się, że szwy jej pójdą... ale wytrzymały :) 6 dnia poszłam z nią do parku na smyczowy spacer. 10 dnia po zabiegu wróciłyśmy już praktycznie do normalnej aktywności - zabawa z psami, bieganie luzem w parku, aport turlanej po ziemi piłki, bo podskoki nadal nie były wskazane, ale w domu i tak nie udawało się nam jej powstrzymać przed skakaniem na nas ze szczęścia. Normalnie robiliśmy dłuższe 5 km spacery, wszystko było w jak najlepszym porządku i gdyby nie wygolony brzuszek i mała blizna nikt by nie poznał, że Tajga miała niedawno sterylizację. Po 3 tygodniach zaczęliśmy powolny powrót do frisbee, niskie krótkie rzuty (Tajga entuzjastką skoków nie była i nadal nie jest).

Tajga a szwy. Tu nasz pies okazał się geniuszem i przypadkiem nadzwyczajnym! Tajga nie interesowała się raną ani szwami, nawet będąc bez ubranka nie próbowała nawet się lizać w tym miejscu. Zachowywała się jakby nigdy nic. Jedynie jakoś 5-6 dnia zaczęła drapać się tylną łapką po żebrach, bo pewnie zaczęło ja swędzieć, ale robiła to niezwykle delikatnie i brzuszek pozostał nietchnięty. Na czas naszych wyjść miała przychodzić sąsiadka, ale stwierdziłam, że psu wychodzącemu z leku separacyjnego nie będę mieszała w głowie, Zakładałam jej ubranko i zamykałam w klatce, po powrocie zawsze tylne nogi prawie "wyszły" z ubranka, ale szwy nie były ruszone. Nocami też mogliśmy spać spokojnie, bo Tajga nie dobierała się do szwów. Jednak w pierwsza noc po zabiegu spałam może z 2 godziny, bo tyle się nasłuchałam, co psy potrafią sobie zrobić z raną i jakie są konsekwencje... 

Jedyny minus? sami musieliśmy dwa dni po zabiegu podać Tajdze zastrzyki - antybiotyk i przeciwbólowy. Miała to zrobić koleżanka, ale coś jej wypadło, była niedziela wieczór, ja byłam sama w domu, szybkie szukanie, kto może wpaść do nas i podać zastrzyki - niewypał. W końcu Michał wrócił z pracy i z wielkim trudem i przeogromnym stresem psa i naszym jakoś się udało... chociaż 1 zastrzyk nie poszedł w całości a nie mieliśmy w domu igieł. To na szczęście również nie spowodowało żadnych powikłań i komplikacji, bo w teorii leki, które zwierze otrzymuje po zabiegu i kroplówka już zabezpieczają przed zakażeniem a jeśli pies nie ma dolegliwości bólowych, to codzienne podawanie zastrzyków przeciwbólowych jest zbędne.

Aktywność po zabiegu. Nadwaga i konieczność zmniejszania porcji oraz podawanie karmy light. Zacznę od karmy light - bzdura na resorach! Tajga wręcz je więcej niż przed sterylizacją, ale trzeba podkreślić, że nasz tryb życia jest bardzo aktywny! Nigdy nie mieliśmy problemu z tyciem u Tajgi. Fakt, przez te 2 lata przytyła jakieś 2-3 kg (jej waga troche się waha w zależności od rodzaju oraz ilości aktywności i treningów), ale pies zwyczajnie dorósł i osiągnął swoją ostateczną masę oraz znacznie rozbudowały się u Tajgi mięśnie. Nie wiem, skąd ludzie biorą informacje o tym, że pies (zwłaszcza suczka, bo zabieg bardziej rozległy) musi mieć ograniczoną aktywność do minimum przez okres 3 miesięcy, a niektórzy piszą/mówią nawet o 6 miesiącach! Mało tego podobno tak zalecił weterynarz - WTF??! To teraz macie juz odpowiedź dlaczego psy tyja po kastracji/sterylizacji. Tajga była w doskonałej formie przed zabiegiem i być może dlatego tak bezproblemowo go zniosła i praktycznie natychmiast wróciła do formy? Nie znajduje wytłumaczenia dlaczego po 10 dniach od zabiegu nie można z psem, u którego wszystko poszło wzorcowo pójść na 5 km spacer bez szaleństw?

Zmiany. Tajga nigdy nie była aniołkiem, a różki, charakterek oraz dominujące i terytorialne zapędy przejawiała już podczas pierwszej cieczki. Pani Doktor uprzedziła, że sterylizacja jej nie uspokoi - ja i tak na to nie liczyłam. Te cechy pogłębiły się i wyostrzyły, ale nie przerodziły się w agresję. No i nie mam pewności, czy nie byłoby tak również wtedy, kiedy nie zdecydowałabym się na zabieg. 
Szczerze? Nie wyobrażam sobie życia z cieczkami 2 razy do roku! Trzymanie Tajgi na smyczy, jakby za karę, stres, uciekanie przed psami, frustracja mojej suczy spowodowana niewolą, brak długich spacerów i treningów - nie to nie dla nas. Nie zapomne, jak kilka razy podczas cieczki (na szczęście pierwszej i ostatniej!) nie chciały się od nas odczepić dużo większe psy :/ całe szczęście Tajga chciała im głowy poodgryzać i ani myślała o amorach ;) Nie zapomnę też pierwszego dnia kiedy po chyba 6 tygodniahc w końcu spóściłam ją ze smyczy - w amoku szczęścia i eufori wystartowała na ulicę (co nigdy sie jej wcześniej ani później nie zdarzyło) i nie chciała do mnie podejść, abym znów jej nie uwięziła na ponad miesiąc na krótkim sznurku. Powoli wróciliśmy do normalności, ale niechęć do samców została Tajdze na zawsze (są nieliczne wyjątki od tego, które potwierdzają regułę).

Uff... to już chyba wszystko. Przepraszam za chwilami chaotyczny wpis, ale próbowałam jak najdokładniej wszystko opisać od strony praktycznej. Zawsze i wszędzie będę polecała Koterię jeśli chodzi o kastrację/sterylizację, bo tam liczy sie dobro zwierząt a nie zdzieranie kasy z właściciela! Pani Doktor ma złote ręce do tych zabiegów! Mimo, że w Ośrodku nie ma Wersalu i warunki na pierwszy rzut oka mogą wydać się nieco prymitywne, jak na warszawskie standardy w XXI wieku, to jednak nie zdecydowałabym się na zabieg w innym miejscu. Doświadczenie, profesjonalizm, fachowość, misterne szycie (Michał po laparoskopi nie był chyba tak ładnie pozaszywany :P ) oraz wspaniałe podejście do zwierząt, jak i do właścicieli ;) Ciepło oraz troska o pacjenta, to jest to, co wyróżnia Koterię! Ubolewam nad tym, że nie funkcjonuje tam przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu normalny gabinet weterynaryjny, gdzie mogłabym pójść na wizytę z Tajgą, bo Pani Doktor Iwona to cudowny człowiek i lekarz! :) Polecam, jeśli jesteście z Warszawy i stoicie przed wyborem lecznicy do przeprowadzenia zabiegu kastracji/sterylizacji.

Kto z Was ma już to za sobą, a kogo to dopiero czeka?


środa, 14 września 2016

S T E R Y L I Z A C J A / K A S T R A C J A - bądź odpowiedzialnym psiarzem! (teoria)


Sterylizacja jest to zabieg skutkujący ubezpłodnieniem zwierzęcia. Ubezpłodnić można czasowo – farmakologicznie, stosując środki hormonalne przeznaczone dla danego gatunku lub trwale – podczas zabiegu chirurgicznego.
Najbardziej popularną metodą ograniczania niechcianego rozrodu zwierząt była do tej pory sterylizacja farmakologiczna. Jednak badania wykazały, że sieje ona największe spustoszenie w organizmie zwierzęcia. Przez to zwiększa ryzyko pojawienia się ropomacicza, wystąpienia guzów narządów rozrodczych oraz guzów sutków. Stosowana mogła być jedynie u samic. Jest to metoda odwracalna, ale niesie za sobą ryzyko powikłań okołoporodowych, które jest znacznie większe niż u samic nie poddanych tej metodzie sterylizacji.

Sterylizacja chirurgiczna ma kilka odmian – od przecięcia lub podwiązania nasieniowodów lub jajowodów aż po sterylizację pełną, czyli kastrację. Najbardziej polecana jest ta druga, czyli chirurgiczne usunięcie macicy wraz z przydatkami u samic oraz całkowite usunięcie jąder u samców.


Zabieg ten całkiem niweluje ryzyko wystąpienia ropomacicza oraz (przeprowadzona przed wystąpieniem pierwszej rui czy cieczki, w wieku 5-6 miesięcy) znosi do zera ryzyko wystąpienia guzów sutków, które rośnie do około 10% wśród samic, u których przeprowadzono go po pierwszej rui (cieczce). Kastracja samców w odpowiednim wieku (koty 6-8 miesięcy, psy 7-12 miesięcy) ogranicza do zera ryzyko wystąpienia raka prostaty i jąder. Wczesna sterylizacja nie ma żadnego negatywnego wpływu na rozwój psychiczny i fizyczny. Młode zwierzęta wracają do zdrowia w ciągu raptem kilku dni po zabiegu.
Do każdego z kilkuset polskich schronisk i przytulisk codziennie trafiają kolejne bezdomne zwierzaki. Większość z nich pozostanie w tych miejscach do końca swoich dni. Kastracja to jedyna humanitarna i w pełni skuteczna metoda zapobiegania bezdomności zwierząt oraz 100% skuteczna metoda antykoncepcyjna.


Sterylizację samic wykonuje się pod narkozą, jak każdy zabieg chirurgiczny. Po otworzeniu jamy brzusznej usuwa się macicę, jajniki oraz jajowody. Pozostawia się jedynie niewielki kikut trzonu macicy, na który zakładany jest szew okrężny. Później powłoki jamy brzusznej są zszywane (najczęściej szwem kosmetycznym, który sam się rozpuszcza). Sterylizację kotek wykonuje się poprzez cięcie o długości około 2 cm, a u suk o długości około 4-6 cm. Po takim cięciu rana bardzo szybko i bezproblemowo się goi, a zwierze już na drugi dzień prawie całkowicie dochodzi do siebie.

Kastracja samców jest zabiegiem znaczniej prostszym, gdyż worek mosznowy z jądrami umiejscowiony jest na zewnątrz ciała. W czasie zabiegu chirurg rozcina worek mosznowy, wyciąga z niego jądra i podwiązuje nasieniowody. Potem moszna na powrót zostaje zszyta. Samiec może wrócić do domu jeszcze tego samego dnia, a na drugi dzień powinien być już w bardzo dobrej formie.

Kiedy można wysterylizować?

Samce:

koty powyżej 6-8 miesięcy
psy powyżej 7-12 miesięcy

Samice:
przed pierwszą rują czy cieczką, w wieku 5-6 miesięcy
miesiąc po rui czy cieczce

Zwierzęta w zaawansowanym wieku: decyzję o przeprowadzeniu zabiegu podejmuje lekarz na podstawie badań i ogólnego stanu zdrowia. (braku przeciwwskazań do operacji chirurgicznej i narkozy)

Przygotowania: Na kilka dni przed wykonaniem zabiegu dobrze jest zrobić podstawowe badania krwi, by wykluczyć możliwe nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu, a także pokazać zwierzę weterynarzowi, który musi je zbadać i określić stan jego zdrowia.
Przed zabiegiem zwierzak powinien być na czczo (ostatni posiłek minimum 12 godzin wcześniej). Żołądek powinien być pusty, ze względu na możliwość wystąpienia wymiotów. Usprawnia to bardzo proces wybudzania czworonoga.

Po zabiegu: Zwierzak odbierany po zabiegu musi być wybudzony! Skutki narkozy może odczuwać jeszcze przez kilka godzin. Przejawiają się one chwiejnym chodzeniem, sennością, nieskoordynowanymi ruchami. Może się również pojawić niekontrolowane oddawanie moczu. Powinniśmy zapewnić naszemu ulubieńcowi jak najwięcej spokoju i ciepła, a także stosować się do pisemnych zaleceń lekarza weterynarii, który przeprowadzał zabieg. W razie wypadku powinniśmy mieć kontakt z kliniką, w której zabieg był przeprowadzany." [ ZA vetopedia.pl ]


F A K T Y i M I T Y na temat sterylizacji/kastracji:
  1. SUKA MUSI RAZ MIEĆ MŁODE "dla zdrowia"- nie ma żadnych badań, które udowadniałyby słuszność tego stwierdzenia; ciąża i posiadanie potomstwa nie wpływa na poprawę stanu zdrowia suki, nie eliminuje ryzyka wystąpienia chorób układu rozrodczego, a zdarza się, że wręcz stanowi dla niej zagrożenie; wszak nie każda ciąża i nie każdy poród przebiegają prawidłowo i czasem konieczna jest pomoc porodowa czy cesarskie cięcie
  2. MOŻE BĘDZIEMY CHCIELI PO NIEJ SZCZENIAKI - szczeniaki albo się chce albo nie; przed decyzją o ich posiadaniu trzeba się również zastanowić, co z nimi dalej; w schroniskach czeka już wystarczająco dużo tych, które miały znaleźć dom, a potem okazało się to nie być jednak takie proste; warto wziąć również pod uwagę koszta ich profilaktyki (odrobaczenia i szczepienia) oraz to, że czasem nasze wyobrażenie o posiadaniu jednego uroczego malucha kończą się dziesięcioma urwisami, które wymagają całodobowej opieki - dokarmiania butlą, sprzątania, a na koniec okazuje się, że nasi znajomi tak chętni kiedyś do wzięcia psa, wcale nie mają teraz na to ochoty
  3. MOŻE PO WAKACJACH LUB W PRZYSZŁYM ROKU- decyzji o zabiegu nie warto odkładać; najlepiej, by był wykonany przed pierwszą lub maksymalnie przed drugą cieczką, bo tylko wtedy chroni przed rozwojem nowotworu gruczołu sutkowego; nasz pupil także nie młodnieje, a zwierzęta młode znoszą zabiegi operacyjne dużo lepiej; dodatkowo sterylizacja wykonana musi być poza okresem cieczki, najlepiej 10-14 dni po jej zakończeniu lub potem w okresie anestrus, czyli 3 miesiące po zakończeniu cieczki; taki termin pozwala na uniknięcie rozwoju ciąży urojonej (koniecznie skonsultujcie to ze swoim lekarzem! z tego co ja wiem, musi minąć miesiąc od zakończenia cieczki)
  4. ISTNIEJE HORMONALNA ANTYKONCEPCJA, PO CO WIĘC OKALECZAĆ ZWIERZĘ - owszem, możliwe jest podawanie zastrzyków antykoncepcyjnych, ale warto przed podjęciem takiej decyzji dokładnie omówić z lekarzem weterynarii możliwe skutki uboczne ich stosowania; leki te wręcz zwiększają ryzyko rozwoju ropomacicza oraz nowotworów gruczołu sutkowego! dodatkowo konieczne jest dokładne pilnowanie terminów podania, a koszt łączny podawania leków przewyższa cenę zabiegu operacyjnego
  5. ZABIEG JEST DROGI - pamiętajmy, że chodzi o życie naszego zwierzęcia, a nad operacją pracują z reguły chirurg i anestezjolog; w czasie takich corocznych Ogólnopolskich Akcji Sterylizacji lekarze rezygnują ze swojego wynagrodzenia i oferują zabiegi w bardzo preferencyjnych cenach; na terenie kraju działają też liczne fundacje, do których można zgłosić się o pomoc finansową, a w niektórych gminach istnieje system wsparcia tej formy walki z bezdomnością; zawsze profilaktyka jest tańsza od leczenia! koszt cięcia cesarskiego, sterylizacji przy ropomaciczu, pomocy porodowej, mastektomii przy nowotworze gruczołu sutkowego czy antykoncepcji hormonalnej jest zdecydowanie wyższy
  6. UPILNUJĘ - no cóż, tak mówili wszyscy, którym się to nie udało, a wystarczy chwila nieuwagi...
  7. WYSTERYLIZOWANE ZWIERZĘTA SĄ MNIEJ ZDROWE - wysterylizowane samce kotów żyją średnio o dwa lata dłużej niż nie poddane temu zabiegowi. Zachorowalność na pewne typy nowotworów złośliwych i podatność na infekcje, szczególnie dróg moczowych, spada u kotów i psów o 98%.
  8. DOŚWIADCZENIE PORODU POPRAWIA CHARAKTER SAMIC - nie istnieją medyczne dowody na poparcie tej rozpowszechnionej opinii. W rzeczywistości psy i koty, które poddano sterylizacji przed ich pierwszą rują są mniej kapryśne, mniej zaczepne i zdrowsze niż nie sterylizowane.
  9. OSOBOWOŚĆ ZWIERZĘCIA ZMIENI SIĘ NA GORSZE PO ZABIEGU - jest dokładnie odwrotnie. Psy i koty poddane sterylizacji nie są zbyt skłonne do włóczęgi, wiążą się silniej ze swoimi ludzkimi opiekunami i mają mniej kłopotliwych nawyków, jak np. wdawanie się w bójki i opryskiwanie moczem swego terytorium.
  10. MOJE KOCIĘTA/SZCZENIĘTA SĄ TAKIE ROZKOSZNE... - łatwo znajdę dla nich dom - smutna prawda jest taka, że chociaż małe zwierzaki są urocze, to nie wystarcza dla nich życzliwych i odpowiedzialnych domów. Siedem z każdych dziesięciu psów/kotów trafiających do schroniska jest uśmiercana. Połowa wszystkich, urodzonych każdego roku psów i kotów umiera w schroniskach, laboratoriach i na ulicach.
  11. STERYLIZACJA JEST NIENATURALNA - nie powinniśmy ingerować w przebieg procesów naturalnych - udomowione psy i koty są hodowane przez ludzi dla towarzystwa. Rozmnażamy te bezbronne stworzenia, po czym zabijamy miliony z nich każdego roku - to właśnie uznać należy za nienaturalne. Sterylizacja jest humanitarnym rozwiązaniem tego problemu. Owszem, są nienaturalne. Naturalna jest natomiast śmierć naszej suczki z powodu ropomacicza... Bo przecież leczenie tej śmiertelnej choroby też jest nienaturalne. Idąc tym tokiem rozumowania, nie powinniśmy leczyć psów, kiedy zachorują, bo to niezgodne z naturą. Ba, wszystkie nasze wypieszczone i ukochane psy powinniśmy wywieźć do lasu i zostawić na pastwę losu, bo przecież nienaturalne jest trzymanie ich w domach, mieszkaniach... Absurd, prawda? Odkąd człowiek udomowił psa, życie tych zwierząt ma niewiele wspólnego z naturą. Dlatego musimy zdać sobie wreszcie sprawę z obowiązków, jakie na nas ciążą. Bo człowiek powinien w końcu wziąć odpowiedzialność za istoty, które udomowił. To właśnie przez nas, ludzi, istnieją tak makabryczne miejsca jak schroniska dla bezdomnych zwierząt. To my doprowadziliśmy do tego, że psów jest zbyt wiele. To właśnie przez nas tysiące zwierząt w schroniskach jest usypianych. To jest naturalne? To już „zwolennikom naturalności” nie przeszkadza? Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, co dla psów jest lepsze: nienaturalne życie za kratami, nienaturalna śmierć w schronisku, czy nienaturalne zapobieganie takim tragediom?
  12. STERYLIZACJA/KASTRACJA JEST RYZYKOWNA - zabiegi sterylizacji są bezpieczne i przeprowadzane przez weterynarzy rutynowo. Polegają na usunięciu fragmentów układu płciowego (rozrodczego) i mogą być dokonywane już na kilkumiesięcznych zwierzętach. Powrót do normalnej aktywności następuje po kilku dniach od zabiegu. Ryzyko niesie ze sobą narkoza, jak przy każdym zabiegu wykonywanym w znieczuleniu ogólnym. Na szczęście jest minimalne, a można je jeszcze dodatkowo zmniejszyć. Przed każdą operacją zwierzę trzeba dokładnie przebadać, również kardiologicznie (pamiętajmy, że nie każda choroba serca uniemożliwia przeprowadzenie operacji - jeśli Twój pies ma chore serce, musisz po prostu poradzić się doświadczonego lekarza weterynarii). Obecnie dostępne są nowoczesne środki do znieczulania ogólnego, np. narkoza wziewna. Jest to droższe, ale znacznie bezpieczniejsze. Sam zabieg nie jest zbyt skomplikowany, doświadczony weterynarz przeprowadza go w ciągu kilkunastu, najwyżej kilkudziesięciu minut, więc pies jest poddany narkozie tylko w krótkim okresie czasu.
  13. NIE MOGĘ POZBAWIĆ SWOJEJ SUCZKI/KOTKI RADOŚCI MACIERZYŃSTWA - większość z nas jest bardzo emocjonalnie związana ze swoimi pupilami. I przez to błędnie przypisuje psom ludzkie uczucia. Zapominamy, że pies to zwierzę, które kieruje się w życiu instynktem, a nie uczuciami. To nie uczucia macierzyńskie pchają je do rozrodu. To czysto biologiczny instynkt. Bo cóż to za uczucia macierzyńskie, które każą matce odrzucać, czy nawet zabijać słabe i chore dzieci? Człowiek swoje dziecko będzie chciał za wszelką cenę ratować. Suczka słabe i chore szczenię odrzuci, nie będzie go karmić, skaże je na śmierć. I cóż to za uczucie, które trwa raptem kilka tygodni? Gdyby kobiecie po kilku tygodniach, czy nawet latach odebrano dziecko, to byłoby to jej życiową tragedią. Psie szczenięta zazwyczaj już po 8 tygodniach wędrują do nowych domów, a suczka nie dość, że nie popada z tego powodu w depresję, to jeszcze jest wręcz szczęśliwa, że nareszcie ma z głowy uciążliwe młode. A po niedługim czasie zapomina, że w ogóle kiedykolwiek była mamą.
  14. SUCZCE/KOTCE BĘDZIE SMUTNO, ŻE INNE MAJA DZIECI, A ONA NIE. BĘDZIE TĘSKNIŁA ZA BYCIEM MAMĄ - znów kłania się uczłowieczanie psów... Jeszcze raz powtórzmy: to nie uczucia skłaniają sukę do posiadania potomstwa, tylko wyprany z uczuć instynkt. Kiedy suczka instynktu nie odczuwa, to nie odczuwa też chęci posiadania potomstwa. Sterylizując suczkę pozbawiamy ją właśnie instynktu, nakazującego jej rozmnażać się. Będzie to dla niej stan zupełnie naturalny, tak jak naturalne są dla niej okresy między cieczkami. Bo przecież kiedy suczka nie ma cieczki, ani jej w głowie posiadanie potomstwa. Nie siedzi i nie rozmyśla: „Bo ta Saba zza płotu to ma cieczkę, a ja nie. Ona będzie mieć dzieci już niedługo, a ja biedna jeszcze tyle muszę czekać....”. Tak samo nie będzie siedzieć i rozmyślać po sterylizacji. Psy nie mają zdolności abstrakcyjnego myślenia. Nie mając instynktu płciowego, nie będą odczuwały jego braku. A co za tym idzie, w żaden sposób nie będą tęskniły za posiadaniem szczeniąt.
  15. NIE CHCĘ POZBAWIAĆ SWOJEGO PSA UCIECH SEKSUALNYCH. BĘDZIE CIERPIAŁ WIEDZĄC, ŻE JUŻ NIE MOŻE - zwierzęta nie uprawiają seksu dla przyjemności. Kopulują w jednym celu - żeby mieć potomstwo. Kastrując psa, pozbawiamy go instynktu płciowego, a więc i chęci kopulacji. Wykastrowany samiec nie odczuwa potrzeby krycia. Samice w rui niewiele go obchodzą. Podobnie suki – kiedy są wysterylizowane, to zachowują się tak samo, jak wtedy, gdy nie mają cieczki - ani im w głowie "seks". Kiedy samiec, albo samica nie odczuwają instynktu (bo nie mają cieczki, nie czują suki w rui, bądź są wysterylizowane/wykastrowane), to mają w nosie „seksualne uciechy”. Wolą poganiać za patykiem, to dla nich większa radość. Zastanówmy się też, kiedy tak naprawdę pies cierpi. Czy wtedy, gdy nie odczuwa potrzeby kopulacji, czy może wtedy, gdy taką potrzebę odczuwa, a człowiek nie pozwala jej spełnić? Popęd płciowy to najsilniejszy psi instynkt. Kiedy pies jest głodny, to celem jego życia jest najedzenie się. Kiedy samiec wyczuwa suczkę w rui, to celem jego życia staje się prokreacja. Kiedy suka ma ruję podobnie - celem jej życia jest rozmnażanie. Wniosek: mamy pozwolić, żeby nasz samiec krył każdą sukę w rui, jaka się nadarzy w okolicy? A naszej suczce podczas cieczki mamy pozwalać na parzenie się z każdym napotkanym samcem? Bo przecież zabraniając im tego, narażamy je na stres i cierpienie...Czy nie lepiej dla psów jest je po prostu wysterylizować/wykastrować? W imię nienarażania na stres i cierpienie, związane z niemożnością zrealizowania ich najsilniejszego instynktu?
  16. PO ZABIEGU MÓJ ZWIERZAK STANIE SIĘ LENIWY I BEZ CHARAKTERU - kastracja powoduje jedynie zmniejszenie agresji dominacyjnej samca. Nie wpłynie natomiast na instynkt obrony, czy pilnowania posesji. Wręcz przeciwnie. Jeśli mamy psa – stróża, to po kastracji będzie on nawet lepiej wykonywał swoje zadanie. Bo kiedy pies wyczuje sukę w rui, to ani mu w głowie stróżowanie terenu - przy pierwszej nadarzającej się okazji ucieknie, żeby zaspokoić popęd. Pamiętajmy też, że złodzieje często podrzucają na pilnowany przez samca teren sukę w rui. I kiedy pies zajmuje się atrakcyjną samicą, oni spokojnie i bez pośpiechu okradają Twoje mieszkanie. Na wykastrowanego psa taka sztuczka nie podziała.
  17. SKŁONNOŚĆ DO NADWAGI - pamiętajmy, że nie tyje się z powietrza! Jeśli nasz pupil przybiera na wadze, oznacza to, że powinniśmy mu zmniejszyć porcje jedzenia, albo zwiększyć dawkę ruchu. I na pewno waga wróci do normy.
Na podstawie: www.zpazurem.plwww.canis.org.plwww.obrona-zwierzat.pl

Nie planowałam takiego sucho teoretycznego wpisu, ale doszłam jednak do wniosku, że warto powtarzać, to co od dawna wiadomo, bo wciąż spotykam ludzi, którzy wierzą w kilka powyższych mitów. Kolejny wpis będzie dotyczył praktycznej strony sterylizacji, na przykładzie Tajgi oczywiście. Polecę również najlepsze według nas miejsce do przeprowadzenia tego zabiegu.

Miłego dnia! :) 

niedziela, 4 września 2016

Chuckit! Floppy Tug rozmiar S, czy sprężyna kręci Tajgę?

Floppy Tug to zabawka w kształcie sprężyny, wykonana z wytrzymałej, elastycznej gumy.
Idealna do przeciągania się z psem, szarpania - w trakcie zabawy "sprężyna" się rozciąga.
Wybrałam dla Tajgi rozmiar S 19 cm - po rozciągnięciu zabawka ma długość około 55 cm. To dość ciężka zabawka - waży 440g - niemal 0,5 kg! Dobrze, że wysoka cena zniechęciła mnie do zakupu L-li, bo obawiam się, że Tajga mogłaby nie dać sobie z nią rady.

My naszą kupiliśmy w sklepie Toys Dream Dog za  49 zł - taniej niż w innym popularnym sklepie z zabawkami ;) 

Sprężyna jest u nas od 2 miesięcy i nie ma na niej nawet śladów zębów, jest bardzo wytrzymała. Na moje oko to ten sam materiał co w piłce chuckit! Whistler, też ma chropowatą, nierówną powierzchnię, która w naszym przypadku przetrwała wszystko bez szwanku. Niestety ta chropowata powierzchnia sprawia, że doczyszczenie sprężyny do czysta nie jest łatwe. Nie jestem jednak maniaczką czystości ani też nie mam czasu na skrupulatne szorowanie zabawek codziennie szczoteczką. Nie jest to u nas jakimś dużym minusem.

Niżej zdjęcie pokazujące rozciąganie się sprężyny pod własnym ciężarem. Widać też wgłębienie od wewnętrznej strony (coś jak opona), tu niestety może zbierać się brud. My jak na razie nie mamy takiego problemu.


Film pokazujący jak można bawić się z psem i przy okazji macie gotową odpowiedź, czy Floppy Tug kręci Tajgę, czy jednak może nie?

MINUSY jakie zauważyłam podczas użytkowania:

  • Tajga czasem ma problem z chwyceniem pewnie sprężyny
  • niekiedy podczas przeciągania wyślizguje się jej z pyszczka
  • nie jest to zabawka wygodna do aportowania (dla Tajgi, Wasz pies może nie mieć tego problemu), podczas biegu "buja" się lekko w dół i w górę, czasem dotknie ziemi, co utrudnia szybki i komfortowy powrót z aportem

Floppy Tug na początku bardziej jarało mnie niż psa :P  Jednak jeśli pies jest maniakiem zabawek i kocha przeciąganie i szarpanie się to jest do doskonała alternatywa dla wszelkich szarpaków, czy Pullera. Niestety nie włożymy jej do saszetki, czy kieszeni, więc zabierając ja do parku przyda się plecak.

Inne zastosowanie - Floppy Tug jako gustowna biżuteria ;)

Nie wiem jak zabawka zniosłaby przeciąganie się nią przez 2 psy, bo Tajga nie lubi dzielić się zabawkami, dodatkowo w szarpanie i przeciąganie bawi się raczej z ludźmi. Do rzadkości należą takie rozrywki w jej wykonaniu z innym psem.

Recenzje "sprężyny" w rozmiarze L znajdziecie u Chart Heros.

sobota, 27 sierpnia 2016

Wodne (i nie tylko!) zabawki dla psa [cz.8] Patyk Zolux Long TPR 28cm

Wybaczcie tak długą ciszę na blogu, ale obowiązki nie pozwoliły mi na pisanie :/ do tego w moim życiu trochę się pozmieniało i mam nadzieję jeszcze się pozmienia... ;) ale o tym innym razem!

Dziś w ostatni wakacyjny weekend (upalny! :)) recenzja ostatniej wodnej zabawki jaka jest obecnie w naszym posiadaniu. Mam nadzieje, że w przyszłym roku pojawi się coś odpowiedniego dla Tajgi i interesującego dla mnie do przetestowania podczas wodnych zabaw. 
Patyk z termoplastycznej gumy TPR z powierzchnią masującą dziąsła

"Chwile zabawy odgrywają niezwykle ważną rolę w życiu psa. Odganiają nudę i zwalczają stres, równocześnie sprzyjając zwiększaniu czujności i rozwojowi zwierzęcia.
Różnorodna powierzchnia patyka masuje dziąsła i dba o higienę i zdrowie pyska Twojego psa.
Guma termoplastyczna jest niezwykle wytrzymałym materiałem, który charakteryzuje się miękkością i elastycznością.
Materiał, z którego stworzono patyk jest bardzo odporny na warunki atmosferyczne, wodę." [opis ze sklepu zooexpress]

Tyle teorii, a jak patyk sprawdził się u nas? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Patyk jest bardzo wytrzymały, guma z której jest zrobiony jest wręcz za twarda dla Tajgi, więc nie memła go i raczej nie gryzie. Zabawka ma piszczałkę, która wydaje dźwięk lekko zbliżony do kaczego. Tajga jednak praktycznie nigdy nie zaciska patyka tak, aby wydobył się z niego dźwięk, do tego trzeba siły i większemu psu byłoby za pewne wygodniej. Moja sucz nie lubi się przemęczać i jeśli coś jest twarde, to przeważnie nawet nie podejmuje prób ściskania/gryzienia. Kiedy więc chce żeby patyk piszczał przynosi go mnie i błagalnie patrzy żeby go ścisnąć lub skręcić w dłoniach - przy skręcaniu głośniej piszczy i jest mi łatwiej, bo sama mam problemy ze ściśnięciem go dłońmi na tyle mocno, aby zapiszczał.

Podoba mi się jego ładny niebieski kolor.

Nie bawimy się zbyt często tą zabawką, ale jeśli już zabiorę ją do parku, to Tajga aportuje patyk z uporem maniaka - jak zwykle zresztą ;)


Patyk lekko odbija się od podłoża. Dobrze pływa, nie zatapia się, nie jest śliski (nawet mokry lub zaśliniony), co ułatwia psu schwytanie go w pyszczek. Patyk jest trochę ciężki ale bez przesady.

Podczas wodnych szaleństw dostaje się do niego trochę wody, którą ciężko jest wycisnąć, ale potem sama wyparowuje. Niestety po aportowaniu w wodzie piszczałka praktycznie przestaje działać, na szczęście kiedy już wysuszymy patyk w domu piszczy od nowa, no może z czasem nieco ciszej.
Jak widać na zdjęciach Tajga podczas pływania ma manię trzymania go za koniec, nie wiem czemu, bo na lądzie aportuje go normalnie, trzymając najczęściej po środku. Chwyt za koniec czasem utrudnia jej nieco wyjście na brzeg, bo patyk jest dość długi i twardy, ale jak widać daje radę.


Cena to +/- 24 zł, czy warto? Hmmm... sama nie wiem, Patyk Zolux jakoś szczególnie nie przypadł mi do gustu, a Tajga jak to Tajga bawi się i aportuje z chęcią dosłownie wszystko, zawsze i wszędzie. Myślę jednak, że jest to tania i wytrzymała alternatywa dla zwykłych patyków, które jak wiadomo nie są bezpieczne dla naszych psów... 

Zawsze jakaś odmiana od piłki. Jeśli chodzi o "patyki", to zdecydowanie wolę żółty patyk z Comfy, jest poręczniejszy i mimo, że nie wydaje dźwięków, to Tajga bardziej za nim szaleje. 

sobota, 13 sierpnia 2016

Tajga - diabeł wcielony, czyli o naszych porażkach. Nie taki pies idealny.

Niedawno było o sukcesach, dziś będzie o porażkach. Niestety są rzeczy, z którymi sobie nie radzimy, są też takie, które mnie wkurzają. Czasem to niestety wynik braku czasu i/lub cierpliwości.

PROBLEMY, KTÓRE SPRAWIA TAJGA:
  1. Lęk separacyjny, który niestety w ostatnich tygodniach powrócił :/ Po 2-4 minutach od mojego wyjścia, jak zje żwacza szczeka - podejrzewam, że do 15 min, nie włączam nagrywania, bo i tak już jestem kłębkiem nerwów... (tak wiem, że to nie pomaga, ale nie umiem wyluzować...). Jak wracam za 20-40 min to jest cicho.
  2. Obrona zasobów (zabawek, plecaka/torby, mieszkania oraz mnie - przed psami oraz w niektórych sytuacjach przed ludźmi). Nigdy nikogo nie ugryzła, oszczekuje i odpędza.
  3. Niechęć do 95% (Michał twierdzi, że przesadzam i jest to 80%) spotykanych psów (suczowatość? braki w socjalizacji? czy zwyczajnie mój pies woli mnie niż inne psy?). Problem bardzo często stanowią "agresywni" naburmuszeni właściciele innych psów, bo Tajga w lot odczytuje wszystkie emocje. 
  4. Nie jestem w stanie nauczyć ją komendy "zostań", pewnie dlatego, że boi się być gdzieś zostawiona, albo kojarzy to z pozostawaniem samej w domu.
  5. Nadpobudliwość, reaktywność, nerwowość, Tajga wiecznie jest w pracy i czuwa.
  6. Jest "tępakiem" jeśli chodzi o uczenie się sztuczek. A może...? Tak jak twierdzi Michał jest właśnie za cwana i głupotami se głowy nie będzie zaprzątała :P Tajga myśli jak coś robi i wybiera sposób najprostszy dla niej w danym momencie
  7. Ciągnięcie na smyczy - tylko podczas wybranych sytuacji, jak zapach/kot/inny pies, który ja oszczeka, pośpiech w drodze do parku, przywitanie się ze znanym i lubianym psem/człowiekiem.
  8. Panikowanie u weterynarza kiedy trzeba wsadzić psa na stół, ale to zasługa pewnej wetki, która tak dawała Tajdze zastrzyk, że pies był w kagańcu, trzymany przeze mnie i Michała, wetka wbijała się chyba na 3 razy i w efekcie wlazła na stół i na psa - dramat jakiego nikomu nie życzę. Po zmianie weta nikt nie prosi o zakładanie kagańca a Tajga nie kłapie zębami, ale lęk pozostał.
I to chyba na tyle o Tajdze - Bestii z Grochowa ;) :P 

środa, 10 sierpnia 2016

Spacer z psem w Warszawie [część 1] - Kamionkowskie Błonia Elekcyjne

Dzisiejszy wpis rozpoczyna cykl postów - spacer z psem w Warszawie, opiszę tu i pokaże Wam moje (w zasadzie to nasze ;) ) ulubione miejsca do spacerowania z psem w Warszawie. Jedne są lepsze latem, inne zimą. Niemniej jednak wszystkie te miejsca mają swój urok o każdej porze dnia i roku. Zapraszam do lektury! :)

Kamionkowskie Błonia Elekcyjne 

Część dzisiejszej dzielnicy Praga Południe stanowią tereny dawnej wsi Kamion, którą wzmiankowano już w XII w. Wieś i okoliczne dobra stanowiły do 1780 r. własność kapituły płockiej. Na terenach otaczających osadę dwukrotnie odbyły się wybory polskiego władcy. Pierwsza elekcja miała miejsce w 1573 r., a królem Rzeczypospolitej został wówczas Henryk Walezy. Drugie wybory odbyły się w 1733 r., a w ich wyniku władcą został August III Sas.
Oba wydarzenia nabrały w ostatnich latach znaczenia, co spowodowane jest m.in. promocją dzielnicy. Dla upamiętnienia królewskich elekcji na Kamionku w 2012 r. zmieniono nazwę Bulwaru Stanisława Augusta stanowiącego część Parku Ośrodek Wypoczynkowo-Sportowy Waszyngtona. Od tego czasu teren ten nosi nazwę Kamionkowskie Błonia Elekcyjne. Miejsce tradycyjnych spacerów mieszkańców Pragi stało się swoistym pomnikiem historii Polski. Kamionkowskie Błonia Elekcyjne zajmują obszar około 17 hektarów. [za: polskaniezwykla.pl] 

https://lh6.googleusercontent.com/-gROSW-SNF5o/Vyn_I6hM6GI/AAAAAAAAcCM/1yKR-FYKpbMIiEdy82k233dXkfrOzfMdgCLIB/s456-k-no/

Chyba przyznacie, że w tym miejscu można się zakochać...? Jako psiara najbardziej kocham Pragę Południe właśnie za Błonia. To tu jest oficjalna nieformalna psia łączka, gdzie psy mogą szaleć do woli z dala od ulicy i w pięknych okolicznościach przyrody. Żałuje, że sama nie mam wielu zdjęć przyrody ze spacerów, ale skupiam się głównie na psie - wybaczcie. 

Wkraczając w spacerowy świat z Tajgą przez kilka tygodni żyłam w błędzie - uważałam, że Kamionkowskie Błonia Elekcyjne to również Park Skaryszewski, później zorientowałam się, że są to dwa odrębne parki, które dzieli ulica Międzyborska.

Dla mnie to miejsce magiczne, niby jestem praktycznie w centrum miasta a czuję jedność z naturą. Tu potrafie spędzić 3-4 godziny w ciepłe i słoneczne dni, gdyby czas mi na to pozwolił, to zapewne dłużej. Można usiaść, zatrzymać się, odpocząć od zgiełku miasta, poczuć, że się żyje.

 

A tutaj filmik ze spaceru ukazujący (przynajmniej po części) piękno Kamionkowskich Błoń Elekcyjnych (szkoda, że jakość marna - przepraszam...), pogoda też niestety nie rozpieszczała - było pochmurno i deszczowo. 

                   

Uwielbiam Błonia, w tygodniu bywają często praktycznie puste mimo ładnej pogody, w weekendy drażnią mnie wszędzie rozwaleni "plażowicze" oraz "grillowicze", którzy często pozostawiają po sobie masę śmieci oraz resztki jedzenia, no i... swoje kupy :/ pampersy też czasem się walają. Nóż mi się wtedy w kieszeni otwiera, bo my psiarze obrywamy praktycznie codziennie za jakąś gdzieś tam niesprzątniętą kupę i to w dodatku nie swojego psa a ludzie? Ludzie zostawiają po sobie na Błoniach większy syf niż psy :/ 

Kamionkowskie Błonia Elekcyjne niestety podczas mokrych dni i ciepłej deszczowej zimy oraz podczas wiosennych roztopów bywają bardzo mocno podmokłe - zwłaszcza psia łączka. Ścieżki zamieniają się wtedy w błotne ślizgawki i trzeba uważać. Psom to jednak nie przeszkadza, ludzie muszą się dostosować - kalosze, stare ciuchy i inne cudawianki, pisałam o tym jakiś czas temu Dress code psiarza.

Górka jest genialna do zmęczenia psa podczas aportowania piłki, czy też innego aportu, dodatkowo biegając z górki oraz pod górkę Wasz pies genialnie wyrabia sobie mięśnie! Niestety zimą, kiedy leży śnieg górka zamienia się w stok narciarsko-saneczkarski, więc trzeba omijać ja szerokim łukiem. Błonia otoczone są kanałkami, które niestety czystością nie grzeszą... Tu psy mogą odetchnąć w gorące dni. Moja Tajga zażywa w nich regularnie kąpieli i odpukać tylko raz zdarzyło się jej rozwolnienie, o dziwo nie śmierdzi po tych wodnych zabawach. Jest tu sporo drzew, które jeśli trzeba chronią przed słońcem oraz przed lekkim niespodziewanym deszczem.

Polana idealnie nadaje się do treningów z frisbee lub zabawy/treningu z PULLERem. To fantastyczne miejsce do hasania dla psich przyjaciół a także do socjalizacji psiaków. Kiedyś chodziliśmy tam głównie w weekendy lub w luźniejsze dni, bo dojście tam normalnym krokiem zajmuje około 20 min, Park Polińskiego mamy znacznie bliżej. Niestety po rewitalizacji, zabetonowaniu go i wyznaczeniu ciasnego, zalewanego przez deszcz i piaszczystego psiego wybiegu musieliśmy przenieść nasze codzienne długie spacery w inne miejsce. Padło na Kamionkowskie Błonia Elekcyjne. Tu nikomu raczej biegające, szczekające, bawiące się, czy trenujące psiaki nie przeszkadzają. Psiarze nie są napiętnowani za to, że pies zrobił siku na trawie.

Jeśli chcemy pobyć sam na sam z pupilem też zawsze gdzieś znajdzie się taki azyl tylko dla siebie. 

Jeśli uznamy, że mało nam jeszcze spaceru możemy wybrać się do pobliskiego Parku Skaryszewskiego (o nim napiszę innym razem). Całe Błonia można obejść dookoła swobodnie z psem na luzie, należy tylko uważać na czasem szarżujących rowerzystów.

Jeśli Wasz pies zostaje sam w pewnej odległości od Was możecie połączyć spacer z treningiem na siłowni plenerowej, która znajduje się przy boisku, tuż za górką.

Tej zimy na górce stanęły 2 wieże dla jerzyków (ptaki). Ja jednak ptaków tam nie widzę, miejsce według mnie wybrano fatalnie - hałas  z boiska, miejsce spotkań psiarzy, bawiące się dzieci, dużo spacerujących osób, miejsce jest mocno nasłonecznione praktycznie przez cały dzień oraz nieosłonięte od wiatru.

wieże dla jerzyków

Mogę się tylko przyczepić do kiepskiego oświetlenia terenu oraz do rzadkiego koszenia trawy. W tej chwili trawa na łączce jest praktycznie wyższa od Tajgi, to cud, że nie leczymy jeszcze oczu u okulisty. Do tego wśród kwiatków i koniczyny lata masa pszczół, os, trzmieli i wszelkiego innego robactwa, które stwarza realne zagrożenie zarówno dla psów, jak i dla ludzi, czy dzieci (opalających się, wypoczywających i grillujących również). Wiosną też na ogół trzeba długo czekać zanim skoszą trawę i niestety w tym czasie minimum raz leczymy oczka naszej Tajgi, bo biegać gdzieś musi, z Jogim się spotykać również ;) 

A jakie są Wasze ulubione miejsca na spacer z psem? Jeśli mieszkacie lub mieszkaliście w Warszawie, to czy lubiliście Kamionkowskie Błonia Elekcyjne? My zdecydowanie preferujemy spacery bezsmyczowe! 






sobota, 6 sierpnia 2016

Wodne (i nie tylko!) zabawki dla psa [cz.7] Chuckit! Amphibious Boomerang


"Jest to wyjątkowa zabawka do aportowania, która unosi się na wodzie.

Wykonana jest ze specjalnej pianki i gumy, pokryta nylonem. Idealna do aportowania zarówno w wodzie jak i na lądzie. Kształt boomerangu pozwala na dalekie wyrzuty.

Zabawka występuje w jaskrawych kolorach, dzięki czemu jest bardzo dobrze widoczna.

Rozmiar M (one size) - długość 24,5 cm[opis ze sklepu Toys Dream Dog]
Waga zabawki to około 100 g

PLUSY:
  • urozmaicona zabawa w aportowanie - coś innego niż piłka, patyk, czy frisbee, Tajga jest zachwycona nowym kształtem
  • nie brudzi się - wystarczy opłukać i jest jak nowy (mile mnie to zaskoczyło po "kaczym kuperku", którego nie sposób doczyścić)
  • zabawka wykonana jest z trwałej pianki pokrytej nylonową tkaniną, która również jest bardzo wytrzymała (patrz filmik - Tajga uwielbia szarpać i memłać bumerang)  
  • brzeg zabawki wykonany jest z naturalnej, miękkiej gumy (zdecydowanie bardziej przyjazna psu niż w "kaczym kuperku")
  • jaskrawy kolor (u nas ostry pomarańcz, są jeszcze zielone) jest doskonale widoczny dla mnie i dla psa, zarówno w wodzie jak i na trawie
  • doskonała zabawka do aportowania nie tylko w wodzie
  • świetnie unosi się niemal cały na powierzchni wody, nie zatapia się nawet jak pies gwałtownie poruszy się w wodzie
  • u nas świetnie sprawdza się podczas skoków przez moją nogę oraz przy krótkich rzutach do łapania w powietrzu (do dysków Tajdze nie chce się tak skakać, jak do tej zabawki) a z tą zabawką robi nawet półobroty i obroty w powietrzu pewnie przy tym lądując
  • daje radę nawet jako szarpak

MINUSY: dziwne, ale nie znalazłam praktycznie żadnych minusów podczas dość intensywnego miesięcznego użytkowania Chuckit! Amphibious Boomerang. Jedyne do czego mogę się przyczepić to wysoka cena 45 zł i szwy, które nie wyglądają na trwałe, ale póki co przeżyły wszystkie szaleństwa Tajgi ;)