Tydzień chuchania i dmuchania na Tajgi łapkę po skaleczeniu w jeziorze mamy już na szczęście za sobą. Było ciężko, bardzo ciężko. Ten pies nie rozumie po co ma się ograniczać i niby dlaczego nagle spacer ma trwać krócej niż 10 km czy godzinę
Dwa dni jeszcze jest do wytrzymania. Trzeciego zaczyna się wycie, piszczenie, szczekanie na wszystko i na nic, dzikie szarpnięcia na smyczy, zrywy. Strajk - nie siknę, nie zrobię kupy dopóki mi porządnego spaceru nie zrobisz, usiądę i będę siedziała zaklęta w głaz, zabiję cię przenikliwym spojrzeniem.
Dwa dni jeszcze jest do wytrzymania. Trzeciego zaczyna się wycie, piszczenie, szczekanie na wszystko i na nic, dzikie szarpnięcia na smyczy, zrywy. Strajk - nie siknę, nie zrobię kupy dopóki mi porządnego spaceru nie zrobisz, usiądę i będę siedziała zaklęta w głaz, zabiję cię przenikliwym spojrzeniem. 

I dobrze, że się skończył, bo był dla nas naprawdę bardzo pechowy... 

Nie o wszystkim informuję na blogu, o niektórych sprawach w odpowiednim momencie napiszę inne nie wyjdą na światło dziennie. 



A podszerstek zdaje się nieustannie odrastać bez względu na to ile bym go nie wyczesała. 



